(Bez)Imienne rozmyślania

Przy myszce i padzie

BZImienny BZImienny 27.12.2019, 00:06
Piątkowa GROmada #169 - Growe podsumowanie 2019 roku
852V

Piątkowa GROmada #169 - Growe podsumowanie 2019 roku

Po świętach i przed świętem, czyli zakończeniem 2019 roku i rozpoczęciem 2020 roku. Z nadziejami oraz obawami pożegnajmy stary rok w sposób stosowany przez poprzednich prowadzących cykl, czyli podsumowaniem w swoim stylu. Tym razem z pięknym towarzystwem. ;)

Witam was w ostatnim w tym roku kalendarzowym odcinku GROmady, gdzie wzorem poprzednich lat nastąpi podsumowanie 2019 roku z perspektywy growej. Mijający rok obfitował w wiele głośnych premier, a niektórzy pewnie - tak jak ja - nadrabiali dawne produkcje. Nie przedłużając zapraszam do lektury, tym razem wyjątkowo z dwójką honorowych gości - LadyDiesel, która to chwali się tym, że zna definicję szaleństwa (może się nią z nami podzielisz?) oraz REAListą (plot twist - jest nierealny :P). Zapraszam do lektury i do brania udziału w ankiecie, skromnej, bo system tu na więcej nie pozwala. ;)

Zaprasza do lektury - najpierw goście, a potem ja.

LadyDiesel

Witam wszystkich bardzo serdecznie w kolejnym już odcinku GROmady, prowadzącemu dziękuję za zaproszenie – dawno mnie tu nie było, tym większa moja radość, że po rocznej przerwie mogę coś wreszcie skrobnąć. Rok przerwy w pisaniu ale bardzo udany rok pod względem tytułów, które przyszło mi ogrywać, więc nawet nie wiem od czego zacząć…

Polskie wydanie GreedFall w wersji na PlayStation 4. Źródło: https://www.mobyg(...)over-art

Może więc rozpocznę od gier, które zrobiły na mnie największe wrażenie a na pierwszym miejscu uplasował się GreedFall czyli RPG z krwi i kości, których mam ciągły niedosyt. Muszę przyznać, że pierwsze 10h gry to była istna męka – „udaj się do…”, „porozmawiaj z…”, wnętrza budynków wyglądały dokładnie tak samo, szybka podróż niepotrzebnie komplikowała sprawę, dialogi były długie i drętwe. Ale im dalej w las, tym więcej grzybów, jak to mówią… fabuła zaczęła się rozkręcać i zassało mnie totalnie. Do tego dostałam swój ulubiony w grach klimat oraz dwóch pomocników, których wkład w walce faktycznie jest zauważalny. Pomocni prawie jak Elizabeth z BioShocka, która wielokrotnie ratowała mi cztery litery podrzucając ammo - tekst „A bit poison on my blade and let’s go!” śnił mi się długo po nocach, ale co tam. Dla mnie rewelacja! Osłoda po przejściu Wiedźmina – niby nie to samo, ale zawsze coś. Taka perełka, której pudełeczko musi wylądować w kolekcji. Grafika może nie powala i z fotorealistycznością ma raczej mało wspólnego, ale jesienne lasy w niektórych miejscówkach prezentują się naprawdę bardzo przyjemnie i co mnie bardzo zaskoczyło, truchła bossów można było spotkać dokładnie w tym samym miejscu, w którym polegli nawet po 15h gry. Dla mnie 9/10 za oryginalność, fabułę, pomysł i radochę z gry.

Źródło: https://store(...)_Exodus/

Kolejna gra, z którą grało mi się rewelacyjnie to Metro Exodus. Nigdy nie przepadałam za postapo, surowy klimat, mało amunicji i walka o przetrwanie zawsze odrzucały mnie od gry, chyba właśnie dlatego nie byłam w stanie skończyć The Last of Us… a tutaj po godzinie gry było zupełnie inaczej. Znikome ilości surowców, ograniczony czas działania filtrów i ciągłe przecieranie maski dla lepszej widoczności zmuszały mnie do myślenia i kombinowania. Nabrałam totalnej wkrętki, gdzie przy godzince czasu dla siebie otwieram przeważnie jakąś książkę, tutaj odpalałam grę, nawet dla jakiegoś jednego queścika. Tytuł oferuje nam kilka małych smaczków, jak książki z tego właśnie uniwersum, które można znaleźć w różnych miejscówkach, czy herbatka z Admirałem – polecam wysiedzieć do końca i chwycić za gitarę. Strzelanie jest mega przyjemne, grafika jest świetna, miejscówki klimatyczne… co ja się tu będę rozpisywać. Po skończeniu gry, nie wyrzuciłam jej z dysku – czuję, że będzie nowa gra+, do tego książki Głuchowskiego już czekają w kolejce do przeczytania – jest dobrze! Dla mnie 9/10.

Strange Brigade w wersji na Windowsa (klucz Steam). Źródło: https://muve.(...)m,789823

Nadszedł czas na Strange Brigade… co to jest w ogóle za gra? Właśnie... Okładka obiła mi się o oczy, ale jakoś o tym tytule cisza. W sumie, szukałam czegoś do coopa, zobaczyłam grupkę jakiś odkrywców trzymających pochodnie w dłoniach i stwierdziłam, że zaryzykuję. Po ograniu, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że się opłacało. Strzelanie jest nieco drętwe, wrogowie powtarzają się w kółko jedni i Ci sami, graficznie też nie jest najlepiej. A jednak… Kooperacja daje tyle radochy i zabawy, że głowa mała! Dawno się z czymś takim nie spotkałam. Gra oprócz eksploracji i hord wrogów oferuje nam mnóstwo znajdziek i miejscówek, które możemy ominąć, jeśli nie liżemy ścian. Wszystko okraszone jest zagadkami logicznymi, które dodają tylko smaczku tej grze, która ewidentnie jest „biednym kuzynem Uncharted z kraju trzeciego świata”, bardzo biednym ale jednak. Za fajny klimat, fun z gry i te znajdźki kotki, które dawały o sobie znać, że są gdzieś blisko – 8,5/10. Właśnie kupiłam season passa i mam nadzieję nadrobić tych kilka nie ogranych wcześniej mapek.

AC: Odyssey w wersji na PlayStation 4. Źródło: https://www.ppe.p(...)PS4.html

Wreszcie przyszła pora na moją grę idealną czyli AC Odyssey – jestem świadoma, że ten tytuł miał premierę w październiku 2018, ale później dostaliśmy jeszcze dlc, które wyszły (nie wszystkie) w roku bieżącym. Wszyscy narzekają, że to sandbox, że jest nudny, że to kopiuj-wklej poprzedniej odsłony tej serii. Ja to wszystko wiem… ale i tak kocham bezwarunkowo miłością czystą. Aleksios przypadł mi do gustu od pierwszych minut gry, zresztą tak samo jak postać Bayeka, nie przeszkadzała mi ogromna mapa, której odkrywanie zajęło mi około 140h samej podstawki, ze wszystkimi dodatkami uzbierało się tego wszystkiego około 180. Odkryłam wszystkie pytajniki na mapie, zrobiłam wszystko co było do zrobienia, pomijając zadania, które są generowanie na bieżąco na tablicach ogłoszeń. Drugi raz w życiu spotkałam się z sytuacją, że dodatki były dla mnie dużo ciekawsze niż podstawowa wersja gry. Nie będę tutaj wspominać o Wiedźminie, bo dla tej gry brakłoby mi skali i w tym przypadku też „Serce z kamienia” i „Krew i wino” były o niebo lepsze niż sama podstawka, ale przygody w Grecji plasują się na drugiej pozycji pod tym względem. Atlantyda zrobiła na mnie duże wrażenie, zresztą wszystkie miejscówki z dodatków, fabuła która daje nam obcować z postaciami z mitologii – jak najbardziej mój klimat, a że kocham te rozwleczone piaskownice, które trzymają mnie przy konsoli przez wiele godzin – nic na to nie poradzę. Ragnaroka biorę na premierę i jestem na niego nakręcona bardziej niż na Cyberpunka. To jest ta seria gier, gdzie platyna wpada sama, nawet nie wiadomo kiedy, ale jak już faktycznie dostaniemy Wikingów – ten najznamienitszy pucharek zadedykuję użytkownikowi ManoWar74 ;) Odyssey to dla mnie 10/10! (Wybacz Geralcie)

Nie tylko Deacon zdaje się z niedowierzaniem patrzeć na pewien ranking. Źródło: https://www.ppe.p(...)one.html

Przeglądając ostatnio PPE i plebiscyt DEBEŚCIAKI natknęłam się ostatnio na największe rozczarowania minionego roku i w oczy rzucił mi się jeden tytuł… DAYS GONE. Nie potrafię wrzucić emoty face palma, ale to było by idealne miejsce właśnie na taki symbol. Serio?! WHY??!! Ja rozumiem, że wszystko znajdzie swoich zwolenników i przeciwników, ale w tej grze naprawdę do niewielu rzeczy się można przyczepić. No chyba, że ktoś nie jest miłośnikiem bobberów, które podczas jazdy wydają orgazmistyczne dźwięki sprawiające, że na naszych rękach pojawia się gęsia skórka. Fakt, w moim garażu stoi chopper, uwielbiam takie klimaty, ale za tą grą przemawia znacznie więcej rzeczy. Jak na tak małe studio – pracownicy odwalili kawał dobrej roboty. Walki z zombiakami są satysfakcjonujące, na hordy znalazłam najlepszy patent i nazwałam go „Run Forest, run!”, ale jak się nieco rozwinę, to wykończę je wszystkie, główny bohater jest charyzmatyczny, fabuła ciekawa, zadania poboczne też… nawet tankowanie mnie nie wkurza, a uwierzcie, trzeba to robić często i gęsto. Nawet mąż zaczął na mnie wołać „królowa jałowego biegu” jak mu wyjaśniłam, dlaczego jadąc z górki nie gazuję. Jestem mniej więcej w połowie gry, ale już przewiduję ocenę końcową 8,5/10.

Peggle 2 w wersji na PlayStation 4. Źródło: https://www.mobyg(...)over-art

To może teraz walnę jakimś indorem, żeby nie było, że ogrywam tylko wielkie tytuły. Peggle 2. Nie przecierajcie wyświetlaczy telefonów ani monitorów Waszych wypasionych pecetów. Gra miała premierę w 2014 roku i gdyby nie jeden z użytkowników PPE, nawet bym tego nie zassała, chociaż tytuł ten był w plusie. Odpaliłam raz i buchnęłam złowrogim śmiechem fanatyka zarówno PS4 jak i tytułów AAA. Ja i jakieś tam kulki?! I tutaj się myliłam… gra nie poleciała z dysku a kilka dni później odpaliłam ją dla syna „Masz za karę i postrzelaj na ślepaka podczas gdy mama robi obiad”. Później sama złapałam za pada, żeby mu udowodnić, że potrafię zbić więcej pegsów, kolejny był tata, który też chciał coś udowodnić… takim oto sposobem daliśmy się wkręcić w zabawę jaką oferuje nam tęczowy konik homoseksualista – cała rodzina. Od tej pory kilka razy w tygodniu odpalamy Pegles’y po to , żeby ze sobą rywalizować – w ferworze walki kupiliśmy nawet płatne dlc – z sówka feministką i bobrem ćpunem. Jaka popierdółka by to nie była, dostarczyła nam mnóstwo radosnego czasu spędzonego razem, gdzie ojciec zbija kulki lepiej niż syn, syn wali focha i ucieka do swojego pokoju krzycząc, że za tę zniewagę wyprowadzi się z domu. Czas spędzony z bliskimi – bezcenny, za wszystko resztę zapłacisz… ;) Może i indor – ale te emocje związane z rozgrywką – dla mnie 7/10.

The Council w wersji kompletnej (Humble Bundle). Źródło: https://www.mobyg(...)over-art

Właśnie zdałam sobie sprawę, że już napisałam trochę tekstu a to dopiero czubek góry lodowej moich przemyśleń o tym growym roku. Postaram się nieco przyspieszyć tempo. Bardzo polecam grę The Council, która była dla mnie takim powiewem świeżości od wszystkiego czym nas teraz karmią. Gdyby nie użytkownik Plabo, nawet nie pochyliłabym się nad tym tytułem. Gra nie powala grafiką, gdzie po kilku godzinach gry zakochujemy się właśnie w tych grubo ciosanych twarzach a skrzypienie drewnianej podłogi pod naszymi stopami podczas przemierzania korytarzy zostaje w naszej pamięci na długo. Mamy tajemnice, dziwne rodzinne koneksje, zagadki, ludzi którzy rządzą światem, mamy również historyczne postacie i… wielkie bum jako finisz gry. To jedna z tych pozycji, które naprawdę warto ograć. 8/10 dane z czystym sumieniem za coś nowego.

Wiele godzin również spędziłam w Gwincie. Jak mawiała mój brat „Łażenie po bagnach wciąga!” i tak było i ze mną. Zobaczyłam twarz Geralta, usłyszałam przyjemną melodyjkę, która przypomniała mi o mojej grze życia i bum. Sama nie wiem ile godzin z mojego życia zabrała ta karcianka ale było tego dużo i było warto. Ja na szczęście w porę przerzuciłam się na coś innego, ogarnęłam, że gra wciąga jak bagno, ale niektórzy jak np. fliperek (pozdrawiam serdecznie) musieli się chyba zacząć leczyć z lekkiego uzależnienia ;) Ach ten Gwint… wszystko co związane z Wieśkiem dostaje ode mnie wysoką notę – 8/10 od Fanki Geralta, która oprócz wszystkich figurek od Dark Horse zawiesiła wiedźmiński medalion do kluczyków od samochodu ;) Nie polecam – krzywdzi uda po włożeniu do kieszeni.

Na koniec najnowsze przygody Lary, czyli Shadow of the Tomb Raider. Gra miała swoich stałych zwolenników jak i mnóstwo przeciwników – może to nie był żaden przełom, ale grało się przyjemnie. Może twórcy tym razem faktycznie przedstawili główną bohaterkę jako damską wersję Rambo, ale co tam – to tylko gra. Strzelanie nadal sprawiało dużo radości, grobowce były ciekawe, chociaż miałam wrażenie, że zagadki były zbyt proste. Ale to wciąż Lara. Ta sama, która dawno, dawno temu cieszyła nas swoim trójkątnym biustem na średniej jakości pecetach.

Dzięki za uwagę! Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie, zarówno Reala, który biedny znosi moje nerwy, kiedy w kulminacyjnym momencie gry padnę i trzeba zaczynać wszystko od początku, jak i użytkownika h3ńka, dzięki któremu zaczęłam swoją przygodę z PS4. Na koniec pragnę wyrazić swoje rozczarowanie serialem, na który tak bardzo czekałam, a chodzi oczywiście o Witchera. Czytam ostatnio mnóstwo komentarzy na portalu, gdzie jedni wyrażają swój zachwyt a inni są nieco znudzeni, oczekując czegoś nieco innego. Minusy sypią się często i gęsto, a nieuchronny shit storm można wyczuć w powietrzu. Zauważyłam również, że subiektywne opinie ludzi na których serial nie zrobił większego wrażenia obsypuje się kamieniami. Jako wierna fanka tego uniwersum, dodam, że i książki przeczytane i gra pękła po 160h, żeby nie było, że nie wiem o co chodzi… po 3 odcinkach wróciłam do Wikingów, którzy zrobili na mnie o wiele większe wrażenie. Mam nadzieję jednak, że jesteśmy na tyle tolerancyjni, że pozwolimy innym mieć swoje zdanie jak i na to (czego sobie życzę), że kolejny sezon zadowoli rozczarowanych a sama zaliczam się do tej grupy. Triss pewnie nie przefarbuje włosów, Yen nie zmieni wyrazu twarzy na bardziej apodyktyczny, Jaskier nie przestanie uprawiać jazzu na swojej lutni, Geralt nie dorobi się większej ilości blizn i nie będzie na siłę obniżać głosu w celu uzyskania powagi sytuacji i pokazania podejścia do sytuacji ale co tam, może w kolejnym sezonie się wkręcę.

Bywajcie! Wszystkim, jak i sobie życzę, żeby kolejny, 2020 rok był pod growym względem jeszcze lepszy niż poprzedni! Oby (w moim przypadku) PS5 było początkiem nowej, cudownej przygody. Zielonym i pecetowcom życzę dokładnie tego samego tylko na innej platformie!

REALista

Najlepsza gra roku i największe zaskoczenie roku

Dla mnie ten rok był bardzo słaby jeśli chodzi o gry i dlatego nie wymienię tu żadnej produkcji, bo zwyczajnie nie mam takiej, która by jakoś szczególnie zapisała się w pamięci czy zaskoczyła. Na szczęście ten rok już się kończy, a na horyzoncie majaczą już The Last of Us 2 i Cyberpunk 2077 także następny na pewno będzie lepszy niż ten obecny.

Największy zawód growy w tym roku to Star Wars Jedi: Fallen Order

Bardzo lubię gry oparte na uniwersum Star Wars. Przeszedłem wszystkie Jedi Knight i wszystkie Force Unleashed i system walki mieczem świetlnym przeplatany mocami bardzo mi się podobał w każdej części gier z tych serii, dlatego gdy wyszedł Upadły Zakon wiedziałem, że wcześniej czy później płyta zakręci się w czytniku mojej konsoli, no i wreszcie jest upragniona gra. Już wprowadzenie poinformowało mnie, że nie będzie fajnie. Główny bohater nie dość, że jest rudy to budowa jego szczęki sugeruje, że może być on zaginionym ogniwem pomiędzy ludźmi, a orangutanami.

No ale dobra przecież nie uroda bohatera jest tutaj najważniejsza, a machanie mieczem i jest ono złe! I to bardzo! Walka jest drewniana, główny bohater jest tak gibki i szybki jakby poruszał się w zasychającym żelbetonie, a przecież właśnie szybkość i umiejętności godne akrobaty zawsze były głównym atutem Jedi, do tego sposób dzierżenia przez niego miecza jest bardzo dziwny (trzyma go jakoś daleko od ciała, jakby bał się poparzenia). Twórcy Titanfalla zrobili system walki na modłę Soulsów (lockowanie się na wrogu, postawienie na walkę z pojedynczym przeciwnikiem itd.) i im nie wyszło. Drugim From Software to oni nie zostaną. Gdy zalockujesz się na przeciwniku możesz kompletnie zapomnieć o unikach, bo przestają one spełniać swoją funkcje, przeciwnik i tak cię trafi. To co robić? Może nie lockować się na przeciwniku? No to powodzenia w próbach trafienia go mieczem czy mocą. W ogóle co to za Jedi, który gdy spotka trzech szturmowców z elektrycznymi pałami może być pewien, że zaraz zginie. Od kiedy to szturmowcy są jakimkolwiek zagrożeniem dla Jedi? We wszystkich wcześniejszych grach przebijałem się przez legiony szturmowców i nawet nie zauważałem, że kogoś pokonałem, a tutaj stoi trzech typów i już po temacie, nie do przejścia.

Nawet w głupim Battlefroncie 2, gdy dostawałem możliwość pokierowania Jedi czy Sithem (Hrabia Dooku to mój main) to przeżynałem się przez wrogów jak miecz świetlny przez masło, nie stanowili dla mnie żadnego wyzwania, a przecież tam przeciwnikami kieruje nie komputer, a inni gracze i mają poczucie tej bezsilności w starciu z tak potężnym wrogiem (wiem, bo niejednokrotnie sam byłem ofiarą jakiegoś nacierającego na mnie bohatera podczas, gdy byłem szeregowym droidem). Przyznam szczerze, że zaczynałem na poziomie trudności Mistrz Jedi (prawie najtrudniejszy), ale frustrujący poziom trudności sprawił, że zszedłem na Rycerz Jedi i wciąż było za trudno, także zszedłem do poziomu fabularnego (nie wiem czy ktoś w to będzie grał dla fabuły) i zrobiło się za łatwo przez co gra nie przynosiła mi satysfakcji. Nie ma co, świetne wyważenie poziomów trudności. Nie grałem w to długo (będzie jakieś osiem godzin), a jest to spowodowane tym, że nie chce mi się dla tej gry odpalać konsoli, ale wiem co by mnie czekało, gdybym grał w to dalej, oprócz męczącego trybu walki miałbym do czynienia z największym grzechem twórców gier – backtrackingiem, gdy widzę te wszystkie zamknięte przejścia i mam świadomość, że brakuje mi jakiejś mocy i wiem, że będę musiał tu wrócić, walczyć z tymi samymi przeciwnikami, przemierzając te same lokacje to aż mnie nosi. Do tego miałem głupią sytuacje: po przejściu pierwszej planety zapytali mnie na, którą chce lecieć, wybrałem Dathomire (Darth Maul tam się urodził). Przeszedłem dość spory kawał drogi i okazuje się, że dalej nie pójdę, bo brakuje mi jakiejś mocy. Przemierzyłem lokacje wzdłuż i wszerz i nigdzie nie ma możliwości zdobycia tej mocy. W końcu jedna z napotkanych postaci po 30 minutach krążenia w kółko powiedziała mi, że brakuje mi umiejętności, aby wykonać tu swoją misje i musze sobie stąd iść… PO JAKĄ CHOLERE DAJĄ MOŻLIWOŚĆ POLECENIA NA PLANETE NA KTÓREJ NIE DA SIĘ NIC ZROBIĆ!?! CZY ONI SĄ NORMALNI!?! Ta gra to moje największe growe rozczarowanie tego roku i wiem, że dwójki na pewno nie kupie.

BezImienny

Gry ukończone w 2019 roku (o ile czegoś nie przegapiłem ;)):

  • Alice: Madness Returns (Windows);
  • BattleBlock Theater (Windows);
  • Batman: Arkham City + Harley Quinn's Revenge (Windows);
  • Batman: Arkham Asylum Game of the Year Edition (Windows);
  • Bayonetta (Windows);
  • Broforce (PlayStation 4);
  • Crysis 3 (Windows);
  • Cursed Treasure (seria) + Cursed Treasure 1/2 Remastered (Przeglądarka);
  • Dark Souls: Remastered (Windows)
  • Gem Legends (Przeglądarka);
  • Half-Life (seria, z wyłączeniem Half-Life: Decay), (Windows);
  • Injustice: Gods Among Us (Windows);
  • Master Levels for Doom II (z Brutal Doom, Windows);
  • Postal 2 (Windows);
  • Postal 2 - Apocalypse Weekend (Windows)
  • Project Warlock (Windows);
  • Quake II: Quad Damage (Windows);
  • Quake: The Offering (Windows);
  • Rayman 3: Hoodlum Havoc (Windows);
  • Sigils of Elohim (Windows);
  • SIngularity (Windows);
  • Spec Ops: The Line (Windows);
  • Śródziemie: Cień Mordoru + Dodatki (Król polowania, Świetlisty Władca) (Windows);
  • Vanquish (Windows);
  • Warhammer 40.000: Fire Warrior (Windows);
  • Worms: Revolution (Windows);

Poza tym starałem się naprawić system encyklopedyczny i choć 100 uwag pękło dość szybko, tak jest to dopiero początek. ;)

Największe rozczarowanie

Zanim będę słodził chyba największemu zaskoczeniu - czytaj produkcji, która wyglądała dla mnie ohydnie, ale gdy ją odpaliłem to się momentalnie zakochałem - zacznę negatywnie, czyli od gry jaką niemal rzuciłem w kąt. Bo choć daleko jej do gry idealnej i również daleko do produkcji słabej, tak zdecydowanie jest to produkt z jakim nie chciałbym się zaznajomić ponownie. Bo jest dziwny, i to źle dziwny.

Produkcja, jaka pojawiła się znikąd i znikąd próbowała mi się spodobać - ale w końcu na GoG jest wiele starych tytułów i niektóre z nich są mniej spodziewane niż pewna inkwizycja. I o ile wydany kilka dni temu Blade Runner jest zapewne wart uwagi, tak w przypadku strzelaniny studia Kuju Entertainment już nie do końca. Ale pokrótce przyjrzyjmy się temu wydaniu i spróbujmy sobie odpowiedzieć, czy ja niesłusznie demonizuję tą grę czy faktycznie jest coś z nią nie tak.

Na początek plus za wydaną 25 lipca 2019 wersję na GoG od GOG Poland, bo ta na Windows 8.1 jest absolutnie bezproblemowa. No może, że ktoś chce zmienić sterowanie, co może być zrobione jedynie z poziomu menu, jakie to załącza się po odpaleniu aplikacji. Rozwiązanie, które nawet w momencie pierwszego wydania gry ciężko nie uznać za inne niż skrajnie niewygodnie, niemądre i nieżyciowe.

Warhammer 40,000: Fire Warrior w wydaniu na rynek polski. Źródło: https://www.mobyg(...)over-art

Grupa ważnych Niebian została napadnięta, a większość z nich ginie od ostrzału Gwardii Imperialnej - w odpowiedzi na to Dominium Tau wysyła oddziały Wojowników Ognia, wśród których jest młody O'Kais*. Misja tych wojowników jest prosta, albowiem muszą za wszelką cenę uratować żywych NIebian, przy okazji odkrywając drugie dno inwazji Gwardii. Bardzo mroczne dno, które to niestety ma jeden dość poważny problem. I nie jest nim w najlepszym razie taki sobie "Voice-Acting" czy brak opcji manualnego zapisu stanu gry.

Jak ktoś opala coś w tym uniwersum po raz pierwszy, może czuć zaskoczenie. Niestety, jeśli w jakimkolwiek stopniu zna to uniwersum - zwłaszcza z gier od Relic Entertainment - będzie tak samo "zaskoczony" jak fan uniwersum DC Comics w przypadku Batman: Arkham Knight. Ale to niesie też za sobą jedną z ważniejszych i najbardziej pozytywnych cech tytułu, czyli ten znany chociażby z Warhammer 40,000: Space Marine klimat uniwersum, gdzie nadziei nie widać, a ekstremalne zachowania są czasem traktowane jako coś zwyczajnego. I tylko ta ciekawość, co dokładnie twórcy przygotowali dalej trzymała aż do końca tej niezbyt długiej przygody. Tak samo jak projekty lokacji, czy to na planecie, gdzie rozgrywa się większość akcji czy w kosmosie.

* - Gdy ktoś grał w Warhammer 40,000: Dawn of War - Dark Crusade i w ramach kampanii wybrał/walczył z Dominium Tau, zauważył pewnie, że dowódcą ich wojsk jest Shas O'Kais. Jedna z hipotez (kategoria "Can't deny, can't confirm") wskazuje, że ten pan i protagonista Fire Warrior to jedna i ta sama osoba.

To pora wyruszyć w bój. Bezkrwawy. Źródło: https://www.gog.c(...)_warrior

Fire Warrior to z perspektywy gier na tej licencji (Warhammer 40,000 od brytyjskiego Games Workshop) unikatowy przypadek, ponieważ zamiast strategii czy gry taktycznej mamy tu do czynienia z korytarzową strzelaniną z perspektywy pierwszej osoby. Tak więc gracz przemierza dość ciasne lokacje, gdzie strzela się z zazwyczaj 5 przeciwnikami, szuka sekretów czy szpera za apteczkami. Pod tym względem jest dość standardowo, tak więc produkcja - tak samo jak w przypadku warstwy fabularnej - jakoś szczególnie nie zaskoczyła. Co niekoniecznie jest złe, ale może skończyć się chyba najgorszym typem gry, czyli rzemieślniczym projektem z kategorii "Zainstaluj, przejdź, skasuj, zapomnij" (dobrze, że bez mikrotransakcji). Ale jakby co, tak tu nie jest. Jest gorzej, a to ze względu na mechanikę strzelania,

Bo ta jest zrobiona po prostu źle i gdyby nie wrogowie czasem pchający się pod ostrzał - gwardziści nie grzeszą wyposażeniem oraz inteligencją - pewnie odrzuciłbym ten tytuł na długo przed "plot twistem" z 3/4 gry. Wszystko to spowodowane jest niesamowitym drewnem nie tyle uniemożliwiającym jakiekolwiek precyzyjne strzelanie (i to niezależnie od wyposażenia), co także zabierającym większość frajdy z rozgrywki. A tego drewna jest jeszcze więcej, bo sterowanie - choć jest jasne - do najprzyjemniejszych nie należy.

Ta przeklęta bariera. Źródło: https://www.gog.c(...)_warrior

Dość spontaniczny zakup na GoG wprawdzie nie okazał się okrutnym niewypałem, ale też daleko było mu do "O marko, toż to ukryty klejnot". I też dość trudny do oceny, bo niby ma niepodważalne zalety, tak ze względu na kilka dość poważnych mankamentów nie jest tytułem do polecenia, a czymś, co od biedy można ograć.

Najbardziej pozytywne zaskoczenie

Kiedyś widziałem tą grę w materiałach na wideo i jedyne co mi przeszło przez myśl, to "Jak można było zepsuć tą markę? A myślałem, że gorzej niż w przypadku przypadku przygody o fortach się nie da*". No i muszę z czystą przyjemnością stwierdzić, że się myliłem. Jakkolwiek nietypowo to nie brzmi.

Worms: Revolution to pierwsza główna odsłona serii Worms wydana po powrocie do firmy Andy'ego Davidsona, ojca marki - jest to strategia 2.5D, gdzie twórcy starali się unowocześnić koncepcję, której to początki sięgają 1995 roku. Produkcja ukazała się w 2012 na Windowsa, PlayStation 3 oraz Xbox 360 i w 2013 roku na Macintosha (z dopiskiem Deluxe Edition) i PS VIta (z dopiskiem Extreme), gdzie spotkała się z co najmniej przyjaznym odbiorem ze strony mediów. Tak więc przyjrzyjmy się też grze. ;)

* Mam na myśli Worms Forts: Pod oblężeniem, gdzie o ile koncepcja wypada w porządku, tak wykonanie jest absolutnie fatalne.

Worms: Revolution w wersji na Windowsa. Źródło: https://www.mobyg(...)over-art

W ramach fabuły twórcy zdecydowali się opowiedzieć historię pewnego komika, który to wykorzystuje drużynę swoich robaków, by te eliminowały inne groźne robaki wykorzystując przy tym brutalną siłę ognia lub/i środowisko albo wyłącznie środowisko. Na początku i końcu misji persona, której głosu udziela aktor komediowy Matt Berry, strofuje drużynę gracza. I tak przez całą trwającą około 15 godzin będziemy go słyszeć bardzo często. Co nie jest w żadnym wypadku wadą tytułu.

Worms Revolution może poszczycić się najlepszą kampanią w przypadku głównych odsłon marki. Samo w sobie nie jest to szczególnym wyczynem, ale to, jak udało się wyprzedzić pozostałe produkcje marki robi już wrażenie - nie tyle udało się zachować urok poprzednich urok, co dołożono do niego czegoś, co serii brakowało od dawna. I jak fabuła z Worms 4: Mayhem (Worms: Ultimate Mayhem) czy Worms Forts: Pod oblężeniem byłą czymś przyzwoitym, tak tu, ze względu na wspomnianego wyżej aktora głosowego, mamy do czynienia z małą perełką. Z jaką człowiek chce się zapoznawać, nawet jeśli przygotowanie do zmian w rozgrywce może być długiego i męczące.

Gdzie podziałem swój zestaw dla płetwonurków? Źródło: https://store(...)olution/

Mechanika rozgrywki przeszłą względem poprzednich odsłon kilka poważnych modyfikacji - pierwszą z nich jest podział na klasy z różniącymi się charakterystyki jak obrażenia, wysokość skoku czy inne pasywne zdolności. Dodatkowo woda gra większą rolę niż poprzednio ponieważ pojawia się ona także na arenie w charakterze blokady, którą to można przesuwać, a ponadto na planszy mogą pojawić się obiekty jako źródło trujących gazów czy ognia. Wyposażenie jest za to, jak na serię, standardowe i poza kilkoma nowymi broniami jak Boggy B nie ma tu czegokolwiek, co wprawiłoby w osłupienie. Choć nie powiem, że taki pistolet na wodę czy Wodny nalot to rzadko spotykany w serii przykład kontrolowanej przez robaka "broni środowiskowej".

Wspomniana woda gra w Worms: Revoltuon większe znaczenie, ponieważ poza tą będącą dla robaków "natychmiastową śmiercią", doszła także dostępna na planszach w postaci takiej jak na przykład kałuża - robak w niej przebywający otrzymuje obrażenia na podobnej zasadzie, co w przypadku trucizny. Sama woda może też działać w charakterze transportera jak i środka do amortyzacji obrażeń. Dzięki wspomnianym mechanikom udało się zarówno odświeżyć tytuł jak i zachować znany z serii urok starć, które to są wymagające na wyższych poziomach trudności - w przypadku kolejnej odsłony cyklu rolę tą przejęły pojazdy. No i to odświeżenie zostało solidnie wykonane.

Pora przygotować się do walki. Źródło: https://store(...)olution/

Produkcja, która to na pierwszy rzut oka wyglądała na ohydną, okazała się być jedną z lepszych odsłon marki w jaką miałem okazję zagrać. Jak ktoś liczył na poziom Worms: Armageddon, Worms World Party czy Worms and Reinforcements United, to się pewnie zawiódł. Ale jeśli oczekiwał przyjemnych robaków - no cóż, musiał czuć się przyjemnie zaskoczony, tak jak ja po ukończeniu tej pozytywnej niespodzianki.

Najlepsza gra, jaką ograłem w 2019 roku

Gdy ktoś przejrzy wypisaną przeze mnie listę gier, jakie ograłem w 2019 roku, dość szybko skojarzy, jaką produkcję bym tu umieścił. Głównie ze względu na to, że jest to dość oczywiste. ;)

Half-Life doczekał się swoje odcinka Piątkowej GROmady - tutaj zapraszam po więcej. 

Half-Life 2 w wersji na Windowsa/Linuxa/Macintosha. Źródło: https://www.mobyg(...)over-art

W dawnym czasie w instytucie Czarnej Masy doszło do incydentu, który nie tyle zakończył, co także rozpoczął nową erę, gdzie istotny głos ma mityczny Kombinat. Gdzieś tam jest jeden ze sprawców tych wydarzeń, czyli Gordon Freeman, który to zostaje przebudzony i wyrusza w podróż z końcem, jakiego to się pewnie nie spodziewał. Pewnie, bo Gordon milczy w 13 językach.

Historia "świata Kombinatu" oraz zaprezentowana w grze fabuła jest, jak na strzelaniny, bardzo długa, bo na najwyższym poziomie trudności - przy założeniu, że nie dążymy do 100% osiągnięć - jest to 11 godzin, a wraz z dodatkami rośnie to do 18-19 godzin. Jedynym wykorzystywanym przez twórców narzędziem do ekspozycji jest, tak samo jak w pierwszej odsłonie cyklu z 1998 roku, poznawanie otoczenia poprzez obserwatora/badacza/poszukiwacza przygód Gordona Freemana, który nic nie mówi, a jedynie słucha i bada wędrując po pustkowiach będących efektem postapokaliptycznej rzeczywistości. Rzeczywistości, gdzie klimat wylewa się z każdego zaułka, a twórcy co i rusz starają się zaskoczyć nas czymś nowym.

I gdybym miał wybrać tytuł z najlepszą fabułą z jaką miałem kiedykolwiek do czynienia, byłby to prawdopodobnie Half-Life 2. Choć miałby konkurenta w postaci Half-Life czy No One Lives Forever 2: Szpieg na tropie ugrupowania H.A.R.M.

Pobawimy się w ornitologa? Źródło: https://store(...)fLife_2/

Half-Life 2 to strzelanina z perspektywy pierwszej osoby, gdzie, tak samo jak w przypadku "Dark Messiah of Might & Magic", twórcy zdecydowali się wykorzystać koncepcję "Otoczenie jako broń" i to w stopniu, jaki dzisiaj jest zdecydowanie zbyt rzadko spotykany lub ogranicza się do czerwonych beczek. W jego ramach gracz może podnieść pewien przedmiot i następnie go rzucić w wroga, latać na nim czy niszczyć celem zdobycia potrzebnych do walki z Kombinatem towarów. A przy okazji pobawić się w kuriera i dostarczać ludziom kaloryfery, by mieli ciepłe noce. Rozpędzone do 40 kilometrów na godzinę i tak "gorące", że mogą urwać głowę. Dosłownie.

Jakby ktoś narzekał na to, że pokaźny arsenał broni przy pasie Gordona jest skromny, to otrzymuje on otoczenie jako broń - przez to rozumiem nie tyle nagminnie występujące czerwone beczki istniejące tylko po to, by popchnąć grę do przodu (coś takiego ma chociażby ostatni God of war), a cokolwiek, co można podnieść. Mówimy więc o deskach z budowy, gruzie, pustych beczkach czy odpalonych granatach - i to, jak to zostanie wykorzystane, zależy tylko od inwencji Gordona Freemana. Żaden inny tytuł nie dał mi takiej swobody w interakcji, co ta odsłona od Valve Software. I już za samo to daję mu plakietkę jednej z najlepszych gier z jakimi się zetknąłem i najlepszej strzelaniny w ogóle.

Pobawimy się w badacza pozaziemskich mechów? Źródło: https://store(...)fLife_2/

Half-Liife 2 to "nadgra", produkcja jaką ciężko opisać nawet przy pomocy bardzo dużej liczby znaków, bo wszystko tam zasługuje na pochwałę. I nic w tym roku nie było stanie przebić pozytywnych wrażeń płynących z ogrywania tego tytułu, a jak ktoś jeszcze nie zapoznał się z tą produkcją, powinien to jak najszybciej naprawić.

Na co czekam w 2020 (niekoniecznie się doczekam, bo mogą przesunąć):

Skoro podsumowałem swój growy 2019 rok, pora nieco spojrzeć w przyszłość i stwierdzić, na co czekam w przyszłym roku. Zaznaczam, że są to gry o których wiadomo, że są produkcji, ale niekoniecznie wiadomo, czy wyjdą.

Doom: Eternal

Data premiery: Marzec 2020 (dokładnie 20.03.2020)

Deweloper: id Software, Wydawca: Bethesda Softworks, 

Rozważania rozpocznę od gry, która nie tyle jest pewna, co także znamy dokładnie dzień/miesiąc wydania - mowa tu o Doom: Eternal, produkcji kontynuującej trend Doom (2016). Gry, która była moim niemałym zaskoczeniem, ponieważ skreślona po wersji "beta" odsłona cenionej serii FPS-ów okazała się małym dziełem sztuki.

Tak więc po ogłoszeniu informacji o tym, że panowie z id Software pracują nad kolejną odsłona serii Doom, poczułem radość. Została ona zwielokrotniona, gdy okazało się, że oni będą także pracować nad trybem sieciowym, największą wadę odświeżenia/kontynuacji/jakkolwiek to nazwiesz - w końcu nad tym trybem będzie pracować ktoś, kto się nad tym zna. Niestety, nie wiem jaki będzie finalny kształt zapowiadanej pełnej polskiej wersji językowej, najgorszego elementu Doom (2016). Wyszedł on bowiem wtedy tak okrutnie źle, że zdecydowałem się pójść w pełen angielski (niestety, twórcy nie dopuścili czegoś pomiędzy, czyli ENG głosy + PL Napisy). Liczę, że Doom Eternal pozwoli na bardziej swobodny wybór w tej kwestii, albo twórcy polonizacji się autentycznie przyłożą.

Dlaczego więc czekam na ten tytuł? Bo jest on robiony na zasadzie "Mamy dobre podstawy, dajmy więc więcej towaru do środka", a ponadto opinie ogrywających ten tytuł osób są jak najbardziej pozytywne. Dodatkowo na plus działa renoma dewelopera, dla którego najgorsze gry to Doom 3 czy Rage, co już samo z siebie świadczy o tym, że poniżej pewnego poziomu nie zejdą.

Rip & Tear, until they are all DEAD.

System Shock (2020)

Szanse wyjścia w 2020: B. Wysokie (data wydania: 2020)

Deweloper/Wydawca: Nightdive Studios

System Shock, zarówno pierwszy jak i drugi, to produkcje, jakie bez cienia przesady można uznać za wybitne. Gry nie tyle robiące wiele rzeczy dobrze, co przede wszystkim wyznaczające jak powinno tworzyć się w ramach określonych gatunków. Niestety, zarówno pierwsza jak i druga odsłona cyklu nie była sprzedażowym hitem, a drugiej odsłonie znacznie bliżej do katastrofy - tak więc temat System Shock 3 zaginął, czemu poniekąd zawdzięczamy BioShocka.

Do czasu, bo do marki dokopało się "studio odświeżaczy", czyli Nightdive Studios, którzy najpierw wydali reedycję System Shock 2 i lekko poprawione System Shock w formie System Shock: Enhanced Edition. Jednak kto miał ten tytuł w rękach wie, jak jest on z dzisiejszego czasu średnio przystępny (a System Shock miał podobno doczekać się portu na Sega Genesis) i przy klawiaturze/myszce może być problem go ogarnąć, a co dopiero na padzie. Ale jeśli ma ktoś średniej klasy PC-ta z Windowsem/Linuxem lub Maca i jest w stanie przyzwyczaić się do sterowania, polecam.

Użytkownicy konsol muszą za to poczekać na System Shock Remake, czyli przebudowanej wersji klasyka z wydania płytowego pierwszego System Shock (wcześniej było dyskietkowe). Czyli nie tyle oprawa graficzna dostosowana do obecnych standardów, co przede wszystkim sterowanie i warstwa audio.

Dlaczego czekam na ten tytuł? Kolejny powód, by wyprawić się w wyprawę do Cytadeli, to zawsze dobry powód. Niezależnie, czy po raz pierwszy, drugi czy czterdziesty, bo chociażby tej wybitnej SI chce się słuchać na okrągło.

AquaNox: Deep Descent

Szanse wyjścia w 2020: B. Wysokie/Wysokie (data wydania: 2019, ale w nią nie wierzę)

Deweloper: Digital Arrow, Wydawca: THQ Nordic

AquaNox to do niedawna zapomniana marka niemieckiego dewelopera Massive Development, zapoczątkowana w 1996 roku przez Archimedean Dynasty, produkcji osadzonej w przyszłości, gdzie ludzie muszą osadzić się pod wodą i tam próbować wieść normalne życie. Tamta gra, choć ciepło przyjęta przez prasę, nie okazała się sprzedażowym hitem i Emerald Flint musiał czekać na swoje podboje aż do 2001 roku, gdy to na Windowsie ukazał się AquaNox. Produkcji wprawdzie daleko było do idealnej - we znaki dawały się trochę monotonne zadania - tak wyglądała (i na dobrą sprawę wygląda) zjawiskowo. Tak więc po odkopaniu AquaNox oraz jego kontynuacji zacząłem baczniej obserwować sfinansowany na Kickstarter projekt serbskiego dewelopera Digital Arrow, gdzie twórcy nie tyle przenieśli markę w 2019 rok, co także mogli spokojnie przemyśleć i poprawić to, co w poprzednikach nie zagrało - z brzegu niech to będzie tryb kooperacji. Dołóżmy do tego jeszcze muzykę autora ścieżki dźwiękowej pierwszego Gothica i mamy materiał na hit. 

Jedyne, co w tym wszystkim wygląda słabo, to komunikacja z fanami - rzekłbym nawet, że wspomnianej komunikacji nie ma. I mam nadzieję, że nie jest to cisza przed burzą, a cisza przed dotarciem do pizzerri, gdzie można delektować się ulubioną włoską pizzą w niskiej cenie.

Twierdza: Władcy

Szanse wyjścia w 2020: Wysokie/Średnie (data wydania: 2020)

Deweloper/wydawca - FireFly Studios, Inne: Pełna polska wersja językowa

FireFly Studios, czyli deweloper, który zrobił jedną wybitną grę (oraz ją wydał ponownie w wersji HD), jedną bardzo dobrą, a potem co najwyżej dobre (choć zdarzały się średniaki, a nawet słabizna). I teraz robi kolejną odsłonę serii przypominająca bardziej jakąś dziwną mieszankę Battle Realms i pierwszych Twierdz - w odróżnieniu od AquaNox: DD, kontakt dewelopera ze społecznością jest bardzo dobry i można się tam ich czegoś spytać. Dodatkowo widać, że słuchają oni społeczność, bo już udało im się częściowo stonować grę i o ile nie jest to optymalne rozwiązanie, tak jest to zdecydowanie krok w dobrą stronę. 

Nie czekam na ten tytuł ze względu na renomę twórcy, a po prostu jakoś w głębi liczę, że będzie to nie tyle przyzwoita Twierdza, co przede wszystkim dobry Castle-Sim. Z kampanią na jaką składają się 24 misje (z podziałem takim jak w przypadku Twierdzy: Krzyżowiec), a także z masą scenariuszy, pełną polską wersją językową, wsparciem modów w dniu wydania i innymi bajerami, jakich to twórcy z oczywistych względów nie ujawniają. 

Atomic Heart

Szanse wyjścia w 2020: Średnie (data wydania: TBA), 

Deweloper/wydawca - Mundifsh, strona twórców

Rosyjski zaginiony kuzyn serii BioShock, bo na to wygląda projekt znany dzisiaj jako Atomic Heart. W jej ramach opowiedziana jest alternatywna historia w której to agent musi udać się do placówki 3826 i sprawdzić, co się tam stało. A stał się postęp i to taki, że wymknął się spod kontroli.

Produkcja przykuła moją szczególną uwagę widocznym na dostępnych materiałach wideo światem przedstawionym, który to dla twórców jest "gdybaniem, co mogło wydarzyć się w rzeczywistości ZSRR, ale się nie wydarzyło". I na ten moment to wystarczy, by dalej obserwować, co się z nim stanie w przyszłości - gier w nietypowych światach nigdy za wiele.

Serious Sam 4: Planet Badass

Szanse wyjścia w 2020: Średnie (Data premiery: TBA)

Deweloper: Croteam

Wydawca: Devolver Digital

Serious Sam, czyli seria przedstawiająca symulację masowego mordercy wojsk Mentala z pierwszej/trzeciej perspektywy, istnieje w świadomości graczy od prawie 20 lat, gdy to w maju 2000 roku pojawiła się wersja demonstracyjna. Ta nie tyle uratowała projekt, co także dała mu sławę, znanego dzisiaj aktora głosowego Sama Johna J. Dicka i nagród w kategorii chociażby "Niespodzianki roku". I o ile następnym produkcjom z serii nie udało się osiągnąć tego poziomu (w oczach fanów), tak wciąż pozostaje bardzo miodną i sympatyczną grą, jaką można odpalić, by odstresować się po ciężkim dniu.

I na to samo zapowiada się kolejna odsłona marki - więcej tego samego na większym obszarze z wrogami idącymi o liczebności sprawiającej, że nawet Total War może czuć się zagrożony. I o ile nie spodziewam się not na poziomie Serious Sam: Pierwsze starcie, tak nawet oceny na poziomie niewiele wyższym względem Serious Sam 3: BFE dadzą mi powód do zadowolenia.

Jako ciekawostkę w ramach Serious Sam - Pierwszy Sam doczekał się wersji na Palm OS, za którą to odpowiada polska filia duńskiego przedsiębiorstwa InterActive Vision, Interactive Vision Mind Beacon, a główny programista tej konwersji odpowiada za polską lokalizację Retun to Obra Dinn. Taki polski wkład w serię Serious Sam.

System Shock 3

Szanse wyjścia w 2020: Średnie/Niskie, Data wydania: TBA

Deweloper: OtherSide Entertainment, Wydawca: ?

Gdy Nightdive Studios przejęło prawa do System Shock, rozpoczęło plan wprowadzania marki do XXI wieku - zaczęło się od reedycji System Shock 2 (i portu na Linuxa i Macintosha) oraz System Shock: Enhanced Edition. A później nadeszła pora na dwie bomby - przebudowaną wersję pierwszej odsłony serii oraz System Shock 3. Produkcji w tworzeniu której biorą udział osoby silne zaangażowane w odsłonę System Shock jak m. in. głos SHODAN, oraz inne znane osobistości lat 90' jak kompozytor ścieżki dźwiękowej pierwszego Unreal.

I choć odpowiedzialny za projekt OtherSide Entertainment miało niestety wpadkę w postaci Underworld: Ascendant, tak trzeba zaznaczyć, że za System Shock 3 odpowiada inna ekipa. Dość istotny szczegół sprawiający, że nie skreślam tej gry, a z niecierpliwością czekam na podsumowanie "Drugiej ery System Shock", które może okazać się - podobnie jak poprzednicy - produkcjami w jakie po prostu należy zagrać. I tyle.

The Talos Principle II

Prawdopodobieństwo wyjścia w 2020: B. Niskie.

Deweloper: Croteam

Wydawca: Devolver Digital

The Talos Principle pojawił się w ostatniej GROmadzie 2018 roku, gdy to zostałem poproszony o growe podsumowanie tamtego roku - produkcja okazała się wzruszającym objawieniem tamtego roku i nawet System Shock 2 nie był w stanie tego przebić. Tak więc nie dziwne, że z ekscytacją chłonę informacje o powstającej kontynuacji tego dzieła sztuki, które niestety nie wiadomo kiedy wyjdzie.

Ale mając już bardzo solidną bazę, osoby odpowiedzialne za fabułę TTP na pokładzie, nie może być gorzej. Wystarczy jedynie zrobić coś na poziomie poprzednika i już mamy mały hit - dlatego też zdecydowałem się go tu wpisać, choć szanse na jego wyjście w 2020 roku są bardzo nikłe. W końcu prace ruszą pełną parą gdy wyjdzie Serious Sam 4, co do którego mam pewne wątpliwości, czy wyjdzie w przyszłym roku. W końcu robi go Croteam, gdzie nie ma nawet setki pracowników. No i jest jeszcze projekt pod roboczą nazwą "Serious Sam 2 Reboot".

Tagi: Piątkowa GROmada podsumowanie roku

Oceń notkę
+ +32 -

Here comes the RECKONING
Oceń profil
+ +165 -
BZImienny
Ranking: 57 Poziom: 71
PD: 45195
REPUTACJA: 13929