Kolekcjonerka pod Lupą: The Blood of Dawnwalker – czy to jedna z lepszych kolekcjonerek roku?
W czasach, kiedy coraz więcej gier kupujemy cyfrowo, a pudełkowe wydania często ograniczają się właściwie do plastikowego pudełka z płytą, dobrze przygotowana kolekcjonerka nadal potrafi przypomnieć, dlaczego fizyczne wydania gier mają w sobie coś wyjątkowego. Dzisiaj pod lupę trafia The Blood of Dawnwalker.
Po wielu miesiącach oczekiwania w końcu trafiła do mnie edycja kolekcjonerska The Blood of Dawnwalker. Gdy nowa gra pochodzi od studia założonego przez byłych twórców Wiedźmina 3, trudno przejść obok niej obojętnie. The Blood of Dawnwalker od Rebel Wolves od pierwszej zapowiedzi wzbudzał ogromne zainteresowanie. Przyznam szczerze, że był to jeden z tych zakupów, które zamówiłem praktycznie od razu po ujawnieniu zawartości. Mroczne fantasy, wampiry, średniowieczny klimat i twórcy mający na koncie Wiedźmina 3 sprawili, że nie musiałem długo się zastanawiać.
Pierwsze wrażenie - Główna gwiazda zestawu: figurka Coena
Już samo opakowanie całkiem nieźle wprowadza w klimat świata Dawnwalkera. Zamiast krzykliwego pudełka mamy tutaj dominujące czerwienie, bordo i złote elementy, które dobrze współgrają z mroczną, średniowieczną stylistyką gry.


Po otwarciu zestawu pierwsze skrzypce gra oczywiście figurka. To zdecydowanie najważniejszy element całej edycji. Jest solidnie wykonana, pełna detali i od razu przyciąga wzrok.
Figurka przedstawiająca głównego bohatera prezentuje się zdecydowanie lepiej na żywo, niż początkowo się spodziewałem. Dostajemy tu bowiem Coena w dynamicznej scenie z wyciągniętym mieczem. Do tego dochodzi charakterystyczny fragment gotyckiej architektury znajdujący się za postacią. I właśnie ten element robi sporą różnicę.


Fajnie prezentują się również detale stroju, poszczególne elementy pancerza, zabrudzenia oraz krwawe ślady widoczne na ręce bohatera. Oczywiście nie jest to poziom kosztujących kilkaset euro figurek premium, ale też nie tego oczekiwałem. Najważniejsze jest to, że na półce figurka po prostu wygląda dobrze. A ostatecznie właśnie tam spędzi zapewne jakieś 99,9% swojego życia.
Na szczęście Dawnwalker nie próbuje oprzeć całej kolekcjonerki wyłącznie na jednej figurce. W pudełku znalazło się także kilka dodatkowych elementów. Duże wrażenie zrobiło na mnie kompendium, pełniące tutaj trochę rolę artbooka. Jestem fanem wszelkiego rodzaju materiałów prezentujących proces tworzenia gry i tutaj zdecydowanie jest na czym zawiesić oko. Ilustracje, projekty postaci, lokacje, architektura czy materiały przedstawiające proces tworzenia świata mają dla mnie znacznie większą wartość niż przypadkowa przypinka albo naklejka, która po pięciu minutach trafia z powrotem do pudełka.

W zestawie znalazła się również fizyczna mapa świata, steelbook oraz pudełko z grą na płycie. I może brzmi to trochę absurdalnie, ale w 2026 roku zaczynam doceniać fakt, że kupując dużą kolekcjonerkę gry, faktycznie znajduję w niej fizyczną płytę z grą.

Czy kolekcjonerka The Blood of Dawnwalker robi dobre pierwsze wrażenie? Po rozpakowaniu całego zestawu uważam, że zdecydowanie tak. Największą zaletą jest dla mnie jego spójność. Nie mam tutaj wrażenia, że ktoś próbował nabić liczbę elementów dziesięcioma tanimi gadżetami tylko po to, żeby lista zawartości wyglądała dłużej. Figurka jest główną atrakcją, ale towarzyszące jej kompendium, mapa oraz steelbook naprawdę dobrze uzupełniają całość.
No dobrze, ale jak sama gra? Pierwsza godzina z Dawnwalkerem
Kolekcjonerka rozpakowana, figurka znalazła swoje miejsce, więc pozostało zrobić to, po co właściwie kupuje się gry. Pora samemu sprawdzić czy cała ta piękna otoczka ma równie ciekawą zawartość. Na ten moment spędziłem z The Blood of Dawnwalker dopiero około godziny, więc zdecydowanie za wcześnie na jakiekolwiek większe oceny. Mogę jednak powiedzieć, że pierwsze wrażenie jest bardzo dobre. Oczywiście trudno całkowicie uciec od skojarzeń z Wiedźminem 3. Nie chodzi nawet o kopiowanie konkretnych elementów. Bardziej o sposób prowadzenia dialogów, budowania średniowiecznego świata czy ogólną „ciężkość” tego uniwersum. Wiedząc, że za projektem stoją ludzie wcześniej związani między innymi z Wiedźminem, trudno tych porównań uniknąć.


Pierwsza godzina za mną i chcę grać dalej. To chyba najlepsze, co mogę obecnie napisać. Świat mnie zainteresował, klimat siadł praktycznie od pierwszych minut, a sam pomysł na bohatera będącego człowiekiem za dnia i wampirem nocą daje twórcom ogromne pole do popisu. Na pełniejszą opinię przyjdzie jeszcze czas. Na razie jednak wygląda na to, że po rozpakowaniu bardzo udanej kolekcjonerki dostałem również grę, od której nie mam ochoty szybko odchodzić. I chyba lepszego pierwszego wrażenia nie mogłem oczekiwać.
A jak Wy oceniacie tę kolekcjonerkę? Skusiliście się na zakup, czy cena skutecznie Was odstraszyła? I najważniejsze – po pierwszych godzinach z The Blood of Dawnwalker jaka jest Wasza opinia o samej grze? Dajcie znać w komentarzach.