Blog użytkownika REALista

REALista REALista 11.09.2020, 00:06
Piątkowa GROmada #206
875V

Piątkowa GROmada #206

Długo zbierałem się do tego tekstu, ale wreszcie nadszedł dzień w którym opisze największy zawód tego roku czyli The Last of Us 2

Uczciwie przestrzegam, że cały ten tekst to jeden wielki spoiler. Będę tu omawiał fabułę i tłumaczył czemu mi się ona nie podoba (głównie chodzi o to, że jest absurdalna), dlatego jeśli nie grałeś to jest dobry moment na zakończenie czytania. No czemu to jeszcze czytasz? Napisałem, że masz skończyć. No dobra twój wybór, ale żeby nie było płaczu, że Real ci zaspoilował TLOU2.

Do The Last of Us 2 podszedłem z czystym umysłem, przed samą grą przechodząc jedynkę na przetrwaniu, aby w razie czego wyłapać wszystkie smaczki związane z pierwszą częścią, bo bez wątpienia się one pojawią. No i kilka było, ale szczerze mówiąc można je pominąć. Zaczynamy grę i okazuje się, że Ellie żyje sobie szczęśliwe z Joelem w Jackson, a czas mija jej na patrolowaniu okolic wioski i imprezach. Po niedługim czasie przyjedzie nam poznać drugą bohaterkę tej gry - Abby, która będzie sprawczynią śmierci Joela. Powiem szczerze, że Joel ginie w tak głupi sposób, że zastanawiam się jak bardzo musiał się zmienić przez te kilka lat, które minęły od pierwszej części. W jedynce był nieufny, do każdego podchodził z dystansem, do tego wiedział, że pół Ameryki chętnie widziałoby go w trumnie więc musi uważać, a w dwójce to był taki lamus, że jestem pewien, że dałby się zrobić sposobem "na wnuczka" albo "na policjanta". Po śmierci Joela zaczyna się właściwa gra czyli żądna zemsty Ellie razem ze swoją partnerką życiową Diną wyrusza do Seattle, aby dorwać Abby i jej ziomów (trzeba jeszcze nadmienić, że Joel uratował Abby życie i chyba z wdzięczności postanowiła go później za to zabić w sadystyczny sposób).

Ellie spotyka Norę. Jeden z najlepszych momentów w grze.

Jeśli chodzi o sprawy techniczne to gra to najwyższy poziom, graficznie też nie ma się do czego przyczepić i tak szczerze mówiąc, gdyby grało się tylko Ellie i zakończenie byłoby inne to można by było nawet dość wysoko ocenić te produkcje, bo fabularnie jest ciekawie. Po pewnym czasie dowiadujemy się, że Dina jest w ciąży także nie może ona brać udziału w dalszej misji poszukiwania Abby, ponieważ jest to początkowe stadium ciąży, a w tej grze tylko kobiety, które są w zaawansowanej ciąży mogą się wspinać, walczyć itd. Także dziewczyny zakładają tajną bazę w teatrze, a Ellie dla pewności zaznacza na mapie (którą nosi ze sobą) gdzie ona jest, aby w razie gdyby została schwytana przez wrogów mogli oni znaleźć jej partnerkę. Po jakimś czasie spotykamy sprawce ciąży Diny (nawet nie pamiętam jak się nazywał, ale on i tak nic nie znaczył) i przez pewien czas nam towarzyszy, nie ma co się rozwodzić nad pierwszym tłem fabularnym Ellie, bo tu jest nawet fajnie i grało się przyjemnie. Ogólnie kończy się to w taki sposób, że Ellie wraz z bratem Joela i ojcem dziecka Diny zabijają wszystkich sprawców śmierci Joela oprócz samej Abby, a Ellie gubi mapę na której wcześniej zaznaczyła gdzie się ukrywają, żeby Abby mogła ją znaleźć. Przechodzimy do tej części fabularnej której po prostu nienawidzę - zaczynamy grać Abby. Nie wiem czy ND zmuszając nas do gry nią chcieli ocieplić jej wizerunek czy sprawić, aby gracze ją polubili? Nie mam pojęcia. W każdym bądź razie nie wyszło, a fabuła Abby jest tutaj wpleciona na siłę, praktycznie nie ma ona żadnego związku z tym co działo się w czasie grania Ellie. Zaczynamy w bazie WLF (organizacja militarna do której Abby należy), która naprawdę zrobiła na mnie wrażenie - mieści się ona w wielkim stadionie futbolowym i wygląda to naprawdę niesamowicie. Przy okazji okazuje się, że WLF praktycznie składa się z samych kobiet - na siłowni więcej bab niż facetów, na stołówce też i ogólnie, gdy przechadzamy się po tej miejscówce wszędzie jest przewaga kobiet. Nasza obecna protagonistka ma strasznie wkurzającą mimikę ciała - non stop rozmasowuje sobie kark. Widocznie "kaptury" na jej barkach wymagają ciągłego masażu, po kilku minutach oglądania tego robi się to denerwujące. Zaczynamy od patrolu terenów zajmowanych przez ziomków Abby i tutaj mamy pierwszy zgrzyt, bo na patrol jedzie z nami przyjaciółka Abby, która na oko jest gdzieś w ósmym miesiącu ciąży. Myślałem, że tylko mają ją gdzieś zawieźć np. do szpitala, bo jest ona medykiem, ale jednak nie, ona bierze czynny udział w patrolu i muszę stwierdzić, że baba jest niesamowita: wspina się po linach, chodzi po rusztowaniach (nawet podczas jednego skoku solidnie przywaliła brzuchem o metalową belkę), walczy z Serafitami (główni wrogowie WLF), na końcu dostaje kulkę w ramie, ale co to dla niej i jej nienarodzonego jeszcze dziecka? Takie rzeczy w ogóle nie wpływają negatywnie na ciąże. Ołów krzepi. Brawo ND! Mistrzowie absurdu...

Fabuła Abby wlecze się niemiłosiernie. Praktycznie co chwila gdzieś zapada się podłoga i trzeba walczyć z zarażonymi. Po pewnym czasie załamujące się fragmenty terenu już nawet przestały mnie zaskakiwać i przy każdym wpadnięciu do jakiejś dziury chciało mi się ziewać. Momentem kulminacyjnym jest, gdy spotykamy Serficikie rodzeństwo, które z jakiegoś powodu Abby polubiła i postanowiła im pomóc przeżyć. Okazuje się, że jedno z rodzeństwa zostało poddane ostracyzmowi, bo jest dziewczynką, ale wydaje jej się, że jest chłopcem. Na imię ma Lev i tutaj mamy kolejną głupotę, bo Lev i jego siostra Yara uciekli z wyspy na której mieszkają Serafici ponieważ tamtejsze społeczeństwo to jakaś chora sekta i wiedzieli, że najlepsze co może go tam spotkać to szybka śmierć (chociaż lepiej na to nie liczyć, bo Serafici mają efektowne i dość długo trwające metody zabijania). W każdym bądź razie Lev postanawia tam wrócić (to po cholerę uciekali?), aby pogadać ze swoją matką mimo, że dokładnie wiedział, że matka nigdy tego nie zaakceptuje i najpewniej wyda go na śmierć. Głupota fabularna tego momentu jest rozbrajająca. Abby postanawia razem z siostrą Leva popłynąć za nim na wyspę, aby go uratować, a międzyczasie WLF przypuszcza szturm na wyspę. Siostra Leva zostaje zabita przez ludzi Isaaca Dixona, który dowodzi WLF i on sam we własnej osobie postanawia w obecności z dziesięciu swoich ludzi pogadać z Abby, żeby dowiedzieć się czemu zdezerterowała i zaczęła zabijać swoich i w tym momencie siostra Leva ożywa i zabija Isaaca rewolwerem z pozycji leżącej. Oczywiście nikt z dziesięciu żołnierzy, którzy tam byli nie zauważył, że kobieta leżąca na ziemi właśnie odzyskała przytomność i celuje z broni w ich dowódcę, bo wszyscy są ślepi. Abby i Levowi udaje się uciec z ogarniętej walkami, płonącej wyspy. Razem z Levem docierają do kryjówki, ale okazuje się, że wszyscy, którzy w niej byli są już martwi, bo Ellie ich tam wcześniej odwiedziła, ale na szczęście Abby odnalazła zgubioną przez Ellie mapę na której ta przezornie zaznaczyła miejsce swojej kryjówki w razie, gdyby zapomniała gdzie się ukryli, bo gigantyczny teatr na środku miasta jest tak mało charakterystycznym miejscem, że można zapomnieć. Abby wyrusza do teatru, aby wyrównać rachunki. Zabija tam ojca dziecka Diny, ale on był tak mało znaczącą postacią, że podejrzewam, że nawet go nie pochowali tylko go tam zostawili, strzela też w łeb Tommiemu, ale jak się okazuje on przeżyje. Po tym toczy epicką bitwę z Ellie i Diną. Po całej walce Abby postanawia im wybaczyć mimo, że miała już je obie na widelcu i grozi Ellie, że jeśli jeszcze raz ją spotka, to ją zabiję i pozwala obu dziewczynom żyć. Dojście do tego momentu trwa jakieś 25 godzin, a tak naprawdę tylko on ma jakieś znaczenie...

Chciałoby się, żeby ta rozwleczona do granic możliwości, nudna jak flaki z olejem katorga dla umysłu już się skończyła, ale nie, tak nie będzie. Teraz czas zacząć nową zabawę. Trafiamy do domu Ellie, która mieszka z Diną na strasznie zapuszczonej farmie. Ellie kompletnie nie dba o trawnik przez co zarósł jaki cholera. Ellie wyjmuje z kojca małego mongoła i trzymając go na rękach idzie do Diny, aby napastować ją seksualnie, ale ta pozostaje nieczuła na zaloty. Ellie ma stado owieczek i podczas zaganiana ich do zagrody dostaje flashbacka jak z Wietnamu i stwierdza, że musi zabić Abby, bo inaczej nie zazna spokoju. Niepełnosprawny Tommy mówi jej gdzie widziana ostatni raz była Abby, także Ellie bierze plecak, ale przed wyjściem Dina ją ostrzega, że odejdzie jeśli ta nie porzuci planu dopełnienia zemsty, ale Ellie ma to gdzieś i wyrusza. Koniec? Nie. Wracamy do grania Abby (w tym momencie chciałem wywalić tę grę z dysku). Nasza wielka jak szafa bohaterka podczas podróży z Levem zostaje schwytana przez ludzi, którzy prowadzą obóz pracy. Wracamy do Ellie. Ona też by została schwytana, ale pułapka złożona z liny i przeciwwagi przeczochrała ją po konarze drzewa przez co została ona ciężko ranna. Ogólnie straciła mnóstwo krwi wisząc głową w dół i na bank by czegoś takiego nie przeżyła szczególnie, że jest ona prawie cała zalana krwią. Gdy przychodzą właściciele niewolników, stwierdzają oni, że nie będzie z niej żadnego pożytku jako pracownika (ze względu na ranę), ale Ellie jest twarda i mimo utraty znacznej ilość krwi zabija ich, ale wcześniej wyciąga z jednego z nich informacje o tym gdzie znajduje się Abby. Głupota tej fabuły zaczyna być porażająca. Terminator Ellie wjeżdża z buta do obozu pracy gdzie zabija większość strażników. Na końcu trafia do miejsca przetrzymywania niewolników, pilnuje ich jedna kobieta, gdy Ellie ich uwalania okazuje się, że broń palna trzymana jest praktycznie w tym samym miejscu co cela dla niewolników. No tak! Ma to sens! Jeśli trzymasz gdzieś ludzi, którzy tylko szukają okazji do buntu to umieść ich cele w tym samym miejscu co zbrojownia, jak uda im się uciec to przynajmniej od razu będę mieli czym walczyć. Jeden z niewolników mówi Ellie, że Abby próbowała uciec i za kare została ukrzyżowana na plaży i żeby się pospieszyła, bo było to jakiś czas temu, a więc może już nie żyć. Ellie odnajduje Abby, która od morderczej pracy w obozie skurczyła się o kilka rozmiarów i ogólnie wygląda teraz jak wyschnięty patyk. Ściąga ją z krzyża (no w końcu przybyła żeby ją uratować...), Lev też wisi wesoło na jednym z krzyży. Abby go ściąga, następnie idą razem do łodzi, które są nieopodal zacumowane. Wtedy Ellie przypomina się, że miała zabić Abby.

Zaczyna się niesamowita walka w której Abby odgryza Ellie dwa palce (mały i serdeczny). Na końcu Ellie ją topi, ale znów ma flashback z Joelem, który trwa jakąś sekundę i postanawia wybaczyć Abby i darować jej życie. Fajnie, że mimo, że jedna wisiała na krzyżu kilka dni, a drugi straciła od cholery krwi to wciąż miały siłę walczyć. Po darowaniu życia Abby, Ellie wraca do domu w którym nie ma już Diny, bierze gitarę do ręki i zaczyna grać, ale przez brak dwóch palców strasznie fałszuje i siedzi smutna, w samotności. Koniec.

Musze przyznać, że drugiej tak durnej fabuły z tyloma absurdami ze świecą szukać. Ellie zabiła ze trzy setki ludzi i setkę zarażonych. Próbując dorwać Abby ryzykowała życie i w momencie w którym jej się udaję stwierdza, że jednak tego nie zrobi. To po co było to wszystko? Po jaką cholerę była ta cała podróż i ta cała historia? To wszystko w tym jednym momencie straciło sens. Można sobie wmawiać, że nie zrozumiałem fabuły - tak to prawda nie zrozumiałem, bo nie miała ona żadnego sensu! Nie można było dać możliwości wyboru? Kto chce niech zabije Abby, a kto nie chce niech daruje jej życie. Właśnie, dlatego gry są takie fajne, bo oferują możliwość wyboru, ale tu go odebrano. Jeśli mają jakiś plan odnośnie Abby to przecież po premierze trójki mogli by potwierdzić, że kanoniczne zakończenie było to w którym Abby przeżyła, nie raz tak się w grach robiło (np. w Infamous były dwa całkowicie inne zakończenia, ale tylko dobre było kanoniczne). Uwielbiam pierwszą część, ale dwójką zniszczyli wszystko dobre co myślałem o tej w sumie teraz już serii.

Zrobili z Joela lamusa, z Ellie psychopatkę z rozdwojeniem jaźni i z Tommiego kalekę... Przecież samo to założenie jest chore, a Abby to w ogóle jakieś nieporozumienie. Po cholerę była jej cała historia? Przecież ona nic nie wnosiła do fabuły, rozwlekała ją tylko niepotrzebnie i miałem taki moment w czasie przechodzenia tej gry, że przez trzy dni nawet na chwile jej nie włączałem, bo zwyczajnie nie chciało mi się to grać. Nuda w historii Abby zabijała fun z gry i mimo, że próbowali ocieplić jej wizerunek, pokazać, że ona też ma uczucia, to za cholerę nie mogłem jej polubić, a jej ekipa to byli jacyś socjopaci, bo oni byli święcie przekonani, że zabicie Joela, poprzedzone torturami, było słuszne, kolo dostał to na co zasłużył (najbardziej wkurzająca pod tym względem była Nora), a darowanie życia Ellie i Tommiemu to był tak wielki akt łaski, że powinno się ich za to po nogach całować (nawet Abby mówi w pewnym momencie: "darowałam ci życie, a ty tak mi dziękujesz!?!"). Gdzie jest zarąbisty tryb sieciowy z jedynki!?! Cała ta gra to jedna wielka pomyłka.

To się powinno tak skończyć...

Nie wiem co się będzie działo w trójce i dowiem się jak kupie używkę, za grosze, po kilku miechach, bo na premierę na pewno tego nie wezmę, drugi raz tego samego błędu nie popełnię. Podejrzewam tylko, że w trójce utłuką Ellie.

Tagi: GROmada piąteczek piątek piątunio REALista The Last of Us: Part II

Oceń notkę
+ +60 -

Palec Kenichiro wskazuje mi drogę
Oceń profil
+ +216 -
REALista
Ranking: 6 Poziom: 90
PD: 90414
REPUTACJA: 84968