Blog użytkownika Koczi

Koczi Koczi 28.07.2017, 16:16
Micro Machines World Series - to nie jest moja gra z dzieciństwa! [Recenzja]
154V

Micro Machines World Series - to nie jest moja gra z dzieciństwa! [Recenzja]

Po udanym powrocie odświeżonego Crasha czy Ratchet & Clanka i zapowiedzi nowej części Micro Machines wszyscy po cichu liczyliśmy na to, że Codemasters pójdzie tą samą ścieżką i bez zbędnego kombinowania po prostu da nam grę dzieciństwa taką, jaką ją pamiętamy... Niestety twórcy mieli nieco inny pomysł...

Recenzja pisana, dla tych, których odrzucają moje wideo-recenzje oczywiście poniżej. :)

Graliście już w nowe MM? Jakie są Wasze wrażenia?


Historia marki Micro Machines sięga do roku 1991 kiedy to na NESie zadebiutowała kultowa pierwsza część tej serii. Do dzisiaj pamiętam jak za dzieciaka zagrywałem się w ten tytuł na swoim Pegasusie. Motorówki w wannie, czołgi na stole z grami, helikoptery w ogrodzie. Każdy pojazd prowadziło się inaczej, każda trasa miała inne cechy i stylistykę. Fun dawał zarówno singiel, w którym po prostu ścigaliśmy się ze sztuczną inteligencją, jak i multiplayer. Ale wspominając o serii nie można przecież zapomnieć o tym, że odsłona z początku lat 90. nie jest jedyną, a jedną z dziewięciu, licząc omawianą w tym materiale część. Jednak tylko jej udało się odnieść tak spektakularny sukces. Tym bardziej zaskoczyła mnie koncepcja twórców, którzy zamiast wrócić do tego co się sprawdziło, postanowili dalej mieszać w rozgrywce.

A gra jest niemal wywrócona do góry nogami. Ba, to co było najlepsze w pierwowzorze tutaj zostało wykastrowane. Mowa o trybie offline, który ogranicza się do ubogiego deadmatchu, eliminacji gdzie gracz, który wypadnie poza kamerę odpada i klasycznego wyścigu. Bardzo niezrozumiałe jest dla mnie to, że ten ostatni nie jest dostepny dla kanapowego multi. Czy tak ciężko było obsłużyć wyścig ze split screenem? Nie sądzę.

Po podłączeniu internetu tryby zabawy są już bogatsze, ale też nie przesadnie. Wyścig rozrasta się do zawodów dla 12 graczy, eliminacja do 6, a bitwa ze zbierania fragów zamienia się w... MOBĘ. Tak jest, dobrze słyszeliście, MOBĘ. Każde auto otrzymuje unikalne umiejętności a gracze walczą przeciwko sobie w drużynach w trzech trybach - zdobycia flagi, utrzymania kluczowych punktów i podkładania bomby w bazie. Oczywiście w grze znalazło się też miejsce na zdobywanie pseudo-waluty w wyścigach, rozgrywki rankingowe w multi, czy nawet otwieranie skrzynek ze skórkami, czy ikonami. Czy marka, którą kojarzyli jedynie gracze z większym stażem, naprawdę musiała wrócić i wkomponować się w trendy dzisiejszych gier Free 2 Play? Toć to istny nóż w plecy tym, w których Codemasters obudziło nostalgię. Ehhhh. A to 6 i 12 zawodników.... wszystko fajnie ale tylko na papierze. Większa liczba aut tylko potęguje chaos na planszy, a graczy online jest niemal tyle samo jak te 25 lat temu i wcale nie przesadzam. Na szczęście twórcy zaimplementowali algorytm, który po minucie czy dwóch w poczekalni uzupełnia puste sloty sztuczną inteligencją i nie musimy czekać pół godziny na stworzenie meczu. Tylko co to za zabawa online, skoro zazwyczaj połowa stawki to boty.

Jakby tego było mało, to na początku zupełnie nie czuć tutaj ducha kultowej gry z Pegasusa. Poza trybem bitwy wszystkie pojazdy prowadzą się tak samo, z taką samą prędkością i przyczepnością. Czy to czołg, poduszkowiec czy auto wyścigowe. Brakuje pojazdów, a co za tym idzie też tras "nie lądowych". Nie ma helikopterów, które mogą zawiesić się na krzakach, ani motorówek, które mogą osiąść na pianie. W wyścigu udział biorą różne klasy, a nie jedna dostosowana do planszy. Ponadto wyścig wzbogacony został o bonusy jakie znajdziemy na trasie w stylu młotka, bomby czy spowalniającego pistoletu Nerf, który jest partnerem gry. Można powiedzieć, że rozgrywka zaliczyła srogie dachowanie. 
Po tym wiadrze pomyj wydawać by się mogło, że produkcja jest po prostu beznadziejna. Ale na szczęście tak nie jest. Straciła ona wiele przez oczekiwania niepoparte żadnymi obietnicami.
Tytuł na początku odrzuca, gdyż nie jest tym czego chcieliśmy. Zyskuje on jednak po rozegraniu kilkunastu zawodów. To właśnie wtedy zauważamy te detale, które przypominają prawdziwe Micro Machines. Poślizgi na zakrętach, skracanie sobie trasy prześlizgając się między mikserem a mieszadłem. Rozsypane płatki albo lepki rozlany syrop, który spowalnia auto. I masa innych rzeczy, która przypomina nam o tym, że nasze maszyny wykonane zostały w skali mikro. To poczucie, że sterujemy zabawką, a nie samochodem.

I ta oprawa wizualna będąca jedynym aspektem, któremu w tej grze nie można niczego zarzucić, nawet jeżeli jest się starym tetrykiem niczym Andy Anderson. Modele pojazdów i plansze wyglądają świetnie, znajdujące się na niej detale jak chociażby wspomniane płatki również. Wszelkie smaczki wplecione w tekstury, które nawiązują do lat 90. Graficy wykonali kawał dobrej roboty.

Do samego gameplayu również idzie się przekonać. Choć trybów offline jest mało, to kanapowy multiplayer sprawia frajdę. To znaczy tryb eliminacji, bo deadmatch przez swój wszechogarniający chaos już niekoniecznie. Podobnie z zawodami on-line, bo przecież z czasem graczy na serwerach będzie więcej i zaczną wypierać boty meczów. 

W dniu premiery słychać było też o sporej liczbie błędów i glitchująych się pojazdach. Twórcy na szczęście szybko zareagowali i po robakach nie ma już śladu. A przynajmniej ja nic nie zauważyłem, a jak sami słyszycie należę do tych czepliwych graczy.

Podsumowując Micro Machines nie jest złe. To prosta przyzwoita mała gra, która zawiodła fanów. Jest grą, która niemal całkowicie zatraciła ducha przeszłości. Niemal, bo skrawki tego ducha można poczuć po dłuższej zabawie, o ile przetrwamy początek. Ale niestety jest też grą, która ma nam do zaoferowania stosunkowo mało zawartości. Co prawda nie kosztuje ona tyle co wysokobudżetowa produkcja, ale 125zł za wersję na PS4 to w mojej opinii dwa razy za dużo. Dlatego radziłbym poczekać na jakąś sensowną promocję. 
 

Tagi: Micro Machines World Series

Oceń notkę
+ +5 -

Oceń profil
+ +15 -
Koczi
Ranking: 2149 Poziom: 33
PD: 5285
REPUTACJA: 1238