Kod i krzem #12 – Katharsis na padzie czyli Read Dead Redemption 2, God of War oraz The Last of Us part II
UWAGA! Tekst zawiera istotne spoilery z gier RDR2, God of War (2018) oraz The Last of US Part II.
Istnieje dla mnie pewien szczególny rodzaj gier. I wcale nie chodzi mi tutaj o konkretny gatunek. Nie ma znaczenia, czy to strzelanka, RPG czy przygodówka. Chodzi o gry, które wywołują we mnie katharsis. To właśnie takie produkcje cenię najbardziej. Szukam w nich czegoś więcej niż tylko prostej rozrywki, szukam emocjonalnego wstrząsu, który zostaje ze mną na długo po wyłączeniu konsoli czy komputera.
Kiedyś ludzie chodzili do teatru na greckie tragedie, żeby przeżyć coś, co mądrzy ludzie nazwali właśnie katharsis. Chodziło o to, żeby poczuć tak silny strach i współczucie, by na koniec wyjść z widowni z poczuciem swego rodzaju oczyszczenia. Dzisiaj rzadko takich emocji doświadczam w kinie, niestety jeszcze rzadziej nad książką. Na szczęście gry wideo - dzięki interaktywności - potrafią wywołać u mnie ten stan wyjątkowo mocno. W filmie jestem tylko widzem. Siedzę z popcornem i patrzę, jak bohater cierpi. W grze to ja trzymam pada. To moje decyzje i moje błędy prowadzą do finału. To sprawia, że zakończenie nie jest tylko obrazkiem na ekranie - jest moim osobistym przeżyciem. Gry pozwalają mi się emocjonalnie rozsypać, a potem pomagają poukładać się na nowo.
Strach przed samym sobą w God of War
Idealnym przykładem jest God of War z 2018 roku. To nie jest po prostu gra o rąbaniu potworów toporem. To opowieść o ojcu, który panicznie boi się swojej przeszłości. Kratos to człowiek-demolka, który próbuje nauczyć syna, jak nie być takim potworem, jakim on sam był kiedyś.
Przez całą grę czułem ten dystans i chłód między nimi. Katharsis następuje na samym szczycie góry, gdy Kratos razem z Artreusem rozsypują w końcu prochy żony i matki. Moment, w którym Kratos zdejmuje bandaże z rąk, symbolicznie akceptując swoje blizny i błędy czułem ulgę - nie dlatego, że nasz bohater zabił boga, ale dlatego, że ta dwójka w końcu się odnalazła.
Odkupienie w Red Dead Redemption 2
Podobnie działa RDR 2, a historia Arthura Morgana to klasyczna tragedia. Od samego początku wiemy, że świat rewolwerowców umiera, ale przede wszystkim od pewnego momentu wiedziałem, że kończy się mój czas na tym świecie - Arthura Morgana jako człowieka. Gra w świetny sposób zmuszała mnie powolnego pogodzenia się z losem. Kiedy odbywałem swoją ostatnią przejażdżkę, a w tle leciała przejmująca muzyka, nie czułem złości, czułem spokój. To katharsis płynące z faktu, że mimo wielu złych czynów w przeszłości, w końcu zrobiłem coś dobrego, że być może odkupiłem swoje winy. To bolesne, ale niezwykle oczyszczające doświadczenie.

The Last of Us Part II czyli wyjście z pętli nienawiści
Najtrudniejszy rodzaj oczyszczenia zaserwowało mi jednak The Last of Us Part II. Ta gra mówiąc kolokwialnie rozjechała mi głowę. Twórcy najpierw budują w nas czystą furię i żądzę zemsty, a potem pokazują nam drugą stronę medalu.
Finałowa walka na plaży nie potrafiła dać mi choćby grama satysfakcji z wygranej. Wręcz przeciwnie - chciałem, żeby to się już skończyło. Kiedy musiałem wciskać przyciski klęcząc nad znienawidzoną Abby aby ją zabić, długo siedziałem z padem nie chcąc wykonywać kolejnych ciosów, chciałem aby to się po prostu skończyło. Kiedy Ellie w ostatniej chwili puszcza swoją ofiarę, mogłem wypuścić powietrze z płuc. To jest właśnie to słynne katharsis: moment, w którym ciężar nienawiści w końcu spada nam z serca, nawet jeśli cena za to była ogromna.

Czy potrzebujemy tego?
Żyjemy w świecie, który każe nam być twardym i niezawodnym. Sam często czuję, że nie mam czasu na prawdziwy smutek czy dłuższą refleksję. Dlatego tak cenię gry tego typu - dają mi one przestrzeń, której brakuje mi na co dzień. Pozwalają mi poczuć ciężar świata na własnych barkach, a potem, w odpowiednim momencie, po prostu go zrzucić.
Jeśli więc tak jak ja, po skończeniu jakiegoś tytułu siedzisz przez kwadrans w ciszy, patrząc w czarny ekran telewizora, to znaczy że ta gra zadziałała. Nie zmarnowałeś czasu. Właśnie przeszedłeś najstarszy rytuał ludzkości, tyle że w nowoczesnej formie. Odłożyłeś pada i jesteś o to jedno, bezcenne doświadczenie bogatszy.
P.S. Daj znać w komentarzu o innych grach które wywołują u Ciebie podobne emocje.