Graffiti na ratunek Hyrule!

BLOG RECENZJA GRY
1101V
Graffiti na ratunek Hyrule!
Redakcja PPE.pl | 18.09.2014, 12:19
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

3DS nareszcie doczekał się pierwszej dedykowanej sobie odsłony Zeldy. Pierwsze reakcje na zapowiedz A Link Between Worlds były raczej mieszane - po zrimejkowanej Okarynie Czasu wszyscy gracze liczyli na odsłonę w podobnym stylu, tymczasem otrzymali... sequel gry z 1991 roku. I wiecie co? Nintendo po raz kolejny pokazało, że wie co robi.

Akcja ALBW przenosi nas do krainy Hyrule, znanej z 16-bitowego A Link to the Past. Co ciekawe, mimo upływu kilkuset lat jej wygląd nie zmienił się niemal wcale - ciekawe czy doczekamy się kiedyś Zeldy, w której technologia nieco ewoluuje i Link będzie miał do dyspozycji np. prosta broń palną. Odchodząc jednak od takich dywagacji należy wspomnieć, że podobnie jak w przypadku uniwersum, niewiele zmieniło się również w warstwie fabularnej, gdzie po raz kolejny wskakujemy w zielony kubrak i ruszamy na ratunek tytułowej księżniczce. Całe szczęście autorzy zaserwowali nam również gruntowny powiew świeżości w - nie ukrywajmy - dość skostniałej serii.

Mechanizm gry jest pozornie identyczny jak w odsłonach sprzed lat - rozgrywka ponownie stara się balansować pomiędzy eksploracją kolejnych lokacji, walką z przeciwnikami oraz rozwiązywaniem zagadek. Podobnie jak w klasycznych odsłonach 2D akcję gry obserwujemy z lotu ptaka, jednak tym razem otoczenie o obiekty wykorzystują w pełni trójwymiarową grafikę. Taki zabieg udał się moim zdaniem połowicznie - z jednej strony wygląda to naprawdę oldschoolowo... jednak przyczepiłbym się do dość ubogiej mimiki napotykanych postaci - odnoszę nieodparte wrażenie, że w tej kwestii znacznie lepiej wypadły nawet odsłony z Nintendo DS. Nie lepiej jest także z licznymi modelami, których tekstury nie wiedzieć czemu są szalenie błyszczące i budują efekt plastikowości. W kwestii oprawy audio gra reprezentuje poziom, do którego przyzwyczaiła nas cała seria - usłyszymy więc mnóstwo znanych melodii w odnowionej aranżacji, zaś odgłosy reszty świata opierają się wciąż na krzykach, pomrukach i całej reszcie onomatopei.

Wracając do mechaniki gry, twórcy po raz pierwszy w historii zdecydowali się na wprowadzenie otwartego świata do nowych przygód Linka. Dzięki sklepowi niejakiego Ravio (który nie wiedzieć czemu upodobał sobie nasze mieszkanie) zamiast zdobywania przedmiotów w dungeonach... po prostu je wypożyczamy (lub też kupujemy, jeżeli dysponujemy odpowiednimi kwotami). W połączeniu z opcją szybkiej podróży otwiera to przed graczami całe morze możliwości eksploracji świata, dobitnie uświadamiając im jak bardzo potrzebowała tego cała seria.

Jakby tego było mało, oprócz zwiedzania klasycznego Hyrule będziemy zmuszeni poznać także jego alternatywną wersję, nazwaną Lorule. Mroczne odbicie dobrze znanej krainy otworzy przed nami swoje podwoje dzięki głównej innowacji gry, czyli szeroko lansowanej mocy zamiany w ruchomy obraz. Ten, oprócz przejść między wymiarami zostanie wykorzystany także do rozwiązywania licznych zagadek i przedostawania się w najtrudniej dostępne miejsca. Przyznam szczerze, że byłem sceptyczny co do ogólnego klimatu takiej przemiany... ale po kilku godzinach gry nie wyobrażałem sobie rozpracowywania kolejnych dungeonów bez możliwości dosłownego przylepiania się do każdej ze ścian. Funkcja transformacji w graffiti jest szalenie pomysłowa i dzięki odpowiedniej konstrukcji kolejnych lochów daje masę frajdy, stanowiąc ogromny plus gry.

Jeżeli chodzi o starcia z adwersarzami, walka niewątpliwie zmusza nas do rozważnego działania - nie jest bowiem śmiertelnie trudna, ale jednocześnie potrafi ukarać nas za bezmyślne szarżowanie. Dzięki temu o wiele szybciej zaczynamy szukać odruchowo słabych punktów każdego przeciwnika oraz najodpowiedniejszego oręża czy specjalnych mocy. Podobnie jak w przypadku poprzedniczek, tak i tutaj reperowanie naszego zdrowia odbywa się przy pomocy serduszek, które możemy znaleźć dosłownie wszędzie - od trawy, przez dzbany w pomieszczeniach aż po pokonanych adwersarzy. Walka zyskuje na pikanterii zwłaszcza w przypadku bossów, gdzie znalezienie swoistego "sposobu na blondynkę" jest wymogiem do pokonania co mocniejszych niemilców.

Czy nowa odsłona Zeldy jest godna polecenia? Jak najbardziej tak, zwłaszcza jeżeli tęsknicie za rozgrywką znaną z klasycznych odsłon 2D. Wprowadzone innowacje sprawiają, że z miejsca trafiamy do dobrze znanego świata - przy czym jednocześnie jesteśmy zasypywani nowinkami zmieniającymi filozofię działania. A Link Between Worlds jest doskonałą odsłoną zarówno dla fanów, jak i osób chcących zacząć swoją przygodę z serią... a być może przekona nawet tych, którzy dotąd kręcili nosem na kolejne odsłony Legendy Zeldy. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z grą idealną - stylistyka świata po przejściu do trójwymiaru nieco straciła na swoim uroku, a grafika nie porywa w żadnym aspekcie - 3DS pokazał, że potrafi pociągnąć o wiele ładniejsze produkcje (żeby daleko nie szukać, jest to nawet remake Ocarina of Time) i trochę żałuję, że zespół Aonumy zrezygnował ostatecznie z cell-shadingowej stylistyki, znanej z poprzednich odsłon (jakby ktoś nie wiedział - wczesna beta ALBW była utrzymana właśnie w takim tonie). Niemniej - warto dać grze szanse, bowiem aktualnie jest to prawdopodobnie najlepszy tytuł wydany na trójwymiarowego handhelda Nintendo.
 

Oceń bloga:
0

Atuty

  • przemiana w obraz
  • kapitalne dungeony
  • system wypożyczania broni
  • grywalność
  • alternatywna wizja Hyrule

Wady

  • momentami oprawa graficzna

Redakcja PPE.pl

Najlepsza Zelda od lat, jednak do ideału nadal jej nieco brakuje - nawet jeżeli bardzo niewiele.

9,0

Komentarze (9)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper