A mroku ciągle brak...
Rzadko jakiekolwiek anime jest w stanie mnie zaskoczyć. Tym razem się udało - jakim cudem drugi sezon średniaka z potencjałem może być tak słaby?
I mam tu na myśli prawdziwy zeskok jakości, szczególnie fabularnej. Bo taki właśnie jest drugi sezon anime Clevatess. Szkoda, bo, mimo wszystko, liczyłem na coś dużo lepszego.
format(webp))
Prawie jak Hogwart
Nie będę ponownie opisywał protagonistów (odsyłam Was do mojej recenzji pierwszego sezonu), ponieważ niewiele się zmienili. Plusem jest to, że w tym sezonie większy nacisk położony został na inne postacie niż Clevatess i Alicia. Niewiele większy, fakt, ale większy. Tym razem oboje trafiają do magicznej Akademii, by odnaleźć coś związanego z Drellem z poprzedniego sezonu i innym Lordem Bestii. Działają pod przykrywką, więc Clen przerobił ciało Alicii by wyglądała jak nastolatka. Jest to jakaś nowość, choć motyw fizycznych zmian będzie się tu jeszcze przewijał- ale o tym za moment.
Problem w tym, że sama Akademia i jej uczniowie to zbiór najbardziej sztampowych postaci z Generatora Sztampowych Postaci, jakie tylko da się stworzyć. Nastolatek obdarzony absurdalnie potężną mocą? Obecny. Przemądrzała uczennica z niezwykłymi umiejętnościami? Obecna. Bliźniacy, którzy zawsze działają razem i rozumieją się praktycznie bez słów? Obecni. Sztampowy antagonista, który okazuje się być kimś innym, niż początkowo serial nam przedstawia, ale przez to jest jeszcze bardziej sztampowy? Obecny! Brak zdolności magicznych u Alicii, przez co ma lekkie problemy w odnalezieniu się w magicznej Akademii? Oczywiście, że obecne! Fan service w postaci bardzo skąpo ubranej Alicii, biegajacej na ekranie przez długie minuty? Zgadnijcie?
Ciemność... ciemności nie widzę!
To jednak nic w porównaniu z innym mankamentem tego sezonu - jest zbyt przegadany. O ile w pierwszym sezonie lała się krew, a akcja goniła akcję, tak tutaj przez niemal cały czas nie dzieje się nic. Niemal wszystko jest bowiem wyjaśnione przez długie opowiadania i retrospekcje.
Same walki też są bardzo mało satysfakcjonujące. Żadna nie zrobiła na mnie najmniejszego wrażenia. Jest jednak coś dużo ważniejszego - ich wyniki. O ile Alicia radziła sobie świetnie i wygrała praktycznie wszystko w pojedynkę, tak Clevatess (dla przypomnienia - wszechpotężny Lord Bestii, którego Alicia zaledwie drasnęła po rogu, co go zaskoczyło i zastanowiło) w drugim sezonie dostaje wciry od każdego z kim walczy. Jak? Nie wiem - po prostu wszyscy nagle okazują się od niego lepsi, silniejsi i/lub sprytniejsi. I jak mam taką postać w ogóle polubić?
Jak napisałem wcześniej, nowe postacie zawodzą w każdym możliwym aspekcie. Chyba jedyną ciekawą była matka Alicii. Reszta? Co mnie obchodziły, tak naprawdę? Do tego zbyt mało zginęło (ze trzy?), jak na mój gust - jakby twórcy uznali, że "za dużo postaci zginęło w poprzednim sezonie, więc teraz trzeba dać nowym plot armour".
A wiecie co jest najgorsze? Sezon kończy się cliffhangerem, który... jest jednocześnie najlepszą rzeczą, jaka się w nim pojawiła. I piszę to ja, nienawidzący cliffhangerów. A to o czymś świadczy, nie? Do tego zaraz potem jest... timeskip - co jest równie zaskakujące, niespodziewane i aż chcę poczekać na trzeci sezon, by zobaczyć czy może tym razem twórcy zrobią coś z sensem?
Skoro zacząłem wymieniać zalety, muszę napisać coś jeszcze... Eeee... Alicia w formie wiewiórki? No, jeszcze mogę dodać to, że w końcu pokazano nam więcej Lordów Mrocznych Bestii. Poza tym, serial ładnie brzmi i wygląda. I... tego... tyle?