Weekendowe granie #7
Kolejny tydzień przemija, a ja mam chyba jakiś kryzys growy. Coraz mniej mam czasu na granie, toteż od ostatniego odcinka niewiele się w tej materii zmieniło. To wszystko dlatego, że te pierwsze zmiany i wstawanie o 5 rano z dnia na dzień jest bardzo wyczerpujące. Dobra, koniec marudzenia, gramy.
Ostatnio pisałem o nadchodzącej walce z Yiazmatem w Final Fantasy XII. Podszedłem do niej, ustawiając wcześniej gambity i po około 5 godzinach walki musiałem uciec do kryształu zapisu, by odzyskać punkty magii, które były już na wyczerpaniu. Najgorszym elementem tej walki jest oczywiście jej długość oraz jeden z ataków przeciwnika, który ma bardzo duże prawdopodobieństwo na natychmiastowe uśmiercenie postaci. Szczęśliwie, póki co jest to tylko jeden zawodnik ale nerwów i tak dużo, tym bardziej, że nie za bardzo chce mi się siedzieć przed PS2 i pilnować automatycznej walki. Siedziałem sobie na kompie i czasem zerkałem czy aby lider drużyny nie zginął i czas gry nie stanął w miejscu. Szkoda, że twórcy nie pomyśleli o tym, aby umożliwić coś takiego jak automatyczna zmiana lidera. Dobrze, że gdy zaczyna się robić źle możemy uciec z walki, odzyskać siły i wrócić. Trzeba jednak uciec z areny szybko, by olbrzym nie zdążył użyć Regen i innych czarów, bo gdy wrócimy jego HP będzie w dużym stopniu przywrócone. Ogólnie ilość HP Yiazmata to 50 pasków z czego każdy jeden pasek to 1 000 000 punktów uderzeń. Udało mi się zapisać grę bez Regen u Yiazmata w momencie kiedy zostało mu jakieś 8 takich pasków, ale moja dotychczasowa technika okazała się niewystarczająca. Potwór tak często rzuca czar natychmiastowej śmierci, że moje postacie nie nadążają za przywracaniem życia sobie nawzajem. No i gdy mnie tak męczy to nie ma nawet czasu na atak i jest to skrajnie denerwujące. Co chwilę musiałem wstawać od komputera i zmieniać lidera przez jakieś dwie godziny tylko po to by ujrzeć napis GAME OVER i o mało co nie rozwalić padem PlayStation 2 z grą w środku. Ostatecznie się opanowałem i po prostu wyłączyłem konsolę. Nie raz zepsułem pada czy jakiś sprzęt przez swoje nerwy i potem gorzko tego żałowałem. Tak czy siak, po pokonaniu Yiazmata będzie już łatwiej jak sobie myślę. Oby. Choć jak pamiętam z dotychczasowych prób, Zodiark też jest ciężki. Nim będziemy się jednak martwić później. Tymczasem ten weekend poświęcę na srebrnego smoka. Żeby jednak to zrobić muszę uzbroić się w coś z elementem czarnej mocy, bo na to właśnie jest wrażliwy. Tymczasem, jeden z moich ulubionych utworów z oryginalnej ścieżki dźwiękowej Final Fantasy XII. Znajduje się na piątej pozycji pierwszej płyty. Chodzi o ten wspaniały zlepek nut:
Bardzo żywiołowy, aż chce się walczyć :P
Poza tym wciąż gram w bardzo dobrego Need for Speed: Underground 2. Mimo iż przeszedłem grę już kilka razy to nadal mnie wciąga. Po prostu gra się na tyle przyjemnie, że co jakiś czas chętnie wracam do gry i zaczynam od nowa. Jestem gdzieś w połowie gry i przechodzę również te poukrywane wyścigi, oraz zbieram te małe sumki kasy i smsy rozmieszczone w różnych częściach Baywiev. Oczywiście nie chce mi się szukać ich samodzielnie, dlatego korzystam z mapek umieszczonych na Gamespot.com. Żeby do tych mapek dotrzeć trzeba wejść w zakładkę wersji PC, bowiem do tej z PS2 nikt ich nie umieścił. Na szczęście poszczególne wersje się od siebie nie różnią niczym poza grafiką, więc problemu nie ma. Na rozweselenie zacny utworek.
Twórczości jegomościa nie znam za bardzo, ale jak pisałem w jednym z ostatnich odcinków Retrogrania, muzyka z NFSU jest na tyle dobrze dobrana, że jarają się nią nie tylko fani danego gatunku, ale wszyscy całością. Przynajmniej tak jest w moim przypadku i wielu innych, które znam, ale ja ogólnie na muzykę zamkniety nie jestem. Poza techno i Disco polo, no chyba że chodzi o Braci Figo Fagot ;).
No i wracając do siedzenia na kompie to ostatnio gdzieś mi zaginął 100% zapis z Mafii, jednej z moich ulubionych gier. Pamiętam jak po raz pierwszy ujrzałem ją niedługo po premierze jak mój ojciec sobie przechodził i odgrywana była właśnie jedna z cut-scenek. Byłem w szoku, że Don Salieri i reszta mają tak realistycznie wyglądające twarze. Jeśli można zakochać się w grze to właśnie wtedy to nastąpiło. Klimat lat trzydziestych, te samochody, jazzowa muzyka podczas poruszania się po Zagubionym Niebie i symfonie przygrywające przerywnikom to coś pięknego. Elegancja gangsterów, świetnie wyglądające strzelaniny i genialna fabuła - te wszystkie elementy do dzisiaj nie pozwalają mi przestać grać w ten tytuł i co jakiś czas do niego wracam. Szkoda, że zapis mi się usunął, ale z przyjemnością przejdę grę po raz kolejny, problem będę mieć tylko z Jazdą Ekstremalną - zadania które tam otrzymujemy są... ekstremalne. Jeśli chodzi o fabułę, to jestem w rozpoczęciu misji Omerta. Bardzo dobry zostaje w niej poruszony, ma on również wpływ na dalsze losy naszego bohatera. Nie mogę doczekać się misji z transakcją na wielopiętrowym parkingu i tej strzelaniny. Nie ma nic piękniejszego. Swoją drogą, jakiś czas temu ograłem demo Mafii 2 na PS3 i bardzo mi się spodobało. Ciekawi mnie jak się sprawdza jako sequel. Na plus poprawa gameplayu i przyleganie do ściany, możliwość zakupu nowych ubrań i żyjące miasto oraz lata 50. Nie mogę się doczekać. Jedna z gier, które ogram w pierwszej kolejności tym bardziej, że raczej tanio teraz kupię. Chętnie dowiem się jak wygląda wersja na PS2 i chyba sobie zakupię. Pewnie jest tania jak barszcz. No i skoro zrobiło się tak muzycznie, to kolejne utwory.
Shit! Bastards!
No i soundtrack do rozmowy z policjantem niezadowolonego z prędkości z jaką się poruszamy.
Ogólnie to by było na tyle w dzisiejszym odcinku. Ukochana dalej gra w Dragon Quest VIII, ale jest dopiero w momencie w którym drużyna podąża za Jessicą do tajemniczej wieży.
No i zapraszam do dyskusji dotyczącej obecnie ogrywanych tytułów i o wszystkim co popadnie.