Blog użytkownika domini1

domini1 domini1 21.06.2015, 18:48
Silent Hill 4: The Room
979V

Silent Hill 4: The Room

Czy ktoś jeszcze pamięta Silent Hill 4 ? Może, to nie najlepsza odsłona tej gry ale warto pograć.

Być może te słowa brzmią jak wyrok wydany na The Room, ale nie dajcie się zwieść. Prawda okazuje się na szczęście daleka od pesymistycznych wizji zawiedzonych „trójką" graczy. The Room powiela wprawdzie stare, sprawdzone schematy, sęk jednak w tym, że robi to niezwykle umiejętnie i pod tym względem przebija swą poprzedniczkę, która nie zdołała do końca unieść ciężaru popularności serii. Uffff, jest dobrze, a nawet bardzo dobrze... Co oznacza, że sprawy mają się baaardzo źle, ale na szczęście nie dla nas, a dla pana Henry’ego Townshenda. Nie będę po raz któryś tam pod rząd wspominał o sytuacji, w jakiej znalazł się główny protagonista  horroru od Konami i od razu przejdę do rzeczy... A raczej do Pokoju numer...

302

 

W zasadzie 302 to numer nie tylko jednego pokoju, a całego mieszkania. Takiego zwykłego mieszkania, jakie można znaleźć w pierwszym lepszym bloku. Ot, dwa pokoje, łazienka, kuchnia i mały składzik. Pokój, czy też całe  mieszkanie, dla wielu z nas jest oazą spokoju, miejscem, do którego zawsze chcemy wrócić i gdzie czujemy się zrelaksowani i bezpieczni. Ów pokój to wręcz doskonała analogia do tego, co z mechaniką gry i jej wyglądem uczynili Japończycy. Z jednej strony wchodzimy w The Room jak do znajomego pomieszczenia, gdzie doskonale znamy rozłożenie sprzętów, obrazy wiszące na ścianach i znajomy widok za oknem Jeśli jednak przyjrzycie się bliżej swojemu pokojowi, to może okazać się, że przecież kubek z herbatą leżał wcześniej na stole, a nie na łóżku. Kto go przełożył? Hmmm, tej plamy na ścianie chyba też tu wcześniej nie było. Na pewno znacie to uczucie! Tak samo czułem się, kiedy po raz pierwszy postawiłem nogę w pokoju Henry’ego. Sterowanie takie samo, a jednak nieco inne. Rozkład menusów zmieniony, a na dodatek całkowity brak latarki i radia będących przecież znakiem firmowym serii. Innymi słowy,  grając w SH4 czułem się mniej więcej jak sam Henry Townshend - niby w swoim mieszkaniu, a jednak w zupełnie obcym i momentami nieprzyjaznym otoczeniu. . . No dobrze, skoro już jednak zajrzeliśmy do Pokoju numer 302, rozejrzyjmy się teraz po nim trochę dokładniej..

Oto przedmiot, który od razu przykuwa uwagę każdego, kto odważy się przekroczyć próg „trzystadwójki”, a jednocześnie symbol nowych rozwiązań zastosowanych w SH4. Ograniczona liczba slotów w „inventory” oznacza, że teraz nie można nosić ze sobą wszystkiego, co znajdziemy na swej drodze i trzeba starannie dobierać tylko najważniejsze przedmioty. Skrzynia służy więc do przechowywania tego co zbędne, albo aktualnie nieprzydatne, tyle że znajduje się jedynie w pokoju Henry’ego. A nie muszę chyba dodawać, że portali prowadzących do mieszkania z alternatywnych światów nie spotkacie na każdym rogu, więc wszelkie wycieczki trzeba starannie planować, by nie robić dwa razy tej samej trasy, gdy zapomnimy zabrać czegoś ważnego ze skrzyni. Za nowość należy uznać też fakt, że w zapomnienie odeszły typowe save pointy. Obecnie „sejwować” można tylko korzystając z notesu znajdującego się w pokoju, co może stać się momentami nawet zagrożeniem dla życia Henry’ego. Czemu? Ponieważ Pokój Townshenda tylko na początku wydaje się być w miarę normalnym miejscem. Z czasem zaczynają się w nim panoszyć złe moce, atakujące naszego bohatera. Pierwszym miejscem, gdzie zło daje o sobie znać jest...

 

Ciąg dalszy nastąpi :)

Tagi: recenzja Silent Hill 4 The Room

Oceń notkę
+ +12 -

Oceń profil
+ 0 -
domini1
Ranking: 12928 Poziom: 17
PD: 885
REPUTACJA: 62