SKLEP

Blog użytkownika REALista

REALista REALista 29.09.2017, 15:15
Piątkowa GROmada #53
697V

Piątkowa GROmada #53

GROmada obchodzi pierwsze urodziny!

drPain

Hej! Na wstępie chciałbym podziękować Realiście za zaproszenie do tego, jakże zacnego cyklu. Biorąc pod uwagę mój pracujący weekend, troszkę słabo widzę granie jakiekolwiek. Mimo wszystko wolne chwile zamierzam spędzić przy dwóch konsolach. PS4, na którym radośnie będę umierał w prześwietnym Matterfallu. A także przy miniaturowym snes’iku, gdzie królować będzie...O tym dalej :P

Matterfall [PS4]

Może zacznijmy od tego w jaki sposób o Matterfall’u w ogóle się dowiedziałem. Kilkanaście minut przed pracą, popędziłem do marketu po jakieś sympatycznie śniadanko (pizzerka, soczek i batonik). Przy kasie rzucił mi się w oczy pewien szmatławiec, o którego kupnie notorycznie zapominam. Po tych małych zakupach ruszyłem do pracy. W przerwie od obsługiwania klientów przeglądałem wspomniany już magazyn. Natknąłem się na reckę omawianego teraz programu. Przeczytałem ją i... po dziesięciu minutach miałem już swój egzemplarz.

Mega Man. Czy jest tu osoba nieznająca tej serii? Jeśli jakimś ,,cudem’’ ktoś taki się znajdzie, to polecam wpierw się doedukować, a dopiero potem wrócić do tego tekstu. Jeśli miałbym Matterfall’a porównywać do jakiejś innej gry, to właśnie do Mega Mana byłoby mu najbliżej. Mamy tu do czynienia z połączeniem gry platformowej, oraz strzelaniny. I to nie byle jakiej strzelaniny. Uroczy roz#ierdol momentami zakrawa o tak zwany bullet hell. Historia nie ma tu większego znaczenia. Idziemy, skaczemy, ratujemy cywili i strzelamy we wszystko dookoła. Cudowny odmóżdżacz.

Mordor siejemy za pomocą paru pukawek, które tak samo jak i ulepszenia, zdobywać będziemy ratując bezbronnych cywili. Ciężko jest mi się rozpisywać, gdyż kompletnie olałem szukanie tych ludzi. Przez praktycznie całą przygodę bawiłem się podstawowym działkiem i bronią rzygającą samonaprowadzającymi się rakietami. Ich celem były, chwilami zbyt duże hordy wrogich jednostek. Masakrycznie duże ilości pocisków i wybuchów, sprawiają, iż ciężko się w tym wszystkim połapać. Grając jednak na najniższym dostępnym poziomie trudności, a także wykorzystując doświadczenie nabyte w rewelacyjnym The Binding of Isaac, grało mi się w Matterfalla bardzo przyjemnie. 

Dość poważną wadą tej produkcji jest z pewnością jej długość. Całość da się zaliczyć (zależnie od poziomu trudności) w 3-5 godzin. Cholernie krótki czas potrzebny na jej ukończenie jest rekompensowany przez wysokie replayability. Do tego serio chce się wracać. Dziewięć poziomów i trzech bossów. Mało, nawet bardzo mało. Jednak zaliczenie każdego z tych etapów sprawia sporą satysfakcję. No a przynajmniej tak było w moim wypadku. Aktualnie jestem już na samym końcu tej przemiodnej przygody. Do ubicia został mi ostatni szef. O ile większa część gry trzymała w miarę równy poziom (jeśli chodzi o trudność), tak śmieć, z którym mierzymy się przed ujrzeniem napisów, wydaje się być nie do zaciukania.

Czy warto się Matterfall’em zainteresować? Jeśli tylko lubicie tego typu gry, bądź szukacie czegoś szybkiego do przejścia w przerwie od ,,poważniejszych’’ tytułów, to warto. Graficznie wygląda bardzo okej, a przygrywająca techniawa idealnie się wpisuje w całokształt. Trzeba będzie się tylko przyzwyczaić do sterowania. Jedną gałą się poruszamy, a drugą strzelamy. Pozostaje także kwestia ceny. Za fizyczny egzemplarz przyszło mi zapłacić 89zł. Absolutnie nie żałuję, lecz sądzę, iż warto poczekać na jakąś promocję. Połowa tej kwoty i można łykać bez zastanowienia.

Super Mario Kart [Mini SNES]

Przyznam, iż jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do wyścigów z Marjanem w roli głównej. Mój jedyny kontak z tą serią miał miejsce na emulatorze gameboy’a advance. Trochę się wtedy odbiłem. Nie mając żadnej stacjonarki od Big N, nie miałem okazji w żadne inne Mario Kart’y zagrać. I chyba sporo mnie ominęło. Jest godzina 2:47 ( w chwili, gdy to piszę), koło trzech godzin temu odpaliłem świeżutkiego mini snes’a. Przez te trzy godziny grałem głównie w Super Mario Kart’a... To jest genialne!

Oprawa wizualna prezentuje oszałamiająco wysoki poziom. Może troszeczkę przesadzam, ale opisywana produkcja mnie po prostu urzekła. Świetne, zróżnicowane trasy. Zaczynając od typowych kartingowych torów, przez plansze pokryte błotem/lodem, a kończąc na tych bardziej plażowych (piach i woda). Fantastyczne przeszkadzajki, czyli (znane z platformowych Mario) rury, spadające kamienie, czy biedne zwierzątka wpadające pod naszą maskę. Część torów ma swoje specyficzne, ciasne zakręty. To na nich toczyć się będą zacięte batalie z adwersarzami. Nim do nich przejdę, wspomnę tylko o udźwiękowieniu. A to trzyma równie wysoki poziom. Ryk silnika i rewelacyjna muzyka robią robotę.

Do wyboru mamy jednego z ośmiu zawodników. Są tu chyba wszystkie znane gwiazdy. Jest: Mario, Luigi, Księżniczka Brzoskwinka, Bowser, Yoshi i tak dalej. Naszą drogę do aleji sław wywalczymy sobie przy pomocy bogatego arsenału. Skorupy do rzucania, przyspieszające grzybki, skórki od banana... Taa... Przy tych ostatnich zatrzymam się na chwilę. Po wjechaniu w takie cudeńku chwilowo tracimy kontrolę nad pojazdem i zaczynamy się kręcić. Nie będę się żalił ile razy coś takiego zdarzyło mi się podczas ostatniego okrążenia, parę centymetrów od mety. Postacie sterowane przez AI potrafią zachowywać się dość agresywnie. Dzięki temu, cały czas czujemy presję. Potęguje to także radość z wygranego wyścigu.

SMK dzieli się na dwa tryby. 50CC i 100CC. Na oba przypada kilka zawodów, po (chyba) pięć wyścigów każdy. Pięćdziesiątkę udało mi się zaliczyć bez większych problemów. Natomiast setusia, to już osobny temat. Kurr... Ciężkie to. W magiczny sposób pozostali uczestnicy zaczynają popie#dalać szybciej od pewnego niebieskiego jeża. Łatwo nie jest, lecz co najważniejsze, nadal chce się w to grać.

Całość zapewne da się zaliczyć w jakieś trzy godzinki. Jestem pewien, że ten czas będzie u mnie ,,odrobinkę’’ dłuższy (nie umiem w gry). Jeśli ktoś by się mnie spytał, czy warto wracać do takiego starocia, odpowiedziałbym, że tak. Był to mój pierwszy kontakt z tą produkcją i jestem zachwycony. Czuć tu magię. Czuć, iż jest to gra z ,,duszą’’. A ostatnimi czasy mało wychodzi takich perełek. Tym bardziej więc warto do SMK powrócić, bądź też zagrać po raz pierwszy. W niedalekiej przyszłości będę musiał poważniej pomyśleć o jakiejś konsoli od Nintendo. Ja chcę więcej Mario Karta! Jeśli już ta część zrobiła na mnie tak pozytywne wrażenie, to aż boję się pomyśleć co będzie dalej. Jestem w mega pozytywnym szoku, a nawet nie spróbowałem kanapowej rozgrywki na split-screenie.

I to tyle ode mnie. Raz jeszcze, dzięki Real za zaproszenie. Mam nadzieję, że nie zaniżyłem Wam za bardzo poziomu :P

Tagi: drPain forza motorsport 7 Fox460 GROmada matterfall overwatch piąteczek piątek piątunio REALista Super Mario Kart

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +36 -

Palec Kaza wskazuje mi drogę
Oceń profil
+ +146 -
REALista
Ranking: 8 Poziom: 81
PD: 65257
REPUTACJA: 59531
Miesięcznik PSX Extreme