Weekendowe granie #8
Witajcie. Dla mnie weekend już się zaczął. Stęskniłem się za graniem toteż po skończeniu tego co skończyć trzeba czym prędzej zasiądę do poczciwej czarnulki i w końcu nagram się aż do zdarcia paluchów ;).
Przez cały tydzień ani razu nie przysiadłem do Final Fantasy XII - na razie po prostu nie mam ochoty na szukanie Yagyu Darkblade, który ponoć sporo ułatwia w walce z Yiazmatem. Nie wiem czy przysiądę do tego obszernego tytułu w ten weekend. Nawet jeśli, to raczej w tle co by sobie dalej postacie walczyły.
Na pocieszenie jeden z najlepszych utworków ze ścieżki dźwiękowej.
Do Need for Speed Underground 2 straciłem cierpliwość. Przez cały poprzedni weekend denerwowałem się przy każdej sesji tak samo jak przez kilka dni po weekendzie. Jakbym dobrze nie jechał, to te france mnie prześcigną. A wszystko przez to, że mają po prostu lepsze auta jak również części. Albo być może rzecz w tym, że gra mi się po prostu przejadła lub straciłem skilla, lub wszystko na raz. Tak czy siak, na razie sobie jest na półeczce, a tym samym NFSU2 zamieniam na Tony Hawk's Pro Skater 3 na PS2. Na razie przeszedłem tylko Tonym i Rodneyem Mullenem, więc jeszcze sporo mi zostało. A gra się o wiele przyjemniej, bo trudno o coś takiego jak przegrana. Ot, albo zadanie się uda albo nie, a tyczy się to tylko tych tricków, które mają zostać sfotografowane. To chyba moja ulubiona gra z serii no i dobrane utwory najbardziej zapadły mi w pamięci, ale pewnie sporo do gadania ma tutaj sentyment. To od "trójki" zacząłem swoją przygodę z THPS czy nawet małą próbką skateboardingu. Nauczyłem się podskakiwać (ale tylko w miejscu) no i kilka razy udało mi się zrobić kickflipa. Ale było to kilka dobrych lat temu, teraz pewnie bym się ostro wyrżnął :D - no chyba że jest z tym tak jak z jazdą na rowerze.
Gram jeszcze w Metal Gear 2: Solid Snake w wersji z MGS3: Subsistence na PlayStation 2. To właśnie dzięki tej wzbogaconej wersji gry po raz pierwszy zagrałem w oba Metal Geary. Wcześniej ukończyłem Metal Gear i na początku byłem zdziwiony, że tyle schematów zostało przeniesionych i jedynie ulepszonych na rzecz kolejnych części. W przypadku drugiej części widać to jeszcze bardziej. Powtarzają się takie rzeczy jak : telefon od tajemniczego gościa, który ostrzega nas przed polem minowym, walka z Hind D (Harrier z MGS2 to prawie to samo, ale w zasadzie wszystkie wydarzenia na Big Shell to odtworzenie Shadow Moses czyli cały plan S3), paczka fajek w ekwipunku, zdobywanie broni w bazie wroga, uwalnianie kogoś z celi czy wydostawanie się z niej samodzielnie. No i pomyśleć jak tak prosty gameplay się rozrósł by w efekcie niemal całkowicie się zmienić. Strzelanie z perspektywy pierwszej osoby, rzucanie w żołnierzy wężami, kamuflaż i pozywianie się - szkoda że tylko w MGS3. Bardzo ciekawi mnie jak rozwiną gameplay z "czwórki", Peace Walker - jak to będzie wyglądać w Ground Zeroes. Martwią mnie te ułatwienia jak oznaczanie przeciwników, ale czy nie było to obecne już w PW? Dało się oznaczać, ale nie byli widoczni przez ściany :). Tak czy siak, do Kojimy mam zaufanie i mimo iż wydał prolog osobno wiem, że fabuła zmiecie mnie jak psa, a oczekując na Phantom Pain będę rwał rzęsy z głowy nie mogąc doczekać się dalszych wydarzeń. Jeśli tak nie będzie, to znaczy że Kojimie coś nie pykło.
No i to by było na tyle. Życzę udanego weekendu, cobyście wypoczęli, ograli zaległości czy spędzili go tak jak byście chcieli. No i podstawowe pytanie: w co gracie w weekend?