Subiektywny ranking 10 najlepszych filmów 2021 roku, część 2

BLOG
441V
Subiektywny ranking 10 najlepszych filmów 2021 roku, część 2
Dubek88 | 15.01, 04:37
 Serdecznie zapraszam na część drugą mojego rankingu najlepszych filmów jakie obejrzałem w 2021 roku

 W poprzednim blogu napisałem parę słów o filmach z miejsc 10-6, przyszedł więc czas na pierwszą piątkę filmów, które zrobiły na mnie największe wrażenie w roku 2021. Mam nadzieję, że jeśli ktoś nie znał któregoś z nich, ta lista zachęci go do jego obejrzenia i podzielenia się opinią na jego temat. 

5. "Cruella"

 Miejsce piąte w roku 2021 przypadło produkcji Disneya, reżyserem jest Craig Gillespie a w roli demonicznej Cruelli De Mon obsadzono Emmę Stone. Gillespie jest raczej mało znanym reżyserem a sam z jego filmów widziałem tylko "I, Tonya" ale muszę przyznać, że film z Margot Robbie i Sebastianem Stanem zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie więc i tutaj miałem nadzieję się nie zawieźć. No i się nie zawiodłem a sam film przebił moje oczekiwania. "Cruella" opowiada o młodej, bystrej, kreatywnej i zbuntowanej Estelli która za wszelką cenę chce zdobyć sławę i zostać najlepszą projektantką modową na świecie. Zaprzyjaźnia się przy tym z parą drobnych złodziei którzy doceniają jej talent oraz buntowniczy charakter i razem popełniają coraz to nowsze występki i kradzieże żeby utrzymać się na ulicach Londynu.

 Pewnego dnia talent Estelli do mody przyciąga wzrok baronowej von Hellman, legendy mody, granej przez Emmę Thompson znaną między innymi z "Howards End" czy "Rozważna i romantyczna" za które zresztą otrzymała Oscary. Wydawałoby się, że wszystko jest na dobrej drodze, żeby Estella mogła się spełniać w tym co kocha najmocniej czyli projektowaniu ubrań ale wszystko zaczyna się komplikować kiedy na jaw wychodzą pewne fakty z życia Baronowej. Relacja tych dwóch kobiet wprawi w ruch bieg wydarzeń, które sprawią, że Estella pokaże swoją ciemną stronę i stanie się żądną zemsty Cruellą. Wydarzenia pokazane w filmie dzieją się w Londynie w latach 70. XX wieku podczas punkrockowej rewolucji, klimat produkcji jest świetny, kostiumy genialne i tutaj moim zdaniem będzie pewna nominacja do Oscara z bardzo dużymi szansami na wygraną. Całość dopełnia świetna ścieżka dźwiękowa która bardzo dobrze współgra z tym co widzimy na ekranie a kreacja Emmy Stone w roli młodej i buntowniczej Cruelli jest fantastyczna, tutaj też spodziewałbym się nominacji do Oscara. Film może się wydawać nieco chaotyczny ale właśnie to, że taki jest daje dużo frajdy z oglądania go, nie nudzi nawet na chwilę a przecież trwa 134 minuty, cała geneza Cruelli też jest bardzo ciekawa, wciąga widza i nie daje się oderwać. Klimatem stoi trochę pomiędzy "diabeł ubiera się u Prady" i "Ocean’s Eleven", do tego dochodzą bardzo dobre role drugoplanowe, szczególnie Joel Fry i Paul Walter Hauser w roli dwójki złodziei i przyjaciół naszej tytułowej bohaterki oraz bardzo dobre efekty specjalne, szczególnie psy wykonane w CGI. Myślę, że warto dać temu filmowi szansę bo to kawał dobrego i angażującego kina.

4. "Judas and the Black Messiah"

 Tuż za podium uplasował się biograficzny dramat "Judasz i Czarny Mesjasz" w reżyserii Shaki Kinga dla którego był to w zasadzie debiut pełnometrażowy i trzeba przyznać, ze wyszedł mu bardzo dobrze. W głównych rolach obsadzeni zostali Daniel Kaluuya, świetny młody aktor znany przede wszystkim z "Get Out", "Widows" i "Sicario" oraz Lakeith Stanfield, równie utalentowany aktor młodego pokolenia który zagrał między innymi w takich filmach jak "Uncut Gems", "Knives Out", "Get Out" czy "Straight Outta Compton". Shaka bardzo trafnie zatytułował swój film, wykorzystując chrześcijańską symbolikę, czerpiąc z prawdopodobnie najbardziej znanej historii zdrady, jaką znamy opowiedział historię Freda Hamptona, wiceprzewodniczącego sekcji Czarnych Panter w Illinois zdradzonego przez Williama O'Neala, informatora FBI, który infiltrował lokalną Partię Czarnych Panter w Illinois. 

 Film opowiedziany jest bardziej z perspektywy O'Neala niż Hamptona, to jego na początku łapie FBI i proponuje współpracę, przeniknięcie do struktur Czarnych Panter i infiltrację tej organizacji w zamian za wycofanie zarzutów o kradzież samochodu którego się dopuścił. O'Neal wkrótce po tym poznaje Hamptona, wkupuje się w jego łaski i zostaje członkiem organizacji a po jakimś czasie udaje mu się na tyle zaskarbić jego sympatię i zaufanie, że ten mianuje go jednym z szefów jego ochrony. Żadnym spoilerem nie będzie jeśli napiszę, że dzięki sabotażowi O'Neala 4 grudnia 1969 roku około 5 rano do mieszkania wcześniej uśpionego przez niego Hamptona wszedł 14-osobowy uzbrojony oddział policji z Chicago, zastrzelili jego ochroniarza a później samego przywódcę Panter. King świetnie operuje kamerą, przez co ujęcia są często klaustrofobiczne i duszne, czuć dzięki temu ciężki klimat co nadaje jeszcze większej dramaturgii filmowi. Kreacje aktorskie są niesamowite, zarówno Kaluuya (który zresztą dostał za tę rolę Oscara i Złoty Glob w kategorii aktor drugoplanowy) jak i Stanfield zagrali moim zdaniem najlepsze role w ich karierach udowadniając, że są bardzo uzdolnionymi aktorami i jeszcze nie raz o nich usłyszymy. 

3. "Spencer"

 Na najniższym miejscu na podium kolejny film biograficzny, tym razem dzieło Pablo Larraína znanego chyba głównie z innego biograficznego filmy "Jackie" opowiadającego historię Jackie Kennedy tuż po zamachu na jej męża, prezydenta Stanów Zjednoczonych, Johna F. Kennedy'ego. Za scenariusz odpowiada Steven Knight odpowiedzialny między innymi za scenariusze do seriali "Tabu", "Peaky Blinders" i filmy "Eastern Promises", "Locke" czy "Pawn Sacrifice" więc całkiem nieźle. Larrain główną rolę Diany powierzył Kristen Stewart i chyba lepiej nie mógł trafić a sama Stewart zdaje się w końcu dostawać dobre role i grać na miarę swojego talentu odrywając dawno przypiętą jej łatkę sztywnej dziewczyny lalusiowatego wampira z sagi Zmierzch, tak jak zresztą grający tegoż wampira Robert Pattinson (tyle, że u niego przyszło to zdecydowanie wcześniej niż u Kristen). "Spencer" to właściwie monodram, jedyną bohaterką filmu jest Diana, żona Karola, następcy brytyjskiego tronu i to co się dzieje w jej głowie, a dzieje się dużo i źle.

 Larrain przenosi nas do grudnia 1991 roku, brytyjska rodzina królewska przygotowuje się do spędzenia świąt Bożego Narodzenia w posiadłości Sandringham House w Norfolk, jednym z gości jest oczywiście Księżna Walii Diana, której małżeństwo z Karolem przeżywa bardzo poważny kryzys. Film opowiada w zasadzie trzy weekendowe dni podczas których Diana podejmie najważniejszą decyzję w swoim życiu, postanowi się rozwieść z księciem Walii. Brzmi banalnie ale tak nie jest, świetnie pokazane są tutaj wszystkie emocje które szargają Dianą, od melancholii przez chwilowe szczęście po napady histerii, bulimii czy agresji. Depresja księżnej jest po prostu namacalna i wylewa się ekranu a długie i mocne zbliżenia na twarz Stewart tylko to podkręcają. Reżyser bez bawienia się w półśrodki pokazuje jak wygląda monarchia od środka, te wszystkie reguły i nakazy którym Diana nie chce się podporządkować i przez które czuje się dosłownie osaczona przez całą rodzinę królewską. Wszystko to sprawia, że ciągle pakuje się w niezręczne sytuacje, staje się obiektem drwin i plotek wśród rodziny i personelu. Dla mnie kreacja Kirsten Stewart przebiła tę Emmy Corrin z 4 sezonu "The Crown" i chyba jest główną faworytką do Oscara w tym roku. Genialne zdjęcia, genialnie pokazane emocje, genialna rola Kritsten Steward, wreszcie genialny film, polecam serdecznie. 

2. "Dune"

 Od razu na wstępie napiszę, że "Diuny" nie czytałem i zapewne nigdy nie przeczytam, więc film oceniałem tylko i wyłącznie na podstawie tego co widziałem na ekranie a jeśli ktoś kto czytał powieść Herberta i twierdzi inaczej niż ja, rozumiem to w pełni, przeważnie przecież jest tak, że książka jest dużo lepsza od jej ekranizacji na kinowym ekranie.  Zaznaczę też, że film widziałem dwukrotnie, w IMAX oraz w zwykłym kinie (sala Dream w Heliosie z projektorami 4K i Atmos) i różnica w odbiorze jest spora na korzyść IMAX.

 Denis Villeneuve przyzwyczaił nas do tego, że jego filmy są świetnie wyreżyserowane a także piękne audiowizualnie, poprzeczkę sam ustawił sobie wysoko i po takich filmach jak świetny "Arrival" i genialny "Blade Runner 2049" wziął się za ekranizację powieści Franka Herberta. Na "Diunę" czekałem bardzo mocno i już po pierwszych trailerach wiedziałem, że film będzie właśnie w stylu Villeneuve'a, minimalistyczny i kameralny a zarazem epicki i monumentalny i tak też się stało. "Diuna" w wykonaniu Kanadyjczyka zapiera dech w piersiach monumentalnymi scenami z ogromnymi czerwiami, bezkresną pustynią czy wielkimi budowlami i statkami ale tam gdzie trzeba jest też minimalistyczna, ze świetnymi zaaranżowanymi kadrami we wnętrzach komnat i powolnie prowadzoną narracją. 

 Nasz główny bohater to Paul Atryda grany przez bardzo dobrze spisującego się w tej roli Timothée Chalameta, syn księcia Leto Atrydy I i jego konkubiny, Lady Jessiki (w tych rolach Oscar Isaac i Rebecca Ferguson). Razem ze swoją armią udają się na planetę Arrakis, która jako jedyna we wszechświecie posiada złoża przyprawy, substancji przedłużającej życie, a także umożliwiającej jasnowidzenie. Po przybyciu na planetę szybko odkrywają, że coś jest nie tak, ustępujący z Arrakis ród Harkonenów sabotuje ich przybycie i rzuca kłody pod nogi nowo przybyłemu rodowi Atrydów. Wszystkie wątki polityczne, religijne i filozoficzne są przejrzyście zarysowane, fabuła jest spójna i raczej nie doszukałem się jakichś rażących głupotek. Vielleneuve genialnie operuje zarówno obrazem jak i dźwiękiem, muzyka jest wyniosła i epicka i świetnie buduje klimat tego co widzimy na ekranie. Efekty specjalne też stoją na bardzo wysokim poziomie statki i czerwie wyglądają fenomenalnie. Aktorsko też jest bardzo dobrze, oprócz wymienionych przeze mnie wcześniej aktorów bardzo dobrze spisali się też ci drugoplanowi jak Jason Momoa, Josh Brolin, Zendaya, Dave Bautista, Javier Bardem czy Stellan Skarsgård, plejada gwiazd jest fantastyczna i każdy dał coś od siebie w tej epickiej opowieści. Jeśli ktoś tak jak ja nie czytał książek i lubi dobre, poważne i monumentalne Sci-Fi to nie ma się nad czym zastanawiać i ten film trzeba po prostu obejrzeć. Jeśli ktoś czytał i boi się, że się zawiedzie, warto zapytać kogoś kto "Diunę" oglądał i jakie ma zdanie na temat tej ekranizacji. Dla mnie osobiście to drugi najlepszy film jaki obejrzałem w roku 2021 i z niecierpliwością czekam na kolejne części, mam nadzieję, że Villeneuve stworzy sagę na miarę tej którą swego czasu stworzył George Lucas i która do tej pory jest jedną z najpopularniejszych marek w świecie popkultury.

1. "The Green Knight" 

 Nie spodziewałem się, że najlepszy film roku 2021 obejrzę dokładnie ostatniego dnia, czyli w sylwestra i do tego będzie to film z tak niskim budżetem, który w boxoffice zarobił tylko około 19 milionów dolarów. "The Green Knight", bo o nim mowa to film fantasy nakręcony przez Davida Lowery'ego znanego chyba najbardziej z filmów "Gentleman z rewolwerem" i świetnego "A Ghost Story". Skromny budżet o którym wspomniałem wcześniej to 15 milionów dolarów i jak na film fantasy z taką obsadą to absurdalnie mało, mamy tutaj przecież takie gwiazdy jak Alicia Vikander, Ralph Ineson, Sean Harris, Joel Edgerton czy bardzo zdolnego Barry'ego Keoghana. Największym zaskoczeniem jest jednak to, że ci wszyscy wymienieni wyżej są w zasadzie drugoplanowymi postaciami, główną rolę w obrazie Lowery'ego gra Dev Patel którego szersza publika może kojarzyć z Oscarowego "Slumdog. Milioner z ulicy" tylko, że mało kto go pozna bo wtedy był nastolatkiem a teraz ma 31 lat, długie włosy i brodę i w końcu dostał rolę na miarę swojego talentu. 

 "The Green Knight" to film oparty na arturiańskiej legendzie o Zielonym Rycerzu pod tytułem "Sir Gawain and the Green Knight" i opowiada historię tegoż własnie Sir Gawaina, lekkomyślnego siostrzeńca króla Artura i jego podróży by stanąć oko w oko z tytułowym Zielonym Rycerzem. Cała fabuła kręci się w zasadzie wokół młodego Gawaina, zostaje on zaproszony na ucztę Noworoczną organizowaną przez króla Artura, kiedy król pyta swojego siostrzeńca o jego historię ten niestety nie może nic ciekawego opowiedzieć ponieważ całe życie tylko pije i bawi się zamiast jak to mężczyźni w jego wieku zostać rycerzem. Po niedługiej chwili na uczcie pojawia się niespodziewany gość, ubrany cały na zielono rycerz na koniu z dziwną twarzą i oznajmia, że chciałby zagrać w pewną grę. Gra polega na przetestowaniu męstwa jednego śmiałka, mianowicie rycerz nadstawi głowę i poczeka na cios ochotnika a za równy rok odda mu taki sam cios, czy będzie to lekkie dźgnięcie mieczem czy też ścięcie głowy. Żaden z rycerzy króla Artura nie chce się podjąć zadania i tutaj nasz młody bohater postanawia unieść się honorem i pokazać, że może zostać prawdziwym rycerzem, bierze królewski miecz i obcina głowę Zielonego Rycerza. Ten jednak nie ginie, zbiera głowę z ziemi, wsiada na konia i informuje naszego śmiałka, że czeka na niego za równy rok przy Zielonej Kaplicy żeby odwzajemnić cios i sprawdzić męstwo i honor Gawaina. To w zasadzie sam początek filmu i to co dzieje się dalej jest testem dla Sir Gawaina, który po niemal roku od ścięcia głowy rycerzowi wyrusza na poszukiwanie Zielonej Kaplicy, czekają go oczywiście różne przeciwności żeby nie było tak łatwo i kolorowo. Spotka przy okazji rabusiów którzy będą chcieli go okraść, Lady Winifred, której nieznajomy rycerz obciął głowę, Lorda i jego wybrankę którzy przyjmą go do swojego zamku i gdzie będzie na niego czekał test cnót rycerskich, olbrzymów czy wreszcie zaczarowanego, mówiącego lisa (tak, to przecież fantasy na podstawie legendy :)). Lowry buduje cały klimat filmu poprzez grę kolorami, cieniami i światłem, genialne długie zbliżenia na twarze najważniejszych postaci w których emocjonalnie zaznacza strach, obecność magii czy podziw, malarskie ujęcia w planach totalnych podczas podróży Gawaina i wreszcie muzykę, która jest jednością z tym co widzimy na ekranie i bez niej odbiór filmu byłby zupełnie inny. W filmie uświadczymy także paru dłuższych monologów jak te kiedy Pani na zamku Lorda de Hautdeser tłumaczy naszemu bohaterowi dlaczego jej zdaniem Zielony Rycerz jest zielony a nie na przykład czerwony czy niebieski. "Zielony Ryczerz" jest też pełen metafor i każdy może zrozumieć go trochę inaczej. Ktoś może stwierdzić, że to opowieść o chłopaku który za wszelką cenę szuka uznania i sławy i na końcu dostaje to czego pragnął, ktoś inny, że to historia o sile natury, która jak mówi jedna z postaci w filmie, tak czy inaczej w ogólnym rozrachunku i tak zawsze wygrywa, jeszcze ktoś może zobaczyć opowieść o poszukiwaniu samego siebie i swojego przeznaczenia od którego nie da się uciec, i wszystkie te tezy są w zasadzie trafne. Lowry postanowił też, że pozostawi zakończenie filmu otwarte, coś na zasadzie bączka z "Incepcji" i tutaj też każdy może sobie sam stwierdzić jak według niego historia się skończyła. Warto też dodać, że za piękne kostiumy w filmie (chociaż w "Cruelli" chyba jednak są lepsze) odpowiada Polka, Małgorzata Turzańska i wykonała tutaj kawał świetnej roboty, niestety Akademia Filmowa nie doceniła jej pracy i nie nominowała "Zielonego Rycerza" do Oscara w tej kategorii. Dla mnie obraz Davida Lowery'ego to absolutne arcydzieło audiowizualne ze świetną wielowymiarową fabułą i genialnym klimatem,  trzeba obejrzeć!

 Na koniec chciałbym jeszcze wyróżnić pięć filmów które nie zmieściły się do tego rankingu ale zdecydowanie warto je obejrzeć:

"The Power of the Dog"

 Świetny, klimatyczny western z fantastycznymi zdjęciami i bardzo dobrą rolą Benedicta Cumberbatcha, zdecydowanie warto zobaczyć.

"Land"

 Kameralna opowieść o poszukiwaniu siebie po wielkiej stracie najbliższych, bardzo dobra rola Robin Wright i genialne zdjęcia dzikiej przyrody.

"Nobody"

 Moim zdaniem dużo lepsza wersja "Johna Wicka" , jest pełno krwi, jest dobry humor, są bardzo dobre kreacje i świetna muzyka. No i Odenkirk wymiatata!

"The Little Things"

 Solidny, niestandardowy kryminał klimatem przypominający trochę "Zodiaka" albo " Spoorloos". Do tego nieśpieszne tempo oraz świetne role Jareda Leto i Denzela Washingtona czynią ten film wartym obejrzenia.

"Malcolm & Marie"

 Bardzo dobry, kameralny film z tylko dwójką aktorów dziejący się w jednym domu, świetna gra kadrami i światłem plus bardzo dobre dialogi i chemia między dwójką aktorów, Zendayą i Johnem Davidem Washingtonem. Pisałem o nim w jednym z moich blogów.

 

 To już koniec mojej listy najlepszych filmów 2021 roku, jeśli chcecie się podzielić swoimi najlepszymi filmami zeszłych 12 miesięcy zapraszam do komentarzy, podajcie swoje TOP10, TOP5 czy TOP3, chętnie przeczytam co Wam się najbardziej podobało. Oczywiście jeśli widzieliście któryś z dzisiaj wymienionych filmów zapraszam do podzielenia się na jego temat opinią.  Miejmy też nadzieję, że ten rok jak i przyszłe będą lepsze pod względem premier kinowych niż te niestety dość średnie 2020 i 2021, do zobaczenia w kolejnych blogach! :)

Na który film czekasz najmocniej w 2022 roku?

1. "The Batman"
40%
2. "Nightmare Alley"
40%
3. "The Northman"
40%
4. "Jurassic World: Dominion"
40%
5. "Vortex"
40%
6. "Avatar 2"
40%
7. "Top Gun: Maverick"
40%
8. "Mission: Impossible 7"
40%
9. "Buzz Astral"
40%
10. "Thor: Love and Thunder"
40%
11. Żaden z nich, napiszę w komentarzu
40%
Pokaż wyniki Głosów: 40
8

Komentarze (0)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych