Зона двадцать кадров в секунду

Blin Blin 20.06.2020, 13:51
Bajdy do herbaty
307V

Bajdy do herbaty

przemyślenia bezmyślne

Witam serdecznie w najgroszowym blogu na PPE, a być może nawet w całym Internecie polskim czy niepolskim. Tak, najgroszowym, bo, idąc za nieomylną Wikipedią, literatura groszowa to taka, która celuje w "niewyrobionego czytelnika o niewygórowanych potrzebach i niewielkich aspiracjach intelektualnych". W tym akurat przypadku to autora tekstu można określić tymi określeniami, bo ww. zapomniał (chociaż to słowo sugeruje jakoby kiedyś tę wiedzę posiadał, a to nieprawda) jak się pisze, ale nic to! W końcu takie teksty nakierowane są także na odbiorców, którzy czytają "dla zabicia nudy lub wypełnienia wolnego czasu", a ten poniższy do niczego innego się nie nadaje.

Byłbym na śmierć zapomniał - wśród niebywale wymownych synonimów słowa "groszowy" znajdują się takie słowa jak "anemiczny", "głodowy", "niewyszukany", "spartański", "maciupci", "mizerny", "niekosztowny", "lichy" i, najlepiej obrazujące sytuację, chociaż to aż trzy słowa, "pożal się Boże".

My Friend Pedro

Dzisiaj, 20 czerwca, My Friend Pedro obchodzi swoje pierwsze urodziny. Sam w ową grę zagrałem niedługo po premierze, bo na początku lipca, i jak można było wyczytać z popełnionego też niedługo po tym bloga, byłem nią zachwycony (jakością bloga nieszczególnie), a kilka miesięcy później zacząłem nawet bawić się w jej "eskowanie", to jest wbijanie S-Ranków. Niedawno do tego tematu wróciłem i mam "wyeskowaną" większość gry. Co prawda już od paru dni jej nie włączyłem, ale tak czy siak zrobienie jej na 100% jest dość realne. Jakieś dodatkowe spostrzeżenia? Skakanie potrafi trochę zdenerwować (akcja z cyklu "chcę wskoczyć na coś a odbijam się od tego i ląduję na pysku"), niekiedy przeciwnicy ujawniają swoją tendencję do szybkiego odwrócenia się i przyłożenia nam z piąchy (z początku wygląda to nieco jak jakieś błyskawiczne otrzymanie obrażeń "bo tak", i wygląda na to, że kopniak anuluje piruetowy unik),  zdarzało mi się uplasować na jakichś dziwnie wysokich miejscach w tabeli, więc albo tabele są popsute albo gra dla dzieci, a w ogóle to spędziłem z gierką na cztery godziny godzin ponad dwadzieścia - i o czymś to chyba świadczy. Przede wszystkim o tym, że mam ewidentne problemy z zarządzaniem czasem.

W każdym razie wyczekuję ewentualnej kontynuacji. I, skoro przy tematach devolverowych, to na DLC do Katany ZERO też. Które przecież wyjdzie lada dzień. Prawda...?

Orcs Must Die!

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Orcs Must Die! (!!!) wpadło w moje ręce w 2013, kiedy akurat było dodane do jednego z tamtorocznych numerów CD-Action, ale wydaje mi się, że widziałem je wcześniej w Biedronce... Chociaż jak tak patrzę, to tylko mi się wydaje - w maju ukazało się wydanie z OMD! (!!!!), a Biedronka poszerzyła swoją ofertę dopiero w czerwcu - i ponoć było tam też Bionic Commando, które też sobie przypominam. I Mini Ninjas, które nawet kupiłem (i nigdy nie przeszedłem, ale wspominam miło). Hmm...

W każdym razie OMD! (!!!!!) ukończyłem dopiero niedawno - a skoro ukończyłem, to mi się podobało (no...). Nader przyjemne rozstawianie pułapek na potworności i ubijanie tych potworności także osobiście, za pomocą kuszy, jakiegoś takiego czegoś do walki wręcz i trzech rodzajów czarów, ale, ale - wiecie, co jest naprawdę dobre w tej grze? Polska lokalizacja. Konkretnie dubbing. Tak, naprawdę. Użyczający głosu głównemu bohaterowi pan Cezary Kwieciński spisał się na pięć czaszek (medali w OMD! (!!!!!!) nie ma (!!!!!!!)) - głupkowaty mag bitewny w jego wykonaniu brzmi (wesprę się tutaj niezastąpionym słownikiem synonimów) z wojskową precyzją (w końcu bitewny), a reszta obsady też jest niczego sobie. W każdym razie OMD! (!!!!!!!!) może się pochwalić jedną z przyjemniejszych polonizacji jakie miałem przyjemność słuchać.

SUPERHOT

W Superhota pierwszy raz grałem... dawno. Grałem nawet w to takie demko co było, i to jeszcze dawniej było. Pamiętam nawet, że w jego wersji z CD-A na podłodze leżało, bez zaskoczenia (a może?), CD-A. Tak czy inaczej będąc pewnego dnia w Empiku znalazłem tam opisywany produkt w cenie takiej nawet, nawet, i zastanawiałem się, czy kupić go zamiast innego znalezionego produktu, to jest LEGO City Undercover, które w końcu trafiło na PC. Wybór padł, bez zaskoczenia, na LEGO City.

Czy może raczej padłby, gdyby nie jedna, niewypowiedzianie ważka kwestia. LEGO nie miało płyty w pudełku. W związku z tym stwierdziłem, że z takim podejściem to mogą mi... coś tam, a ja im gry nie kupię, krótka piłka. Przed dystrybucją cyfrową i aktywacjami internetowymi w ogóle wzbraniałem się dość długo, bo aż do 2015 roku każdą grę, która miała na odwrocie znaczek Steam po prostu odkładałem na półkę w sklepie i szedłem dalej. Co dziwniejsze, nie miałem problemu z Uplayem - ale to wyjątek od reguły, na który przecież można sobie pozwolić, bo to Assassin's Creed jest i w ogóle fajnie (tym niemniej pamiętam, co myślałem będąc świeżo upieczonym posiadaczem AC Revelations - "no tak, do dobrych rzeczy to zawsze jakieś cholerstwo musi być doczepione" (czy coś w podobie)). Cholera, w ogóle to pamiętam tego najpierwszego Uplaya - tak to wyglądało:

Tylko bez tego tam nicka na górze, bo ja to miałem elegancką legalną kopię, z obwolutą taką.

O czym ja...? A tak, Superhot.

Superhot miał w pudełku nie dość, że płytę, to jeszcze w dodatku naklejki, a pudełko było w obwolucie, więc o czym tu w ogóle rozmawiać. Tak czy siak jakiś czas temu sobie do niego (Superhota, nie pudełka) wróciłem, z zamiarem zrobienia go na 100%, bo czemu nie. Cóż, dłuższy czas już nie grałem, ale większość gry mam zrobioną - z wyzwań pozostało mi to takie z przeskakiwaniem pomiędzy przeciwnikami, to z jednym życiem i... speedrun. Ten zwykły. Ten w czasie rzeczywistym zrobiłem, mimo iż patrząc na globalny procent zdobycia osiągnięć powinien on być trudniejszy. Ale nie jest - zdarzało mi się kończyć poziomy z cokolwiek absurdalnym zapasem czasu. Hmm...

Poza tym da się zauważyć, że gra trochę losowa jest. Dobrze to widać na poziomie 11BREAK, gdzie po ubiciu pierwszych trzech adwersarzy spawni się kolejny - i w różnych podejściach jest on różny. W związku z tym tak średnio da się to zrobić na pamięć, bo jest różnica pomiędzy walką z chłopem nieuzbrojonym a chłopem z pistoletem, bo w tym drugim przypadku odpada podbiegnięcie do niego.

I oczywiście największe wrażenie robi gdy ktoś gra w tę grę nie zatrzymując się, ergo wypaczając jej sens, ale cóż.

W każdym razie fajna gierka, najbardziej innowacyjny symulator rzucania w ludzi kulami od bilarda.

Worms 4

Wpisując w wyszukiwarkę Google frazę "Worms 4" da się natknąć na powyższy obrazek, przekazujący przekaz. Jest on świetnym punktem wyjścia dla dyskusji na temat rozwarstwienia społecznego, które dotknęło osoby lubujące się w graniu w gry z serii Robaki. Moje stanowisko jest następujące i wyczerpujące - oba fajne.

Pobranie dema Worms Reloaded było bodaj pierwszą rzeczą, jaką uskuteczniłem na moim pierwszym koncie Steam. Później miałem okazję zagrać w demo Worms 4, no i proszę państwa, wyobraźcie to sobie - siedzę w chałupie, gram w Worms 4 na laptopie z sześćdziesięcioczteromegową kartą graficzną, w telewizji lecą Miodowe Lata i jest to wręcz podręcznikowy przykład dobrego spędzania czasu.

Robaki Cztery ostatnio udało mi się ukończyć, i muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem zwrotu fabularnego, który odbywa się na samym końcu gry. No, może nie na samym, ale ja go wtedy zauważyłem, bo cutscenki odpalają się w wielkości pocztówki, w lewym dolnym rogu ekranu, a w dodatku są odwrócone. Jest to dość awangardowy sposób przedstawienia fabuły, jest z nim jednak jeden problem - wymaga umiejętności czytania wywróconych literek, a tym samym dodatkowego wkładu intelektualnego, tym samym Worms 4 nie sposób uznać za literaturę groszową.

Enemy Front

Nie wiem też (czemu też? Bo początkowo poprzednia część tekstu kończyła się na zdaniu z "nie wiem", ale została przebudowana. Ta tutaj nie została, bo to za dużo pracy) dlaczego ktokolwiek miałby wysupłać ze swojego terminarza czas na granie w Enemy Fronta, który to, idąc za How Long To Beat, trwać ma zatrważające pięć i pół godziny. Czy mili państwo zdają sobie sprawę, na co tak ogromne pokłady czasu można zagospodarować? W tym czasie można:

  • przejść Portala pięć i pół raza;
  • przesłuchać pełnej ścieżki dźwiękowej Rise of the Triad dwa i dwie dziesiąte raza;
  • przeczytać ten blog wiele razy;
  • przeczytać inny blog także wiele razy;
  • inny natomiast nieco mniej;
  • a jeszcze inny dużo więcej!
  • przejść dużo razy demo HROT-a, o którym za moment;
  • pograć pięć i pół godziny w tryb nieskończony HROT-a, o którym też za moment;
  • pograć pięć i pół godziny w Terrarię;
  • przejść Superhota trzynaście i siedemdziesiąt pięć setnych raza;
  • że co?
  • cholera, dałem pomnożyć zamiast podzielić

Zastrzeżenie: podane powyżej liczby są przybliżone i mogą się różnić w zależności od zdolności umysłowych, motorycznych i chęci do życia danej osoby.

HROT

Na HROT-a natknąłem się całkiem przypadkiem, przewijając stronę główną YouTube'a. Pomyślałem sobie - okej, jakaś gra szczelanka, Quake 5. Ściągnąłem jej demo, ważące zatrważające (ale nie aż tak jak czas trwania Enemy Fronta) osiemdziesiąt osiem megabajtów, i zagrałem. No i tak - dźwięki wystrzałów są takie se, i to na pewno jest do poprawy. Pociski wystrzelone przez niemiluchów da się omijać, więc super. Taka jest też atmosfera gry - miejsce akcji HROT-a to Czechosłowacja roku pańskiego 1986 (szkoda że nie 1988, akurat by pasowało), która stała się ofiarą najazdu dziwacznych namolniaków, osób niechętnie widzianych lub, co najgorsze, bałamutników! Pytanie, kto zbałamucił synonim.net, pozostaje bez odpowiedzi.

Ale tak po prawdzie, to owi natręci faktycznie są cokolwiek dziwaczni. Chłopy w maskach z różnymi kijami plującymi pociskami bolesnymi nie wydają się może niesamowicie dziwni, ale kiedy wyskakuje na ciebie koń w masce gazowej zaczynasz się zastanawiać... dlaczego psy też takich nie mają. Widać skromny budżet.

Poza tym silnik HROT-a jest napisany w Pascalu, bo czemu nie, jest tryb nieskończony, gdzie szczelamy się z falami wrogów, a strona na Steam obiecuje także możliwość niszczenia żarówek i spuszczania wody w toaletach. Czy te również będą zniszczalne, tego nie wiem, wiem jednak, że z pewnością zaważy to na ocenie gry w czasopismach i wortalach branżowych.

Ziggurat

Na początku chcę tylko powiedzieć, że polska wersja Zigguratu jest - jak to elegancko pokazuje powyższy obrazek - gówna warta.

Ziggurat w roku pańskim 2018 był na GOG-u za darmo, więc wypadało wziąć - i wziąłem, a Ziggurat jakiś czas później wypadł z dysku. Chyba, bo to dawno było, to nie pamiętam. Ale jak dobrze pamiętam, to średnio mi się spodobał. Niedawno jednak z bliżej nieznanej mi przyczyny postanowiłem wpaść go na mój dysk ponownie (chociaż to już inny dysk jest, a już na pewno inną literkę ma) i... spodobał mi się. Z jakiegoś tylko powodu zadziało się takie coś:

I w ogóle czasami nie chciały wpadać trofea, ponieważ. Chociaż to akurat może być wina GOG Galaxy (jego wyłączenie i włączenie pomogło), bo to beta w końcu. Trochę szkoda, że odcięli kroplówkę od wersji 1.2, bo dla kogoś, kto chce po prostu mieć zliczany czas, osiągnięcia i multi w niektórych grach, bez żadnych integracji z innymi platformami, była jak znalazł. A dodawanie gier spoza platform do Galaxy to jakiś niesmaczny żart.

Ale wracając - Ziggurat to szczelanka typu da się omijać to czym do nas szczelajom przeciwniki. I jest to też gra typu ustrzelą cię to zaczynasz od początku, ale jakieś rzeczy tam masz odblokowane. Szczęśliwie nie chodzi tutaj o to, że za każdym podejściem masz co raz więcej zdrowia, ponieważ, tylko możemy natknąć się na nowe bronie i umiejętności, a wśród tych ostatnich znaleźć możemy także rzeczy pokroju traitów z Fallouta - czyli coś fajnego za coś niefajnego, zwiększone przyjmowane obrażenia za więcej zdobywanego doświadczenia na przykład.

Ach, no i jak na grę losowo generowaną przystało, Ziggurat nie posiada czegoś takiego jak level design - jest ileś tam pokoików (w tym takich gdzie są pułapki i gdzie się skacze nad lawą) i są do nich powpychani wrogowie. Mimo to jednak gra się w to dość sympatycznie - nie jest to z pewnością gra, wbrew temu, co mówi polonizacja, gówna warta.

Neon Abyss

Neon Abyss znalazłem na Steamie i tak się złożyło, że miało ono nawet demo, którego nie omieszkałem pobrać. Podobnie jak Ziggurat, jest to gra typu zdychasz i zaczynasz od nowa, czyli wskakujesz do dziury i strzelasz do potworków. Podczas zwiedzania lochów da się natknąć na różne przedmioty o nie mniej różnych właściwościach, i się te właściwości kumulują i w ogóle, a poza tym można też kraść jajka, z których po jakimś czasie wykluwa się nic lub zwierz, który też ma jakieś właściwości (bije przeciwników na przykład). Poza tym mają być w tym jakieś minigierki typu tańczenie, ale w demie chłopek tańczy sam. Ewidentnie wczesna alfa.

Going Under

Going Under zaś obnaża świat korporacyjnych wojen, które polegają na wybiciu składu osobowego innych firm za pomocą spinaczy, mioteł i Wielkich Kuktasów, które po jakimś czasie niestety się zużywają i trzeba innych poszukać. Poza tym można ukraść samochód (który, jak wiadomo, jest podstawowym wyposażeniem podziemi) i porozjeżdżać nim ludzi-nieludzi, którzy stoją nam na drodze, można też wejść do baru czy innej kawiarni, której włodarz nas nie zaatakuje, bo to przecież złe dla biznesu, a w ogóle to jest już któraś z kolei gra typu zdychasz i idziesz na początek.

A Plague Tale

Ciekawostka: tak naprawdę to miał być FUEL 2 z jeżdżeniem po szczurach, ale zrobienie mapy wielkoformatowej jak sto piorunów wypełnionej gryzoniami było zbyt obciążające, a w dodatku zabrakło pieniędzy na modele samochodów, więc Asobo wzięło mały kawałek mapy i kazało łazić po nim i rzucać kamykami w ludzi.

Destroy All Humans!

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Okazuje się, że da się podnieść kurę, w związku z czym Crysisowi pozostają jedynie żółwie.

Explorer & Stalker Portable

Na sam koniec dwie ciekawe (reszta taka nie była) rzeczy. Explorer, czyli ta pierwsza, to mod do Warbanda całkowicie zmieniający sposób poruszania się - zamiast konika biegającego po mapie mamy faktycznego konika, ale normalnie nim jeździmy po terenie. Początkowe wrażenie było świetne - ło, tu można pochodzić, i w ogóle jakie fajne. I jeździ się tak, i jeździ, i jeździ, i to chyba właśnie jest ten cały FUEL 2. Tutaj można pobrać.

Drugą i ostatnią zarazem rzeczą tutaj opisywaną jest Stalker Portable, czyli konwersja Stalkera... na PSP. Bo czemu nie. Grałem w to na Vicie i wygląda to całkiem fajnie, ale - po pierwsze, jest to robione na PSP zamiast na Vitę, co daje mniej możliwości (odpada dotykowy ekran), po drugie już pół roku nic się w tym temacie nie dzieje. Zakłady, czy Portable wyjdzie przed "dwójką", można zgłaszać w najbliższym koszu na śmieci.

A tutaj to można ściągnąć, a ja się na dzisiaj żegnam z państwem.

Tagi:

Oceń notkę
+ +11 -

А₵АП РОКИ
Oceń profil
+ +30 -
Blin
Ranking: 412 Poziom: 53
PD: 20275
REPUTACJA: 3006