(Bez)Imienne rozmyślania

BZImienny BZImienny 04.06.2021, 01:16
Piątkowa GROmada - #244 - Umieranie po japońsku po raz drugi, czyli recenzja Nioh 2: Complete Edition
777V

Piątkowa GROmada - #244 - Umieranie po japońsku po raz drugi, czyli recenzja Nioh 2: Complete Edition

Po bardzo długiej przerwie wracamy do recenzji, na początkiem z tytułem z tego roku (tak jakby). Przygotujmy się więc na polubienie ekranów ładowania oraz kusarigamy, bo to może być potrzebne w trakcie poznawania przygody Team Ninja znanej jako Nioh 2: Complete Edition

Witam was w ramach pierwszego od miesięcy niehistorycznego odcinka Piątkowej GROmady, gdzie postaram się w miarę zwięźle opisać swoje wrażenia z Nioh 2: Complete Edition. Jest to przedstawiciel czegoś, co chyba można pokrótce nazwać souls-lite (skoro są rogue-lite, to chyba też można wyróżnić souls-lite :P) od ]Team Ninja. Tytuł zadebiutował w marcu 2020 roku na PlayStation 4 i w lutym tego roku na Windowsie oraz PlayStation 5 (dwa ostatnie przypadki to tylko wydanie kompletne). Zarówno pierwsza jak i późniejsza wersja spotkała się z ciepłym odbiorem ze strony społeczności, tak więc sprawdźmy wspólnie, czy zasłużenie. A skoro jesteśmy przy Nioh, to zanim zaproszę do lektury, polecam spojrzeć na to, czym kiedyś miał być ten tytuł.

Choć gra jest prequelem do Nioh, zalecałbym przejść starszy tytuł jako pierwszy. Dodatkowo skupiam się na rozgrywce dla pojedynczego gracza, bo z kooperacją nie miałem zbytnio do czynienia. Niemniej miło, że taki moduł powstał, bo dobrze wykonana możliwość wspólnej rozwałki zawsze na plus.

Zanim przejdę dalej, kilka drobnych rzeczy jakie warto mieć w tyle głowy przy niektórych elementach:

  • Nioh 2, tak samo jako Nioh, ogrywałem w japońskiej wersji językowej z polskimi napisami. Podejrzewam, że angielska lokalizacja nie jest zła, ale - co pewnie niektórzy mają ogrywając odsłony serii Yakuza - przedstawiciele tamtejszego regionu mówiącego tylko po angielsku wyglądają dziwnie.
  • Wersje na konsole Sony (link) mają więcej osiągnięć niż wydanie na Windowsa (link). I to są dość trudne wyzwania, co na pewno wpłynęło na długość gry.
  • Jako warstwę Yokai wybrałem, a jakże przypadkowo, jegomościa z młotem. Później okazało się to bardzo dobrym wyborem, głównie ze względu jak wygląda jego wariant mechaniki odparcia. Choć pewnie nie jeden będzie z tym polemizował.;
  • Całą grę przeszedłem korzystając z narzędzia zagłady, jakim jest w tym tytule kusarigama (pozostałe tylko po to, by zdobyć wszystkie osiągnięcia).
  • Czas ukończenia na moim profilu na portalu jest równy temu, jaki potrzebowałem na zdobycie wszystkich osiągnięć w grze (nie pamiętam, ile zajęło mi ukończenie całości, ale to mogło być od 50 do 67 procent z tego czasu). Domyślna cena na Steam nie przekracza 200 złotych, więc nawet dla tych niezainteresowanych calakiem jest to bardzo dobry wynik;
  • Jakby kto potrzebował rady co do Nioh 2, walcie śmiało. Postaram się pomóc. :)
  • Źródła dla okładki oraz grafik promocyjnych  - Nioh 2: Complete Edition (mobygames.com)

Umieranie po japońsku po raz drugi

Nioh 2 osadzony został w alternatywnej wizji Japonii, gdzie razem z historycznymi postaciami istnieją także materialne inkarnacje miejscowych wierzeń - Yokai. Światy te przenikały się zarówno w pozytywny jak i negatywny sposób, ten drugi widoczny był przy kilku głośnych masakrach. I to w tym świecie musi radzić sobie protagonista, czyli dość wyjątkowy wojownik z Japonii XV/XVI wieku, który po tajemniczym liście wyrusza na łowy demonów. Na początku tej przygody spotyka on ekscentrycznego i dość żywiołowego człowieka, jegomościa w żółtych ciuchach znanym jako Tokichiro. I wspólnie wyruszają oni w podróż z jednym prostym celem, czyli zmianą Japonii wypełnionej istotami z legend, Yokai. A czy na lepsze, to już się przekonasz ogrywając długą kilkudziesięciogodzinną opowieść pełną zwrotów akcji, zgonów głównej postaci czy masy oręża. Co do głównej postaci, to tym razem twórcy postawili na postać opracowaną przez gracza (pierwszy Nioh miał predefiniowanego bohatera) - sam spędziłem w edytorze chyba minutę, ale to ze względu na to, że nie jestem fanem tego typu rozwiązań. Niemniej osoby lubiące eksperymentować niczym w Dark Souls III (potworności, jakie ludzie tworzyli tam są w kategorii "Co zobaczone, już się nie odzobaczy") będą zachwycone.

Siła historii przedstawionej w Nioh 2 leży nie w dobrze napisanych postaci - spośród nich największą sympatią darzę Tokichiro czy interakcji między nimi - a tym, jak sprawnie połączone prawdziwe wydarzenia z miejscowymi wierzeniami*. Zarówno nowi przeciwnicy jak i lokacje zaprojektowani zostali tak, że mimo momentów dla mnie trudnych, parłem do przodu. Nie tyle z powodu obecnej w trudnych grach satysfakcji z pokonania przeciwnika po nawet kilkudziesięciu próbach, a tej iskry ciekawości, co będzie potem. Czyli w jakie miejscówki czy okres historyczny rzuci nas przygoda. Warto przy tym wziąć pod uwagę konstrukcję samej opowieści, będącej kopią rozwiązań z Nioh - mamy więc misje główne oraz misje poboczne, czy to wykorzystujące stare mapy w innej wersji czy rzucające nas na nową planszę. Jeśli jakieś misje sugerowałbym przechodzić, to raczej te unikatowe - pozostałe ewentualnie, jak brakuje doświadczenia. Dodatkowe misje oferuje także Dojo, a są odblokowywane w trakcie progresu historii czy poziomu umiejętności danego uzbrojenia. W sumie nagrodą za każdą z tych misji jest przedmiot istotny z perspektywy rozwoju postaci.

Niestety wstęp do tej dobrej opowieści był dla mnie dość trudny, a to za sprawą, o ironio, samouczka. Ktoś mógłby zadać sobie pytanie, jak samouczek jest w stanie skomplikować przygodę  - i żeby to wytłumaczyć: wyobraźcie sobie wstęp do konsolowego portu Stellaris, gdzie jedną z pierwszych porad jest "By zrobić <coś> wciśnij "Shift+K". W przypadku Nioh 2 sugestie co do tego, jak przeprowadzić akcję, wyświetlały mi się za pomocą przycisków na padzie. Co dla osoby mającej podpiętą myszkę i klawiaturę, jak ja, jest to bezużyteczna informacja. Tym samym jak uczyłem się niektórych mechanik z gry (i to tych raczej niepomijalnych) zamiast sugerować się tym co na ekranie, musiałem przerywać rozgrywkę i wchodzić do opcji. Obecnie zostało to załatane, co też uwzględniłem w podsumowaniu. Niemniej zastanawiam się, dlaczego jest to problem dotyczący, nie licząc Dark Souls: Remastered (i chyba Lords of the Fallen), chyba wszystkich Soulsów i Soulse-lite'ów z jakimi się zetknąłem.

* - Dodatkowo, jeśli nie lubi ktoś "składania w całość" niczym z Dark Souls, będzie zadowolony ze sposobu, jak historię podano w Nioh 2.

W rdzeniu gra pozostała tym, czym był poprzednik - dość wymagającym RPG-iem akcji z innym niż w Dark Souls systemem zdobywania wyposażenia. Względem Nioh zostawiono chociażby system łupów dających coraz mocniejszą broń/pancerz/itp., levelowanie czy trudne starcia, czasem wymagające nawet godziny powtórek - jeśli chodzi o konfrontacje z ludzkimi przeciwnikami (np. bandyci), to też są one w większości niezmienione (groźny w grupie i ze złym podejściem do nich - jedynie kontrowanie niektórych z nich może nastręczać problemów). To, co zmieniono w największym stopniu dotyczy Yokai oraz sposobu zdobywania umiejętności. Nie będę zdradzał całości, niemniej z mojej perspektywy zmiany przeprowadzono w sposób sprawny. Słowem uszczegółowienia, kombinacja nowości oraz starych rozwiązań w przypadku Nioh 2 dała coś, co osobiście lubię i sprawia, że dalej chcę ogrywać tytuł bez jakiegoś dużego oporu. Wszystko dlatego, że z jednej strony czuć progres względem poprzednika, z drugiej widać, że to wciąż ten sam stary Nioh, przez co widać, że ma się do czynienia z kontynuacją. Czyli wciągający symulator umierania i zdobywania coraz lepszego wyposażenia pokazujący starą mechanikę z nowej perspektywy i przyjemnymi dodatkami.

W sekcji rozgrywki kilka słów o zdobywaniu wszystkich osiągnięć - jest to możliwe najwcześniej na NG++ (Droga Demona), bo do niego odnosi się jedno/kilka osiągnięć. Trzeba oddać twórcom, że zdecydowali się pozbyć tych związanych ze zdobywaniem bardzo rzadkich przedmiotów (Lustro Yata będzie mi się śniło chyba tak długo jak Dowód dotrzymanej umowy z Dark Souls III). Wprawdzie zostały wyzwania z kategorii "zdobycia określonego typu przedmiotów", ale je robi się bez ekstra "grindu" na drodze dochodzenia do trybu NG++.

Aspekt audiowizualny jest ściśle związany ze wspomnianym w cząstce fabularnym klimacie - i tak samo, jak w przypadku opowieści, ciężko mi jest się do wykonania tego elementu przyczepić. Zwiedzanie alternatywnej wizji Japonii z fizyczną manifestacją Yokai, choć skomplikowane ze względu na naturę owych gości, nigdy nie było przyjemniejsze. Zwłaszcza z tak dobrze skomponowaną muzyką. Jednak opisując całość pierwszego wrażenia, co w pewnym stopniu rzutuje na późniejsze doświadczenie, nie można nie wspomnieć o przygotowaniu technicznym. Mając w tyle głowy to, jak na premierę wyglądał Nioh: Complete Edtion w wersji na Windowsa pod tym względem, trochę bałem się brać tytuł na premierę - w końcu brak obsługi podstawowego dla PC'ta kontrolera czy inne poważne błędy to coś, czego raczej nie da się zignorować. Pierwsze wrażenie było, dość osobliwe, a to za sprawą błędu o jakim wspomniałem w sekcji poświęconej fabule. Mając doświadczenie w tej materii jakoś udało mi się wybrnąć z tego i ustawić wszystko tak jak chciałem. Z jednym drobnym, ale szalenie istotną, niemożnością w formie rozdzielczości. Los czy cokolwiek innego chciało, abym miał monitor o formacie 16:10 z rozdzielczością 1920x1200 - no i nie mogłem go nastawić, a 1920x1080 nie tworzyło mi czarnych pasów jak w Ori and the Will of the Wisps (gdzie opcja rozdzielczości była, ale ustawienie jej nic nie zmieniało). Tak więc miałem albo grę w oknie albo zrobienie z rozdzielczości o formacie 16:9 tą z 16:10, a chyba nie muszę mówić jak rozszerzenie obrazu w jedną stronę wypacza jego jakość. Koniec końców ktoś zarzucił modyfikację dopuszczającą ten format (jej instalacja była banalna), ale one są od pokazywania rozgrywki z innej perspektywy, a nie łatania takich błędów - co by nie powiedzieć, dość widocznych i istotnych.

Niemniej na tle poprzednika stan był niemal bezproblemowy, choć jak przypomnę sobie problemy tamtego tytułu w wersji na "dzień dobry", ciężko uznać to za sukces. Ale dobrze, że panowie z Koei Tecmo wyciągnęli lekcję i tym razem aż takich błędów nie było.

Skoro przyjrzałem się podstawce, teraz pora na kilka słów o rozszerzeniach - patrząc pod względem chronologii, na jakiej ukazały się osobno na konsoli Sony, mamy Uczeń Tengu, Stolica w szponach mroku (Mrok w stolicy)* oraz Pierwszy Samuraj. Wszystkie one były tworzone na tej samej zasadzie, co dodatki do Nioh, czyli niewiele dość długich zadań głównych i sporo zadań pobocznych. Czasem unikatowych jeśli chodzi o teren, czasem korzystających z plansz z głównego wątku w inny sposób (i to na tyle inny, że nie czuć powtórki z rozgrywki

Pierwsze rozszerzenie pozwala nam skupić się na historiach z okresu wieki przed wydarzeniami z podstawki Nioh 2 - pozwala ona spojrzeć na jedną istotną rzecz z podstawki z innej perspektywy (pozostałe przedstawiają nowe dla tego przedmiotu historie). Twórcom udało się tu zachować to, za co polubiłem podstawkę, dorzucając nowe starcia (choć te "kraby" są denerwujące, ale z drugiej strony ich słabości są potężne), lokacje czy bossów. Co do bossów, to jeszcze końcówka - z oczywistych względów nie będę o niej mówić, niemniej była ona dla mnie mecząca, prawie jak w przypadku ostatniego rozszerzenia do Nioh. Problem ten nie występował w pozostałych rozszerzeniach, choć i te miały momenty, gdzie zatrzymywałem się na dłuższą chwilę (zwłaszcza ostatnie i dwa, dość skomplikowane zadania poboczne). Ale kto nie lubi dobrze skrojonego wyzwania, co nie?

Biorąc to wszystko pod uwagę, jak i swoje podejście do Nioh 2, pierwsze rozszerzenie dostaje ode mnie minimalnie niższą notę - 9,0. Natomiast pozostałe dostają takie samo, co podstawka, zwłaszcza ostatnie za troszeczkę wzruszającą końcówkę (nie tak, jak w przypadku podstawki, ale wciąż). ;)

* - Dość osobliwy przypadek, bo nazwa na okładce jest inna niż ta, pod którą występuje w PS Store. Swoją drogą, jeśli ktoś chce wyciągać okładki z PS Store w oryginalnym formacie, musi szukać poprzez źródło.

Podsumowanie będzie na dole, tekst zakończę rankingiem bossów, licząc podstawkę oraz rozszerzenia. Od najprostszego do najtrudniejszego - z oczywistych względów spoiler. Jeśli jakiegoś pominąłem, to tylko dlatego, że go kompletnie nie pamiętam i pewnie by wylądował tam, gdzie panowie z Dojo. :)

Uwaga, SPOILER!
[Pokaż]

Wyniki ankiety

Tradycyjnie wyniki ankiety - za tydzień kilka słów rzeknę o przyblakłej gwieździe Capcomu, serii Dead Rising

Ankieta

Ankieta na nowych zasadach, dotycząca nie następnego, a następująco po nim odcinka. Tak jak zapowiadałem, dane zbieram do następnego odcinka Piątkowej GROmady. Jeśli macie propozycje na tytułu, jakie warto ograć na Windowsie, dajcie znać. ;)

  • Historia pewnego niekończącego się cyklu, czyli recenzja Dead Cells

Recenzja tytułu, jaki trochę „na przypadek” wybrałem z czwórki przy PPE Awards. No i miło się zaskoczyłem tym, jak on jest dobry – jak ktoś chce posłuchać o losowości, warto wybrać.

  • O torbaczu polującym na Łowcę, czyli recenzja Świata Kangurka Kao

Kangurek Kao wraca, tak więc jest to dobra pora by przejrzeć wszystkie odsłony, jakie ukazały się na Windowsa. Zawrotne trzy, bo łącznie i tak zajmują mniej niż Darksiders: Warmastered Edition.

  • Western w krzywym zwierciadle, czyli recenzja Call of Juarez: Gunslinger

Polski tytuł osadzony w amerykańskiej rzeczywistości, czyli Wezwanie Juareza (tak by się to chyba tłumaczyło). Gra w niektórych elementach dziwna, ale czy dobrze dziwna?

  • Gdy do Elasto Manii dodasz „syndrom jeszcze jednej tury”, czyli recenzja Trails: Rising

Kiedyś recenzowałem pierwszego Nioha na PC, który przypadł mi do gustu tak, że gdy była taka możliwość, to praktycznie od razu skusiłem się na drugą część. Pytanie, czy twórcy wyciągnęli wnioski z minimalnego falstartu, jakim był Nioh: Complete Edition w wersji na Windowsa?

  • Recenzja Serious Sam 4, czyli Sam w Papamobile

Recenzja wydanej we wrześniu 2020 roku kolejnej odsłony serii Serious Sam 4. Czyli co wyjdzie z tego, gdy przy indyczym budżecie chcesz zrobić AAA.

  • Wyprawa do leża Minervy po Pogrzeb na Dnie

Opis wrażeń i niejako porównanie rozszerzeń do BioShock 2 oraz BioShock: Infinite - mowa tu o Miverva's Den (B2) oraz Burial at Sea ep. I oraz ep. II.

Tagi: Koei Tecmo Nioh 2 – The Complete Edition Piątkowa GROmada recenzjoGROmada symulator umierania Team Ninja trudna gra

Werdykt
Piątkowa GROmada - #244 - Umieranie po japońsku po raz drugi, czyli recenzja Nioh 2: Complete Edition
Grałem na: PC
  • + Fabuła, Klimat i wszystko, co z nim związane (projekt lokacji, przeciwników, broni)
  • + Warstwa audiowizualna, która cieszy oko
  • + Mechanika rozgrywki, będąca ewolucją względem tego, co było wcześniej (ale nie za mocną)
  • + Jakość konwersji, a dokładniej progres względem poprzednika
  • + Przyjemniejsze 100% osiągnięć w porównaniu do Nioh: Complete Edition
  • + Kooperacja zawsze na plus :)
  • + Jeszcze więcej tego samego w porównywalnej jakości (rozszerzenia)
  • + Korzystny stosunek jakość/cena i zawartość/cena
  • - (Premierowo, obecnie załatane) Brak wizualizacji akcji za pomocą przycisków na kombinacji Klawiatura/Myszka
  • - Brak obsługi rozdzielczości 16:10 (można załatać modyfikacją, ale nie od tego są modyfikacje)
9.5
BZImienny
BZImienny Team Ninja znowu dostarczył wyjątkowo przyjemny symulator umierania oraz obsługi kusarigamy. Mimo drobnej niedogodności zdecydowanie polecam, nawet za pełną cenę.
Oceń notkę
+ +33 -

Oceń profil
+ +240 -
BZImienny
Ranking: 12 Poziom: 88
PD: 83071
REPUTACJA: 33202