Czy The Ballad of Gay Tony to powrót do korzeni Grand Theft Auto?
„The Ballad of Gay Tony” to drugie rozszerzenie fabularne do „Grand Theft Auto IV”. Dodatek ten dodaje nieco koloru do szarości Liberty City. Przywraca on jednocześnie radosną brawurę, której niektórym graczom brakowało w podstawowej wersji „czwórki”. Czy można zatem stwierdzić, że był to swoisty powrót do korzeni gangsterskiego cyklu?
Drugi dodatek fabularny, jak sugeruje nam jego nazwa, koncentruje się na postaci Anthony'ego Prince'a, który na mieście znany jest pod pseudonimem „Gay Tony”. Powód, dla którego deuteragonista tej odsłony serii zaczerpnął ten pseudonim jest łatwy do wywnioskowania - Anthony jest gejem. Jak już wspomniałem historia przedstawiona w tej części gangsterskiej sagi skupia się na problemach Tony'ego, który to będąc królem klubów nocnych Liberty City jest zarazem pracodawcą i partnerem biznesowym głównego bohatera. Gracz w skórze Luisa Lopeza będzie musiał utrzymać przy życiu swojego pracodawcę, który sprowadził na siebie kłopoty zaciągając pożyczki u niewłaściwych osób. Ponadto pogrążył się on w uzależnieniu od narkotyków i alkoholu, które wynikły z jego niezwykle rozrywkowego trybu życia.
Schemat fabularny wykorzystany w Balladzie jest bardzo podobny do tego, który wykorzystano w czwórce. Kolejny raz przyjdzie nam zapoznać się z historią głównego bohatera, który będzie pracował dla osób, których nie lubi ze względu na konieczność rozwiązania problemów bliskiej mu osoby. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że zażyłość naszego protagonisty ze swoim szefem jest platoniczna. Luis traktuje Tony'ego jak przyjaciela czy nawet ojca (o czym wspomina w jednej z wielu losowych konwersacji odpalanych w jednej z misji pobocznych). Ten schemat, o którym wspomniałem, został kolejny raz wykorzystany przez scenarzystów Rockstar bardzo dobrze. Co prawda nie jest to opowieść tak głęboka i smutna, jak losy Niko, aczkolwiek spełnia swoją funkcję i motywuje do dalszej gry, nie zanudzając gracza.

Jeżeli chodzi o osobę głównego bohatera, to muszę przyznać, że naprawdę przypadł mi on do gustu. Polubiłem go nawet bardziej od Niko. Luis Lopez jest bardzo oddany dla rodziny i swoich przyjaciół z ulicy pomimo faktu, że został ochroniarzem w jednym z klubów Tony'ego oraz jego partnerem biznesowym. Potrafi przywiązywać się do bliskich mu osób niczym wspominany tu Serb, aczkolwiek nie jest aż tak empatyczny. Mający korzenie na Dominikanie i wychowany w Algonquin, Luis Lopez nie ma oporów przy zabijaniu swych przeciwników. Pod tym względem bliżej mu do Carla Johnsona, aczkolwiek do poziomu bezwzględności Tommy'ego Vercettiego wiele mu brakuje. Kolejną cechą, która powoduje, że można polubić Luisa jest jego ambicja. Jeden z dawnych ziomków wypomina mu, że chciałby być gangsterem z klasą, a jest zwykłym ulicznym opryszkiem kradnącym fury. Poza tym, jak przystało na Latynosa, jest niesamowitym kobieciarzem. Naprawdę nie przypominam sobie gry wideo, w której sterowany przeze mnie bohatera ma aż takie powodzenie u kobiet.
Sporą zaletą Ballady jest jej przyjemna, dyskotekowa atmosfera, na którą składają się kluby Tony'ego Prince'a i specjalny filtr obrazu dodający troszkę koloru tej szaroburej metropolii. Rockstar powróciło za sprawą „The Ballad of Gay Tony” do zwariowanego i hollywoodzkiego klimatu rodem z uniwersum 3D. Tutaj gwoździem programu są misje przepełnione akcją - strzelaninami, pościgami, karkołomnymi ewolucjami, skokami ze spadochronu, wybuchami etc. Już pierwsze zadania, które przyjdzie nam wykonywać, będą skupiały się na epickiej wymianie ognia z przeważającym liczebnie wrogiem. O nie, nie uświadczymy tutaj zadań w stylu pojedź, podwieź, zawieź. Jako, że naszymi zleceniodawcami są na ogół znudzeni i szukający wrażeń milionerzy, na brak zabawy narzekać nie możemy. Nowe, zabójcze zabawki, które w nasze ręce oddali twórcy, bardzo uatrakcyjniają nasze poczynania.

Bardzo podobały mi się zadania poboczne, jakie twórcy zafundowali nam tym razem w Liberty City. Przede wszystkim mam na myśli wojny narkotykowe, w których uczestniczył Luis wraz ze swoimi ziomkami z dzielni - Armando i Henrique. Przedsięwzięcie to było niezwykle dochodowym i bardzo rajcującym zajęciem. Nierzadko dochodziło do pełnych akcji strzelanin i pościgów z konkurencyjnym gangiem, a trudność tychże była losowa. Czasami udawało się ukraść towar lub samochód bez utraty punktów życia. Bywały też sytuacje, że ginąłem od pierwszej serii, gdy wrogowie mnie zaskoczyli. Innymi słowy - ten element gry na plus. Kolejne aktywności, których możemy się podjąć oprócz popychania fabuły do przodu, również zaskakują poziomem. Moje uznanie zdobyły chociażby specyficzne wyścigi, w których Luis mógł uczestniczyć. Ten swoisty triathlon rozpoczynał się skokiem ze spadochronu, z pomocą którego musieliśmy wylądować w pobliżu łodzi, a następnie z jej wykorzystaniem dopłynąć do brzegu, wsiąść do sportowego samochodu i wyruszyć w kierunku mety. Inną aktywnością jest praca jako wykidajło w klubie. Bardzo prosta mini-gierka polegająca na chodzeniu po dyskotece i szukaniu problemów do rozwiązania. Po kilku obejściach otrzymujemy telefon, po którym to musimy wykonać misję polegającą na wykonaniu przysługi jakiejś znanej w mieście osobie - idź, pobij, zawieź.
Ogólnie rzecz biorąc „The Ballad of Gay Tony” jest niezwykle udanym kawałkiem kodu. Oferującym bardzo wiele, choć jest tylko dodatkiem do „Grand Theft Auto IV”. Doczekaliśmy się nowej, zwariowanej kampanii dla pojedynczego gracza, masy usprawnień, nowych broni i zabawek. Mogę zarekomendować ten tytuł także tym ludziom, którym podstawowe „GTA IV” nie przypadło do gustu. Wiąże się to z faktem, że historia rozgrywa się w tym samym mieście, ale oferuje odmienny klimat.