Wóz Drzymały

czyli o retro grach Arcade słów kilka.

Ciapo Ciapo 21.04.2016, 09:34
Wóz Drzymały S03E12, Xain'd Sleena.
9603V

Wóz Drzymały S03E12, Xain'd Sleena.

W dzisiejszym odcinku Wozu Drzymały zajmę się oczywiście kolejną grą arcade z przełomu lat 80' i 90' ubiegłego wieku. Tym razem będzie to połączenie run'n'gun'a ze shmup'em. Gra została wydana w 1986 roku przez firmę Technos Japan, a jej oryginalny tytuł to Xain'd Sleena jednak niektórzy mogą kojarzyć ją pod tytułem Soldier of Light, albo też Solar Warrior. Zapraszam do środka.

Na początek oczywiście podkładzik muzyczny dla zainteresowanych. Dziś będzie to kompilacja modułów muzycznych z poczciwej Amigi.

Witam wszystkich serdecznie w kolejnym odcinku mojej serii o starych grach z automatów. Dzisiaj przybliżę/przypomnę Wam grę, w którą sam nie miałem okazji pograć w czasach jej świetności, a piszę o niej na życzenie kilku osób czytujących moje wypociny. Z góry proszę więc o wyrozumiałość jeśli znajdziecie w tekście jakieś nieścisłości lub pominę jakieś informacje, ponieważ zapoznawałem się z grą dopiero na podstawy tego wpisu i nie znam jej tak dobrze jak inne gry, o których pisałem wcześniej. Jednak do rzeczy.

Xaind's Sleena powstała w 1986 roku w studiu firmy zwącej się Technos Japan, czyli stworzyli ją ci sami ludzie, którzy później, rok później stworzyli ojca gatunku beat'em up, Double Dragon, o którym pisałem już w moim cyklu. Jest to gra o tyle nietypowa, że jest połączeniem dwóch gatunków, run'n'gun i shmup. W jaki sposób zostało to połączone dowiecie się z dalszej części tekstu. Niekrórzy z Was mogą znać tę pozycję pod innymi tytułami ponieważ Technos udzielił licencji jeszcze dwóm firmom i na rynek amerykański gra nosiła tytuł Solar Warrior, a jako wydawca podpisywała się firma Memetron. Na rynku angielskim gra nosiła tytuł Soldier of Light, a jako wydawca podpisywała się firma Taito. Co ciekawe obie te gry na ekranie tytułowym wyświetlały tytuł Xain'd Sleena.

Gra powstała w czasach kiedy większość gier arcade nie posiadała jeszcze dedykowanych automatów i w przypadku tej pozycji też nie znalazłem żadnych informacji na temat dedykowanej maszynie dla tej gry. Stąd niestety nie jestem w stanie przedstawić Wam obrazka oryginalnego automatu z tą grą. Udało mi się za to znaleźć jedną ulotkę reklamową i poniżej możecie ją sobie zobaczyć.

Ulotka reklamowa Xain'd Sleena, przód

Ulotka reklamowa Xain'd Sleena, tył

Tytuł: Xain'd Sleena
Producent: Technos Japan
Rok wydania: 1986
Liczba graczy: 1-2 (na zmianę)
Używanych przycisków: 2

 

Ekran tytułowy

Xain'd Sleena (Technos Japan, 1986 rok)

W roku 1988 i 1989 gra została wydana na kilka domowych komputerów ośmio i szesnasto bitowych. Oczywiście port gry dostały najpopularniejsze w tamtych czasach maszyny. Z „małych” komputerków 8-bitowych były to Commodore 64, Amstrad CPC, ZX Spectrum, oraz mało znany w Europie japoński komputerek o nazwie MSX. W zasadzie wszystkie te wersje były bardzo podobne. Edycje dla ZX Spectrum i MSX były w zasadzie identyczne, posiadały tylko trzy plansze. Pierwsza czarno-biała, druga cała zielona, a trzecia żółta. Rozgrywka była bardzo zbliżona do automatowej wersji, z zachowaniem podwójnego skoku tak jak na automacie jednak z oczywistych względów pewne uproszczenia musiały nastąpić. Dźwięki w zasadzie nie istnieją w tych edycjach gry. Jedynie pojedyncze pierdnięcia przy strzale i skoku. Wersja dla Amstrada jest również oparta na tej dla Spectruma jednak posiada znacznie więcej kolorów. We wszystkich trzech wersjach gry, nie mamy możliwości wyboru plansz. Zaczynamy i przechodzimy grę w z góry ustalonej kolejności. Wersja dla C64 jest jak zawsze inna niż pozostałe. Po pierwsze posiada muzykę. Po drugie, mimo że też mamy tylko trzy plansze, to tak jak w automatowym oryginale, możemy sobie wybrać, kolejność ich przechodzenia. Poza tym grafika w wersji dla komody jest bardziej zróżnicowana kolorystycznie. Ogólnie gra na Commodorku wygląda chyba najlepiej z 8-bitowych wersji.

Ekran tytułowy ZX Spectrum Gra ZX Spectrum

Xain'd Sleena (ZX Spectrum)

Ekran tytułowy MSX Gra MSX

Xain'd Sleena (MSX)

Ekran tytułowy Amstrad CPC Gra Amstrad CPC

Xain'd Sleena (Amstrad CPC)

Ekran tytułowy C64 Gra Commodore 64

Xain'd Sleena (Commodore 64)

Kolejne dwie wersje są w zasadzie takie same i pochodzą z 16-bitowych komputerów Amiga i Atari ST. Co ciekawie obie wersję mają grafikę, która prezentuje się znacznie lepiej niż na automatach. Podczas wyboru planszy na przykład, planety mają animowane księżyce i ogólnie od strony wizualnej widać, że są bardziej dopieszczone. Również możemy tutaj wybrać kolejność plansz, do tego dochodzi tutaj czwarta, ostatnia, która pojawia się dopiero kiedy przejdziemy trzy poprzednie. Pod względem dźwiękowym oczywiście wersja dla Przyjaciółki wypada o niebo lepiej niż ta dla Atari. Niestety sam gameplay został mocno okaleczony w stosunku do oryginału. Nie możemy się położyć na ziemi, a skok jest w zasadzie pojedynczy tylko, jednak jeśli przytrzymamy kierunek dłużej, nasz bohater poleci wyżej.

Ekran tytułowy Amiga Gra Amiga

Xain'd Sleena (Amiga)

Ekran tytułowy Atari ST Gra Atari ST

Xain'd Sleena (Atari ST)

Tak wyglądałyby wersje dla domowych platform. Co ciekawe, gra nie została wydana na żadną konsolę, co jest aż dziwne, bo zawsze w takich przypadkach powstawały jeszcze wersje dla NES'a i Segi Master System. W końcu gra jest japońska i te konsole również.

Zanim przejdę do opisywania samej gry, nowość w moim cyklu. Mała kolaboracja dwóch wapniaków. Poniżej możecie przeczytać kilka słów na temat Xain'd Sleena od znanego tutaj chyba dość dobrze RetroBorsuka. W miarę możliwości będzie on występował gościnnie w moich tekstach i dodawał od siebie trzy grosze. Oczywiście jeżeli będzie miał coś do powiedzenia, bo zdarza się czasami, że gry o których piszę są mu nieznane. Ja za to będę od czasu do czasu dodawał coś od siebie w nowym minicyklu na Retro na Gazie więc to taka mała transakcja wiązana. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Teraz już bez przynudzania galaktyczny wojownik RetroBorsuk powie co myśli na temat opisywanej dzisiaj gry.

RetroBorsuk: Dla wielbiciela klimatów sf oraz odkrywcy nowych światów (czyli dla mnie hehe) - ujrzenie w akcji Soldier of Light w wersji na automaty arcade - było spełnieniem marzeń, dziecięcym orgazmem! Gwiezdny wojownik, łowca nagród Xain - ubrany w kosmiczny kombinezon i wyposażony w prującą ołowiem giwerę wyrusza tępić nieznaną i wrogą kosmiczną faunę i florę na sześciu najbardziej przerażających planetach galaktyki.

Gra jest jednym z pierwszych, bardzo dobrych run'n gunów - czyli platformerów połączonych z eksterminowaniem przeciwników bronią palną. Cechą najbardziej wyróżniającą Soldier of Light od konkurencji były przepięknie (swego czasu) narysowane i różnorodne planety - zarówno pod względem klimatu, otoczenia, zabudowy jak i atakujących nas jednostek (np. zarośnięta nieprzebytą dżunglą krwiożercza "Pandor'a" czy spowita marsjańskim piaskiem czerwona planeta...).

I co najważniejsze - na początku rozgrywki możemy wybrać świat startowy (z 5 dostępnych - 6 plansza finałowa odblokuje się po przejściu pozostałych planet) - co powodowało, że niejednokrotnie gracze wracali do tego tytułu chcąc zwiedzić wszystko! Jeżeli dodacie do tego tabuny fajnie zaprojektowanych i różnorodnych wrogów, bossów i subbossów (co w starszych grach salonowych - nie było wcale oczywistością), możliwość znalezienia dodatkowych pukawek w czasie rozgrywki oraz będące miłym urozmaiceniem levele ze scrollingiem pionowym - macie w głowie obraz bardzo atrakcyjnej całości.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że mam do czynienia z protoplastą jednego z NAJWIĘKSZYCH HEROSÓW GALAKTYKI - TURRICANA! Aha - omijajcie wszelkie konwersje na mikrokomputery... Amiga, C-64, Spectrum - dajce sobie z nimi spokój - bo przeważnie mają poziom katastrofalny i skupcie się tylko na wersji ARCADE - którą polecam!

Kilka słów na temat fabuły. Wcielamy się w niejakiego Xain'a, który jest łowcą nagród i jego misja to uratowanie mieszkańców pięciu planet przed atakiem złowrogiego imperium o nazwie Dristarg. W zasadzie to tyle jeśli chodzi o fabułę. Mogę ją w zasadzie całą przytoczyć tutaj na dwóch screenach.

Krótki briefing Zakończenie

Czy postać z tych obrazków Wam kogoś nie przypomina? ;) Borsuk skojarzył Xaina z Turricanem i w sumie słusznie, ale ja mam jeszcze inne spostrzeżenie, Mster Chief z serii Halo, wielce oryginalna postać w świecie gier, jest po prostu żywcem zerżnięty z Xaina ;) Obrazek przedstawiający dodatkowe życie jest jeszcze bardziej sugestywny.

Dodatkowe życie

O naszym łowcy nagród w zasadzie nic poza tym, że ma na imię Xain i jest łowcą nagród, nie wiadomo, więc nie będę się tu jakoś specjalnie rozpisywał, bo nie ma o czym.

Siły złego imperium rzucone do walki z naszym bohaterem można podzielić na trzy grupy. Ludzie i ich sprzęt mechaniczny, flora i fauna, te dwa rodzaje przeciwników występują w etapach w stylu run'n'gun, a statki kosmiczne różnej maści występują w etapach latanych. Jeżeli chodzi o ludzi to w większości przypadków są to żołnierze mniejsi lub więksi, czasami wyposażeni w skrzydła, które pozwalają im latać. Przeważnie strzelają do nas z różnego rodzaju broni konwencjonalnej i energetycznej. Czasami obrzucają nas rakietami. Wyjątkiem jest jeden rodzaj wroga, który atakuje nas przy użyciu miecza świetlnego, prawie takiego jak w Gwiezdnych Wojnach ;) Może on więc atakować nas tylko z bliska, jednak w zamian za to jest bardziej wytrzymały i zadaje o wiele większe obrażenia. Flora i fauna to różnej maści zwierzęta i rośliny. Zwierzęta to w większości przypadków owady oraz ryby. Czasami natkniemy się na zabójcze rośliny pułapki. Zwierzaki oczywiście mogą nas zaatakować jedynie z bliska, bo nie umieją obsługiwać broni, zaś roślinki działają na zasadzie udawania elementów otoczenia. Kiedy na nie wejdziemy, po prostu giniemy połknięci przez na przykład wielki kwiat leżący na ziemi. Ostatni rodzaj przeciwnika to statki kosmiczne z etapów typu shoot'em up. Oczywiście tutaj wchodzi w grę tylko wystrzelenie pocisku, albo akcja typu Kamikadze ;) W trakcie naszej wyprawy natkniemy się też na dwóch subbossów, czyli przeciwników na tyle silnych, że mogliby być bossami, jednak znajdujący się w połowie planszy. Nie możemy ich ominąć, bo gra nie puści nas dalej jeśli ich nie pokonamy. Są to wielki dinozaur i coś co wygląda niczym wielka, latająca głowa Lorda Vadera ;) Jak to w tego typu grach, nie mogło oczywiście zabraknąć bossów pilnujących końca każdego etapu. Nie inaczej jest tutaj. Są oni co prawda niezbyt imponujących rozmiarów, ale potrafią napsuć sporo krwi. Każdy z nich ma swoje specyficzne ataki i zachowania, jednak najgorsze w nich jest to, ze zawsze na początku walki znajduje się kilku pomocników, którzy skutecznie utrudniają nam walkę z samym szefem.

Uwaga, SPOILER!
[Pokaż]

Oprócz przeciwników w grze znajdują się różnego rodzaju przeszkadzajki, które utrudniają nam życie. Niektóre możemy zniszczyć, inne są niezniszczalne i trzeba je po prostu przeskoczyć. W większości przypadków jakikolwiek kontakt z daną przeszkadzajką to instant death, czyli po prostu giniemy. Do tej kategorii zaliczają się gejzery wodne, czy takie buchające ogniem, miny palczaste i kamienie, krwiożercze kwiatki oraz niezniszczalne działka operowane przez żołnierzy.

Uwaga, SPOILER!
[Pokaż]

Kolejny akapit poświęcę na przyjrzeniu się lokacjom występującym w grze. Do naszej dyspozycji zostało oddanych sześć różnych planet. Każda z nich wygląda inaczej, co w przypadku tak starej gry nie jest takie oczywiste i należy za to pochwalić autorów. Pierwsze pięć planet to Cleemalt, planeta przypominająca Saturna. Jej powierzchnia wygląda trochę jak nasz Księżyc. Zielona planeta na której życie aż buzuje, jest tam dżungla i natkniemy się na sporo różnych owadów, a nazywa się Lagato. Mała czerwona planeta, na której występuje duża aktywność wulkaniczna to Guwald. Wielka, pustynna planeta przypominająca Jowisza o nazwie Cleedos oraz niebieski wodny świat o nazwie Kworal. Możemy je przechodzić w dowolnej kolejności. Ostatnia planeta to baza demonicznego imperium wyglądająca niczym Gwiazda Śmierci z Gwiezdnych Wojen i ona zawsze jest ostatnia. Pojawia się dopiero kiedy przejdziemy pozostałe pięć plansz.

Wybór planszy Wybór planszy

Plansze są dość długie i przejście gry wprawionemu graczowi znającemu grę na wylot zajmie około 30 min. Nie jest to może jakiś wyżyłowany wynik jednak przy tak sędziwej grze jest naprawdę niezłym wynikiem. Oczywiście gra jest tak napakowana akcją, że ten czas wydaje się być znacznie dłuższy, co akurat jest domeną tego typu gier. Każda plansza, z wyjątkiem ostatniej jest podzielona na dwa etapy. Wybieramy planetę, która chcemy wyzwolić spod panowania złego imperium, lecimy na nią, wyskakujemy z naszego statku kosmicznego i ciśniemy w prawo eliminując wszystkich napotkanych przeciwników. Docieramy do bossa, po pokonaniu którego instalujemy bombę na bazie szefa. W tym momencie mamy osiem sekund na ewakuację, która polega na wskoczeniu do naszego kosmicznego myśliwca i ucieczce z planety.

Ucieczka z zaminowanej bazy

Kiedy odlatujemy widząc za nami eksplodującą bazę wroga, widzimy, że wylatuje z niej kilka jednostek wroga i otrzymujemy komunikat, że misja na tej planecie nie została jeszcze zakończona i musimy rozprawić się w przestrzeni kosmicznej z niedobitkami armii imperium. Teraz właśnie czeka nas etap typu shmup.

To nie koniec

Etapy latane są w zasadzie wszystkie takie same. Zawsze mamy takie samo tło i lecimy z lewa na prawo niszcząc kolejne fale pojazdów przeciwnika. Jeśli stracimy życie to gra cofa nas kawałek do tyłu, ale do momentu kiedy nie wyleci pierwsza fala przeciwników, nie jesteśmy w stanie nawet powiedzieć jak daleko zostaliśmy cofnięci, bo wszystko wygląda tak samo. Po przejściu trzech planet czeka nas przebijanie się przez pole asteroid i na końcu tego etapu walka z wielkim bossem, czyli statkiem matką przeciwników. Po ostatniej planszy nie mamy już etapu z lataniem tylko oglądamy zakończenie gry. Ostatnia plansze jest też nieco inaczej zorganizowana. Nie mamy tam bossa końcowego. Po drodze natrafimy na wszystkich poprzednich bossów, jednak nie musimy z nimi walczyć. Jest to opcja dla najlepszych mających ochotę na większe wyzwanie. Można ich po prostu ominąć i pójść dalej. Mniej więcej w połowie planszy nasz bohater instaluje bombę i mamy zamiast ośmiu, sześćdziesiąt sekund na ucieczkę z bazy. Kiedy dobiegniemy do statku odlatujemy i oglądamy scenę eksplozji niczym wybuch Gwiazdy Śmierci ze Star Wars. Ogólnie w grze jak już pewnie zdążyliście ogarnąć jest sporo nawiązań do gwiezdnej sagi.

Uwaga, SPOILER!
[Pokaż]

Kilka słów na temat grafiki. Wiadomo rok 1986, czyli najstarsza gra, o której jak na razie dane mi było pisać, więc nie można spodziewać się jakiegoś wielkiego wypasu. Oczywiście jak na tamte czasy, grafika prezentowana przez ten tytuł była wręcz rewelacyjna i prezentowała się naprawdę okazale. Nawet dzisiaj nie można powiedzieć, że jest brzydka. Posiada naprawdę sporo detali i jest bardzo różnorodna. Każda planeta wygląda inaczej. Do tego na ekranie jednocześnie pojawia się bardzo wielu przeciwników jednocześnie. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w takim Double dragon przy dwóch wrogach jednocześnie, sprzęt nie wyrabiał i gra mocno zwalniała, to tutaj serio jest rewelacyjnie. Postacie naszego bohatera jak i przeciwników są stosunkowo małe, więc czasami przy większych zadymkach można się trochę pogubić i stracić z oczu naszego pamperka. Jeśli chodzi o grafikę to można się jedynie przyczepić do etapów latanych, które w zasadzie wszystkie wyglądają tak samo. Z drugiej strony czego można spodziewać się po przestrzeni kosmicznej, miejscu gdzie mamy tylko bezkresną pustkę i widzimy miliardy świecących punkcików będących gwiazdami. W ogólnym rozrachunku grafika w grze jak na tamte czasy stoi na wysokim poziomie. Dziś raczej nie jest to coś robiącego wrażenie jednak w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że wygląda jak na tureckim swetrze.

Muzyka przygrywająca w trakcie rozgrywki jest dość specyficzna. Trochę piszcząca i lekko trzeszcząca, ale każda z planet ma swoją muzyczkę, która występuje tylko na niej. Podczas walk z bossami przygrywa zawsze ten sam utwór, który jest dość dynamiczny i nakręcający do walki. Nie można powiedzieć, że są to jakieś zapadające w pamięci, genialne aranżację, ale po raz kolejny trzeba uświadomić sobie wiek tej gry. Według mnie i tak nie jest źle. Druga sprawa, że efekty dźwiękowe trochę zagłuszają same muzyczki, więc często nie słyszymy ich nawet. Ogólnie muzyka w tej pozycji stoi na nieco niższym poziomie niż grafika, jednak nie kaleczy ona uszu i da się ją zaakceptować.

Nieco gorzej ma się sprawa jeśli chodzi o efekty dźwiękowe. Są one, jakby to napisać, dość biedne. Trzeszczące efekty niszczenia przeciwników i piszczące odgłosy strzelania, w mojej opinii nieco psują odbiór sfery audio tej gry. Niestety występują one tak często, że często poza nimi tak naprawdę niewiele słychać. Dlatego przez większość gry słyszymy pierdy i piski wydobywające się z głośników. Niestety w obecnych czasach może to być nieco uciążliwe dla kogoś zapoznającego się z Xain'd Sleena. Nie ma może dramatu i uszy od tego nie krwawią, ale nie jest też za dobrze.

Sama rozgrywka i mechanika gry jest może jak na obecne czasy trochę archaiczna, ale gra się w grę całkiem przyjemnie. Do sterowania naszym herosem używamy oczywiście gałki oraz dwóch przycisków. Jeden do strzelania, drugi do skakania. W etapach latanych oba przyciski służą do strzelania. Przyciskiem strzelania, rzucamy karabinem laserowym, a przyciskiem skoku wyrzucamy wspomagające nas kulki w trzech kierunkach. Możliwe jest podwójne skakanie, jednak trzeba nauczyć się to wykorzystywać. Jeśli podskoczymy i od razu wciśniemy drugi raz skok, to nasza postać odpali małe silniczki odrzutowe wybijając się jeszcze wyżej. Jednak jeśli podskoczymy i spóźnimy się z drugim wciśnięciem przycisku to nasz bohater nie zareaguje na to i po prostu spadnie na ziemię. Jeśli będąc w powietrzu, nawet już po podwójnym skoku i zostaniem trafieni przez przeciwnika, to będziemy mogli odbić się jeszcze raz w powietrzu i przedłużyć nasz skok. Nie należy jednak tego zbyt często wykorzystywać, bo oczywiście każde trafienie zabiera nam trochę energii. Im dalej jesteśmy w grze tym więcej energii zabierają nam trafienia przeciwników. Na ostatniej planszy nawet zwykły żołnierzyk, który w nas wejdzie, może zabrać nam prawie połowę energii, więc należy za wszelką cenę unikać kontaktów z wrogami, bo na zdrowie nam to na pewno nie wyjdzie.

Znajdziek w grze w zasadzie nie uświadczymy. Jedyną jaka w niej występuje jest zmiana strzelania.

Zmiana strzelania

Strzelań w grze mamy do dyspozycji kilka. Standardowy karabinek laserowy, z którym zaczynamy grę i po każdej stracie życia do niej wracamy. Zwykły laser rozszerzony o wyrzucane w górę granaty, Mocne laserowe strzałki, które strzelają bardzo powoli, ale zadają największe obrażenia, oraz słabsze strzałki laserowe, które jednak strzelają znacznie szybciej i leci ich znacznie więcej, dzięki czemu poszerzają one znacznie obszar jaki możemy pokryć ogniem. Co ciekawe nie za bardzo mamy wpływ na to jakie strzelanie otrzymamy po zebraniu power up'a. Przynajmniej ja nie znalazłem żadnego schematu. Po prostu zbieramy przedmiot i zmienia się nam strzelanie na takie jakie gra uzna za stosowne. Dlatego jeśli mamy już nasze ulubione strzelanie, to lepiej nie zbierać kolejnych literek P ponieważ na pewno zmieni się nam strzelanie na jakieś inne. W etapach latanych nie ma żadnych power up'ow. Mamy dwa rodzaje strzelania w standardzie i nic nie możemy na to poradzić.

Jeśli chodzi o sam sposób rozgrywki to lecimy z lewa na prawo, czasami skaczemy po platformach i rozwalamy przeciwników, którzy stają nam na drodze. Z tego co zauważyłem to najlepszą strategią jest tutaj parcie non stop przed siebie nie zatrzymując się ani na chwilę. Jeśli zatrzymamy się i zaczniemy rozwalać wrogów to będą oni cały czas wychodzić. Poza tym zrobią na ekranie taką sieczkę, że na pewno nie ujdziemy z życiem. Oczywiście można na chwilę przystanąć aby utorować sobie drogę, ale dłuższe postoje nie mają sensu, no chyba, że gramy na punkty. Drugim powodem, dla którego nie powinniśmy się zbyt często zatrzymywać jest upływający czas. Jeżeli jego licznik osiągnie zero to tracimy życie. W etapach latanych nie ma tego problemu, bo plansza sama się cały czas przesuwa, więc nawet jeśli byśmy chcieli się zatrzymać to nie ma takiej opcji. Tutaj musimy stawić czoła kolejnym falom wrogów. Najlepiej niszczyć wszystkich jak najszybciej, bo pozostawienie ich przy życiu może skutkować tym, że przeciwnik będąc już w zasadzie za ekranem wyśle w naszą stronę szybką kulkę, która znienacka zmiecie nasz pojazd. W etapach latanych, z jednym wyjątkiem nie trafimy na żadnego bossa. Po prostu przelatujemy przez wszystkie fale wrogów po czym nasz statek odpala boostera i widzimy napisy informujące nas o tym, że zakończyliśmy misję na danej planecie.

Nasz bohater posiada pasek energii dzięki czemu nie giniemy (teoretycznie) po jednym trafieniu. Są jednak przeciwnicy, którzy potrafią nas zgładzić jednym atakiem. Inni potrafią nas po prostu zadeptać na śmierć i jeden kontakt z takim wrogiem zabiera nam całe życie. Mimo wszystko często, szczególnie na początku gry jesteśmy w stanie przeżyć nawet kilka ataków wroga. Na początku gry, bo im dalej jesteśmy tym nawet najsłabsi przeciwnicy zabierają nam większe ilości energii. Oczywiście w etapach latanych pasek energii znika i każdy kontak z przeciwnikiem lub jego pociskiem to natychmiastowy zgon.

Zbliżamy się już do końca tej opowieści więc czas na małe podsumowanie. Xain's Sleena aka Soldier of Light vel Solar Warrior to dość archaiczna jak na obecne czasy gra i to widać. Jednak w swoich czasach był to naprawdę porządny kawałek kodu i dawał sporo frajdy. Mimo trzeszczącego dźwięku pokazywał pazur i nie dziwię się, że wielu ludzi uważa tę grę za pozycję kultową. Jest dość oryginalna choćby ze względu na połączenie dwóch gatunków w jednej grze. Dziś jednak może nie dawać aż tyle radości co kiedyś i jeśli ktoś nigdy nie miał kontaktu z tą grą to może mieć spory problem z przełknięciem tego jak ona wygląda i brzmi. Jeżeli jednak jesteście fanami retro i nie straszna wam niezbyt okazała grafika i trzeszczące dźwięki, a nigdy nie mieliście okazji zapoznać się z tą pozycją to śmiało możecie atakować. Nie powinniście być zawiedzeni.

Dla największych twardzieli jeszcze filmik prezentujący moje kalectwo w tej grze ;) Mógłby trwać 25-30 min gdym trochę lepiej ogarniał ten tytuł :)

To już wszystko na dzisiaj. Żegnam się z Wami i dziękuję za poświęcony czas. Mam nadzieję, że nie uznaliście go za stracony. Trzymajcie się. Na sam koniec zapraszam jeszcze do oddania głosu w sondzie. Dzięki temu możecie przyczynić się do tego, który tekst znajdzie się tutaj już w następny czwartek.

Tekst można też przeczytać na mojej stronie www.Retro-Granie.info.

Tagi: arcade salon gier solar warrior soldier of light technos woz drzymaly xain'd sleena

Oceń notkę
+ +11 -

Drzymała
Oceń profil
+ +98 -
Ciapo
Ranking: 143 Poziom: 63
PD: 31960
REPUTACJA: 13016