To przyszło nagle...

BLOG
586V
Butcher | 05.03.2010, 22:42
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

A zaczęło się jak zwykle. Tak jak robiłem to od lat. Przeszedłem grę do recenzji (tym razem Bad Company 2). Wymieniłem kilka maili ze Ścierą, napisałem niusy do nowego numeru PE, Okiem Maniaka, zapowiedź nowej Lary Croft. Przeczytałem pokaźną dostawę Waszych listów, przejrzałem HC Room'y, wybrałem najciekawsze do druku... i wtedy się zaczęło.

A zaczęło się jak zwykle. Tak jak robiłem to od lat. Przeszedłem grę do recenzji (tym razem Bad Company 2). Wymieniłem kilka maili ze Ścierą, napisałem niusy do nowego numeru PE, Okiem Maniaka, zapowiedź nowej Lary Croft. Przeczytałem pokaźną dostawę Waszych listów, przejrzałem HC Room'y, wybrałem najciekawsze do druku... i wtedy się zaczęło.

xxxxx

Co kilka minut nowy plik do korekty. Instrukcje od Ściery, co na już, co za chwilę, ale... w sumie wszystko "na już":). I tak przez kilka kolejnych dni. Kilkanaście godzin dziennie przy laptopie - korektowanie tekstu, testy PPE, zgłaszanie bugów i poprawek, znowu korekta, kilka niusów na stronę, wpisy gier do Encyklopedii. I korekta, korekta, korekta... a wszystko przeplatane sieciowymi potyczkami w nowego Battlefielda (na szczęście serwery EA ruszyły kilka dni przed premierą i miałem mały handicap). Mięśnie karku odmawiają posłuszeństwa. Nie wiem od czego zacząć dzień... Od piguły? Korekty? Odpowiedzi na maile? Pisania recenzji? Testowego wpisu na PPE? Dopadła mnie tzw. "redakcyjna końcówka", dodatkowo okraszona czuwaniem nad portalem i tworzeniem własnych tekstów do numeru. Katalog z nadsyłanymi plikami puchnął z każdą chwilą, a ja z każdą godziną znałem coraz więcej zawartości nowego numeru - aż do ostatniej kropki. Nie biorąc go nawet do ręki. Czy to fajne? To akurat tak średnio - bo co będę czytał na kiblu?:) Pozostanie mi oglądanie obrazków...

 

 

Zwieńczeniem pracy był mój pierwszy w życiu Wstępniak - Ściera stwierdził, że jako prawdziwy zastępca naczelnego (Aju zajmował się głównie sklepem), muszę z nim dzielić ową przyjemność po równo. No to naskrobałem... choć łatwo nie było, bo miałem szczerze mówiąc chwilowo dość. A że akurat był niedzielny wieczór, który zwykłem spędzać z Danielsem w ręce? Kogo to obchodzi w tym interesie - termin to termin, drukarnia nie zna litości. Co nie znaczy, że Jacuś nie okazał się pomocny...;) Jakoś wtedy, w trakcie tego całego zamieszania, poczułem też, że wdepnąłem na dobre. Że ze swojej bezpiecznej łódeczki dorywczego "newsmana/recenzenta/felietonisty" wyskoczyłem prosto na łeb, na samym środku jeziora zwanego "PSX Extreme". Ale tak podobno najlepiej uczy się człowiek pływać. Poczułem na własnej skórze, że "praca - marzenie" (jak widzi to wielu z Was) to jednak mimo wszystko... praca. Praca przeplatana co prawda zabawą, praca otoczona ulubionymi tematami, grami, gadżetami, ale poza siedzeniem z padem w rękach, do zrobienia jest o wiele więcej. Oczywiście, że się tego spodziewałem - ale co innego wyobrażenia, a co innego szara rzeczywistość. Czy narzekam? Ależ skąd... bo suma sumarum to nawet fajne doświadczenie było. I przecież robię to, co kocham. Ciekaw jestem tylko tego uczucia za kilka kolejnych lat...


 

Oceń bloga:
4

Komentarze (2)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper