Dlaczego Prince of Persia: The Sands of Time wciąż bawi po latach?
Skutkiem zawirowań w strukturach Ubisoftu, remake „Prince of Persia: The Sands of Time” został anulowany. Niezależnie od tego, w jaki sposób postrzegamy obecne problemy francuskiego dewelopera, trzeba oddać, że swego czasu gry wideo sygnowane jego logiem stanowiły bardzo atrakcyjny kawałek kodu. Do takich ikonicznych wręcz marek zaliczają się gry opowiadające o przygodach Księcia Persji. Pierwsza odsłona tego cyklu zadebiutowała w roku 2003 na komputerach osobistych i konsolach zaliczanych do szóstej generacji. W ramach niniejszego tekstu opowiem o odczuciach, które towarzyszyły mi podczas nostalgicznego powrotu do „Piasków Czasu”.
„Prince of Persia: The Sands of Time” to kolejna gra, po którą sięgnąłem po kilkunastu latach przerwy. Pierwszy raz zmierzyłem się z tym tytułem w 2013 roku w wersji przeznaczonej na PlayStation 2. Pomimo faktu, iż jest to pierwsza część piaskowej trylogii, ukończyłem ją dopiero po uprzednim zapoznaniu się z następczyniami, czyli „Warrior Within” oraz „The Two Thrones”. Nie rozdrabniając się nad perypetiami związanymi z kolejnością poznawania poszczególnych odsłon, muszę powiedzieć wprost, że seria ta zdobyła wówczas moje uznanie. Z tego też powodu zdecydowałem się ograć ją kolejny raz, lecz tym razem w wersji przeznaczonej na komputery z systemem Windows.
Oczywiście nie obyło się bez delikatnych czynności technicznych, żeby uczynić grywalnym tytuł wydany 23 lata temu. Chodziło przede wszystkim o dostosowanie rozdzielczości do współczesnych standardów oraz skonfigurowanej prawidłowej obsługi kontrolera. Po wykonaniu kilku prac naprawczych, mogłem rozpocząć swoją przygodę z „The Sands of Time”. Tym samym dokonałem konfrontacji swoich wspomnień z czasów gry na PlayStation 2 z wersją dostępną na platformie GOG.

Baśniowa opowieść jako fundament przygody
Nasza przygoda rozpoczyna się od szturmu na zamek Maharadży. Król Sharaman, władca Babilonu i ojciec tytułowego Księcia, pozyskał zdradzieckiego Wezyra do pomocy w dywersji, który w zamian zażądał dostępu do klepsydry z Piaskami Czasu. W międzyczasie naszemu bohaterowi udaje się przeniknąć do skarbca pokonanego wroga i zdobyć Sztylet Czasu. Legendarny artefakt zostaje podarowany Sułtanowi Azadu. W pałacu zaprzyjaźnionego władcy protagonista, zainspirowany przez Wezyra, otwiera klepsydrę, co prowadzi do katastrofy. Uwolnione Piaski Czasu zamieniły niemal wszystkich zgromadzonych w potwory. Tylko trzem osobom udało się uniknąć tego losu – naszemu protagoniście, zdradzieckiemu Wezyrowi oraz wziętej do niewoli córce Maharadży, czarnowłosej dziewczynie imieniem Farah. W tych niezbyt przyjemnych okolicznościach przemierzamy zrujnowany pałac w towarzystwie świeżo poznanej niewiasty, a naszym celem będzie cofnięcie czasu i zapobiegnięcie tej katastrofie.
Narracja w omawianym tytule prowadzona jest przede wszystkim w czasie rozgrywki. Stosunkowo charakterystyczne są regularne monologi naszego protagonisty, który komentuje bieżące wydarzenia, gdy akurat rozdziela się z Farą. Oczywiście Książę prowadzi też rozmowy ze swoją uroczą towarzyszką, podczas których nie brakuje humoru lub innych pozytywnych emocji. Relacja pomiędzy bohaterami stanowi istotny element w narracyjnej układance, gdyż w toku opowieści rozwija się ona w sposób dynamiczny. Również charakter naszego bohatera ewoluuje z biegiem wydarzeń. Z aroganckiego i lekkodusznego młodzieńca przemienia się on w nieco bardziej odpowiedzialnego mężczyznę.
Atmosferę panującą w „Piaskach Czasu” można określić jako baśniową przygodę. Na początku sprawia wrażenie lekkiej, ale z czasem przeistacza się w nostalgiczną opowieść o popełnionym błędzie i jego konsekwencjach. Gra posiada spójną stylistykę, która od początku konstruowana jest w oparciu o oprawę wizualną, warstwę dźwiękową i projekty lokacji. Odwiedzane przez nas poszczególne części pałacu stanowią ogromną, logicznie uporządkowaną przestrzeń. Gra posiada liniową strukturę, ale zręczność kompozycyjna i rozmach nie wywołują u gracza odczuć klaustrofobicznych. W szczególności należy docenić fakt, że na naszej drodze spotkamy się z różnorodnym nastrojem – od jasnych ogrodów po mroczne podziemia. Przyjęty przez twórców styl graficzny spowodował, że gra zestarzała się z godnością. Warstwa dźwiękową łączy orientalne brzmienia ze współczesnymi instrumentami. W czasie eksploracji towarzyszą nam delikatne ambienty i dźwięki otoczenia, a podczas walki uruchamiają się dynamiczne, nierzadko rockowe kawałki. Ogólnie rzecz ujmując estetyka świata przedstawionego stanowi ponadczasową wartość.

Płynność ruchu i tempo zabawy
Warto podkreślić, że spójna kompozycja przestrzenna wpływa także na rozgrywkę. Czytelność i wertykalność ułatwiają sprawne pokonywanie kolejnych poziomów. Podstawową mechaniką jest płynne poruszanie się po przestrzeni. Książę jest sprawnym akrobatą, który potrafi daleko skakać, wspinać się po gzymsach i kolumnach, biegać po ścianach i huśtać na drążkach. Sekwencje wspinaczkowe stanowią zdecydowanie najlepszy punkt programu. W połączeniu z mechaniką cofania czasu, pozwalają na płynną rozgrywkę. Posiadany przez naszego protagonistę Sztylet Czasu pozwala nam naprawiać błędy popełnione podczas wspinaczki i starć z wrogami. Możemy też spowalniać czas lub zamrażać przeciwników w bezruchu. System walki nie jest specjalnie rozbudowany. W moim odczuciu walka pod koniec gry bywała nużąca, co wynikało z pojawiania się kolejnych nieprzyjaciół i konieczności „dobijania” ich Sztyletem Czasu.
Ciekawym urozmaiceniem rozgrywki są zagadki środowiskowe. Większość z nich polega na manipulowaniu dźwigniami, uruchamianiu mechanizmów i odnajdowaniu właściwej sekwencji ruchu w przestrzeni. Czasami wymagają połączenia naszych działań z umiejętnością cofania czasu. Swego rodzaju łamigłówkami logicznymi są etapy, w których musimy sprawnie omijać śmiercionośne pułapki. Nierzadko łączą się one z presją czasową, kiedy trzeba dotrzeć do określonego miejsca przed zamknięciem bramy. W niektórych momentach przydatna okaże się Farah, która może przechodzić przez ciasne szczeliny i korzystać z przycisków lub dźwigni niedostępnych dla Księcia.
Poszczególne fragmenty rozgrywki tworzą zgrabnie zaplanowaną pętlę zabawy. Całość posiada przemyślane tempo i balans dające graczowi chwile wytchnienia. Dynamiczne sekwencje przeplatają się z tymi spokojniejszymi, a nowe umiejętności i zagrożenia wprowadzane są stopniowo. Gra opiera się na systemie punktów kontrolnych rozmieszczonych w przyzwoity sposób. Bardzo podobało się mi to, że poszczególne mechaniki rozgrywki mają też zastosowanie narracyjne. Oprócz wspomnianych projektów lokacji, znaczenie symboliczne mają także fontanny odnawiające życie lub ukryte źródełka zwiększające ich ilość na stałe. Stanowią one kontrast wobec śmiertelnego skażenia Piaskami Czasu.

Ponadczasowość Piasków Czasu
„Prince of Persia: The Sands of Time” to kolejny tytuł, który moim zdaniem bardzo dobrze przetrwał próbę czasu. Zawsze cieszy mnie, gdy ulubiona gra z przeszłości potrafi być grywalna po latach. W takich sytuacjach pojawia się refleksja – co powoduje, że niektóre gry są ponadczasowe, a inne tracą swój urok po upływie lat? Przypadek tego tytułu dowodzi, że liczy się przede wszystkim spójna atmosfera, przemyślana rozgrywka i oprawa wizualna opierająca się na estetyce świata przedstawionego, a nie na ilości polygonów czy jakości tekstur. Ciągle mam nadzieję, że „Piaski Czasu” doczekają się odświeżenia. Być może przedstawiciele Ubisoftu powinni jeszcze raz ograć własne produkcje wydane w pierwszej dekadzie XXI wieku, żeby przypomnieć sobie, że nie każda dobra gra musi posiadać otwarty świat z ogromną ilością aktywności pobocznych.