O mydle i powidle...

...czyli bez owijania w bawełnę by Makaveli0160

Makaveli0160 Makaveli0160 20.11.2019, 22:49
Death Stranding, czyli o symbolice postapokaliptycznego Solid Snake’a słów kilka
1070V

Death Stranding, czyli o symbolice postapokaliptycznego Solid Snake’a słów kilka

Death Stranding to gra inna. Wyczekiwana przez wiernych fanów jednego z najbardziej intrygujących i kontrowersyjnych twórców przemysłu wirtualnej rozrywki, japońskiego wizjonera Hideo Kojimy, produkcja ta zawiera bez dwóch zdań jedną z najtrudniejszych do interpretacji opowieści, jakich przyszło mi doświadczyć w grach komputerowych. Jeżeli też głowisz się, o co chodziło w tej grze – zapraszam do lektury.

Nie będę owijał w bawełnę, a tekst ten rozpocznę od postawienia pewnej hipotezy, którą obronię w jego dalszej części. Zaraz będzie można hejtować. Here goes – Death Stranding to cukierek o smaku Metal Gear Solid w postapokaliptycznym papierku. Rzekłem. Można już hejtować.

Gwoli ścisłości – nie opiniuję na bazie lecplejów obejrzanych w necie, pięciu godzin spędzonych w grze czy też jakichś tematów na redditcie bądź innych forach społecznościowych. W grze spędziłem dotychczas ponad czterdzieści godzin, zawsze mając otwarty plik tekstowy, w którym za każdym razem notowałem wszystko, czego nie rozumiem, a co może w przyszłości nabrać dodatkowego, symbolicznego znaczenia. A takich rzeczy było dużo. Przeczytałem również wszystkie teksty, jakie Kojima zaserwował głodnym lore tego uniwersum. Leci pierwszy argument na obronę postawionej we wstępie hipotezy – pamiętacie kasety z Metal Gear Solid V? Ring any bells?

UWAGA – dalsza część tego artykułu zawierać będzie mniejsze bądź większe spoilery fabularne. Nie zdradzę niczego, co zniszczy Wam zakończenie gry na wypadek, gdybyście nadal nie znali jej zakończenia, ale – czytacie na własną odpowiedzialność!

Symbolika w Death Stranding gra zdecydowanie pierwsze skrzypce przed wszystkim, co produkcja ta ma do zaoferowania graczom. Po kilku niezrozumiałych przerywnikach filmowych szybko doszedłem do wniosku, że kolejny już raz u Kojimy nic nie dzieje się bez kozery. Najnowsze dzieło twórcy MGS rzuca nas niemal natychmiastowo na głęboką wodę, śmiało zarysowując zasady i metody funkcjonowania społeczeństwa oraz świata przedstawionego już w pierwszych kilku kwadransach rozgrywki. Ameryka przedstawiona w tej produkcji to habitat postapokaliptyczny o bardzo porowatej fakturze, której bruzdy to wynik wyniszczającej działalności tajemniczych istot BT (Beach Things). Te, mające pochodzić z zaświatów twory, nie mogąc opuścić tego świata zdają się polować na ludzi żywych, co stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo i zagraża ludzkości na skalę totalną, albowiem każdy kontakt istoty żywej z BT kończy się ogromną eksplozją, która jest w stanie zmieść całe społeczeństwa. Głównego bohatera, byłego kuriera organizacji BRIDGES - Sama Portera Bridges, poznajemy w trakcie wykonywania jednej z robót kurierskich, przemierzającego bezdroża Ameryki na swoim trójkołowcu, wiozącego ładunek od jednego bastionu resztek ludzkości do drugiego. Przez Prezydenta USA Bridget Strand Sam poproszony zostaje o to, by wrócić do BRIDGES i w ich imieniu dołączyć do inicjatywy połączenia całych Stanów Zjednoczonych Ameryki w jedną, wielką sieć, która pozwoli gatunkowi ludzkiemu odżyć i kontynuować rozwój, a może i też w konsekwencji wrócić do normalności. Wiemy też, że Amelie, nasza siostra, udała się już w podobną wędrówkę, ale została pojmana przez grupę separatystów/terrorystów zwaną Homo Demens. Protagonista wyrusza zatem na Zachód przez kontynent, by zbudować chiralną sieć między wszystkimi ostojami świata oraz uratować Amelie.

Symbolika wątku fabularnego to zdecydowanie najtrudniejsza do rozwiązania część Death Stranding. Spędziłem znaczną ilość czasu nad poszukiwaniem drugiego dna każdego jego elementu, każdego wydarzenia, patrząc przez pryzmat wielu różnych płaszczyzn, w tym poprzednich dzieł Hideo Kojimy. Produkcja ta to w dużej mierze, o ile nie w całości, komentarz społeczny dzisiejszych czasów i – nie da się ukryć – niepokojącego w ocenie autora kierunku, który cywilizacja obrała w ostatnich kilku dekadach. Bardzo wcześnie będziemy mogli zapoznać się z opiniami pamiętających jeszcze normalność ludzi, którzy wprost krytykują politykę Donalda Trumpa, a mianowicie jego agendę, której celem jest odgrodzenie obywateli Stanów Zjednoczonych wielkim murem na granicy. Kojima poprzez swoje najnowsze dziecko wprost daje nam do zrozumienia, że Trumpowa polityka dziel i rządź jest bezpośrednią przyczyną obecnego stanu rzeczy, czyli niemal kompletnej zagłady ludzkości, określając obecnego POTUSa w jednym z zamieszczonych w grze tekstów jako ‘gościa, który chciał zbudować mur wzdłuż całej granicy’, a sam rząd jako organizację, która w dobie apokalipsy nie zrobiła niczego dla swoich ludzi, nie wspominając już nawet o imigrantach.

Będąc przy temacie podziałów ludzkości i prób jej złączenia, warto wspomnieć o nieustannie przewijającym się przez tę produkcję motywie chiralności. Chiralność to osobliwa właściwość pewnych związków chemicznych, których lustrzane odbicie nie da tego samego związku. Chiralna jest również ludzka dłoń – gdy nałożyć na nią jej lustrzane odbicie, nie będzie ona pokrywać się w stu procentach, ale gdy już obrócić to lustrzane odbicie, to możliwe będzie jej dopasowanie. Tak samo chiralne jest społeczeństwo i dwa jego fronty, które z dużą dozą prawdopodobieństwa symbolizuje potyczka między żywymi a BT – są to niemal lustrzane odbicia nas, ludzi, ale mimo łudzącego podobieństwa są od nas tak inni i postrzegamy ich jako wrogów – zupełnie jak ludzi o innych poglądach, gdzie jedni próbują narzucić reszcie nowe (i może nie do końca dobre) porządki. Kojima zdecydowanie idzie w idealistyczną mentalność, która nakazuje wierzyć, że można patykiem zawrócić rzekę. Rzekę zmian, rzekę poprawności politycznej, rzekę równouprawnień i wszelkiego rodzaju udziwnień i poprawek czegoś, co dotychczas działało – społeczeństwa. Gdyby jednak w odpowiedni sposób ustawić któryś z tych frontów, któreś z tych lustrzanych odbić, to okaże się, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Bo wszyscy jesteśmy tymi samymi ludźmi, niezależnie od tego, jakie poglądy wyznajemy.

Naturalnym następstwem motywu chiralności w Death Stranding jest wszechobecny i mocno zarysowany motyw dłoni ludzkiej. Hideo, będąc wieloletnim fanem poezji Kōbō Abe, często i gęsto w swoich produkcjach zamieszcza nawiązania do twórczości jednego z najbardziej wizjonerskich pisarzy Japonii dwudziestego wieku (Snake, schowany w kartonowym pudle jako nawiązanie do Mężczyzny w Pudełku). Nie inaczej jest również i w Death Stranding. W krótkiej noweli, zatytułowanej Nawa, Abe mówi o nierozłączności kija, liny i cywilizacji. Zawsze tam, gdzie jest cywilizacja, znajdą się też kij – do odpychania złego, a także lina – do przyciągania tego, co dobre. Sam Kojima w wywiadzie wspomniał, że żadne z tych narzędzi nie powstałoby, gdyby nie to najważniejsze – ludzka dłoń. Dłoni można użyć do odpychania złego, ale i do chwytania i przyciągania dobrego. Można również dłonią chwytać za dłonie innych, by tworzyć połączenia. By tworzyć społeczeństwa. Dłoń zatem jest fundamentem cywilizacji. I – identycznie jak motyw chiralności w przypadku BT – ślady dłoni, pozostawiane przez BT na ziemi oznaczać mogą coś złego. Coś, co może prowadzić do katastrofy. Z pozoru identyczne, dwie dłonie mogą być wykorzystane do zupełnie różnych zastosowań – zarówno konstruktywnych, jak i destruktywnych. I to od nas – ludzi – zależy to, w jaki sposób ich użyjemy.

W nawiązaniu do wspomnianego w poprzednim akapicie wątku połączeń ludzkości (co stanowi główny motyw gry i której lwia część polega na właśnie przyłączaniu ludzi do wspólnej sprawy), warto wspomnieć o epizodach z Cliffordem Ungerem, rozgrywanych w znakomitych, stylizowanych na wielkie konflikty zbrojne lokacjach. W trakcie rozwoju historii przyjdzie nam trzykrotnie zmierzyć się z weteranem Oddziałów Specjalnych USA, Cliffordem Ungerem. Osadzone w realiach I, II Wojny Światowej oraz wojny w Wietnamie epizody dosłownie ociekają klimatem, ale tak samo obfitują w symbolikę. Kojima kolejny raz próbuje przeforsować hipotezę, zgodnie z którą ludzkość przetrwać może tylko wtedy, gdy będzie stanowić jedną, spójną całość. Ukazanie globalnych konfliktów zbrojnych ma tutaj na celu udowodnienie tej hipotezy. Ilość ofiar, które niosły za sobą wszystkie wojny liczona jest w setkach milionów, a wszystkie wojny, jakie widział świat to konsekwencja rozłamu ludzkości. Jeżeli nadal będziemy separować się od siebie jako gatunek ludzki, to sami będziemy doprowadzać do kolejnych katastrof i kolejnych zagład. Zarówno próby separacji ludzkości prowadzące do zbrojnych konfliktów, jak i próby odseparowania grup etnicznych murem nie mogą skończyć się dobrze, bo społeczeństwo jest silne tylko wtedy, gdy jest liczne.

Warto wspomnieć również o pozornie nijakich imionach głównych bohaterów tej historii, gdyż tutaj również można bez problemu zauważyć celowość i symbolizm tychże. Począwszy od głównego bohatera, Sama, który od społeczeństwa do społeczeństwa podróżuje, namawiając niczym Wujek Sam ludzi do wypełnienia obywatelskiego obowiązku i dołączenia do wspólnej inicjatywy, każda z postaci symbolizuje jakąś grupę społeczną dzisiejszych czasów. Clifford Unger, który powierzył własną żonę i nienarodzone dziecko rządowi, któremu służył jako żołnierz całe życie, prezentuje tę grupę społeczną, która bezkreśnie ufa władzy i jest gotowa zrobić wszystko, o co ta władza poprosi, bez względu na to, czy pobudki tejże władzy są słuszne i etyczne. Higgs, jako sierota wychowywana przez agresywnego i przemocowego wujka staje w końcu na czele separatystycznej grupy Homo Demens, która porywa córkę Prezydenta – Amelie – i próbuje za jej pomocą, terrorem doprowadzić do pewnych działań ze strony rządu. Symbolizuje on terroryzm na świecie i grupy społeczne, które w imię sobie tylko znanych wartości sieją terror i zniszczenie wśród społeczeństw świata. Die-Hardman, osoba dowodząca inicjatywą BRIDGES, która ostatecznie nie chce zmian i obwinia się za to, co wydarzyło się w przeszłości stanowi starą, konserwatywną gwardię, która boi się tego, co przyniesie ze sobą jutro, a jego imię pochodzi bez dwóch zdań z angielskiego powiedzenia old habits die hard, czyli – starych nawyków ciężko się pozbyć. Deadman uosabia grupę społeczną ludzi wyobcowanych, mówiąc o sobie jako człowieku bez rodziny, bez więzi i składającym się w 70% z organów pozyskanych ze zwłok ludzkich. Heartman z kolei to odpowiednik grupy społecznej, która dla wartości rodzinnych jest gotowa zrobić wszystko, co udowadnia przemierzając w poszukiwaniu straconej w eksplozji rodziny brzegi zaświatów co dwadzieścia jeden minut, zatrzymując akcję własnego serca i defibrylując się po trzech minutach. Robi to niestrudzenie od dekady, co obrazuje upór ludzkości w dążeniu do celu i jego osiągnięciu.

Death Stranding to również nawiązania do wielu reliktów naszych cywilizacji. Od znanego z wierzeń Egipcjan podziału człowieka na Duszę i Ciało, przez nazewnictwo bastionów ludzkości od indiańskich wisiorków Kipu, co oznacza w języku Keczua węzeł, a na Łapaczu Snów, zwisającym z szyi głównego bohatera kończąc, Hideo wskazuje, iż w dobie totalnej destrukcji i utraty wszelkich cywilizacyjnych dobrodziejstw ludzkość wraca do najprostszych wynalazków, którymi są wspomniane poprzednio kij i lina, a także wspomniane właśnie wisiorki. Kipu służy do zapisywania danych poprzez przewiązywanie kolejnych węzłów na jego pasmach – co może symbolizować dołączenie kolejnego miasta – węzła – niczym kolejny węzeł na wisiorku. Łapacze snów miały za zadanie więzić koszmary, a przepuszczać jedynie przyjemne sny. Sam naszyjnik, którym Sam przyłącza kolejne bastiony do chiralnej sieci nosi wymowną nazwę Q-Pid, która bezsprzecznie pochodzi od rzymskiego bożka miłości Kupidyna, który za pomocą strzały łączył zakochanych. Zupełnie, jak Sam łączy ze sobą kolejne społeczeństwa. Historia zatacza pełne koło.

Chiralna sieć to jeden z najciekawszych symboli Death Stranding, symbolizujący media społecznościowe. Jest to sieć, która może połączyć każdego, ale – zupełnie, jak social media – nie można przez nią przesłać materialnych dóbr. Mimo coraz większych możliwości, które sprzyjają alienacji jednostki, kontakt z drugim człowiekiem nadal jest absolutnie konieczny do przetrwania. W grze jest również jako następstwo przeświadczenia, że kontakt z BT spowoduje wielką eksplozję, ogromny kult hafefobii, czyli chorobliwej obawy przed dotykiem ludzkim. Sam protagonista jest osobą, która przejawia symptomy tej przypadłości, gdyż boi się dotyku ludzkiego i unika go za wszelką cenę. Główną walutą gry są polubienia w sieci chiralnej. Spotkać można grupę renegatów MULE, którzy są tak uzależnieni od uzyskiwania tychże, że kradną ładunki innym kurierom, by dostarczyć je za nich i zgarnąć cudze polubienia. Jest to metafora dzisiejszych użytkowników mediów społecznościowych, którzy są gotowi zrobić wszystko dla polubień na swoim profilu bądź pod swoim postem. BRIDGES jako sieć chiralnych połączeń zalewa stopniowo cały kraj, zupełnie jak Facebook czy inny tego rodzaju portal o globalnej popularności. Warto również wspomnieć o tym, iż opady deszczu temporalnego Timefall również niosą subtelny symbolizm. Kontakt kropli takiego deszczu z dowolną powierzchnią powoduje jej gwałtowne i natychmiastowe postarzenie. Ludzkość stara się za wszelką cenę skryć przed opadami tego deszczu. Jest to alegoria trendu, w którym ludzie są gotowi zrobić wszystko, by za wszelką cenę oszukać czas i pozostać wiecznie młodymi.

Chciałbym w tej chwili poświęcić chwilę, aby dokonać obrony postawionej przez siebie na początku tego artykułu hipotezy, jakoby Death Stranding fabularnie było kolejnym Metal Gear Solidem w nieco innym settingu. Przyjrzyjmy się podobieństwom w obydwu formatach fabuły. Solid Snake, wysłany przez Pułkownika Campbella, ma za zadanie powstrzymać grupę terrorystów, którzy siłą wtargnęli do rządowego kompleksu i powzięli kontrolę nad ultranowoczesną bronią – pojazdem Metal Gear, mogącym ciskać niewykrywalne głowice nuklearne, które doprowadziłyby do zagłady świata. Spójrzmy teraz na Death Stranding – Sam Porter Bridges, wysłany przez Die-Hardmana, ma za zadanie połączyć ludzkość w jedność i przy okazji odzyskać Amelie (córkę Prezydenta, która okazuje się być istotą, która doprowadzić ma do ostatecznej zagłady świata), która wpada w ręce terrorystów Homo Demens. Zarówno Solid, jak i Sam są początkowo egoistami, którzy z biegiem historii ostatecznie są gotowi zapłacić najwyższą cenę w imię przekonań moralnych i w imię patriotyzmu. Czy faktycznie Solid Snake tak wiele różni się od Sama Portera Bridges? Czy śmiercionośna broń Metal Gear nie odbija się nieco w Amelie, która ma doprowadzić do zagłady ludzkości? Czy aby obydwie te historie nie stanowią przypadkiem bardzo ściśle przylegających do siebie powierzchni, ubranych w nieco inne fatałaszki? Myślę, że właśnie tak jest. Kojima mimo geniuszu, jaki ewidentnie bije z tej historii poprzez mnogość symboliki i nawiązań, nie zrobił w sumie niczego odkrywczego i zaserwował nam kolejny raz to, co mieliśmy okazję widzieć już przy okazji Metal Gear Solid. Można powiedzieć, że Death Stranding to swego rodzaju chiralne odbicie Metal Gear Solid. Niby takie samo, ale jednak inne. Nie mówię, że jest to coś złego – jest to na swój sposób bardzo typowy dla tego producenta prztyczek w nos, który zasługuje na przywołanie legendarnego he played us like a goddamned fiddle! 

Na koniec chciałbym krótko wspomnieć o tym, czym są voidouts – eksplozje, które następują po kontakcie człowieka z BT. Cały kataklizm Death Stranding, pojawienie się BTs i eksplozje zmiatające z powierzchni Ziemi całe społeczeństwa oraz wspominanie o tej apokalipsie jako szóste wymieranie (wprost określane przez naukowców jako to, które spowodowane będzie przez działalność nas samych), to nic innego, jak alegoria wojen nuklearnych. Trzecia Wojna Światowa będzie, zgodnie z prognozami, konfliktem nuklearnym na skalę globalną, która doprowadzi do zagłady ludzkości. Wybuchy voidouts to nic innego jak metafora nuklearnych głowic, niszczących całe miasta. Nieprzypadkowo pierwszy taki wybuch miał miejsce na Manhattanie, co również jest nawiązaniem do Metal Gear Solid i swoistym oczkiem puszczonym przez Kojimę najwierniejszym fanom. Pamiętamy przecież, że Otacon wspominał, iż jego dziadek pracował przy Manhattan Project – tajnym projekcie rządu USA, który ostatecznie doprowadził do wynalezienia broni nuklearnej. Nie bez powodu też w Death Stranding to właśnie na Manhattanie prowadzone są tajne badania nad płodami BB, które prowadzą do pierwszego voidoutu – alegorycznego pierwszego wybuchu nuklearnego. Kojima chce nam wprost powiedzieć, iż zabawa w Boga może skończyć się tragicznie, gdyż za nawet najmniejszy błąd najwyższą cenę zapłacą miliony niewinnych istnień. Ale mówi nam również, że cywilizacja od zarania dziejów najwięcej korzysta na zagładach, bo tylko wtedy ma sposobność do rozwoju, do ewolucji, do adaptacji. Zagłady to, podsumowując ten artykuł, nierozłączna i niezbędna część cyklu naszego życia.  

Tagi: Death Stranding Hideo Kojima Timefall

Oceń notkę
+ +29 -

False Shepherd
Oceń profil
+ +43 -
Makaveli0160
Ranking: 429 Poziom: 51
PD: 17327
REPUTACJA: 4694