Ech, te Niewiasty :)
Każdy z graczy, o ile jest heteroseksualny, prędzej czy później skończy/ zacznie (zależy jak patrzeć;)) życie z Kobietą, która może stanie się jego partnerką na całe życie, a wówczas ... no właśnie.
Wpis ten poświęcam wszystkim Graczom, których niewiasty w najlepszym przypadku są obojętne na nasze granie i/lub grają z nami, w najgorszym potrafią podeptać konsolę i odejść do innego faceta.
Warto przedstawić role jakie mężczyzna i kobieta przyjmują w związku. Od przyjętych ról, które dla kogoś mogą być bardziej lub mniej naturalne (zależy czy coś się z domu wyniosło zarówno na "+" jak i na "-"), zależy na jakim miejscu i pod jakim współczynnikiem priorytetu znajdzie się jedno z naszych hobby - granie oczywiście.
Poza uczuciem niezbędnym do funkcjonowania związku, ważnym jest by Kobieta miała generalizując - poczucie bezpieczeństwa. Jej celem uogólniając (mam świadomość wyjątków) - jest troska o przedłużenie gatunku (poza blichtrem jachtów, biżuterii i wczasów na Bali ;) ).
Kobieta szuka najlepszego materiału genetycznego oraz faceta, który po przekazaniu tego materiału zadba o nią jak i o potomstwo.
Facet wiadomo, chce jak najwięcej owego materiału porozdawać - ale to inny temat ;)
Jeśli z jakichś przyczyn, np. mając lat 17-20 facet chce prezentować się na dojrzałego i nie walcząc ze stereotypem gracza pokazuje, że z hobby to gra w tenisa, jeździ na nartach i skacze z bungie ;) + uprawia dowolny inny sport ekstremalny, gdzie o ekstremalnych całonocnych „posiadówkach” z kumplami przy np. DSJ Ski Jumping milczy, ukrywa przed swoją Lubą granie do momentu wspólnego zamieszkania, - generalnie bagatelizuje w jej oczach swoje hobby - to sprawa jest ciężka i są dwie możliwe sytuacje do przewidzenia. Bo w związku niczego się nie ukryje (chyba, że na odległość, czego szczerze jednak odradzam)
1. Będzie problem, "bo przecież jest tyle ważniejszych rzeczy a Ty ciągle grasz".
2. Gracz nie będzie więcej grać "bo przecież jest tyle ważniejszych rzeczy" - ta opcja jest naturalnie niedopuszczalna więc wracamy do pkt. nr 1 ;)
Jeśli Gracz wspomni od czasu do czasu, że granie sprawia mu frajdę, lubi się tak relaksować to jest zdecydowanie łatwiej, choć trzeba nadrabiać odpowiedzialnością - nauką, dobrą pracą i tym, co niewiastę przekona do tego - że utrzyma zarówno ją jak i jej dzieci - w najgorszym przypadku będzie go stać na alimenty ;)
Tutaj w sytuacji wspólnego zamieszkania już jest nieco lepiej - ale o zamknięciu się na 5 godzin w pokoju raczej należy zapomnieć, jeśli nie chce się wpaść w komplikacje.
1. Mogą się pojawić sytuacje, że Gracz będzie się ze swoim hobby chował, grał głównie wtedy jak kobiety nie ma w domu, a przy niewiaście tylko od czasu do czasu na komórce zagra czekając aż zwolni łazienkę.
2. Będzie zmuszony zrezygnować z grania w imię odpowiedzialności. - powrót do pkt. 1. :)
Jeśli ktoś powie, że granie jest jego głównym hobby i tygodniowo spędza 30-40h+ przy konsoli to ... no właśnie, wtedy najtrudniej kobietę wyrwać - bo ani nie jest się wysportowanym, ani nie robi się doktoratu (chyba, że z dziedziny związanej z grami, bardzo rzadki przypadek), i jeśli nie ma się zamożnych rodziców to w ogóle jest klapa, bo ciężko bez kwalifikacji dobrą i odpowiedzialną pracę dostać. Jeśli jakaś kobieta się na takiego gracza zdecyduje to jednego może być pewien – jej nieskończonej i bezinteresownej miłości (ma to swoje plusy;) Wtedy z graniem problemów tak długo nie będzie miał, jak długo kobieta nie stwierdzi, że miała nadzieje, ze dorośnie i się zmieni.
Bo wiecie jak to jest w małżeństwach – kobieta się hajta w nadziei, że "chop" się zmieni i go „ujarzmi”, a facet się hajta w nadziei, że kobieta się nie zmieni. Oboje się mylą ;)
Ostatni przypadek jest taki, że to kobieta jest graczem - również wtedy można 3 stadia "zaangażowania" przedstawić. Przypadek rzadko niestety (?) spotykany.
I teraz uwaga - żadnemu z Graczy nie życzę stadia w którym granie jest jej głównym hobby. Bałagan w domu, jedzenie na zamówienie (jeśli jest kasa – długoterminowo może się nie opłacać), niewyprane ciuchy i generalnie zapuszczony dom – chyba, że sam Gracz chce tym się zajmować. Poza tym - 2 konsole to minimum, bo może nie dopuścić do grania ;)
Powyższe przykłady z krótkim opisem przedstawiają jedynie pewne opcje, przy pewnych założeniach.
Każdy związek jest inny i tylko pozornie może być podobny. Relacje między partnerami również nie podlegają jakimś absolutnym regułom.
U mnie o grach była mowa od samego początku, starałem się pozytywnie przedstawiać obraz branży i przedstawiać co bardziej wyjątkowe perełki.
Jednocześnie mam świadomość, że odpowiadam za dom, za rodzinę i to, by nikomu, niczego nie brakowało. Dzięki Bogu się mi to udaje, bo mam świadomość, że jeśli rodzinie nie zapewniłbym odpowiednich warunków to i sumienie grać by mi nie pozwoliło. A już na pewno nie w takich ilościach jakbym tego chciał. Średnio wychodzi mi około 10-15h tygodniowo, w przypadku jakichś tytułów AAA wyjątkowo mi się podobających intensyfikuję ten czas. (np. Beyond Two Souls - 2 wieczory, Tomb Rider w 3 itp.). Jako, że jak każdy i ja jeszcze inne rzeczy robię dla poprawy własnego samopoczucia psychofizycznego - kilka razy wyrzut jednak już słyszałem … ale o przemierzę Infamous i konkretnym dniu wydania gry już „ostrzegłem” – to oznacza, że 3-4 wieczory mam „wolne” – to taki mój „trik”.
Jak jest u Was, z jakich trików korzystacie – czy w ogóle musicie? Czy może tylko mi się wydaje, że Graniem można czasem życie przegrać, bądź przeciwnie?
Chętnie w postach poczytam Wasze opinie, pozdrawiam!