Maciej Klimaszewski Maciej Klimaszewski 18.05.2012 18:15
Nvidia przyszłością cloud gamingu?
1502V

Nvidia przyszłością cloud gamingu?

Po początkowym podnieceniu i niemal utopijnych wizjach dotyczących cloud gamingu, zdążyliśmy już przejść do porządku dziennego z usługami takimi jak OnLive i Gaikai - konsole i pudełka z fizycznymi kopiami gier nie odeszły wbrew najczarniejszym wizjom do lamusa. Na scenę wkracza jednak Nvidia, której GeForce GRID uczyni streaming gier tak prostym, jak "online'owe wypożyczanie filmów."

xxxxx

 

Układ proponowany przez giganta rynku podzespołów graficznych proponuje duży serwer wspierany poprzez GPU bazujące na technologii Nvidia Kepler. Całość może obsłużyć jednocześnie kilka połączeń. Z chmury zagramy na każdym urządzeniu - od smarfona po odpowiednio przystosowany odbiornik telewizyjny. GRID jest pierwszym GPU zaprojektowanym specjalnie z myślą o graniu w chmurze. Spece z Nvidi wymieniają problemy pierwszej generacji cloud gamingu - lagi, wysokie pingi, niską jakość grafiki oraz wysokie koszty spowodowane streamowaniem gier do centrów danych w skali 1 do 1 - by jako rozwiązanie podać właśnie GeForce GRID.

 

Specyfikacja techniczna urządzenia robi wrażenie. W środku siedzi 3072 rdzeni CUDA, 8 GB pamięci o przepustowości 320 GB na sekundę i shadery przerzucające 4,7 teraflopów danych. Całość połyka 250 W, dając w zamian wysokiej jakości efekty, o których posiadacze dzisiejszych konsol mogą jedynie pomarzyć - zaawansowana teselacja, antyaliasing i fizyka (PhysX). Na dokładkę dostajemy obsługę Nvidia 3D Vision.

 

 

Co z lagami, które mogą doszczętnie zniszczyć czerpanie przyjemności z grania w chmurze? Nvidia zdołała obniżyć opóźnienie o 30 ms, co powoduje, iż doświadczenie sprawia wrażenie "grania na konsoli." Bardzo sensowne czasy połączenia uzyskano poprzez hardware'owe kodowanie obrazu w znanym formacie H.264 i współpracę z providerami, tak by serwery umieścię blisko dużych miast. Producenci telewizorów określanych jako Smart także współdziałają z wytwórcą kart graficznych, czego efektem ma być niemal zrównanie opóźnienia, jakie tyczy się portów ethernetowych w telewizorach do poziomu porównywalnego z połączeniem HDMI-HDMI.

 

Brzmi bardzo sensownie, choć przeciwnicy idei braku faktycznego sprzętu i gier na półce wciąż kręcili będą nosem. Dla osób, które interesuje wyłącznie komfortowa gra w świetnie wyglądające tytuły, bez konieczności ładowania masy pięniędzy w sprzęt, inicjatywa Nvidi jawić może się jako światełko w tunelu, jeżeli chodzi o przyszłość cloud gamingu, nieważne czy będzie nią dalszy rozwój OnLive/Gaikai, czy zupełnie inne, konkurencyjne usługi. Ja osobiście nie potrzebuje fizycznych nośników, ani konsoli jako takiej - liczą się gry. Oczywiście usługa musi być stabilna i oferować przepustowość, która łyknie wszystkich użytkowników bez popity i nie dostanie po tym czkawki. O odpowiednio tańszych, cyfrowych wydaniach szpili nie muszę chyba wspominać, choć obecna sytuacja w tej materii zakrawa o absurd. 

Tagi: