Okiem Gracza

Fox460 Fox460 28.12.2018, 01:46
POWER PIRAT#2 - Kuchnia Pirata !!.
243V

POWER PIRAT#2 - Kuchnia Pirata !!.

"POWER PIRAT" to nazwa która nie wzięła się znikąd, tekst który był zbyt długi aby go opublikować w całości, wpis który zaskoczył mnie reakcją tutejszych użytkowników tego portalu, gdyby nie chęci innych, ten blog nigdy by nie powstał. Tak więc ta notka powstała dzięki wam,  oraz waszym chęcią poznania pewnych historii i sytuacji z którymi kiedyś się spotkałem.

Na sam początek chciałbym napisać że bardzo miło zaskoczyła mnie reakcja użytkowników PPE na temat ostatniego wpisu o tytule „POWER PIRAT- Policja vs Piractwo”, nie spodziewałem się że blog się tak bardzo spodoba i że aż tyle osób będzie chciało jakąkolwiek kontynuację. Za to chciałbym bardzo podziękować, bo zmotywowaliście mnie, abym napisał dalszą część jak to wyglądało od strony piratów (która pierwotnie została wywalona!!).  Jednak nim przejdę do sedna tematu, dla tych którzy nie czytali pierwszej odsłony, zachęcam do przeczytania pierwszej części wspomnianej notki.

"POWER PIRAT #1- Policja vs Piractwo"

W odróżnieniu od poprzedniego wpisu, ten powstał błyskawicznie, nie ukrywam że nazwę nieświadomie podsunęli mi użytkownicy PPE. Jak to wszystko wyglądało od strony przeciętnego pirata, tutaj można o tym napisać bardzo dużo, jednak spora część uległa kasacji. Miała to być część poprzedniej notki, finalnie uznałem że blog byłby zbyt długi. O piratach miałem w ogóle nie pisać, choć są to moje osobiste doznania, bo znajomych którzy z tego żyli miałem całkiem sporo. Jednak skąd się wzięło samo piractwo, nie będę dochodził dokładnie skąd, bo tutaj trzeba było by zasięgnąć poza granice naszego kraju. Dlatego skupie się na naszej pięknej Polsce gdzie piratami i szmuglowanym sprzętem zasłynęło, no i miało się naprawdę dobrze.

Definicja „PIRAT” kojarzy się z nielegalnym oprogramowaniem, filmy, muzyka, gry,xxx,programy, ale nim jednak na dobre zagościli na giełdach komputerowych, handlarze musieli sobie jakoś dawać rady. Same giełdy i piraci z nimi powiązani, powstały właśnie przez  bazary/targowiska/giełdy samochodowych które z biegiem lat po prostu się zmieniały i ewoluowały.  A  nim weszła w życie ustawa o prawach autorskich, to jakoś trzeba było odróżnić pirata ?? skoro w sklepach sprzedawano kopie gier. Czarny rynek wykreował piratów w Polsce w latach 70/80 ubiegłego wieku, był on ogólnie powszechny. Jak można było piracić skoro wszystko było dostępne dosłownie od ręki. Kradzież i sprzedaż sprzętu RTV/AGD i nie tylko, nie bez powodu dziś mówi się że PIRAT = ZŁODZIEJ. Wiem że brzmi to brutalnie ale od ZŁODZIEI właśnie pirat się wywodzi. Wszystkie te bazary,targowiska giełdy samochodowe były mekką załatwiania czegoś na boku (czyt na lewo) RTV/AGD a potem oczywiście oprogramowaniem. A żeby coś załatwić na lewo trzeba było pierw to ukraść….. smutne ale prawdziwe.  

Bo tak  w kraju gdzie owa ustawa o prawach autorskich nie funkcjonowała (bo była ona w formie która nie wspominała nic a nic, o nielegalnym oprogramowaniu), tam czarny rynek kwitł i wszystko szło załatwić na boku, kradzione gry, programy, sprzęt do grania to wszystko mogłeś mieć od ręki, problemem była gotówka, gdzie ceny lewego sprzętu były o wiele wyższe, porównywalne do tych zza oceanu. Policja czasem przymykała na to oko, mając z tego korzyści jakieś gry, sprzęt itd.: jednak gdy przyłapano taką osobę ze sporym asortymentem miałeś prz%%$$#ne.  Dlatego nie każdego było stać na Atari  czy na ZX Spectrum, średnio na całe osiedle przypadały dwie osoby które miały jakiś sprzęt do grania, a czasem nie było go w cale.  W tym wszystkim, gdzieś tam dyskietki i oprogramowanie dodawane wraz ze sprzętem, albo sprzedawane osobno, kuriozalnie to brzmi ale pirackie dyskietki/kasety i inne nośniki sprzedawane były na czarnym rynku po niższej cenie, czyli złodziej okradł złodzieja i sprzedawał. Takie paradoksy tylko w Polsce :D już nie wspominam że wiele podróbek sprzętu napływało do nas od naszych rosyjskich sąsiadów.

W lutym 1994 ogłoszono że w życie ma wejść ustawa o prawach autorskich, wcześniejsze  ustawy z lat 1952 czy 1975 roku były niczym, wobec nowej nadchodzącej na tamte czasy ustawy dotyczącej praw autorskich, finalnie w maju 1994 roku obowiązywała nowa obszerna wersja ustawy która była lepszą wersją ustawy z 1975 roku, oddzielała ona piractwo od czarnego rynku, tak piraci byli osobną komórką która była na celowniku policji w późniejszych latach, oczywiście nie od razu bo pierwsze miesiące po prostu nic się nie działo. Piractwo wyszło z cienia, nie mogło dłużej się ukrywać, ani tym bardziej jawnie sprzedawać w sklepach nielegalnego oprogramowania,  na półkach sklepowych pojawiały się legalne produkty, gry, filmy, muzyka, programy. Piraci byli zdani sami na siebie, prawo nie stało dłużej po ich stronie, co nie oznaczało że od razu do akcji wkroczyła prewencja i zaczęła trzepać piratów. To właśnie są moje lata, które doskonale pamiętam, dopiero naloty były organizowane w połowie  1995 roku czyli kilka miesięcy po uchwaleniu ustawy.

Nawet twórcy gier, nie mogli jawnie robić KOPI/KLONA tej samej produkcji ze zmieniona nazwą. I mam tu na myśli nie gry która czerpie podobne mechaniki, a jest tą samą grą w skali 1:1 na innym sprzęcie niż oryginał, różniąca się tylko nazwą. Czarny rynek to jeden problem, piractwo stało się drugim problemem. Najpierw wyprzedano to co się miało, aby potem można było sensowniej funkcjonować, mam tu na myśli że piszę to z punktu pirata. Cały asortyment mający w zasięgu ręki najlepiej było sprzedać, aby móc rozwijać się dalej jako Pirat/handlarz/sprzedawca nielegalnego oprogramowania. W tym wypadku nagrywarki/stacje dyskietek i nie tylko było czymś bez czego nie szło funkcjonować i przede wszystkim zarabiać, bo o kasę się tutaj rozchodziło. Absolutnym standardem był fakt że nie sprzedawałeś na swoim rejonie, czyli z miasta w jakim się wychowywałeś. Jeżeli byłeś z np.: Katowic/Sosnowca to sprzedawałeś w Bytomiu/Chorzowie albo innych miastach sąsiadujących, a jeżeli miałeś własny środek transportu to najlepiej jeszcze dalej.

Co jest bardzo ważne, większość piratów sami byli graczami, wiedzieli co sprzedają, jak rozmawiać z ludźmi, jak się zareklamować na bazarach, na giełdach, na co dzień. Byli to po prostu fani i sympatycy gier video, dlatego też giełda miała ten niepowtarzalny klimat.

Ci najodważniejsi dorabiali w osiedlowych sklepikach, tak zwanych KLUBACH, mieli oni zazwyczaj średnio po  15-18 lat. Kluby tylko z nazwy,  nie chodzi tu o klub gdzie można się napić, a klub który był często na osiedlach czymś w rodzaju osiedlowych schadzek pewnej grupy ludzi, aby pogadać, pograć w karty coś porobić gdy na dworze brzydka pogoda. Tego typu miejsca powstawały w blokach, dokładnie to w węzłowniach(mogłem tutaj przekabacić nazwę), suszarniach albo też pralniach/pomieszczeniach gospodarczych (miejsce gdzie każdy lokator mógł znosić swoje graty). Nie bez powodu wspominam o tych miejscach, nastoletni pirat  właśnie w tych miejscach często korzystał z przygotowań w tygodniu, aby w weekend wybrać się na giełdę i coś upchnąć. Jednak prawdziwymi wymiataczami byli tak zwani studenci w wieku 19-25 lat gdzie przygotowywali się cały tydzień.  

Powiem bez ogródek, szło na tym solidnie zarobić. Nie raz była taka kasa, że JASIU zarobił przez weekend tyle co jego rodzice przez miesiąc. Całe zarobione pieniądze szły oczywiście na rozwój swojego nielegalnego interesu, mieszkali oni już w kawalerkach z dala od domu, bądź z kimś jeszcze (np.: dziewczyna albo współlokator który był pomagierem). Ja pamiętam jak dziś, jak znajomy kupił swoją pierwszą nagrywarkę na PCta za którą zapłacił 1299zł. Na Amigę/Atari itd.: nie trzeba było mieć super sprzętu do przegrywania, w późniejszych latach na PC to już była wyższa szkoła jazdy.

Będąc piratem, mając wytworzone zaplecze w postaci znajomych którzy zajmowali się tym samym czyli piractwem, mając rodziców którzy pracowali w Policji, miało się naprawdę szerokie możliwości. Mogę to napisać bez najmniejszych wątpliwości, takie osoby miały łatwiej się utrzymać i uniknąć wszelkich konsekwencji, niż typowy pirat obracający się w swoim środowisku.

Konkurencja była brutalna na tamten czas, ktoś kto wiedział jak/gdzie/kiedy odbędzie się przysłowiowy nalot, nie dawał absolutnie znać innym (o tym się nigdy nie gadało głośno). Sprzedawało się co miało się sprzedać, zmywało się i najczęściej gdzieś z oddali patrzyło się jak Policja robiła swoje, ocierało się czoło z potu odwracało się na pięcie i wracało do domu z zyskiem a nie stratami. Albo inna opcja , nie przychodziło się tego dnia na giełdę komputerową. Mało który pirat był na tamte czasy na tyle bezczelny, aby przenosić to na czym zarabia w weekendy, do domu i oficjalnie przy rówieśnikach kopiować/przegrywać/nagrywać/rozpowszechniać. Co innego jeżeli byliśmy konsumentem, a co innego kiedy na tym zarabialiśmy.  Nie znam absolutnie żadnej osoby która robiła by to jawnie, zazwyczaj takie osoby albo robiły to poza domem rodzinnym, albo też w swoich kawalerkach/klubach. Oczywiście w środowisku piratów były tak zwane „Cwaniaczki” czyli osoby które chwaliły się wszystkim, przechwalały się sprzętem oraz możliwościami jakie posiadali. Tacy najczęściej w pierwszej kolejności lądowali za kratami i byli łapani.  Oczywiście nie od razu każdy lądował na dołku, bo często policja z początku nie miała jak sprawdzać oprogramowania, lecz potem cała struktura ogołocenia pirata była bezwzględna. Miałeś dyskietki, miałeś ich setki co z tego że nie szło tego sprawdzić, oddawałeś wszystko posiedziałeś trochę na komendzie/posterunku policji i cię wypuszczano (tak było na początku, potem już tak fajnie nie było).

"W 1998 roku te drzwi zostały prawie złamane w pół przez prewencję, przez co zamek,klamka zostały wymienione. Boazeria zdobi i jednocześnie ukrywa pęknięcie drzwi,z jednej jak i drugiej strony "

Zaś dojście do typowego cwaniaczka który gdzieś tam przegrywał gry w kawalerce, było banalnie proste, policja nie miała z taką osobą najmniejszych problemów, proceder wytępienia takiej osoby trwał dłużej, bo trzeba było wszystko uregulować z prawem, wystosować odpowiednie pisma i nie tylko, a potem robiło się przysłowiowy wjazd na chatę i konfiskowało się wszystko co z piractwem było związane. Takich akcji było niestety mało, bo trwało to dość długo i nie zawsze się sprawdzało, dużo łatwiej było zrobić nalot na dziuplę w postaci sklepiku osiedlowego, bo nie trzeba było mieć żadnych pozwoleń po prostu nic.  W swoim życiu widziałem dwa razy taki nalot, jeden spokojny drugi już dość stanowczy i że tak napiszę gwałtowny. Nie ukrywam że za nastolatka to trochę się bałem, bo  akcja działa się blok dalej gdzie wszystko obserwowałem z okna od znajomego, a innym razem likwidowano właśnie KLUB gdzie sprzedawano dyskietki z grami i oprogramowaniem pirackim, to był właśnie ten gwałtowny moment gdzie cały blok słyszał iż coś się dzieje. Aaa drzwi poleciały z hukiem, no i nie było już śmiesznie. Zwłaszcza że owe drzwi  otwierały się  do siebie, a nie do środka, całe drzwi pękły w pół a potem zostały obite grubą boazerią. Do dziś tam stoją a zdjęcie możecie zobaczyć powyżej, potem była tam siłownia a teraz znowu jest pomieszczeniem gospodarczym jak za dawnych lat.

Lata gdzie jeździło się na giełdy aby się dedukować w swoim hobby, porozmawiać, poznać ciekawych ludzi,  zaczynały przemijać . Ustawa wdała się na tyle we znaki, że piraci sprzedawali na zewnątrz, nie mieli już swoich stoisk w środku, jak opowiadał mi mój znajomy -„Nastała era ciężkich czasów, gdzie musieliśmy marznąć/moknąć na zewnątrz. A tylko od czasu do czasu, bądź jak było miejsce, chodziliśmy wewnątrz giełdy komputerowej aby komuś coś proponować, udawaliśmy kupców a sami po cichu oferowaliśmy innym gry”. Sprzedawali innymi słowy na uboczu, bo stoiska zajmowali ludzie którzy sprzedawali oryginalny hardware, części/czasopisma/gry/programy. Era nośnika CD-ROM wyparła wszelkiej maści dyskietki, kartridże i inne nośniki. Pamiętam tą erę składaków gdzie na jednym CD znajdowało się około 20 gierek okrojonych z cut-scenek oraz dźwięków i filmików. Miałem i mam jeszcze dwie takie płytki, a na pierwszej stronie widniała lista gier.  

Wszystko z czasem się zmieniało, płyta CD kosztowała średnio 80zł potem ceny stopniowo spadały do 60/40/20zł. Nikt nie miał towaru przy sobie, jak napisałem w poprzednim blogu, takowe mieli w samochodach albo gdzieś na uboczu, bądź nawet w domach. Byli ludzie którzy mieszkali bardzo blisko giełd i wręcz lecieli do domów aby przynieść jakiś tytuł.

Czasy piractwa się zmieniały, każdy handlarz miał już ładny segregator z coverem gry i krótkim opisem, miał pełny cennik i gdy już wybraliśmy listę gier przychodził w przeciągu 10-15 min z grami. W latach 2002-2003 giełdy powoli zaczęły upadać, z tego względu że sprzedawali ludzie którzy nie mieli zielonego pojęcia co sprzedają, segregatory z grami znikły a zamiast nich pojawiały się bieda listy, czyli biała kartka w formacie A4 i od 1 do 100 tytułów gier  wypunktowanych oraz jaki był to gatunek, i ile CD no i oczywiście jaka cena. W tamtych czasach czyli już po 2002 roku to nie byli już nawet gracze, często mieli swoje dwa pieski tak zwanych gońców, zazwyczaj były to dzieciaki 14-15 lat i takowym był mój znajomy, który potem został złapany przez policję i miał sprawę w sądzie. Gry sprzedawały dresy/karki/sebixy, albo jakieś oszołomy, nie warto było robić z takimi interesu, konkurencję po prostu zastraszali jak mojego znajomego, który jeszcze w latach 2001-2004 sprzedawał gry ale na terenie swojego miasta, taki kark powiedział mu jasno, "sprzedajesz po 15zł za płytkę, bo jak nie to wp^^%$%3ol" (a on sprzedawał po 5zł za płytkę).

Gdzie taki sebix sprzedawał za 10zł, niby głupi ale podstawowe liczby znał, potem naprawdę na giełdzie była już wolna amerykanka, nawet w czasach kiedy to jeszcze pasjonaci handlowali grami, zdarzały się przypadki podkładania tak zwanych świń, były na to różne sposoby. Już po 1998 roku szło dostrzec że konkurencja była niczym innym jak wyścigiem szczurów, wywalenie piratów na zewnątrz zmuszało ich do ciosów poniżej pasa. Ale o tym opowie już mój znajomy, z którym zamieniłem kilka słów, jak zawsze żadne imię i nazwisko w tym blogu nie padnie, dlatego będą standardowe ksywki. Mogę tylko podkreślić, że ciężko było mi się do niego dostać, a i przypomnienie mu o jego kliencie też trochę zajęło czasu. Tak oto po osobach drugich a nawet trzecich dorwałem dawnego sprzedawcę piratów, wspominałem o nim w poprzednim wpisie POWER PIRAT. Gdy już mnie sobie przypomniał był bardzo zaskoczony że chcę z nim rozmawiać o tamtych latach.

Poniżej znajduję się krótki wywiad (kliknij w spoiler dla rozwinięcia)

Uwaga, SPOILER!
[Pokaż]

"Stara składanka z pirackimi grami, na jednej płycie CD-Rom"

Ludzi z tamtego okresu znam naprawdę niewielu, po sznurku aż do kłębka doszedłem do ostatniego z możliwych z mojego grona znajomych, którzy pamiętali tamte czasy. To było fajne doświadczenie, aczkolwiek trochę czasu musiałem poświęcić by dojechać w pewne miejsca. Do innego charakterystycznego miejsca niestety nie udało mi się dostać, a szkoda bo było bardzo klimatyczne. A po dziś dzień czas w tym miejscu się zatrzymał. Bardzo wielu starych znajomych odmówiło mi komentarzy na ten temat, gdyż mieli oni spore problemy z prawem. Czasy giełd komputerowych miały naprawdę klimat, który potem gdzieś tam się stracił. Jak to powiedział Piękny ”Jesteś jedną z ostatnich osób, które chciały rozmawiać o giełdzie i piractwie” – coraz mniej ludzi pamięta o tamtych czasach, warto o nich przypominać, dzielić się swoimi doświadczeniami.

Myślę że wywiązałem się z obietnicy, wpis  powstał dość szybko, jest on 2x razy dłuższy od poprzedniego, choć i tak nie wygląda tak jakbym tego chciał, kto wie może jeszcze kiedyś powrócę do tego tematu w nieco innej formie. Pierwotnie nie miało być wywiadu, realnych zdjęć choć tych jest mało to mam nadzieje że te „ciekawostki” kogoś zainteresowały. Oczywiście na ten temat, można by naprawdę sporo jeszcze napisać, bo sytuacji było bezliku. Z pewnością ten blog jest mniej ciekawy niż poprzedni (ja tak uważam). Dzięki za przeczytanie i za poświęcenie odrobinę czasu.  No i wszystkiego najlepszego w nowym roku, bo to już ostatni wpis w 2018 roku, więcej już nie będzie, a pomysły na kolejne wpisy jeszcze jakieś są, a czy POWER PIRAT w 2019 roku powróci, to się okażę. Jeszcze raz dzięki za przeczytanie, mam nadzieje że w jakimś stopniu was notka zadowoliła, do napisania w przyszłym roku cześć.   

Tagi: giełda komputerowa gry wideo konsole nostalgia piractwo wywiad

Oceń notkę
+ +63 -

"Do boju,do boju!! moi lordowie!!"
Oceń profil
+ +383 -
Fox460
Ranking: 20 Poziom: 78
PD: 60611
REPUTACJA: 52862