Utawarerumono: Past and Present Rediscovered czyli ostatnia odsłona całej serii (jRPG) [PC]
Utawarerumono - nawet nie wiecie, jak długo zajęło mi, aby w ogóle zapamiętać tę nazwę.
Jak wiecie, albo nie, to bardzo lubię serię Utawarerumono, a szczególnie oryginalną trylogię Visual Novel (no, co 5 godzin czytania, był tam krótki gameplay, nawet taki fajny), popełniłem na ich temat nawet wpis na blogu. Tym razem pokrótce przedstawię wam ostatnią odsłonę serii czyli Utawarerumono: Past and Present Rediscovered, która to jest jRPG, dokładnie jak jej poprzednik (Monochrome Mobius). Po raz kolejny jest to interquel dziejący się pomiędzy pierwszą (Prelude to the fallen), a drugą (Mask of Deception) częścią, gdzie to poznamy losy młodszego Oshtora, który to w dziwnych okolicznościach dowiedział się, że ma drugą młodsza siostrę (o imieniu Shunya) i razem przeżywają przygody (każdą grę można tak streścić).
W każdym razie, jest to bezpośrednia kontynuacja Monochrome Mobius: Rights and Wrongs forgotten (też miałem o tym bloga). Pewnie są osoby, które nie zdawały sobie sprawy z tego, że Monochromatyczny Mobiusz, to część serii o tym trudnym tytule (a najpewniej w ogóle nie słyszeliście o tej grze) i takie głosy widać było przy zapowiedziach najnowszej odsłony. Ja nie mam pojęcia, czemu dla tej jednej gry zmienili nazwę, ale ok, niech im będzie, mleko już się rozlało.
Nie przedłużając więcej, powiem coś w skrócie: jak graliście w Monochrome Mobius i wam się podobał, to w sumie nie macie co czytać tego bloga, weźcie sobie to Utawarerumono kupcie i zagrajcie. W przeciwnym razie, to też nie czytajcie tych moich wypocin, szkoda czasu.
Ciekawym jest też, że gra wyszła w tym samym czasie w Japonii i reszcie świata... Ale tylko na PC. Wersje konsolowe (PS5 i Switch 2) są ekskluzywne dla Japonii. Czyli co, możemy mówić o najlepszym PCtowym exie? W ogóle z tą serią są jakieś zamieszania licencyjne, bo na Playstacji po angielsku jest chyba tylko remake jedynki (obie Maski i Zan 1 skasowali po przejęciu Atlusa przez SEGA) i Monochrome Mobius (pół roku po wersji PC, wydany przez innego wydawcę), gdy w Japonii jest tam cała seria i niedawno wydali ją jeszcze na Switchu, za to PCty dostały nie tylko całą oryginalną trylogię, dwie jRPGowe odsłony, ale także spin-offy w postaci Zan 1, a także Zan 2 (które przez lata było tylko po japońsku i wyszło dopiero w tym roku, o nich może też zrobię jakiś krótki blog). Do tego zapowiedzieli jeszcze, że przerobią mobilkę na normalną grę offline dodając do niej pełny voice acting, nie wiadomo jednak jeszcze, czy będzie po angielsku (obstawiam, że tak). Jest ona kanoniczna, to by się przydało.
Dobra, to po krótce, maksymalnie bez spoilerów:
Fabuła:
Dzieje się to jakiś czas po poprzedniej odsłonie i kontynuuje jej wątki. Fabuła jest tu skonstruowana w trochę rozwleczony i pełen fillerów sposób (nie znaczy, że jest zła). Generalnie, odniosłem wrażenie, że fabularnie najmocniejszy był początek i koniec gry, a spora część środka była trochę rozwleczona. W tej grze nasi herosi (przywróceni do levelu 1, jest fabularne wyjaśnienie) podróżują po świeci, aby aktywować jakieś wieże, i tam mają różne przygody i spotykają różnych ludzi. Wiele postaci znanych z Yamato, a także pewną dwójkę miłych panien z Tuskur.
Jak też nazwa wskazuje, gra rzuca nam trochę nowe światło na przeszłość i teraźniejszość świata gry, gdzie to odkryjemy pewnie rzeczy na nowo i poznamy parę nowych informacji. Sama fabuła była po prostu ciekawa, śledziłem ją z zainteresowaniem, ale brakowało jej tego czegoś. Co innego same dialogi i postacie, jak na serię przystało, to jej najlepszy (moim zdaniem) element. Gra ma swój specyficzny styl... właściwie wszystkiego, i to lubię.
Grafika:
Mamy mały postęp jeżeli chodzi o grafikę. Jest trochę lepiej, trochę zmienił się styl graficzny, ale ogólnie bez fajerwerków. To niszowa gra z malutkim budżetem, do tego jak na dłoni widać, że użyli ponownie całą MASĘ assetów i lokacji z jedynki. Mnie aż zdziwiło, że ta gra powstawała jakieś cztery lata.
Za to dalej robiły na mnie wrażenie sceny pojedynków... choć było ich mniej niż w poprzedniku. Choć modele postaci jakościowo pamiętają czasy PS3, to sama choreografia i animacje przywodziły mi na myśl najlepsze anime (wiecie, takie hity, jak "Moja młodsza siostrzyczka nie może być tak słodka" czy... coś mi się pomieszało, dobra nieważne).
Muzyka:
Wiecie, że jestem muzykiem? Grałem kiedyś na trójkącie, więc się znam. O tej wspaniałej muzyce mogę powiedzieć tyle - jest wspaniała.
Gameplay:
Rozgrywka, jest bliźniaczo podobna do poprzednika, to turowy jRPG z ciekawym systemem tzn. mamy takie trzy pierścienie po lewej u góry i w zależności gdzie nasza postać jest usytuowana, to ma inne staty, prędkość itd.. System dostał też parę usprawnień np. zrezygnowano z głupiego pomysłu braku pasków zdrowia u wrogów, teraz normalnie je widać (przedtem musieliśmy przyglądać się ich animacjom, co mogło być problematyczny w paru przypadkach). Są też nowe umiejętności, przeciwnicy, ale ogólnie jest podobnie.
Czymś nowym i całkiem fajnym, jest za to system "władców terenu" tzn. świat jest podzielony lokacje, a te lokacje na mniejsze tereny, i one mają swoich władców (no, czasem nie), zabijając odpowiednią ilość przeciwników (tzn. musimy wygrać np. 4 pojedynki) pojawić się może taki władca, jest on znacznie silniejszy od reszty wrogów, jakich możemy napotkać w danym miejscu, ale jego pokonanie da nam świetną możliwość zabijania każdego przeciwnika jednym ciosem, jeszcze przed rozpoczęciem faktycznej walki.
No nie mówcie mi, że nie mieliście czasem dość zbędnej walki w jRPG? Tu walka sprowadza się do tego niezbędnego minimum i po tym bez problemu możemy szybko grindować i przedzierać się przez dalsze części lokacji. Dla mnie super. A najbardziej, jak Shunya na wieść o szybkiej śmierci przeciwnika, mówi mu "bye, bye" (urocze).
Podsumowanie:
Choć nie tak dobra, jak oryginalna trylogia, jest to dalej pozycja obowiązkowa dla fanów serii i całkiem niezły jRPG.
Macie tu jeszcze porównanie wyglądu NPC względem MM:RAWF i U:PAPR:
posłowie:
to ten, nie liczcie na więcej blogów w najbliższym czasie, nie chce mi sie robić, a wy za mało mi płacicie (dokładniej, to nic mi nie płacicie). A tak w ogóle, taką mi ta gra narobiłą ochotę na więcej Utawarerumono, że chyba wszystkie trzy sezony anime obejrzę, bo jeszcze nie widziałem.