Blog użytkownika hellion

hellion hellion 19.01.2017, 17:53
Świat Helliona - Giełda
1035V

Świat Helliona - Giełda

Giełda w parku pod chmurką? Giełda dbająca o moją kondycję na długich dystansach? Giełda wzmacniająca moją odporność na stres? Giełda testująca koleżeńskość? Giełda która tak naprawdę nie była giełdą? Nie wiesz o co chodzi? Zapraszam do lektury.

Końcówka lat 90-tych. Sobota, godzina 8:15

Poznajcie Helliona. Hellion ma około 15 lat, a dziś jest jeden z tych dni, które wzbudzają w nim mieszankę podekscytowania i niepewności (w proporcjach mniej więcej 70/30). Wstał dzisiaj wcześniej niż zwykle i mimo iż w soboty lubi sobie pospać, ten dzień jest nieco inny. Po uzbieraniu 25 zł postanowił właśnie dziś, odwiedzić swoją ulubioną (bo jedyną w okolicy) „giełdę” w celu kupna gry na Playstation. Bywał tam już wcześniej stąd też wie, że wymaga to od niego wcześniejszych przygotowań i wewnętrznego spokoju.

Przygotowania polegały przede wszystkim na przestudiowaniu, wraz z młodszym bratem, magazynów z branży oraz wybór potencjalnych kandydatów do zakupu. Po wcześniejszych wtopach decyzyjnych doskonale wiedział, jakie to jest ważne (25 zł drogą nie chodzi). Raz kupił strzelankę "Apocalypse" myśląc, że to będzie coś w stylu "Tomb Raider" (uwielbia tę serię) – gra nie była zła, ale „tombrajderowości” tam za grosz. We współczesnych nam czasach nie ma problemu by zobaczyć gameplay niemal każdej gry, a nawet „ukończyć” grę tylko patrząc. Wtedy jednak trzeba było się posługiwać wątpliwej jakości screenami z magazynów, opiniami recenzentów oraz opinią podwórkową, by dokonać właściwego wyboru.  Po wielodniowych debatach i stworzeniu listy pożądanych tytułów, pora na umówienie się z kolegą na sobotni wypad. Kolega także ma konsolę, więc problemu nie ma.

Godzina 8:45

Zza okna słychać niezbyt głośne gwizdanie – umówiony znak, że kolega czeka i jest gotowy na wyprawę. Do przebycia mają niecałe 2 kilometry, a "giełda" rozpoczyna się o godzinie 9:00 i zamyka o 13:00. Droga na "giełdę" prowadzi przez park; jest ciepło. Niemal przez cały czas żywiołowo rozmawiają o tym, co by chcieli dzisiaj kupić, co sprawia że w mgnieniu oka docierają na miejsce.

Godzina 9:15

Na horyzoncie, spomiędzy drzew wyłania się budynek szkoły – miejsca, które w sobotnie przedpołudnia zmienia się w „giełdę”. Miejscowa „giełda” składa się z kilku stołów porozkładanych w holu szkoły, na których wystawiają się miłośnicy komputerów/konsol. A przynajmniej taki obraz zapamiętał Hellion, kiedy to raz jedyny był w środku. Powiecie „chwila, przecież pisałeś wcześniej, że był już tutaj nie raz!”. Tak to prawda Hellion bywał tutaj wcześniej wielokrotnie, ale tylko za pierwszym razem musiał wejść do środka. Już tłumaczę…

Przed wejściem na „giełdę” (a często nawet już na skraju parku, z którym graniczył budynek szkoły), kręcił się pewien osobnik niczym strażnik z MGS (tylko ze znacznie większym polem widzenia). Zwykle była to jedna i ta sama osoba, ale bywało również, że miał zmienników (może akurat brał urlop lub L4). Kiedy ktoś o profilu potencjalnego klienta (czyli dzieciak) wchodził na jego teren łowiecki, ten błyskawicznie go dopadał. Za pierwszym razem, Hellionowi udało się niefortunnie zmylić „strażnika”, gdyż przyszedł z mamą (co nie pasowało do jego profilu klienta) i wszedł do środka. Drogę na piracką ścieżkę wskazał dopiero jeden z wystawiających się tam giełdowiczów (może wspólnik). Od tamtej pory wizyta na giełdzie zawsze kończyła się na „strażniku”.

Pytanie, które zadawał (a które weryfikowało ostatecznie, czy ma do czynienia z klientem czy nie), brzmiało zawsze podobnie: „Szukasz może gier na PC/PSX?”. Jeśli odpowiedź była twierdząca; ofiara otrzymywała tajemniczą listę, na której (w przypadku PSX) były wypisane w kolejności alfabetycznej tytuły gier, w jakich są wersjach (PAL/NTSC), gatunek oraz na ilu płytach dany tytuł występuje.

Analizując otrzymaną listę, w przypadku naszego bohatera, trzeba było wziąć pod uwagę każdą informację. Tytuł – wiadomo, jeśli się trochę znało branżę to szukało się konkretnych pozycji. W innym przypadku można było posiłkować się gatunkiem wypisanym obok (jak to zrobiłem w przypadku Apocalypse) lub opinią „strażnika” (jak to zrobiłem w przypadku Apocalypse). Wersja PAL czy NTSC była jednym z najważniejszych elementów udanego zakupu (zaraz po stwierdzeniu działania gry). A to tylko dlatego, że wersja NTSC oprócz czarnobiałych barw, charakteryzowała się skaczącym obrazem na hellionowym telewizorze marki Samsung (dopiero po bardzo długim czasie, jak już kupił konwerter odkrył, że jest taka gałka z przodu TV do ręcznego strojenia obrazu, choć kolorów ona nie wyczarowała). Ilość płyt pełniła rolę cennika (25 zł od płyty) oraz pomagała czasem w podjęciu decyzji (raczej pomijałem tytuły ponad jednopłytowe).

Godzina 9:30

Gry wybrane, a proces dokonywania transakcji został uruchomiony. „Strażnik” zapowiada, że za chwilkę wróci i udaje się w miejsce gdzie wstęp ma tylko on. Wraca po chwili trzymając w ręce dwie koperty z płytami (jedna dla Helliona, druga dla kolegi). Inkasuje po 25 zł od każdego z nich. W tym momencie u obu chłopców następuje transformacja z podekscytowania w niepewność. Czas płynie nieubłaganie, żaden z nich nie jest pewny jak długo „strażnik” ma wartę, obaj szczuplejsi o „dwie i pół dychy” a tak naprawdę nie wiadomo czy wszystko działa jak należy. Nogi same wyrywają w kierunku domu.

Godzina 9:50

Rozmowa o zakupach trwa aż pod same drzwi (obaj mieszkają w tej samej klatce tylko na innych piętrach). Hellion wchodzi do domu, pospiesznie ściąga buty i wparowuje do swojego pokoju. Niczym ptak przylatujący by nakarmić pisklęta tak on wrócił, by nasycić czytnik swojej szarej konsoli. Pośpiesznie otwiera klapkę, wkłada płytę, zamyka klapkę, naciska POWER w konsoli, włącza telewizor, wybiera AV i czeka… Dźwięk towarzyszący logo SONY na białym tle, zawsze wiązał się z potrójnym biciem serca – w tym momencie czekało się tylko na czarne tło z delikatnym wykończeniem melodii.  Lecz nie tym razem. Melodia ucichła a oczom chłopca ukazało się menu.

Jeszcze nie wszystko stracone i czas na „Plan B”. Obok konsoli leżały (z wyłącznym przeznaczeniem) dwie grube książki (jedna to słownik polsko-niemiecki, a druga „Korzenie” Alexa Haleya), które w chwilach kryzysu podpierały konsole z jednej strony pod kontem między 45o a 60o. Prawdę mówiąc chwile kryzysu bywały coraz częstsze i coraz częściej przestawały być „chwilami”. Po takim ułożeniu konsoli pora na drugi test. Hellion wyraźnie zdenerwowany, przegania młodszego brata, który z ciekawości przyszedł zobaczyć nabytek. I znów białe tło, przeraźliwie długi dźwięk… i jest! Upragniony czarny ekran z logiem Playstation jak zbawienie pojawił się na telewizorze, a zaraz po nim tekst, że pirackie kopie są „be” (wszystko po angielsku, więc to pewnie nie dotyczy Polaków). Brat dostał pozwolenie na wejście do pokoju. Zasiadają razem, ale to Hellion dzierży w dłoniach pada. Na pierwszy rzut idą loga producentów i wydawców – jest dobrze. Potem zaczyna się intro, trochę przycina, Hellion podnosi lekko wyżej jeden bok konsoli, przestaje przycinać. Ekran tytułowy zachęca go by „pressnąć start”, co też pospiesznie robi.

Ładuje się pierwszy etap.

Ładuje się pierwszy etap.

Ładuje… się… pierwszy… etap….

Ładuje… się… . „Nosz kurwa, się nie ładuje!” (zaklął w myślach Hellion, co by brata nie gorszyć).

Cały w nerwach wyłączył konsolę i rozpoczął cały proces od nowa, kończąc w tym samym miejscu. Zrobiło mu się gorąco, wiedział że musi tam wrócić, odnaleźć strażnika i wytłumaczyć mu, że gra nie działa. A co jeśli go już nie będzie? Wtedy byłaby szansa, że do kolejnej soboty doczeka się pierwszych siwych włosów na 15-letniej głowie. Musiał działać. Wziął kopertkę z płytą, ubrał się i wyszedł na klatkę by domofonem skontaktować się z kolegą. Nie było łatwym zadaniem wyciągnąć kolegę z domu, który to właśnie rozpoczął rozkoszować się swoim nabytkiem. Ale się udało.

Godzina 10:25

Droga przez park była dla Helliona niczym autostrada, a każdy krok miał rozpiętość szpagatu. Po chwili (rzecz względna) byli znów na miejscu. Strażnik na szczęście nie opuścił stanowiska. Choć, widząc te same gęby, pewnie żałował, że tego nie zrobił (wiedział, że czeka go reklamacja). Na szczęście dla naszego bohatera nie było problemu z wymianą na inny tytuł (trzeba dbać o klientów). Wybór tym razem był znacznie szybszy, ponieważ znając już ofertę i mając trochę czasu (cała droga), Hellion wiedział już czego chce. Powrót do domu wyglądał podobnie jak druga wyprawa na „giełdę”. Tylko, że po niemieckich autostradach i nogami obracającymi się o 360 stopni przy każdym kroku – czyli nieco szybciej (rzecz względna).

Gra kupiona. Teraz tylko na spokojnie wrócić do domu i sprawdzić czy działa

Tym razem do testów zaproszony jest także kolega, a to dlatego żeby znów nie męczyć się z wyciąganiem go z nory. Proceder uruchamiania wygląda identycznie jak za pierwszym razem tylko, że tym razem konsola od początku stoi w pozycji ”sikającego psa”. Power -> białe tło -> czarnobiały skaczący obraz. Hellion poczuł jak opada z sił. Tym razem decydując się na grę w pośpiechu zapomniał spojrzeć na wersję (wziął grę w NTSC). Kolega się śmieje, choć nie zdaje sobie sprawy, że właśnie wygrał kolejny bilet na rajd po parku. Pomimo wyraźnego bólu nóg i rozbicia psychicznego piętnastolatek mobilizuje kolegę (i siebie) do kolejnej wyprawy. Skład zostaje poszerzony o młodszego brata by w razie skrajnego wycieńczenia fizycznego, ktoś wrócił do domu z wieścią, że „Hellion był dobrym człowiekiem i zmarł w glorii i chwale” (no i sprawdził czy gra działa).

Godzina 11:00

Strażnik widząc na horyzoncie po raz kolejny te same gęby (plus jedną nową), zaczął poważnie zastanawiać się nad swoim życiem (dziś jest pewnie zakonnikiem w klasztorze Kartuzów). Tym razem także obyło się bez problemów (dziś dostałby „lajka” na „fejsie” i subskrybcję na „jutubie”). Hellion pod czujnym okiem młodszego brata dokonał wyboru ostatecznego analizując listę tak samo dokładnie jak za pierwszym razem. Powrót do domu był równie szybki jak dotychczas tylko zajął więcej czasu (taka tam anomalia).

Godzina 12:00

Hellion wraz z bratem wchodzi do domu. Kolega poszedł do siebie tylko na chwilę, sprawdzić czy czasem mama obiadu wcześniej nie podała – ale chyba to zrobiła, bo już nie wrócił. Brat zatrzymał się przed drzwiami pokoju Helliona, chwilkę się coś przemyślał i nie wszedł do środka. To była sprawa między Hellionem, a szarym pudełkiem leżącym niewinnie pod telewizorem. Wynik tej konfrontacji mógł rzucić cień na cały następny tydzień. Było już za późno, by w razie niepowodzenia spróbować jeszcze raz. Liczyło się tylko to, co wydarzy się za chwilkę.

Godzina 12:05

Brat czeka cierpliwie na jakikolwiek znak, że wszystko w porządku. Za cienkimi drzwiami słychać jakieś dźwięki wydobywające się z głośników telewizora, lecz to o niczym jeszcze nie świadczy. Mija kolejna minuta zakończona dźwiękiem naciskanej klamki. Uchylają się drzwi, a za nimi słychać uradowany głos Helliona: „Działa! Wchodź!”.

Godzina 12:35

Grają jakieś 30 minut, lecz radość z posiadania nowej gry uciekła gdzieś przy siódmym kilometrze dzisiejszego rajdu. Po tym czasie Hellion wyłącza konsolę i czuje, że musi odpocząć. Dzień dopiero, co się zaczął a on stracił już całą energię. O 15:30 zjada obiad, a później idzie z kolegami pograć w piłkę do wieczora. Przycisk POWER w konsoli naciska dopiero w niedzielę rano.

 

Przedstawione w tekście wydarzenia wydarzyły się naprawdę, jednak w różnych odstępach czasowych i nieco innych okolicznościach. Na potrzeby tekstu zostały one przedstawione, jako jeden dzień pełen niepowodzeń.

Tagi: giełda Lata 90 piractwo

Oceń notkę
+ +10 -

Oceń profil
+ +15 -
hellion
Ranking: 2637 Poziom: 33
PD: 5313
REPUTACJA: 1337