Blog użytkownika Moonloop

Moonloop Moonloop 15.05.2020, 15:00
O tym jak Tony Hawk wyciągnął mnie z domu
492V

O tym jak Tony Hawk wyciągnął mnie z domu

Trailer Tony Hawk's Pro Skater 1+2 u niejednego z nas wywołał śmieszne mrowienie w brzuchu. Flashback czasów kiedy wszystko było prostsze i myślało się tylko o tym gdzie zrobić manuala, żeby połączyć wyskok z kickflipa, a dojechać do rampy i po kilku obrotach melonem, wskoczyć na balustradę, itd. Popchnęło mnie to do małego rozliczenia z przeszłością i ciekawych wniosków dotyczących tego, co seria THPS wniosła do mojego życia.


Jest rok 2000, wiosna. Mam niecałe 14 lat, jestem w pierwszej klasie pierwszego ever roku gimnazjum. Wpada mi w ręce gra Tony Hawk's Pro Skater. Wiem, że jest o jeżdżeniu na deskorolce, i że dostała bardzo dobre noty w branżowych pismach, ale jednocześnie nie mam pojęcia kim jest Tony Hawk, bo nigdy wcześniej o facecie nie słyszałem. W pokoju mam starą deskę, ale nie taka jaką mają prosi, tylko szerszą z prostym przodem. Nie wiem nic o skate'ingu, ale włączam grę. I nic już nie będzie takie samo. Zanim przejdę dalej, trzeba włączyć podkład.
        
Level Warehouse, ten utwór i oczywiście sam Tony w szarej koszulce i czarnych spodniach. To dla wielu z nas, w tym dla mnie, był początek wielkiej przygody z serią gier autorstwa Neversoftu (RIP). Z tym wyjątkiem, że ja grałem na N64, więc wszystkie kawałki był skrócone do minuty i zapętlone. Pierwszy THPS może się z dzisiejszej perspektywy wydawać toporny, ubogi i brzydki, ale mimo to, nadal pozostaje moją ulubioną częścią i jest w nim coś magicznego. Co mnie uderzyło od samego początku gry? To, jak bardzo prosta i intuicyjna była rozgrywka. Można było deski na oczy w życiu nie widzieć, a w THPS od samego początku czesać świetne triki i pobijać rekordy.
To nie była nigdy gra sportowa, to nie był symulator. Tutaj każdy miał mieć szansę na dobrą zabawę i tak właśnie było. Klimat robiły nie tylko miejscówki i znani deskorolkarze (którzy dla mnie byli wtedy kompletnymi randomami), ale muzyka. Na polskim podwórku, jeżdżenie na desce było w tamtym czasie mocno związane ze środowiskiem blokerskim i polskim hip-hopem. To było połączenie, w którym ja kompletnie nie umiałem się odnaleźć, a THPS pokazał mi, że za oceanem to wygląda kompletnie inaczej. Tam skaterzy ubierali się inaczej i bawili do innej muzyki (nawet bardzo, bo sam Tony Hawk był i jest fanem The Cure i Depeche Mode). Przy okazji pierwszego THPS po raz pierwszy usłyszałem Dead Kennedys, Primus i innych, a przy drugim Powerman 5000 i Anthrax. Osoba, która kompilowała soundtrack do tych gier, powinna dostać nagrodę.
                                                                 

Ilość miłości jaką Neversoft władował w tę grę jest niesamowita biorąc pod uwagę, że na etapie tworzenia, to absolutnie nie był pewniak. Nikt nie wiedział jak to się potoczy, bo późniejszy sukces THPS był pod wieloma względami bezprecedensowy. Kiedy w czerwcu 1999 roku, Hawk zrobił swoje słynne 900 stopni, szybko napisał maila do Neversoft, czy zdążą to dorzucić jako trick specjalny, na co oni odpisali, że już nad tym siedzą, a Tony włada. Gra wyszła we wrześniu.

THPS owładnęła mną całkowicie, więc następny krok mógł być tylko jeden. Kupić sobie deskę. I tak też się stało, w lipcu 2000 stałem się posiadaczem takowej. Fajne było to, że mania gry w Tony'ego zaczęła rozlewać się po całym kraju i zostało to zauważone, ale największy boom dopiero nadchodził.

Jest lato. Wychodzi demo THPS2 i następuje szał jakiego ten odłam gier video jeszcze nie widział. To był jeden level i to konkursowy (Marsylia), ale dawał więcej radości niż niejedna pełna gra. W dwójkę grało się jeszcze lepiej, a dodanie manuali dawało monstrualnie większe w stosunku do jedynki możliwości robienia kombosów i nabijania bardzo wysokiej ilości punktów. W internecie robiono nawet konkursy na najlepszy wynik, a to było tylko demo. Na fali coraz bardziej modnego skate'ingu, zaczęły w Polsce powstawać skateparki z prawdziwego zdarzenia (no ok, może nie takie jak zagranicą, ale zawsze), ale też lokalne konkursy sponsorowane przez grubsze ryby. W tamtym czasie, na parkingu hipermarketu, koło którego mieszkałem zorganizowano duże zawody. Postawiono dwie rampy, rurki, hopki, wszystko. Weekend był słoneczny, zlazło się multum ludzi. Osobiście byłem w szoku, że tak wiele osób w Polsce się tym interesuje. Ja sam byłem wybitnie cienki i niewiele umiałem zrobić, więc po prostu siedziałem tam z deską i patrzyłem jak ludzie się bawią, a było na co popatrzeć. Czułem się jakbym był w grze, albo na jednych z tych mitycznych konkursów w USA, które można było oglądać na filmikach w necie.

I to dobrze pokazuje niezwykłą sytuację, która wtedy zaistniała. Po raz pierwszy w życiu, gra wideo sprawiła, że zamiast siedzieć w domu przed konsolą/komputerem (w THPS2 grałem już na PC), wychodziłem na dwór. Miałem kilku kolegów, którzy podobnie jak ja zapalili się do deski pod wpływem Tony'ego Hawka i tak sobie trzaskaliśmy dechami w parku. Żaden z nas nie umiał nawet zrobić ollie, ale twardo próbowaliśmy, wywalaliśmy się na ziemię, podnosiliśmy i jechaliśmy dalej. Oczywiście bez kasków, ochraniaczy, itd, bo przecież po co, młodzi byliśmy i nierozsądni. Ale tamtych wakacji nie zapomnę. To był pierwszy i chyba jedyny raz kiedy gra stworzyła w moim życiu idealny balans między garbieniem się nad konsolą, a spędzaniem czasu aktywnie, na świeżym powietrzu. To było piękne. Czasami partia w THPS powodowała, że zamiast odpalić kolejny level, chciałem lecieć do parku i próbować zrobić te triki na realu, albo po prostu spędzić trochę czasu na desce.



THPS2 to była rewelacyjna gra. Ikoniczne już poziomy, skaterzy i soundtrack, to wszystko było dla wielu z nas codziennością w tamtym czasie. Szumu narobiła jeszcze wersja na GBA, w którą zagrywałem się jak szalony. To zadziwiające, że rzut izometryczny tak dobrze się sprawdził. Neversoft poszli za ciosem i rok później wyszło THPS3, gra pod wieloma względami dorównująca poprzednikom, o ile nie jeszcze lepsza. W zasadzie można wymienić te same zalety, bo developerzy trzymali się sprawdzonej metody - szlifować to co wyszło dobrze i na tych fundamentach budować nowości.

I tu niestety, dosyć nieoczekiwanie, skończyła się moja przygoda z THPS, przynajmniej na poziomie zaangażowania, które towarzyszyło oryginalnej trylogii. Złożyło się na to kilka powodów. Po pierwsze, czwórka nie chciała mi pójść na moim słabszym PC. Już trójka potrafiła chrupać, ale przynajmniej się odpalała. Najnowszą konsolą jaką miałem było N64 (nie licząc GBA), a PS2 kupiłem dopiero w 2008 r. Po drugie, zwaliło mi się na głowę liceum, na którym musiałem się skupić i przez to w tym czasie mniej czasu spędzałem na graniu. Po trzecie, przygasł mój zapał do jeżdżenia na desce, między innymi dlatego, że zrobiłem najgłupszą rzecz jaką mogłem. Pożyczyłem ją koledze z klasy i wróciła do mnie złamana. Nadal ją mam, nawet zabrałem ją od rodziców jak się wyprowadzałem i leży w piwnicy, ale już na niej nie pojeżdżę.

Po latach trudno mi było wrócić do świata THPS, bo wyszło pełno gier, które nie miały już wiele wspólnego z tym czym seria była na początku. Sprawdzałem niektóre z nich, ale szybko odkładałem i teraz trochę żałuję, bo ta inność była w nich najlepsza. Potem przyszła era Robomodo i THPS HD. Oczywiście zaopatrzyłem się w to z sentymentalnych względów, ale grało mi się w to po prostu źle. Wolałem odpalić oryginały. Po THPS5 wylało się na ten dev team sporo gówna. Trochę mi ich żal, bo mieli swój pomysł na te gry, ale to po prostu nie zatrybiło i na etapie piątki, widać już było zmęczenie tej ekipy tematem, a jak dodamy zawirowania z terminami, licencją i ostry crunch pod batem Activision, to wcale się nie dziwię, że wyszło takie barachło, jak wyszło. THPS Ride i Shred, to była ciekawa koncepcja, ale nierealna w realizacji. Jazda na tych pseudo-deskach nie miała w sobie nic z tego jak to uczucie wygląda na realu, a sam sprzęt niszczył się przy byle solidniejszym podskoku. Szkoda.

                                       

Niemniej, parę lat temu kupiłem sobie nową deskę i zacząłem zabierać ze sobą w różne podróże, żeby gdzieś przy okazji powskakiwać sobie nieudolnie na krawężnik (tak, nadal jestem cienki). I teraz, jak zobaczyłem trailer nowego remake'u klasycznych THPSów, to zrobiło mi się ciepło na sercu i na pewno nie tylko mnie. Jestem tym razem dobrej myśli, bo za Tony Hawk's Pro Skater 1+2 odpowiada Vicarious Visions. Ta ekipa jest z serią niemal od początku i to ona odpowiedzialna jest za przełomowe konwersje na GBA, a później na Nintendo DS, a ich ostatnim dziełem jest Crash Bandicoot N. Sane Trilogy. Mam zaufanie do tych gości i liczę na świetną, nostalgiczną zabawę przy nowym/starym Tonym Hołku. Być może będzie to początek nowej serii, która popchnie klasykę w niespodziewane rejony. Kto wie.

A co z samym Tonym Hawkiem? Obczajcie jego kanały w social mediach, choćby samego Fejsa. Facet ma 52 lata, ale nic się nie zmienił. Wprawdzie przeszedł na sportową emeryturę dawno temu, ale to nie oznacza, że przestał jeździć. 900 stopni wykonał ostatni raz w... 2016 roku, w wieku 48 lat.



Cały czas coś robi, angażuje się w wiele ciekawych akcji, wspomaga młodych skaterów, a do tego może pochwalić się sukcesami syna, który też jest pro skaterem. Mam wielką nadzieję, że Riley Hawk pojawi się w THPS1+2, bo niestety do tej pory miał pecha znaleźć się w najsłabszych częściach serii. Tony nadal jest zajebiście inspirującą postacią i zaraża swoją energią i dobrym humorem. Ile radości ten człowiek sprawił, bez i pośrednio, ludziom na całym świecie, tego nie da się ująć słowami.

To co, jeszcze raz? Wersja sprzed miesiąca.

       

Tagi: tony hawk tony hawk's pro skater Tony Hawk's Pro Skater 1+2 Tony Hawk's Pro Skater 1+2 Remaster Tony Hawk's Pro Skater 2

Oceń notkę
+ +29 -

Oceń profil
+ +83 -
Moonloop
Ranking: 950 Poziom: 44
PD: 11699
REPUTACJA: 5042