Przegląd Eroge #55 gry ENF Stuff [+18]
Witam, blog +18. Dzisiaj trochę "zapchajdziura", kiedyś tego bloga napisałem (z pół roku temu), to teraz macie.
Dzisiaj trochę inaczej niż zwykle drodzy państwo. Przede wszystkim gra stworzona poza Japonią czyli nie jest to eroge, ale dla łatwości wyszukiwania moich blogów, taką tu pozostawie nazwę. Macie taką małą odskocznię od Azji. Dzisiaj na tapet biorę gry małego zespołu, nie wiem czy nie jednej osoby, bo nie chce mi sie sprawdzać (profesjonalizm wiem, ale nikt mi za to nie płaci, a mogliby <----- TO ŻART). W każdym razie gier są cztery (liczbowo 4) i są to tytuły różniej jakości, to trzeba na wstępie zaznaczyć, wszystkie przede wszystkim skupione na "ENF" tzn. Emberassed Naked Female (Zawstydzone Gołe Baby, czyli by to było ZGB), seksu to jak kojarzę było mało i tylko w dwóch grach. Tu nawet na Steam widać, że te gry mają inne oznaczenie, bo nie wiem czy wiecie, ale Steam dla gier "dla dorosłych" ma dwa rodzaje oznaczeń, jedno, że jest seks, a drugie, że jest dużo golizny.
Warto dodać, że gry są bardzo tanie. Za pierwszą 15zł, za kolejne 23zł. Każda jest na steam, nie dam linków, co nie macie rąk do roboty i czekacie na gotowe?
Dobra, przechodząc do pierwszej gry:
Beth the Exhibitionist
Zacznę od tego, że tej gry nie lubię. Powodów jest cała masa, główny jest taki, że mi się nie podobała.
Ale dlaczego? Jako profesjonalny bloger, powiem wam tak, niepamiętam wiele z tej produkcji, ale postaram się wam grę opisać. Zaczyna się tak, że Beth z nami gada, że ma jakąś grę czy tam wyzwanie, bo ona jest tym co w tytule, lubi się obnażać. Więc stwierdziła, że spróbuje wyjść z mieszkania i wrócić na chatę (nie pamiętam czy jej czy kogoś innego), oczywiście wszystko to w jej najlepszym wdzianku, po angielsku jest takie określenie "birthday suit" tzn. strój narodzinowy. Można się domyślić, jak takowy strój wygląda.
I tu pojawia się mój problem, gra jest czymś w rodzaju gry paragrafowej, macie wybory, wybieracie i patrzycie co się dzieje. Musicie podjąć takie decyzje, aby mieć dobre zakończenie, w tym przypadku naszym celem jest przebiec tak, aby nikt Beth nie zobaczył... znaczy, autor dosyć szybko konwencję zmienił, więc na drodze spotkamy parę postaci, coś tam się dzieje. Problem jest taki, że same dialogi są dosyć śrendio napisane, generalnie, to gra próbuje być bardziej czymś w rodzaju komedii, ale jej się to nie udaje. Nuda, nie polecam szczerze, nie lubię pisać o grach, których nie lubię, więc przejdę do drugiej gry studia, która mi się w sumie podobała.
Zoe The Exhibitionist, to druga gra studia ENF Stuff i tym razem nawet mi się podobała. Mamy tu podział na kilka części, które opowiadają różne historie z udziałem tych samych postaci, ale każda z nich ma nieco inny gameplay. To wciąż visual novele, gdzie jedyne co możemy robić, to podejmować wybory, ale cóż... robimy to trochę inaczej w każdej "części".
Pierwsza część, to typowe "baba wyszła z domu w ręczniku, ale jakoś go straciła, teraz musi wrócić, aby nikt jej nie zobaczył". Pomyślicie, że dosyć typowy i nudny scenariusz, ale jak się okazuje, to niekoniecznie. W tej grze dzieją się rzeczy różne, wręcz nie z tego świata. Ma ona taki trochę losowy humor, np. nagle bez powodu możemy trafić do nawiedzonego domu, bo czemu by nie? Oczywiście jest tam strasznie, duchy naprawdę istnieją w tym świecie. Istnieją tam też elementy sci-fi, jak fantastyczne urządzenie nazwane "Nudalizer", które ja bym przetłumaczył jako "Ogalacz" albo lepiej "Rozbierainator", bo jak jest końcówka "-inator", to jakoś lepiej brzmi.
Generalnie tu już w sumie wszystko jest lepiej względem poprzednika, żarty są niezłe i siadają, te słowne, jak i sytuacyjne, a sama historia staje się po czasie tak absurdalna, że głowa mała, jakieś korporacje, androidy i alternatywne wymiary, powalone to trochę. Polecam tytuł, niezły jest, choć krótki, niecałe 4h. Mówiłem, że każda z tych gier ma voice acting? W sumie nie aż tak zły, niektóre postaci są zagrane całkiem nieźle... niektóre jednak gorzej. W uszy się też rzuca różna jakość mikrofonów danych aktorek (wiadomo, chłopy tu gadają tylko napisami, nie bójcie się więc, że usłyszycie w grze mężczyznę), ale generalnie wypada to nieźle, w sumie dotyczy to każdej gry tego studia. Dobra, do kolejnej gry:
Nie lubię tej gry. Zabawna sprawa, bo u mnie to jest tak na zmianę, pierwsza gra - nie lubie, druga - lubię, trzecia - nie lubię... zgadnijcie, co myślę o czwartej. Tym razej, nic z tej gry nie pamiętam, a moje doświadczenie z tytułem było na tyle nudne, że nie chce mi się go powtarzać... Dodali tu chyba minigierki tak w ogóle, pamiętam, że były słabe. No generalnie mi tutaj nie siadł ani humor, ani fabuła, ani cokolwiek. Była może z jedna scena, która mnie nawet rozbawiła, gdzie to postać nosiła ciekawy strój... który był hologramem, który zanikał, jak postać się zbyt ruszała lub oddalała od serwera czy coś.
Dobra, do kolejnej gry.
Emilka jest całkiem zabawna. Znowu mamy tu podział na kilka różnych części, tym razem 4 (+jakieś bonusowe, krótkie). Mamy tu więc historię o Emilce, historię o Emilce część 2, powrót Alice i Black Jack (taka minigierka bardziej, średnio udana).
Ogólnie, gra jako jedyna ze wszystkim ma też osiągnięcia na Steam, warto wspomnieć, zajęło mi to koło 2 godzin do ukończenia. Więc tak, historia o Emilce część 1, to dosyć typowy scenariusz, gdzie postać w wyniku pewnej sprzeczki z inną ekshibicjonistką ląduje poza szkolną przebieralnią w samym ręczniku... lub bez niego (znowu, mamy tu grę z masą wyborów). Celem jest wrócić do domu, po drodze oczywiście dojdzie do wielu mniej lub bardziej przykrych sytuacji (przykrych dla Emilci, dla mnie były zabawne). Część pierwsza operuje też do pewnego stopnia na klasycznych humorze "zasłonowym", nie wiecie co to? Zmyśliłem nazwę, generalnie chodzi mi o to, że różne obiekty zasłaniają intymne części ciała Emilki, dajac to złudzenie, że jak lekko się ruszy (ona lub te różne obiekty), to uda nam się ujrzeć coś wspaniałego. Fajnie, podoba mi się... że użyli to tylko w części pierwszej, bo druga daje nam wiele okazji by podziwiać wszystkie wdzięki Emilki.
O ile część pierwsza była dosyć typowym scenariuszem, to druga część ma już bardziej powalone rzeczy, jak cofanie się w czasie (oczywiście, tylko materia bioorganiczna, czyli ubrania zostają w teraźniejszości). Tu scenariusz robi się bardziej ciekawy, i możemy podziwiać, jak protagonistka z kolejnymi powtórzeniami traci resztki wstydu. Zabawny scenariusz, jest nawet lubiamy przeze mnie motyw "body paint", gdzie postać udaje posąg. Bardzo lubiłem taką scenę w Cutie Honey, niestety była ona tylko w oryginalnej mandze (tej anulowanej po 2 tomach) i w najnowszym anime Cutie Honey Universe, które... było bardzo przeciętne, wiele rzeczy robiło wręcz tragicznie, ale jednocześnie chyba najwierniej ze wszystkich adaptowało... sceny fanserwisu z mangi. Fajnie. Wracając do gry, to była fajna, spoko, zabawna, ale sporo krótsza od Zoe. Czekam co przyniesie przyszłość, mam nadzieję, że ENF Stuff nie będzie działać wedle tego cyklu i ich kolejna gra jednak mi się spodoba.
Dobra, to tyle. Nie jest to mój najprofesjonalniejszy blog, ale kto mi za to płaci? Nara.
kącik zboczenia z tematu:
Przeglądałem sobie moje nieopublikowane blogi i znalazłem tam różne ciekawe rzeczy. Żartuję, zwykłe bzdety, ale może do paru z nich wrócę i opublikuję. Generalnie parę razy zmieniałem trochę konwencję tych blogów (nie wiem czy zauważyliście), nie powiem wam jak, musicie przeczytać wszystkie po kolei i może to wyłapiecie. W każdym razie, mam parę takich mniejszych gierek do pokazania, sądząc po komentarzach/plusach, to wy wszystko łykniecie, a ja jestem łasy na atencję.
Dzisiaj mam dla was jeszcze mikro recenzję mangi "Grzechy rodziny Ichinose" (zanim zapytacie, nie, w rodzinie Ichinose nie ma żadnej osoby o imieniu Grzegorz). Dobra, więc w skrócie "chłam, nie podobało mi się", a trochę dłużej - pierwszy tom był dla mnie bardzo ciekawy, choć trochę taki "głupiutki", ale tak typowo mangowo. Rodzina ma wypadek i jakimś cudem cała rodzina ma amnezję, myślą, że są super spoko rodzinką, wracają do domu i tu się okazuje, że jednak każdy ma jakiś sekret, np. syn ma całą ścianę wymalowaną napisami (znakami raczej) "śmierć", nikt nie chce gadać o tym, co znalazł w swoim pokoju. Tu pojawiają się tajemnice, które to przyjdzie nam zaraz poznać.
Problem jest tu głównie taki, że autor w chyba 3 (z 6) tomie stwierdził, że ta konwencja, to w sumie nudna jest, wywalił ją do kosza i zrobił tak głupi i bezsensowny plottwist, że głowa mała. W sumie już wcześniej zaczął coś mącić z pętlami czasowymi, cóż, dla mnie wyszły z tego kompletne brednie, a sama fabuła w tomie 6 się właściwie urywa, nie dając dla mnie jakkolwiek satysfakcjonującej konkluzji (obstawiam, że typowa sytuacja, mało komu się manga podobała więc ją anulowali... połowa tomu 6 w polskim wydaniu, to one-shoty tego autora jakby co, jeden opowiada o gościu rysującym Boy's Love romance z... premierem Japonii i chyba gościem od finansów? Coś tam było, ale to nuda straszna wyszła, a kolejnego nie czytałem, ale wygląda ciekawie, to pewnie dokończę). Nie polecam. Polecam za to drugą mangę autora, 1 tomówkę "Pierwszy Grzech Tokopiego" (w sumie w PL to 2w1), anime swego czasu zrobiło furorę (nie oglądałem). To też nie jest idealne dzieło, ma ogrom wad, ale mi się całkiem podobało. W każdym razie, bardzo lubię anime Cardcaptor Sakura, do widzenia.