Blog użytkownika Uniberon

Uniberon Uniberon 26.07.2020, 14:50
Dead Cells - okiem pasjonata
680V

Dead Cells - okiem pasjonata

Dead Cells to tytuł, który zapewne nie jednemu obił się o uszy. Wydany w 2017 roku, łączy elementy roguelike'ów i metroidvanii i przypadłado gustu już 3 milionom graczy na świecie. Jak jednak prezentuje się w całej swojej okazałości? 

Grę zaczynamy spadając... a raczej spada nasza głowa. Po dotoczeniu się do bezgłowego korpusu, zostajemy powitani przez tajemniczą postać. Pokrótce tłumaczy nam ona, że wyspa, na której się znajdujemy została opanowana przez tajemniczą chorobę zwaną "malaise", która zamienia mieszkańców w przerażające potwory, łaknące krwi, oraz, że z nieznanych nikomu powodów nasz bohater nie może umrzeć. Po skończonej konwersacji przechodzimy do pokoju obok, łapiemy swój standardowy oręż i ruszamy w loch, nie wiedząc co czeka na nas w jego korytarzach.

Od razu w oczy rzuca się kolorowa, pixelart'owa oprawa graficzna z przyjemną muzyką w tle. Wszystko współgra ze sobą na bardzo wysokim poziomie, co tworzy dość specyficzny i oryginalny klimat. Korytarze są tutaj szerokie, momentami po brzegi wypełnione przeciwnikami czyhającymi na nasze życie. Ich początkowe zróżnicowanie niestety nie powala - ot, zwykły zombie czy też trep z tarczą przy którym będziemy musieli się nieco wysilić.

Tutaj możemy zatrzymać się na chwilę, aby omówić system walki - jest on dosyć prosty, lecz dający sporą satysfakcję. "Ścięty", czyli główny bohater, atakuje poprzez wykonywanie prostych kombinacji, polegających na wciskaniu praktycznie jednego przycisku, który jest odpowiedzialny za daną broń przez nas wyekwipowaną. Prócz tego możemy unikać ciosów poprzez tzw. roll, który szybko i z gracją przemieści nas na tyły wroga, co da nam szanse na bezpieczny atak. Za zabicie wroga gracz otrzyma niewielką ilość złota oraz tytułowych "komórek", które są drugorzędną walutą w grze. Naturalnie, jak na tego typu produkcję przystało, ścięty będzie od czasu do czasu musiał się zregenerować. Do tego posłuży nam jedzenie, które wypada losowo z przeciwników, bądź jest gdzieś przed nami ukryte, a prócz tego na wyposażeniu znajdziemy też fiolki z leczniczym płynem, które uzupełniane będą między poziomami. Jak to często w tego typu produkcjach bywa, śmierć jest integralną częścią gry. W tym wypadku zgon oznacza dla gracza rozpoczęcie całej zabawy od samego początku. Bohater w swoim ekwipunku ma do dyspozycji do 2 broni i umiejętności, które można znaleźć podczas podróży. Narzędzia mordu będą tutaj różne - od standardowych mieczy czy łuku po kusze bądź buty. Warto również wspomnieć o obecności tarcz, dzięki którym możemy blokować, bądź parować ciosy naszych adwersarzy. Różnorodność pojawia się tu również w umiejętnościach - te mogą być przywoływanym działem, zwierzęciem, bombą lub nadprzyrodzoną mocą. Wszystko to będziemy znajdować w trakcie naszej podróży przez zróżnicowane lokacje, niekiedy będą one schowane w skrzyniach, a czasem leżały gdzieś w trudno dostępnych zakamarkach. Z pokonanych przeciwników będą również wypadać schematy, które pozwolą nam na swoiste odblokowanie kolejnych elementów oręża. W grze dostępne są także legendarne warianty broni - te mogą pojawić się kompletnie losowo w jakimkolwiek momencie gry, a warunkiem zdobycia ich będzie pokonanie pobliskich mobów, które zasilają barierę, uniemożliwiającą jej podniesienie. Od broni zwykłej różnią się one dodatkowymi statystykami i często zadają większe obrażenia. Oczywiście, przez całą naszą rozgrywkę nie polegamy tylko i wyłącznie na naszym ekwipunku.

Przez całą grę zbieramy zwoje, które podnoszą jedną z trzech głównych statystyk : brutalność, oznaczoną kolorem czerwonym, taktykę, która otrzymała kolor fioletowy i przetrwanie, do którego przypisano zielony. Każda z nich odpowiada za nasze obrażenia i zdrowie, jednocześnie kształtując nasz styl gry poprzez pulę broni i umiejętności, współgrających z danym "kolorem", jak i mutacji, które możemy nabyć w swoistym hubie, znajdującym się między poziomami.

Pierwsze, co gracz zauważy po przejściu do niego to para drzwi. Są to drzwi, które otworzyć możemy jedynie wtedy, gdy spełnimy dany warunek. Zazwyczaj jest to dojście do nich przed upływem czasu, zabicie danej liczby przeciwników bez otrzymania obrażeń czy też bezbłędne ukończenie walki z bossem. Za nimi zaś zawsze czai się niewielka liczba komórek i trzy elementy wyposażenia do wyboru. Idąc wgłąb spotkamy przeróżne postaci, które mają za zadanie pomóc nam w naszej krucjacie. Pierwszą z nich będzie tajemniczy kolekcjoner, który za jedną z dwóch dostępnych walut odblokuje dla nas kolejne bronie. Również do niego będziemy oddawać wszelkie schematy. Następnie spotkamy pomocnika kowala, który za złoto zdobywane podczas gry ulepszy nasze wyposażenie do następnego poziomu, czy pozwoli nam na ponowne wylosowanie dodatkowych statystyk. Kolejny jest alchemik, u którego możemy wybrać modyfikacje naszej postaci. Nasz wybór jest niezależny od tego, w którym kierunku rozwijamy swoją postać, tzn. maksymalizując brutalność wciąż możemy wybrać modyfikacje z drzewka taktyki bądź przetrwania. Musimy jednak się liczyć z tym, że będą one działały słabiej. Przykładem może być tu crow's foot, które podczas przewrotu zostawia za bohaterem trzy krucze stopy, spowalniające przeciwników, którzy w nie wejdą i zadają im obrażenia. Po każdej walce z bossem pojawi się również postać zwana Blacksmith'em, u którego możemy ulepszyć naszą szanse na znalezienie przedmiotów wyższej jakości. Przed wyjściem znajduje się też fontanna, uzupełniająca nasze fiolki leczące i nasze brakujące HP. Po uzupełnieniu płynów i wprowadzeniu paru zmian tu i ówdzie, przechodzimy do następnego poziomu.

Z początku dostępnych dla nas jest 8 plansz - lochy, las potępieńców, mury zamku, czarny most, osada rybacka, wieża zegarowa, wnętrze zegara, zamek i sala tronowa. Co poziom gra rzuca na nas coraz to cięższych przeciwników, i kwestia designu zaczyna się tu poprawiać - zakapturzeni zabójcy i dziwaczni wojowie z ostrzami zamiast rąk, krzyżówka kraba z shogunem, topielce plujący larwami czy też... kapitan łajby z działem w ręku. Każdy z nich ma parę unikalnych ruchów, których używają podczas starcia. Kapitan przykładowo może wystrzelić w nas powoli toczący się pocisk, kiedy jesteśmy daleko, ale gdy się zbliżymy wykona trzy szybkie uderzenia przy pomocy działa.

Co parę plansz natkniemy się na bossa. Z początku jest ich tylko 3 - The Concierge, Time Keeper i finałowy Hand of The King. Pierwszy z nich to wielki golem z ostrzami z krzemienia zamiast rąk, który atakuje nas pchnięciami, doskokiem, falą ognia czy też aurą zadającą obrażenia w czasie. Drugi to kobieta-samuraj walcząca dwoma ostrzami, co jakiś czas posyłająca w nas noże kunai i przyciągająca nas do siebie sposobem łudząco podobnym do Scorpiona z serii Mortal Kombat. Ręka króla, jak na finałowego bossa przystało, jest z całej trójki największym wyzwaniem. Pozwolę sobie jednak ominąć jego dokładny opis, aby nie psuć wam zabawy. Przechodzę do walki, zabijam go, i podnoszę ten poniższy przedmiot.

I wtedy dowiaduje się, że to był dopiero tutorial.

Pokonując ostatniego bossa absorbujemy jego "komórkę", której potem użyjemy, żeby podnieść poziom trudności gry. Mocniejsi przeciwnicy będą zjawiać się wcześniej i będziemy otrzymywać zwiększone obrażenia, fontanny leczące będą dostępne rzadziej aż do momentu, kiedy przestaną się pojawiać a zwoje będą dawać nam mniej zdrowia. Tutaj gra dla niektórych może stać się mniej przyjemna - na dobrą sprawę musimy zacząć uczyć się jej kompletnie od nowa, tworząc synergię między przedmiotami, która pomoże nam w finałowym starciu i przeskoczeniu na kolejny z pięciu poziomów trudności. Otworzą się również przed nami nowe lokacje, co jakiś czas gra zacznie nasyłać na nas nowych przeciwników, jak również będziemy odkrywać fabułę gry, poprzez interakcję z napotkanymi NPC czy tak zwanymi lore room'ami.

Gra niestety nie jest bez skazy. Jak to bywa z tego typu produkcjami, wielu rzeczy gracz będzie musiał domyśleć się samemu. Nie pomaga w tym fakt, że wiele rzeczy jest nieintuicyjnych. Za przykład posłuży mi moment, w którym udało mi się odblokować lustro. Otóż pojawiał się w nim wizerunek przeciwnika, i... to by było na tyle. Grałem w kompletnej niewiedzy, przynajmniej do momentu kiedy postanowiłem sprawdzić wiki. Tam wyczytałem, że stwór, który zostanie przez owe lustro wskazany, powinien upuścić schemat którego jeszcze nie posiadamy. Fakt faktem - może sytuacja wynikła bardziej z tego, że mimo ciągłego polowania na ten typ przeciwnika, który lustro wskazało, nie działo się po prostu kompletnie nic. Problemem stanie się również wybór oręża - gra staje się trudniejsza, a nasze bronie słabną, co sprawia, że zawęża nam się pula tych użytecznych. Warto też wspomnieć o poziomach trudności, ponieważ między nimi istnieje (moim zdaniem) zbyt duża różnica. Największy problem stanowi tutaj tutorial, gdzie gra najzwyczajniej w świecie jest zbyt prosta, dając nam horrendalną ilość mocy w porównaniu z resztą "boss cells". Po ukończeniu go gracz nie uczy się zbyt wiele, przez co przejście między 0BC a  1BC sprawia wrażenie rozpędzenia się i uderzenia z impetem w ścianę. 

Poza samą główną rozgrywką znajdziemy też różne rzeczy poboczne - przykładem będzie tutaj system "dziennych wyzwań", do których dostęp mamy z poziomu menu bądź przed wyborem broni startowej. Przechodząc przez specjalne drzwi przechodzimy do losowo wygenerowanej lokacji, wybieramy jedną z dwóch dostępnych nam broni, a naszym zadaniem jest dostanie się do głównego bossa przed upływem czasu i jednocześnie zebranie jak największej sumy punktów. Za wykonanie danej liczby wyzwań, gra nagrodzi nas specjalnym schematem broni, który możemy potem odblokować u Kolekcjonera.

Na końcu chciałbym dodać, że gra jest cały czas aktualizowana przez twórców, którzy wprowadzają do niej nowości w stylu balansu, nowych lokacji czy przeciwników. Jest to ogromny plus dla produkcji tego typu, gdyż nie nudzi się ona zbyt szybko oraz daje nam powód, aby co jakiś czas do niej wracać.

Tagi:

Werdykt
Dead Cells - okiem pasjonata
Grałem na: PS4
  • + Wyśmienita oprawa audiowizualna
  • + Zróżnicowany design poziomów
  • + Płynność poruszania się i walki
  • + Spore możliwości budowania postaci
  • + Humor
  • + Gra starcza na wiele godzin
  • - Spora część broni staje się bezużyteczna na wyższych poziomach trudności
  • - Duży difficulty spike
  • - Wiele rzeczy do nauczenia się jednocześniew
  • - Niektóre rzeczy są nieintuicyjne, ciężko domyślić się jak co działa
8.0
Uniberon
Uniberon Dead Cells to naprawdę dobra produkcja, która daje dużo frajdy, lecz nie zapewni jej każdemu graczowi, który po ten tytuł sięgnie. Gra jest raczej skierowana do osób, które lubią gry trudne i często uczą się ich do perfekcji. Jeżeli masz chęci aby uczyć się gry i jej zasad - gorąco polecam.
Oceń notkę
+ +21 -

Oceń profil
+ +9 -
Uniberon
Ranking: 9247 Poziom: 17
PD: 944
REPUTACJA: 352