Uncharted: Drake's Fortune - awanturnicza przygoda śladami słynnego przodka!
Seria „Uncharted” jest jedną z najważniejszych marek dostępnych wyłącznie dla posiadaczy PlayStation. Studio Naughty Dog niemal dwie dekady temu zapoczątkowało cykl, który niewątpliwie zachęcał nowych graczy do zakupu konsoli Sony.
![[Obrazek: uncharted-drakes-fortune-200711070532443...8_640w.jpg]](http://assets2.ignimgs.com/2007/11/08/uncharted-drakes-fortune-20071107053244374-2193248_640w.jpg)
Pierwsza część tej awanturniczej przygody, czyli „Uncharted: Drake's Fortune”, została zapowiedziana na PlayStation 3 w 2006 roku w czasie targów Electronic Entertainment Expo, a na półki sklepowe trafiła pod koniec 2007 roku. Gra została bardzo ciepło przyjęta przez krytyków, o czym mogą świadczyć wysokie oceny w portalach branżowych, czy ilość zdobytych wyróżnień. Doczekała się także sporego zainteresowania wśród graczy, którzy swoimi portfelami w przeciągu pierwszych 10 tygodni chłapnęli ponad milion egzemplarzy. Sequele tylko kontynuowały ten trend, co przełożyło się na łączną sprzedaż w wysokości około 40 milionów sztuk na całym świecie. Seria stała się swoistym symbolem konsoli PlayStation 3, jednocześnie zdobywając rzeszę oddanych fanów. Czy tego typu seria potrzebuje recenzji? Jasne, że tak! Każda, nawet najbardziej uznana gra, potrzebuje jak największej ilości recenzji, bowiem gusta są różne, co powoduje, że dobrze oceniane pozycje mogą nie spodobać się i powodować rozczarowanie wśród niektórych osób.
O „Uncharted: Drake's Fortune”, czy również pozostałych częściach cyklu, mówiono, że jest to taka męską wersja „Tomb Raidera”, a w licznych growych zestawieniach obie te serie są ze sobą porównywane jako „podobne”. Moim zdaniem takie określenie wprowadza w błąd i może powodować wspomniane rozczarowanie, gdyż osoby szukające tego, co oferują starsze gry z Larą Croft w roli głównej, mogą zawieść się przygodą Nathana Drake'a. Obie seria łączy tylko tematyka, ale już sam sposób jej przedstawienia jest zgoła odmienny. Postaram się zatem zobrazować Wam jak wygląda rozgrywka w „Drake's Fortune” i przekonać, dlaczego nie powinno się jej przedstawiać w kategorii „podobne do klasycznego Tomb Raidera”.
![[Obrazek: uncharted-drakes-fortune-200708270345489...5_640w.jpg]](http://assets1.ignimgs.com/2007/08/27/uncharted-drakes-fortune-20070827034548983-2100205_640w.jpg)
Omawiana pozycja to trzecioosobowa gra akcji łącząca w sobie cechy action-adventure oraz third-person shooter. Mamy zatem do czynienia z tytułem charakteryzującym się wysokim tempem rozgrywki i dużą ilością widowiskowych sekwencji. W głównej mierze całość zabawy opiera się na strzelaninach w perspektywie trzecioosobowej z wykorzystaniem osłon. Za pomocą kółka Nate przykleja się do najbliższego murku, ściany czy innej rzeczy, która zapewni mu ochronę przed kulami nieprzyjaciół. Oczywiście nie oznacza to, że będziemy tak siedzieli za jednym murkiem i bezstresowo eliminowali przeciwników z bezpiecznego miejsca. Ze względu na ich ilość i stosowaną przez nich taktykę, będziemy musieli umiejętnie przemieszczać się od jednej osłony do drugiej. Sztuczna inteligencja jest nawet sprytna, co prawda czasami przeciwnicy potrafią zabłysnąć od negatywnej strony, jednak nie sposób przyczepić im łatkę fajtłapów. W miarę poprawnie reagują na poczynania gracza, chowają się przed naszym ogniem, obrzucają nasze pozycje granatami i próbują okrążyć z racji przewagi liczebnej. Sama mechanika strzelania została wykonana bardzo przyzwoicie. W ręce graczy oddano kilkanaście modeli broni, co według mnie było wystarczające, gdyż nie rozdrobniono się na dużo bliźniaczych giwer, lecz zapewniono same przydatne egzemplarze. Nasz bohater może nosić przy sobie po jednej sztuce broni krótkiej, długiej oraz cztery granaty. W pierwszą kategorię zakwalifikowano kilka rodzajów pistoletów, rewolwer oraz UZI, zaś jako główne narzędzie eksterminacji posłużą nam karabiny szturmowe, strzelba i inne bronie o odmiennym przeznaczeniu. Wyposażenie jest naprawdę konkretne i jest w czym wybierać, jednak ze względu na ograniczoną ilość amunicji, niekiedy przyjdzie nam korzystać ze wszystkiego, co leży w pobliżu. W każdym razie wymiana ogniem jest bardzo przyjemna, choć momentami miałem wrażenie, że wrogowie są kuloodporni, gdyż potrafili przyjąć serię z AK47 i wstać, jakby nic się nie stało. Aspekt ten stanowi dość dużą część rozgrywki, co bardzo odróżnia tą grę od pozycji pokroju „Tomb Raider: Anniversary” czy „Tomb Raider: Underworld”.
![[Obrazek: uncharted-drakes-fortune-200711130359131...0_640w.jpg]](http://assets2.ignimgs.com/2007/11/13/uncharted-drakes-fortune-20071113035913195-2199750_640w.jpg)
Nieco mniej istotną, ale nadal ważną częścią zabawy, jest pokonywanie przeszkód terenowych z wykorzystaniem ponadprzeciętnych zdolności akrobatycznych kontrolowanego bohatera. Tak, Nathan Drake jest kolejną postacią, która potrafi przemieszczać się w trudnym terenie skacząc nad przepaściami, bujając się na linach czy wisząc na gzymsach, krawędziach, belkach i innych elementach środowiska. Tutaj również należy pochwalić twórców za wykonanie systemu odpowiedzialnego za mechanikę wspinaczki. Całość jest bardzo typowa dla gier tego gatunku. Nadal mamy do czynienia z elementami architektonicznymi, które mocno rzucają się w oczy i trudno nie dostrzec, że jakimś dziwnym przypadkiem różne krawędzie, wystające cegłówki itp. tworzą dla nas swego rodzaju tor przeszkód. Osoby, które grały w trylogię „Prince of Persia” będą wiedziały na czym opiera się rzecz. Wszystko podkreśla prześwietna praca kamery, która nie tyle co utrudnia graczom zadanie, co wręcz je ułatwia i czyni bardziej przyjemnym. Na przestrzeni całej gry nie było przypadku, żebym zastanawiał się gdzie mam skoczyć. Wszystko było widoczne i nie zdarzyło się, że musiałem skakać na oślep. Jednakże wydawało mi się, że twórcom zabrakło odwagi, gdyż zabrakło jakichś bardziej wymagających przeszkód. Nie było czasówek, pułapek czy po prostu etapów wymagających od gracza większej precyzji. To spowodowało, że wspinaczka, choć przyjemna i dopracowana, była pozbawiona tej adrenaliny, poczucia ryzyka, które towarzyszyło graczom przy takich seriach, jak „Prince of Persia” czy „Tomb Raider”.

Zagadki logiczne gwoździem programu nie są. Naughty Dog potraktowało ten aspekt gry po macoszemu i tak naprawdę niewiele byśmy stracili, gdyby w ogóle ich nie było. Ich znikoma ilość sugeruje, że wstawiono je tylko dlatego, żeby nie mówiono, że ich zabrakło. Poziom rozbudowania i niewielki poziom trudności tylko to potwierdza. Zagadki nie zmuszą nas do kombinowania, przeczesywania terenu i zaglądania w każdy kąt. Nie musimy starać się nadmiernie, żeby odkryć, co należy zrobić w danym momencie, gdzie trzeba coś przestawić, żeby rozgryźć starożytny mechanizm stojący na naszej drodze. Czegoś takiego tutaj nie uświadczycie, a to dlatego, że rozwiązanie jest podane na tacy – za sprawą dziennika, który posiada Drake. Są w nim spisane rozwiązania zagadek – w głównej mierze są to ilustracje ukazujące nam co trzeba zrobić. Programiści z Naughty Dog polegli z kretesem na tej części rozgrywki i zabrakło im wiele do zrównania się z poziomem zagadek oferowanym przez twórców z Crystal Dynamics.
Rozgrywka w „Uncharted: Drake's Fortune” przeplata powyższe aspekty (nie liczę tutaj opisanych w powyższym akapicie zagadek, bo nie robią żadnej różnicy), co z jednej strony urozmaica grę, a z drugiej tworzy pewien schemat, który w efekcie może skutkować znużeniem. Mnie na całe szczęście ta przypadłość nie dopadła, ale z doświadczenia wiem, że inni gracze bardzo często narzekają na schematyczność rozgrywki. Cała kampania dla pojedynczego gracza to w istocie przeplatanka strzelanin i wspinaczki, która od czasu do czasu jest przerywana innymi elementami gry np. sekwencjami pościgów czy eksploracją terenu. Jak wspominałem wcześniej tempo jest wysokie, ale za sprawą elementów platformowych możemy sobie odetchnąć i pozwiedzać okolicę.
![[Obrazek: uncharted-drakes-fortune-200708270345446...2_640w.jpg]](http://assets2.ignimgs.com/2007/08/27/uncharted-drakes-fortune-20070827034544639-2100202_640w.jpg)
Jednym z najbardziej znamienitych punktów programu jest klimat. Tematyka awanturniczo-podróżnicza, ciągłe poszukiwanie skarbów, zwiedzanie starożytnych grobowców i przemierzanie dżungli, to wszystko zawsze generowało bardzo przystępny dla mnie klimat. Panowie spod znaku Niegrzecznego Psa bardzo umiejętnie podołali tej tematyce i stworzyli atmosferę porównywalną z tą, którą mogliśmy ujrzeć w filmach z Indianą Jonesem i grach z cyklu „Tomb Raider”, jednocześnie dorzucili garść patentów od siebie i stworzyli własną wersję awanturniczej przygody z lekką, familijną otoczką. Wpływ na taki stan rzeczy ma przede wszystkim oprawa audio-wizualna, która to charakteryzuje się naprawdę wysokim poziomem. Szata graficzna została poddana lekkiej stylizacji, którą na pierwszy rzut oka można nie dostrzec, jednak po jakimś czasie zauważycie, że nie jest to fotorealizm, lecz wspomniana już stylizacja. Widoki, jakie przyjdzie nam podziwiać, są fantastyczne. Uderzające w nas refleksy świetlne, różnorakie filtry graficzne, tylko potęgują doznania, zaś zmyślnie zaprojektowane lokacje ukazują kunszt, jaki bez wątpienia posiadają graficy z tego studia. Uświadczymy tutaj nie tylko monumentalizm, budowle zachwycające masą szczegółów, ale też malownicze krajobrazy i rozległe pejzaże. Całość podkreślają takie detale, jak moczący się strój bohatera po wizycie w wodzie. Na uwagę zasługuje duża ilość animacji i ich płynność oraz świetnie prezentujące się modele postaci. „Drake's Fortune” świetnie wygląda i świetnie brzmi. Mowa tutaj nie tylko o muzyce, ale również o dźwiękach otoczenia. Wszelkie odgłosy wybuchów, wystrzałów i różnorakie odgłosy, jakie przyjdzie nam usłyszeć na placu boju lub w czasie eksploracji są naturalne. Nie mamy wątpliwości, czy strzelamy z AK47, czy też prujemy z UZI.
Na najwyższe pochwały zasługuje kompozytor Greg Edmonson odpowiedzialny za napisanie muzyki. Praca, jaką wykonał ten pan, to najwyższy światowy poziom, wykładnia dla innych twórców muzyki. Efekt końcowy jest doskonały! Muzyka idealnie wpasowuje się w tematykę gry, co wpływa bardzo korzystnie na tworzenie odpowiedniego klimatu. Wydarzenia rozgrywające się na ekranie mają oczywiście wpływ na jej tonację. W czasie efektownych wymian ognia i pościgów do naszych uszu docierają konkretne, bardzo dynamiczne, symfoniczne kawałki. W przypadku spokojniejszych partii mamy styczność z melancholijnymi melodiami, które często są okraszone ambientami kojarzonymi ze starożytną kulturą. Rzadziej spotkamy się z klimatyczną ciszą rodem z „Tomb Raidera”, ale na to nie pozwoliła duża ilość akcji.

„Uncharted: Drake's Fortune” nie zawodzi na polu fabuły. Historia zaprezentowana graczom przez scenarzystkę Amy Henning charakteryzuje się lekkością. Nie posiada może jakiejś głębi i nie jest jakoś specjalnie ambitna, ale nie miała taka być. Jest to po prostu przygodowe kino służące odprężeniu i dające masę frajdy. Głównym bohaterem uczyniono tutaj Nathana Drake'a, młodego awanturnika, poszukiwacza przygód. Poznajemy go w momencie odnalezienia sarkofagu, w którym miały znajdować się zwłoki jego słynnego przodka, angielskiego korsarza, sir Francisa Drake'a. W towarzystwie dziennikarki Eleny Fisher, wyciąga on trumnę na powierzchnię swojego statku. Po otwarciu wieka okazuje się, że nie ma tam żadnego ciała, lecz wewnątrz znajduje się tajemniczy dziennik. Ekspedycja Drake'a i panny Fisher zostaje przerwana, bowiem zostają oni zaatakowani przez panamskich piratów, którym to również zależy na odkryciu naszych bohaterów. Na całe szczęście z pomocą tej dwójce przychodzi pan Victor Sullivan, przyjaciel i mentor bohatera, który zabiera ich na pokład własnego samolotu. Po całym zajściu Sully i Nate studiują dziennik Francisa Drake'a, po czym odkrywają, że trafił on na trop legendarnego El Dorado. Celem ich wyprawy staje się zatem pewna starożytna świątynia umiejscowiona w Amazonii.
Fabuła obfituje w oklepane dla gatunku przygodowego schematy. Mamy bohatera szukającego pradawny skarb, mamy tego złego, co usiłuje mu przeszkodzić czy też masę zwrotów akcji i pogadanek o legendach. Jest jednak bardzo ciekawa, co w głównej mierze jest zasługą narracji oraz trójki naszych bohaterów. Relacje, jakie nakreślono pomiędzy nimi, są przedstawione w sposób intrygujący. Przede wszystkim mowa tu o relacji na linii Nathan Drake – Elena Fisher, która bardzo mocno kojarzyła się mi z duetem Książę Persji – Farah. I w istocie tak jest. Drake musi pomagać Elenie (i Sully'emu też), bowiem dziewczyna nie potrafi się wspinać, a to wymagać będzie od niego szukania dla niej alternatywnej drogi. Zupełnie jak w „Prince of Persia: The Sands of Time”. Na wrażenia płynące z warstwy fabularnej wpływają przerywniki filmowe przygotowane z rozmachem, które to ogląda się niezwykle przyjemnie. Modele postaci, filmowa muzyka i gra aktorów umiejętnie podnoszą wrażenia płynące z oglądania cut-scenek.

Swoją przygodę z „Uncharted: Drake's Fortune” wspominam bardzo miło. Pamiętam, że zawsze byłem zainteresowany serią o przygodach Nathana Drake'a, dlatego też parę lat temu, gdy jeszcze byłem posiadaczem konsoli PlayStation 3, zdecydowałem się na nadrobienie zaległości. Muszę nadmienić, że przed ograniem tego tytułu natrafiłem na krytyczną recenzję, która nieco ostudziła mój entuzjazm. Jej autorem był znajomy użytkownik z pewnego forum, który zapewne nie życzyłby sobie, żebym o nim wspominał, jednakże przytaczam ten fakt, bo jest istotny dla mojego odbioru tej gry. Jako miłośnik klasycznych przygód Panny Croft nastawiałem się początkowo na rozgrywkę w starym stylu. Po zapoznaniu się z gorzką opinią wspomnianego kolegi zmieniłem swoje nastawienie, dzięki czemu uniknąłem rozczarowania. W przypadku „Fortuny Drake'a” nie mamy do czynienia z grą aspirującą do miana męskiego „Tomb Raidera”. Tytuł ten to po prostu porządna strzelanina z większą ilością eksploracji i dodatkiem elementów platformo-zręcznościowych. Najmocniejszą stroną pozycji jest fabuła i klimat, które wiążą się z awanturniczą otoczką w stylu przygód Indiany Jonesa. Panowie ze studia Naughty Dog oddali do dyspozycji graczy pozycję nietuzinkową, na wysokim poziomie wykonania i z masą ciekawych rozwiązań, choć nie obyło się bez pewnych niedociągnięć.