Blog użytkownika Viqing

Viqing Viqing 23.04.2015, 17:08
Jeśli systematyczny gracz to nałogowiec, to kim jest Viqing ?
1895V

Jeśli systematyczny gracz to nałogowiec, to kim jest Viqing ?

Wprowadzenie !? Jakie wprowadzenie !?

Piszę, bo ostatnio w blogach posucha i aż żal się robi patrząc na ten dział :)


Pytacie gdzie jestem i czemu przestałem być aktywny.


Gdzie je Viqing !? 


Co do pierwszego członu pytania, to problem w tym, że sam już nie wiem gdzie jestem. Wróciłem do normalnej egzystencji (normalnej dla mnie, bo po konfrontacji z Wami wiem, że mówiąc łagodnie odbiegam od ogółu). Znowu gram, jem, gram, jem, gram i czasem śpię :)


Czemu Viqing nie pisze !?


Jeśli chodzi o aktywność na portalu, to nigdy nie przywiązywałem do tego wagi. Poziom i farmienie nie interesują mnie, a jeśli był okres w którym skumulowało się kilka moich blogów, to widocznie trwała jakaś wyjątkowa posucha w grach, albo już desperacko potrzebowałem kontaktu realnego (nawet pseudorealnego), aby kompletnie się nie zatracić :)


Czasem tak mam …


Czasem tak mam, że kompletnie zatracam granicę. Ostatnio grzebiąc po necie natrafiłem na kilka relacji osób które wyszły z uzależnienia od gier. Zauważyłem że robi się to znowu modny temat i co jakiś czas powraca jak bumerang. Śmieszą mnie takie przypadki, a raczej ich skala. Śmieszy mnie kiedy typ opisuje, że w najgorszym okresie kompletnego zatracenia potrafił spędzać z grą nawet 8h dziennie ;) Ludzie zaniedbują rodzinę, prace i studia. 8h to ja spędzałem z kieszonsolką jak miałem konsolę, albo PC w serwisie. Zaniedbanie szkoły ? Był stan, że ja nie zaniedbywałem szkoły, bo nie wiedziałem nawet, że ona istnieje. Po kilku dobach bez snu z psychiką zanurzoną w wirtualnej otchłani świat zewnętrzny przestaje istnieć.


Wyloguj się !


Kiedyś po pierwszych blogach i Waszej reakcji w komentarzach zdałem sobie sprawę z tego gdzie jestem i jaki jestem. Przestałem to traktować jako naturalny sposób życia i podjąłem desperacką próbę zmian. Starałem się ograniczyć granie i skupić myśli choćby na blogu. Pokrewny świat i choć za awatarami, to jednak realne osoby. Zacząłem znowu wychodzić na imprezy i spotykać się z ludźmi. Odbudowałem znajomości. Jestem komunikatywną osobą, więc nie maiłem z tym problemów. Nie czułem się jednak z tym dobrze. Cała ludzka obłuda, chore zależności personalne, materializm, przesadne dbanie o swój wizerunek i odbiór otoczenia skutecznie zniechęcają do takich spotkań. Przez lata abstynencji i unikania otoczenia takie cechy nabrały kontrastu i człowiek staje się na nie wrażliwy w towarzystwie. Często podczas rozmowy po pierwszych słowach wiem jaki jest cel i powód podjęcia danego tematu. Znając intencje rozmówcy odechciewa mi się jej kontynuowania. Przerywam to żartem, albo bezczelną kontrą jeśli chcę świadomi zrazić do siebie inicjatora dialogu :) Po pewnym czasie dawne nawyki i porzucony świat zaczął się o mnie upominać. Nie chcę pisać jak to się skończyło. Powiem tylko, że żona kazała mi wrócić do gier, bo ją przerażam. Nie potrafię ubrać w słowa tego co wtedy działo się z moją psychiką.


Co teraz ?


Teraz wiem, że nie jestem uzależniony. Na mój stan brak adekwatnego określenia. Uzależnieni są ludzie którzy przelewają żale w necie, że spędzają z grą kilka h dziennie. Ja spędzam w realnym życiu kilka h dziennie, a bywają dni, że nawet tego nie ma. Tylko sen i gra. Nie chwalę się tym i nikomu nie życzę takiego stanu. To obecnie patowa sytuacja do której dążyłem świadomie inicjując ją latami – całe życie. Chodzi o to, że nawet nie chcę „wracać”. To mój wirtualny „raj”. Życie które pamiętam od dziecka. W moim przypadku zapewnienie sobie podstaw materialnych do takiej egzystencji nie było trudne, gorzej z rodziną i znajomymi. Kiedy ogarnąłem materialny świat zewnętrzny i przestał mi on kolidować i kraść czas z egzystencji w grach, robiła to zatroskana rodzina i znajomi. Dzwonili, odwiedzali, zapraszali. Zaczęły mi przeszkadzać nawet rodzinne Święta i zjazdy, bo chciałem w tym czasie być w innym świecie. W tych sytuacjach zawsze zabierałem ze sobą mobilny sprzęt, szukałem ustronnego miejsca, a nawet zamykałem się w kiblu. Rodzina jednak robiła wszystko, aby nie pozwolić mi się skupić na grze i co chwilę prowokowali rozmowę której nie chciałem. Znalazłem i na to sposób. Inicjowałem konflikty. Chciałem, aby mnie znienawidzili i dali mi spokój. Byłem bezczelny, bezpośredni, wulgarny i nawet agresywny. To choć nie od razu, to w końcu przyniosło oczekiwany efekt. Czas niestety leczy rany i skrzywdzeni ludzie zapominają starając się odbudować relacje. Teraz jednak starczy jedna rozmowa ze mną aby wyjść z błędu i darować sobie wszelkie "resocjalizacyjne aspiracje" :) Ten sam schemat zastosowałem w stosunku do znajomych. Jesteście obecnie jedyną nacją z którą utrzymuję szczere relacje, ale nie jestem pewien czy to komplement ;) W oczach ogółu jestem stracony i popi....y :) Jeśli opinia skończonego gnoja ma być ceną za skuteczną „alienacje”, to proszę bardzo. Wiem, że po tym wyznaniu stracę też aprobatę wielu osób z portalu. Powiem, że jeśli to tak odbierają, to znaczy, że zostało w nich jeszcze człowieczeństwo i szanuję Ich za to. Nie chcę sztucznego poklasku i budowania jakiejś wartości wokół własnej osoby. Chcę szczerej krytyki. Nie boję się jej, bo nie zależy mi na nieskazitelnym i złudnym wizerunku w realnym świecie. Wiem, że posiadam ogrom wad i nie wypieram się tego. Ciężko abym miał pretensje do osób które oceniając mnie pisząc obiektywną prawdę i mają racje. Poza tym nawet jeśli niektórzy przesadzają i komentarze są do bólu bezpośrednie, to nie sięgają do świata Wirtualnego, a właśnie tam się zaraz przenoszę po kliknięciu „wyślij” :)


Jestem WOLNY !


Choć dla wielu powyższe stwierdzenie w kontekście wypowiedzi brzmi absurdalnie, a nawet schizofrenicznie, to jednak napisałem to świadomie i w moim przekonaniu jest ono jak najbardziej trafne, bo tak się czuję. Nie chcę innego życia. Jestem szczęśliwy. Taki byt jest dla mnie naturalny. Innego nie pamiętam i w innym nie byłbym w stanie egzystować.


 Śmiać się, czy płakać ? 


Z drugiej strony czy jest czego żałować ? Czy ludzie aktywnie walcząc z „innymi” dla ich dobra nie przeceniają swojego świata. Czy obecny świat realny jest wart żalu pominięcia okazji uczestniczenia w nim ? Czy spędzając czas w grze jestem zły, bo nie uczestniczę w budowaniu sztucznych i toksycznych relacji międzyludzkich ? Tworzenie sobie stabilnej sytuacji na rynku pracy poprzez kreowanie wyidealizowanej osoby w oczach pracodawcy, budowanie prywatnego imperium i sukcesu na krzywdzie, wyzysku i naiwności podwładnych albo uczestniczenie w głupich intrygach rodzinnych z jej całą obłudą w tle jest lepsze od "marnotrawienia" czasu i zdrowia na gry ? W zestawieniu z tym, moje "marnowanie" czasu na pasję staje się przerażająco szlachetne i budujące. Może uogólniam, ale nie oszukujmy się. Chyba każdy wie jakimi prawami rządzi się obecny „piękny realny świat”. Do wszystkich ludzi „dobrej woli” tak „szlachetnie” i „bezinteresownie” dbających w mediach o los graczy i ich ograniczony kontakt z rzeczywistością ? Kto żyje w większej fikcji Wy, czy ja ?


Dzięki jeśli ktokolwiek jeszcze tu jest :)

Tagi:

Oceń notkę
+ +70 -

Oceń profil
+ +112 -
Viqing
Ranking: 43 Poziom: 75
PD: 53950
REPUTACJA: 54130