Pijane treści

pisane bez alkoholu

drunkparis drunkparis 29.07.2021, 06:16
Play MORE #50
627V

Play MORE #50

Od realizacji pierwszej części minęło już na tyle dużo czasu, że cała trylogia zdążyła się znacznie postarzeć. Edycja legendarna remasteruje praktycznie wszystkie trzy odsłony na nową generację, poprawiając tym samym oprawę wizualną, mechanikę rozgrywki oraz wprowadza kilka innych poprawek.

Premiera trylogii Mass Effect w latach 2007-2012 to bez wątpienia jedna z najlepszych gier kanadyjskiego studia BioWare. Gra rozgrywająca się w odległej przyszłości skupia się na postaci komandora Sheparda, który próbuje zjednoczyć różne obce rasy galaktyki przeciwko inwazji inteligentnych maszyn znanych jako Żniwiarze. W trakcie długiej przygody wykreowany bohater bądź też bohaterka poznaje przyjaciół, wrogów, zakochuje się, odkrywa przerażające sekrety i ostatecznie decyduje o losie Drogi Mlecznej. Chociaż ten remaster nie jest w żaden sposób doskonały, jest to świetny punkt wyjścia dla każdego, kto jeszcze nie grał w gry Mass Effect, i odpowiednio nostalgiczna podróż dla każdego, kto już to zrobił.


Zdecydowanie najlepsza warstwa produkcji to jej historia, świat i postacie. Autorzy gry stworzyli galaktykę, która wydaje się realna, zawiera wiele ras, własną historię oraz postacie, które żyją niezależnym życiem. Większość członków załogi to dobrze napisane i niezwykle interesujące postacie. Jako całość to prawdopodobnie najlepsza opera science fiction w świecie wirtualnej rozrywki.

Jeśli chodzi o sam remaster — względem oryginalnych części najwięcej zauważalnych zmian dostrzec można w pierwszej odsłonie cyklu, która już mocno odstawała poziomem od dwóch kolejnych edycji. Główne zmiany, to przede wszystkim oprawa wizualna, estetyka łącząca wszystkie trzy gry oraz w niewielkim stopniu poprawiona mechanika strzelania, a także kilka innych drobnostek.

Zaczynając od mechaniki progresu doświadczenia, która to domyślnie od teraz ustawiona jest na nowy legendarny schemat, zatrzymując się na 30 poziomie doświadczenia, w przeciwieństwie do pierwotnego limitu, gdzie progres bohatera kończył się na liczbie 60 punktów, pozwala dużo wcześniej odblokować nowe umiejętności, co zapewnia szybsze i bardziej agresywne rozwijanie protagonisty.

Kolejno, postacie ograniczone były do używania określonej broni w zależności od ich klasy. Wyposażenie postaci w narzędzie walki, które nie były dostosowane do odpowiedniej formacji, sprawiało, że konkretny żołnierz był po prostu mniej celny, a także nie mógł używać niektórych umiejętności broni. Ten problem został mniej więcej rozwiązany. Chociaż klasy wciąż mają określoną broń, do której należą umiejętności, gracz nie jest już karany za używanie broni, w której dana klasa nie jest wyspecjalizowana.

Zmieniono również interfejs użytkownika oraz zarządzanie ekwipunkiem, aby był bardziej zgodny z pozostałymi częściami. Pasek zdrowia protagonisty oraz członków drużyny nie jest już niezręcznie upchany w lewym dolnym rogu i bardzo mocno przypomina interfejsem druga część. Teraz, aby zobaczyć czas odnawiania się podstawowych umiejętności kompanów, nie ma konieczność otwierania koła mocy, co w dużym stopniu wpływa na komfort rozgrywki.

Mimo że takich mniejszych zmian jest sporo i cieszą one oko, tak walka miejscami nadal wydaje się taka sama, jak w oryginale i zawiera stare błędy, które można było wyeliminować. Owszem, widać wyraźną poprawę w celowaniu i w systemie osłon, ale bardzo często zdarza się, że przeciwnicy zamierają na kilka sekund w bezruchu, stając się łatwym celem. Z drugiej zaś strony ich zachowanie na polu walki to nieśmieszny żart i w tej kwestii nie zmieniono absolutnie nic.



W dalszym ciągu okropnie irytujący jest model sterowania Mako. Pojazd sprawia wrażenie nieco cięższego i posiada znacznie lepszą przyczepność, to przyjemności z jego użytkowania jest daleka od ideału. Fizyka M35 to prawdziwy koszmar i utrapienie grającego.

Dziwnie wygląda kwestia desynchronizacji audio, którą idealnie da się zauważyć podczas oglądania filmów fabularnych. W trakcie wstawek filmowych postacie wyraźnie wcześniej poruszają ustami, nim pojawi się głos. Nie jest to tak bardzo uciążliwe, ale w oryginalnej wersji ten problem nie występował.

Z plusów pochwalić należy lepszą jakość tekstur, co dobrze obrazują pancerze oraz ogólne środowisko — formę oświetlenia, które nadaje grze więcej efektów wizualnych przypominających te z trzeciej części tytułu oraz całkiem ładnie wkomponowane dynamiczne cienie.

Lokacje również wyglądają o wiele lepiej z większą ostrością tekstur. Przykładowo początkowe Eden prime pozbawione zostało charakterystycznego czerwonego nieba oraz słabej jakości oświetlenia. Planeta w nowej wersji zyskała na roślinności oraz sporej ilości filtrów. Z kolei Cytadela ukazana w trakcie dnia wygląda urokliwie i przejrzyście. Odległość pojawiania się obiektów wzbogaca większy zakres rysowania, co zarówno jest plusem produkcji, jak i minusem. Duża część pomieszczeń to uczucie pustki z racji małej ilości detali. Tyczy się to zarówno wewnętrznych konstrukcji, jak i map na otwartym terenie. Siedziba korporacji znajdująca się na skutej lodem Noverii otrzymała nową geometrię obiektów oraz całkiem nieźle prezentujące się odbicia. Ogólnie rzecz biorąc, miejsca kluczowe w głównej fabule posiadają ulepszoną strukturę lokacji oraz zachowują swój oryginalny wygląd i pod tym względem jest naprawdę solidnie.

Wszelkie ekrany wczytywania się znacznie szybsze, jak i przejścia między lokacjami. Niestety krótkie etapy ładowania terenu czy długie przejazdy windą w dalszym ciągu występują i może nie irytują tak mocno, to miłym rozwiązaniem byłoby się ich pozbycie.

Szumnie zapowiadana konfiguracja w kreacji własnego bohatera, to tak właściwie kilka fryzur i nowe odcienie skóry. Co ciekawe, domyślna żeńska postać została zastąpiona tą z trzeciej edycji i w dalszym ciągu jest to twarz, której w żaden sposób nie da się modyfikować. Zupełnym za to novum jest tryb fotograficzny, który prawdopodobnie został dodany na siłę i z racji panującej mody na ten mechanizm w większości dużych gier.

Pierwsza odsłona mimo sporego odświeżenia w dalszym ciągu pozostawia część chaotycznej i niestety także archaicznej rozgrywki. Mimo to gra się zdecydowanie lepiej niż w oryginale, ale nie są to zmiany, które rzucają na kolana. Poprawić można było znacznie więcej, a przede wszystkim zniwelować dość pokaźną liczbę starych i dokuczliwych błędów. Niemniej jednak remaster jedynki, to i tak dobrze wykonana robota.

Sequel nie zawiera tak wielu ulepszeń i jest znacznie mniej dopieszczony niż pierwsze przygody Sheparda — nie oznacza to jednak, że nie obyło się bez kilku zmian.

Grafika przeszła delikatny lifting i pod względem zmian wizualnych pełna obróbka edycji legendarnej kończy się wraz z tą częścią. Większość elementów zachowuje swój oryginalny styl z dodatkowo wygładzonymi krawędziami, zapewniając ulepszone szczegóły struktury twarzy. Niestety niektóre postacie po aktualizacji tracą swój oryginalny wygląd, jak chociażby Kelly Chambers, asystentka Sheparda, z drugiej zaś strony Miranda Lawson (wzorowana na australijskiej aktorce Yvonne Strahovski) wygląda bardziej jak żywy człowiek, aniżeli przerysowana seks lalka. Warto także mieć na uwadze, iż czarne odcienie skóry wyglądają o wiele lepiej niż w pierwszej części, a starsza tekstura skóry kapitana Andersona posiada mniej nienaturalnych rumieńców. Poza drobnymi wpadkami z jakością postaci oraz zmodyfikowaniem niektórych kamer skupiających się na tyłku agentki Cerberusa zmiany te są z grubsza pozytywne.

Technicznie gra działa w stabilnej ilości klatek na sekundę, zaś postacie nie mają tendencji do znikania podczas rozmów tak jak ponad dwanaście lat temu. Całość jest bardziej płynna i dobrze zoptymalizowana. To jeśli chodzi o komputery osobiste. W przypadku PlayStation 4 PRO w trybie wydajności widać wyraźne i częste spadki fpsów i zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest wówczas gra w rozdzielczości 4K i 30 klatkach na sekundę.

Trzecia, a zarazem ostatnia część przygód komandora, jest właściwie portem podnoszącym rozdzielczość pod standardy 4K oraz posiada bardzo niewielką ingerencję w warstwę graficzną. Miłym urozmaiceniem są wszystkie wydane dodatki DLC — z wyjątkiem Pinnacle Station, które nie zostało uwzględnione, trzy dobrze już znane zakończenia oraz jedno nowe ukryte. Trylogia jest teraz bardziej spójna i o wiele bardziej grywalna.



Z mniej przyjemnych kwestii należy odnotować fakt, że wszelkie animacje postaci pozostały bez zmian i dzisiaj potrafią już kłuć oko swoją drewnianą mechaniką. Nie lepiej wygląda kwestia polonizacji tytułu. Pierwsza odsłona posiada pełną polską lokalizację, opracowaną przez CD Projekt, druga część również została zlokalizowana, tym razem przez EA, natomiast Mass Effect 3 ma tylko polskie napisy... co więcej, wydane DLC nie zostały przetłumaczone w ogóle i tak też jest w edycji legendarnej. Całość dopełnia fakt, iż w dniu premiery gracz nie miał możliwości wyboru oryginalnej ścieżki audio z polskimi napisami i musiał decydować pomiędzy pełną wersją angielska lub polską. Obecnie Electronic Arts pod naporem fanów gry i dużego niezadowolenia wydało już odpowiednią łatkę, ale spory niesmak i tak pozostał. Na koniec warto także zaznaczyć, że zremasterowana wersja pozbawia tytuł z dobrze przyjętego trybu multiplayer w trzeciej odsłonie.

Mass Effect: Edycja legendarna, to mimo wszystko udane odświeżenie znakomitej marki zarówno dla nowych graczy, jak i tych, którzy przygody Sheparda już zdążyli ograć.

Tagi: Mass Effect Legendary Edition

Oceń notkę
+ +22 -

Oceń profil
+ +123 -
drunkparis
Ranking: 83 Poziom: 71
PD: 45792
REPUTACJA: 14686