Blog użytkownika Dwutlenek

Dwutlenek Dwutlenek 14.04.2020, 19:03
Koniec pewnego etapu, czyli o Shadow of the Tomb Raider
299V

Koniec pewnego etapu, czyli o Shadow of the Tomb Raider

Lara Croft powraca i zamienia mroźną Syberię, na upalną i duszną dżunglę. Czy Eidos Montreal udało się zakończenie trylogii w należny sposób?

Shadow of the Tomb Raider to zwieńczenie trylogii o pani archeolog, wydawane przez Square Enix. Tym razem jednak, nad grą pracowało Eidos Montreal, a nie jak w przypadku dwóch ostatnich części Crystal Dynamics. Zmiana okazała się jak najbardziej na plus i ekipa z Kanady dostarczyła nam najlepszą wersję Lary Croft w serii.

 

Przede wszystkim – Lara już nie jest jak Rambo, nie biega jak oszołom z bronią palną, wybijając co rusz tabuny oponentów, niczym w ostatniej odsłonie. Tym razem takich starć jest mniej, o wiele częściej korzystamy z łuku, czy po prostu tradycyjnego, pospolitego noża (w tym przypadku, motylki w brzuchu sługusów głównego przeciwnika nie są oznaką miłości). A już tak na poważnie – gra stawia na realizm, czyli walkę z zakapiorami po cichu, pod osłoną krzaków i innych elementów przyrody. Lara może również obsmarować się błotem, przez co trudniej ją dostrzec, a w gęstej roślinności – jest wręcz niewidoczna. Oprócz tego jest z nami stała rzecz w ekwipunku Lary, czyli łuk. Do dyspozycji mamy zwykłe, jak i ogniste strzały, a z czasem różnorodność amunicji się zwiększa, jednak nie chce tego opisywać, gdyż uważam, że każdy powinien odkryć je sam.

 

Nie mogło również zabraknąć broni palnej. Lara może się wspomóc chociażby strzelbą, karabinem, czy po prostu glock'iem. Z tego ostatniego, skorzystałem może raz, jak zabrakło amunicji w magazynkach do „pompki” i AK-47. Raz – bo okazał się niesamowicie nieskuteczny i słaby. Niby możemy ulepszyć nasz arsenał w obozowisku Lary, ale te starania idealnie podsumowuje Mariusz Pudzianowski - „To by nic nie dało i tak”. Odnoszę wrażenie, że Lara na starcie jest trochę zbyt dużym „koksem”. Ale domyślam się, przed jak ciężkim zadaniem stanęli twórcy – no bo co, Lara miała po powrocie z Syberii zapomnieć swoich umiejętności?

 

Oczywiście Lara wciąż może uskuteczniać szarżę na przeciwników ze strzelbą czy chociażby kałasznikowem w dłoniach. Gra daje nam w tej materii wolną rękę. Jednak też mam tu spostrzeżenie, otóż wymiana ognia z oponentami prowadzi do szybszego ukończenia poziomu. Powiem więcej – niektóre etapy można zwyczajnie przebiec, gdyż po przekroczeniu pewnej granicy, zakapiory nas już nie widzą i zapominają o naszej osobie. A mówię o momencie w grze, gdzie lokacja jest zatłoczona. Tu wychodzi mankament tej gry, czyli inteligencja wrogów. No są zwyczajnie głupi i zmylenie ich nie należy do wielkiej trudności.

 

Co do fabuły... to troszkę nie wiem co napisać. O ile historia jest w porządku, da się ją nawet śledzić z zaciekawieniem, to brak jej takiego mocnego uderzenia. Niby zaczynamy od prawdziwej bomby, co jeszcze bardziej przykuwa gracza do ekranu, ale gra nie narzuca już potem aż tak tempa. Mam wrażenie, że jakiś udział ma w tym zmiana dewelopera tworzącego ten projekt. Wiadomo, inne wizje całego team'u, w tym reżysera. Może gdyby Eidos robiło całą trylogię...

 

Ale koniec gdybania, wróćmy do gry. W Shadow of the Tomb Raider dopinamy wątki związane z Trójcą rozpoczęte w poprzednich częściach. Uważam, że z godziny na godzinę opowieść przygotowana przez twórców jest coraz lepsza. Ostatnie 60min były wręcz rewelacyjne. Męczyły czasem decyzje Lary, chociaż to może być celowy zabieg. Archeolog ma chorą chęć odkrywania sekretów za wszelką cenę, nawet jeśli na szali jest życie. Problem w tym, że naraża również zdrowie przyjaciół. Nie chce jednak tu tego dogłębnie opisywać, bo mogę narazić czytelników na spoilery. W razie czego, mogę się do tego odnieść w komentarzach.

 

Dodatkowo, doskonale widać przemianę Lary Croft. To już nie jest ta sama osoba co w poprzednich częściach. Tutaj często kieruje nią chęć zemsty. Ponadto, reżyserzy zdawali sobie sprawę, że sterowana przez nas postać nie jest święta i osoby które pozbawiła życia należy liczyć w setkach. Dlatego gra nie unika tego tematu, tak samo jak momentów pokazujących, że Lara też jest tylko człowiekiem i nie jest w stanie uratować wszystkich.Mimo wszystko, wydarzenia obserwuje się przyjemnie, nie boli nawet miejscowa pretekstowość. Fabuła jest o wiele lepsza i ciekawsza, choć o wiele bardziej stonowana niż poprzednia część – Rise of the Tomb Raider, w której okropnie się wynudziłem.

 

Po zakończeniu głównego wątku fabularnego możemy wymaksować grę na 100% przez wykonywanie zadań pobocznych, eksplorowanie cudownych terenów dostępnych w grze i badanie grobowców oraz świątyń. Generalnie – twórcy zadbali, abyśmy mieli co robić po obejrzeniu napisów końcowych. Jednak, jeśli nie planujecie robić w tej grze platyny, czy po prostu wykonania tam wszystkiego co się da, to sugeruje raczej omijać sidequest'y. Duża część z nich to zwykłe „przynieś-podaj-pozamiataj”. Ale za to zwiedzanie grobowców czy świątyń wypada rewelacyjnie i daje to graczowi ogromną frajdę.

 

Jednak wszystkie swe braki tytuł nadrabia grafiką. Jest po prostu przepięknie! Szczególne wrażenie robi pierwsze wejście do dżungli, od razu czuć panującą tam duchotę i wilgotność powietrza. Niesamowicie wypadło też pierwsze starcie z pumą, właśnie w wyżej wymienionej lokacji. Eidos kapitalnie dopracowało immersje w grze i od razu czujemy odpowiedni respekt do wrogo nastawionego, trochę dużego kota. Ponadto, gra jest bardzo brutalna. Finisher'y naszej postaci, czy choćby jej śmierć w przypadku niepowodzenia w misji – to tylko dwa przykłady opisujące bezpardonowość twórców w tej materii. Myślę, że spokojnie mogę stwierdzić, że ten tytuł będzie wymieniany w czołówce tej generacji, jeśli chodzi o wizualne odczucia.

 

Mam też z tyłu głowy okazjonalną nielogiczność tej gry. Tu Lara skacze z ogromnej wysokości do wody (której głębokości nie zna) i wychodzi bez szwanku. Tam w jednej, naprawdę krótkiej podwodnej sekwencji, Podróżniczka po wynurzeniu jak najszybciej łapie oddech i próbuje dojść do siebie, ale w następnej o wiele dłuższej scenie, Croft nawet nie potrzebuje chwili na złapanie powietrze, tylko lecimy dalej. Ogólnie jest tego trochę więcej i tak wiem, to są głupotki, ale bardzo rzucały mi się w oczy podczas rozgrywki.

 

Za to polski dubbing wypada... naprawdę nieźle! Nie jest to półka Wiedźmina, nie jest to też półka na której znajduje się God of War z 2018 roku, ale trzeba przyznać, że polscy aktorzy głosowi wykonali kawał dobrej roboty. Może jedyne momenty, w których możemy mieć wątpliwości co do realizmu wypowiadanych zdań, to gdy Lara podnosi głos. Ten krzyk wydaje mi się nawet lekko komiczny. Ale poza tym moim odczuciem, dubbing jest zrobiony dobrze. Za to zepsuty został dźwięk przy postaciach pobocznych. No tu sprawa jest naprawdę ciekawa: podchodzę do jakiegoś gościa, w celu sprawdzenia, czego on ode mnie chce. A więc Lara pyta o co chodzi, oczywiście po Polsku, a ten mi wyjeżdża z gadką po hebrajsku, czy tam w jakimkolwiek innym losowym, nieznanym mi bliżej języku. Przez chwilę myślałem, że to część misji, ale nie tym razem, bo Croft udziela mu odpowiedzi po Polsku. I tak sobie właśnie gadali: ona po rodzimemu, a on po aramejsku czy tam mandaryńsku. A więc po tym ekscesie wchodzę do ustawień, zaznaczam odpowiednie opcję, a tu kolejny zonk! Okazuje się, że aby nasi dostawcy questów pobocznych mogli z nami przeprowadzić dialog w jednym dialekcie, musimy pobrać łatkę. I to nie byle jaką, ale ważącą parę giga, co na jak moje łączę jest dosyć sporym wyzwaniem. No w tym aspekcie zawiodłem się na twórcach.

 

Podsumowując i odpowiadając na pytanie ze wstępu: uważam, że tak, Eidos udało się dopiąć serię w należny sposób. Nie kończymy może z przytupem, potężnym uderzeniem, ale trzecia część, a zarazem kończąca trylogię to wciąż bardzo dobry kawałek kodu. Jest w mojej opinii, lepsza od obu poprzednich części, a ciekawy zabieg zastosowany przez twórców, czyli stonowanie rozgrywki, wychodzi jak najbardziej na plus. Może nie dostaliśmy rewolucyjnych zmian, a twórcy podążyli tą dobrze im znaną, utartą drogą, ale to nie ma dla mnie żadnego znaczenia, gdyż to po prostu jest bardzo dobra gra. To tytuł z interesującą fabułą, wręcz porażającą grafiką i fantastycznym klimatem oraz immersją. Oczywiście, to nie tytuł bez wad, posiada kilka rys, ale finalny efekt pozwala mi na wybaczenie grzechów tej produkcji. To było świetnie spędzone około 17 godzin.

 

 

I pytanie do was: Czy seria Tomb Raider jest lepsza od Uncharted? Napiszcie w komentarzach, co w obu seriach wam zagrało, a co nie.

Tagi: Shadow of the Tomb Raider

Oceń notkę
+ +16 -

Oceń profil
+ +13 -
Dwutlenek
Ranking: 4892 Poziom: 23
PD: 2138
REPUTACJA: 697