Blog użytkownika Blin

Blin Blin 31.07.2019, 15:23
Mirror's Edge, czyli o Elektronikach rozbitych o kant lustra
748V

Mirror's Edge, czyli o Elektronikach rozbitych o kant lustra

(Tytuł taki bo fajnie brzmi)

Electronic Arts jest obłożone anatemą przez sporą część growego światka. Pojawia się jednak pytanie - kiedy dokładnie zapracowali sobie na taką reputację? Tutaj można wejść w dyskusję. Niektórzy twierdzą, że były to lata dziewięćdziesiąte, kiedy to Elektronicy zaczęli wykupować studia pokroju Bullfroga, Maxis, Origin Systems czy Westwood. A jak te studia później kończyły? Źle.

Inni są przekonani, że chodzi tutaj o początek XXI wieku, po tym, jak konkurencyjny wobec Maddena NFL 2K5 (wtedy jeszcze od SEGI) sprzedał się lepiej - trudno się temu dziwić, gdyż był o wiele tańszy (20 dolarów kontra 50 dolarów). Cena Maddena została obniżona do 30 dolarów, ale tak czy siak sprzedaż podupadła. Co postanowiło zrobić Electronic Arts? Zawrzeć taką umowę z NFL, żeby tylko oni mogli wydawać gry na ich licencji. Oczywiście po tym cena wróciła już do 50 dolarów.

To jednak nie wszystko, bo w tym samym 2004 roku do sieci trafił artykuł zatytułowany "EA: The Human Story", napisany przez osobę (później jej tożsamość wyszła na jaw - przy okazji, zwróćcie uwagę na autora) podającą się za małżonkę drugiej osoby (wow), która to osoba pracowała właśnie u Elektroników. W telegraficznym skrócie - crunche i brak wynagrodzenia za nadgodziny. Najzabawniejszym - i jednocześnie najbardziej gorzkim - z perspektywy czasu fragmentem tego tekstu jest ten oto poniżej:

Kilku niezależnym studiom, którym udało się zbić fortunę w dawnych czasach - przychodzą mi na myśl Blizzard, Bioware oraz id - udało się przetrwać [...]

Koniec końców przez oba te przypadki portfel Electronic Arts pożegnał się z kilkudziesięcioma milionami dolarów. Czy jakoś szczególnie ich finansowo zabolało - no nie wiem.

Kontynuując - jeszcze inni podają tutaj za przykład przełom pierwszej i drugiej dekady XXI wieku i walkę z grami używanymi. Nazywało się to Project 10 Dollar i trafiło między innymi do Mass Effecta 2 czy Bad Company 2 - jeżeli kupisz grę nową, dostaniesz w pudełku jednorazowy kod, który odblokowuje jakąś zawartość. Kupisz używaną - cóż, z dużym prawdopodobieństwem klucz ten dostaniesz już zużyty. W 2013 roku EA zrezygnowało z tego rozwiązania i przy okazji uczyniło wszystkie stare online passy darmowymi.

Tak więc w roku 2008 ludzie albo już byli uprzedzeni względem Elektroników, albo też lada moment mieli tacy się stać. W tym jednak roku wydali oni całkiem niezły - choć naturalnie spotykający się z krytyką - zestaw gier, z którego wyróżnić można Mass Effect w wersji na PC, Dead Space, Crysis Warhead, Burnout Paradise, Bad Company, Mercenaries 2, Army of Two, Spore, Red Alert 3 czy Mirror's Edge właśnie.

Mirror's Edge, w przeciwieństwie do takiego Mass Effecta czy Saboteura, było zapowiedziane już po tym, jak studio za nie odpowiedzialne zostało w całości wykupione przez Electronic Arts. Na miesiąc przed zapowiedzią Ben Cousins, ówczesny dyrektor kreatywny DICE, mówił tak:

Jedną z rzeczy, jakie DICE ma do wykonania, to urozmaicenie swojego portfolio o coś innego niż Battlefield. Battlefield odnosi sukcesy i nadal będzie to robił, ale sądzę, że studio potrzebuje czegoś świeżego i interesującego.

Nie oznaczało to jednak, że Szwedzi mieli zamiar zrobić coś na tyle odważnego, że mogło to odbić się na sprzedaży gry:

To ważne, aby wierzyć w to, co robisz. Ważne jest również to, aby mierzyć zamiar podług sił - na przykład nie sądzę, aby udało nam się zrobić grę taneczną. Tak więc szukamy czegoś świeżego i interesującego, czegoś, co jest opłacalne, czegoś, co zapełniłoby lukę w portfolio EA, ale też czegoś, co pasuje do doświadczenia studia.

Czy się opłaciło? Do 2013 sprzedano około dwóch i pół miliona kopii, a w tym samym roku zapowiedziano także nową część.

Ale kogo w ogóle obchodzi, czy opłaciło się to EA. Czy opłacało się ludziom tę grę kupić?

Bo ja wiem, to dużo czynników trzeba by wziąć pod uwagę. Czy się kupiło na premierę czy na promocji, na jaką platformę, czy się lubi gry krótkie czy długie...

Mnie się akurat Mirror's Edge podobało.

A dlaczego mi się podobało? No, raczej nie dzięki fabule. Nie ma co się o niej zbytnio rozpisywać - jest, spoko że jest, dystopia czy inna antyutopia (ciekawostka: to nie są synonimy), powstały też takie nawet, nawet komiksy przedstawiające wydarzenia sprzed gry, chociaż nie są za piękne (ale okładki mają ładne). I w zasadzie to tyle - historia spaja jakoś wszystkie poziomy, dobrze że to robi, ale nikt nie będzie pamiętał ani chwalił tej produkcji za nią. Dość powiedzieć, że najbardziej w pamięć zapada dziwactwo językowe w postaci zdania "przetrwanie jest przereklamowane, trzeba też trochę pożyć". Aha, i jest polski dubbing.

To może podobało mi się dzięki gameplayowi? Owszem, chociaż jest on nieidealny. Mirror's Edge jest grą o parkourze przedstawioną w widoku pierwszoosobowym . Zasługującą na nieco dłuższe omówienie mechaniką jest rozpędzanie się - nie ma tutaj przycisku biegu, trzeba poświęcić chwilę na rozpędzenie się. Trzeba, bo przy skoku przez przepaść przy zbyt niskiej prędkości może się okazać, że i owszem, skok i przepaść są, ale przyimek między nimi jest już zgoła inny.

Poza tym biegamy po ścianach, wspinamy po ścianach (i rurach), odbijamy się od ścian, no, wiecie, o co chodzi.

Nie jest to jednak wszystko, bo nie biegamy po świecie gry nie niepokojeni, a przynajmniej nie cały czas. Przyjdzie nam też powalczyć i pouciekać przed policją i ochroniarzami. Do dyspozycji mamy system walki, który zawstydziłby Guilty Geara.

A nie, przepraszam, chodziło mi o takie podobne słówko - "zażenowałby".

Walka jest nieskomplikowana - wślizg i kopniak, skok i kopniak, uderzenie z piąchy, zeskoczenie na przeciwnika z wysokości i już. Nie żeby ta gra potrzebowała jakichś wymyślnych kombosów - nie potrzebuje. Da się też strzelać z broni, palnej takiej, ale model strzelania jest, i czy to dobrze, że jest, można podać w pewną wątpliwość. Na pewno dużo pomaga na najwyższym poziomie trudności, bo łatwiej jest wystrzelać adwersarzy z daleka niż okładać ich po mordach, ale dużo napracowania w niego nie poszło. No i ten - niemilcy miewają też tendencje od podchodzenia do rogów ścian, co kończy się dla nich raczej źle.

Gameplay niestety trapią też inne problemy. Protagonistka czasami nie łapie się powierzchni łapalnych. Bo nie. Nie muszę chyba dodawać, że może to odrobinę rozsierdzić. Już pomijając, że "odrobinę rozsierdzić" to chyba oksymoron, jeżeli przyjąć tę definicję za słuszną.

I podobnie jak w przypadku fabuły - w zasadzie to tyle. Wystarczy jeszcze tylko wspomnieć o dodatkowych czasówkach i o tym, że w niemożliwe już do kupienia dodatkowe dodatkowe czasówki można zagrać dzięki temu.

Zasadniczo to i tak wystarczyłoby napisać, że gra ma fabułę i się w niej skacze i biega i wspina. Najważniejsze jest tutaj coś zupełnie innego.

Klimat.

Klimat tej gry jest absolutnie cudowny, a dzieje się to za sprawą stylistyki. Każde miejsce ma charakterystyczne kolory - to znaczy biały plus jeszcze jakiś, na przykład niebieski czy zielony. Do tego jest jeszcze czerwony, który wskazuje drogę - drzwi, które można wyważyć, obiekty, z których można się wybić, rury, których można się złapać - wszystko to jest koloru czerwonego. Da się co prawda w opcjach wyłączyć to podświetlenie (nie licząc drzwi), ale wcale nie utrudnia to bardzo rozgrywki (np. cosie, z których da się wybić, i tak są dosyć charakterystycznie ułożone), a w dodatku zmienia zauważalnie design.

Ponadto Mirror's Edge cechuje brak HUD-a. To znaczy, jest tylko kropka na środku ekranu i celownik, jeżeli podniesiemy broń, ale da się je wyłączyć. Jesteśmy zdani jedynie na otoczenie i niekiedy głos w słuchawce, który instruuje nas, dokąd powinniśmy się udać. I czasami się tak ucieka, nie wiedząc nawet do końca, czy biegnie się w dobrym kierunku. I żeby nie było - to nie jest żadna wada.

Do tego wszystkiego dołącza naturalnie muzyka, ambientowo-elektroniczna taka. Nie jest zła, ale prawdę mówiąc, to zapamiętałem tylko dwa utwory - ten z menu głównego i ten.

Nie jest to jednak wszystko. Widzicie, można by się pokusić o stwierdzenie, że wersje konsolowe i pecetowa mają inną atmosferę. Oczywiście nie skrajnie inną, ale jednak na tyle inszą, że widać zauważalnie. Bowiem nie chodzi tu wyłącznie o brak efektów cząsteczkowych na konsolach, a o brak całych fizycznych obiektów.

Obejrzyjcie sobie film powyżej. Sprawdziłem sobie gameplay z konsoli i tak - nie ma tego takiego dymu, kartek, tych wszystkich folii, a podczas pościgów wrogowie nie strzelają do okien, ergo nie sypie się wtedy żadne szkło. Nie wspominając oczywiście o tym, że gra chodzi płynniej, a dzięki myszce płynniejsze są także ruchy kamery.

Wniosek - konsolowa bieda ma gorszą wersję, ha wersja pecetowa jest zwyczajnie lepsza. Z jakiegoś powodu podobają mi się zwłaszcza te wszystkie folie, bo nadają jakiegoś takiego bardziej, hm, industrialnego (?) klimatu. A że jest to gra sprzed dekady, to nie powinno być problemu z odpaleniem jej w full detalach nawet na takich sobie komputerach. Mówiąc wprost - nie ma żadnego powodu, dla którego ktoś chciałby grać w Mirror's Edge na konsoli. Dziękuję za uwagę.

Ciągle nie jest to jednak wszystko. Szwedzi musieli bardzo lubić Portala, bo w grze można natrafić na maziaje ścienne podobne do tych z produkcji Volvo. Da się też znaleźć pokoik, w którym leżą wyważone, czerwone drzwi (bohaterka nie ma w zwyczaju używać klamek innych, niż takich z lufą i spustem) czy też rysunek Pudziana wywalającego czerwone drzwi komunistyczne włazy (świetna sprawa ten słownik synonimów). Ten ostatni jest zresztą dziełem Dozorcy, postaci, w której można upatrywać się odpowiednika Ratmana z Portala Wyjścia (jak mówiłem - świetna sprawa), albo też nawiązania do książki Kwiaty dla Algernona. Albo obu.

W ogóle Mirror's Edge ma taki valve'owski klimat, co jest chyba najlepszą możliwą rekomendacją, ale ma też własną tożsamość. Krótko - jeżeli oceniać grę za sam li tylko klimat, to jest to 10/10 bez zastanawiania się. No.

Podsumowując - Mirror's Edge to świetna gra, kto nie grał, to niech zagra (na PC). A co zaś się tyczy jej kontynuacji w postaci Catalysta... Nie grałem w niego, ale oglądając ten film, zrobiło mi się zwyczajnie przykro. O Katalizatorze jednak innym razem. Być może.

Screeny są mojego autorstwa.

Tagi: Electronic Arts Mirror's Edge

Oceń notkę
+ +13 -

А₵АП РОКИ
Oceń profil
+ +27 -
Blin
Ranking: 781 Poziom: 44
PD: 11834
REPUTACJA: 2550