Doktor Strange w spoilerowym omówieniu

BLOG
298V
Doktor Strange w spoilerowym omówieniu
Dzwienkoswit | 12.05, 17:39

Jako fan filmowego uniwersum Marvela nie mogłem odpuścić sobie oczywiście wizyty w kinie na Doktor Strange w multiwersum obłędu. Obok nadchodzącego Thora był to najbardziej wyczekiwany przeze mnie kolejny etap obecnej fazy. No i po seansie jak nigdy wcześniej wezbrały we mnie pewne przemyślenia, którymi chciałbym się podzielić. 

 

UWAGA NA SPOLERY. Będzie ich w poniższym tekście naprawdę sporo.

 

Byłem na filmie już dwa razy i muszę przyznać, że bawiłem się naprawdę cudownie. Udało się konkretnie trafić w moje gusta i zgrać się z oczekiwaniami. Ląduje w mojej topce MCU, a na pewno jest nr 1 z marveli czasu okołocovidowego. Widzę sporo mieszanych opinii i tak się zastanawiam skąd tu wzięła się dość duża rozbieżność poza faktem, że zwiastuny i ogólna promocja mogła sugerować coś trochę innego niż to co otrzymaliśmy na ekranie.

 

Jeśli chodzi o głównego bohatera - nigdy nie byłem wielkim fanem Strange'a jako postaci. Nie żebym był przeciwnikiem. Ot był dla mnie neutralny. Dodatkowo jego pierwszy solowy film znajduje się u dołu mojej listy filmów MCU. Poza ciekawie rozwiązanym finałem w zasadzie cała reszta spłynęła po mnie jak po kaczce. Nic, co bym sobie wspominał czy odświeżał jak to mam w zwyczaju z większością kinowego dorobku Marvela. Zaznaczę jednak, że jego gościnne występy w Avengers, czy ostatnim Spider-Manie uważam za dobre. Pojedynek z Thanosem na Tytanie cały czasu uważam za fantastycznie zrealizowany.

 

W tej odsłonie podobało mi się pokazanie kontrastu między "naszą" wersją tej postaci a innymi. Z reguły wszyscy mają dość podobne podejście. Do przesady biorą sprawy w swoje ręce arogancko nie wierząc, że ktoś inny może ogarnąć temat równie dobrze, a tym bardziej lepiej. No i w efekcie alternatywne uniwersa borykały się ze skutkami takiego nastawienia. Jak między innymi w przypadku pokazanych w wersji. Ten nasz jednak zauważa, że warto też zaufać innym i pomaga tym Americe budując w niej wiarę w możliwość zapanowania nad mocami. Tak samo pod koniec ostatecznie akceptuje Wonga jako wyższego rangą oraz godzi się z tym, że nie może być z Christine nie powielając błędów swoich alternatywnych wcieleń. Trochę podobna droga jaką przeszedł Stark. Od zapatrzonego w siebie buca do kogoś, kto potrafi działać z innymi.

Dużo więcej teraz rozpiszę się o drugiej głównej postaci, bo widzę w wielu komentarzach, że niejedna osoba czuła się w jej wątku zagubiona. Tu trzeba koniecznie zaznaczyć, że serial WandaVision jest w zasadzie jedynym z tak naprawdę niezwykle istotnych dla samego filmu pozostałych treści. Bez jego znajomości wiele tracimy z podbudowy pod jej przemianę w Scarlet Witch oraz tak ważnego wątku z dziećmi.

 

Najbardziej zdziwiony jestem jednak jak często przewija się wśród osób, które obejrzały ten serial jego brak zrozumienia. Pojawiają się bowiem stwierdzenia, że film cofa bohaterkę w rozwoju wyrzucając wszystko co było w serialu do kosza. Ja się z tym zdecydowanie nie zgodzę. Nie zauważyłem, aby po zlikwidowaniu Hexa w Westviev Wanda przepracowała problem. Mogła przegnać się z Visionem, ale ewidentnie nie chciała się poddać z odtworzeniem rodziny. W końcu Agata wspominała jej, że gdyby dobrze rzuciła zaklęcie to wszystko by się mogło udać. No i niezwykle kluczowa jest tu scena po napisach, gdzie Wanda zaczęła studiować Darkhold. A ten przeklęty przedmiot zgodnie z wszelkimi popkulturowymi motywami zaczął na nią wpływać.

 

Jeśli chodzi o sam Darkhod to film dość dobitnie wskazuje jak negatywnie potrafi się odbić na osobach z niego korzystających. Nasza wersja Strange’a korzystała z niego tylko chwilę, a dostała trzecie oko i cholera wie jakie będą tego konsekwencję. Strange ze świata Illuminati pokonał z jej użyciem Thanosa, ale doprowadził przy tym do zagłady całego innego wszechświata. A Sinister Strange poprzez korzystanie z niej rozwalił swój własny świat. Nic więc dziwnego, że księga opętała też i Wandę podsuwając jej łatwe rozwiązanie problemu. Tym bardziej, że taką zdesperowaną osobę łatwiej jest wykorzystać.