Blog użytkownika REALista

REALista REALista 26.04.2019, 00:06
Piątkowa GROmada #134
604V

Piątkowa GROmada #134

Dziś GROmada bierze na tapetę serię Far Cry.

Witamy w kolejnym odcinku Piątkowej GROmady! Święta już za nami, ciąża spożywcza stwierdzona, czas wziąć się w garść – stawiać czoła kolejnym życiowym wyzwaniom! Żart… właśnie zrobiłam sobie drinka i siadam do pisania. W telewizorni ciągle temat strajku nauczycieli, a ja wiem, że i tak z tego nic nie będzie, a podczas świąt ani się nie przejadłam (Mama nie zrobiła w tym roku swojej słynnej sałatki, a w lodówce zabrakło kieleckiego przysmaku), ani nie wypoczęłam. Czyli norma…

W tym tygodniu postanowiliśmy skupić się dalej na produkcjach mojego ulubionego wydawcy – Ubisoft i tak jak w zeszły piątek zachwycałam się wszystkimi częściami AC tak dziś polecą ochy i achy na temat serii Far Cry. Ekscytacja już może nie będzie tak wielka jak poprzednio, ale trzeba przyznać, że ten cykl gier jest już kultowy i każdy kiedyś którąś część ogrywał.


LadyDiesel

Niestety nie miałam przyjemności ograć ani pierwszej ani drugiej części, a moja zabawa z tą serią zaczęła się od FC 3, w które ciupałam z zapałem na laptopie w długie, zimowe wieczory grzejąc sobie przy tym stópki rozgrzanym do czerwoności  zasilaczem. Wszystko miało miejsce wiele lat temu, a ja do tej pory się zastanawiam, jak ja mogłam wtedy uno: grać bez pada, korzystając z cienkiej, łamanej myszki, absolutnie nieprzystosowanej do grania, due: zdzierżyć głośny wiatrak w laptopie, który wył niemiłosiernie, tre: ograć prawie cały tytuł z PC na kolanach w pozycji „na żebraka”. Człowiek był młody i głupi… Teraz gram w tej samej pozycji, to fakt, ale przynajmniej trzymam w ręku padasmiley

Może i wiele wody w Wiśle upłynęło odkąd raczyłam swoje zmysły świetną historią, która miała miejsce na pewnej tropikalnej wyspie, ale jedno zapamiętam do dziś. Vaas… Matko moja słodka, jak Ubi to robi, że akurat w tej serii największą rolę (dla mnie) gra ten jeden główny badass. Ogrywałam wiele tytułów i prawie w każdej napotykałam przy końcu rozgrywki jakiegoś złego pana (ewentualnie panią), którego trzeba było sprzątnąć, ale jakoś nigdy nie robiło to na mnie większego wrażenia. Tutaj dostaliśmy tajemniczego psychopatę, który jest tak mega charyzmatyczną postacią, że czułam z nim więź większą niż z moim głównym bohaterem, którym był Jason (imię podpowiedział mi wujek Google, bo zapomniałam… Widzicie? Vaasa nie zapomnę nigdy! Brawo Ubi!). Jak się nie trudno domyślić, jeśli dostajemy „tego dobrego” i „tego złego”, to jeden ściga drugiego, podczas, gdy ten drugi walczy o przetrwanie. I tutaj nie jest inaczej, z tym wyjątkiem, że jesteśmy świadkami niesamowitej przemiany „ofiary”, która z młodego, imprezowicza - lekkoducha staje się prawdziwym twardzielem, który jest w stanie złapać za giwerę i bez mrugnięcia oka pociągnąć za spust. I właśnie ta przemiana jest drugą rzeczą, która przyjdzie mi do głowy, kiedy ktoś zapyta z czym mi się kojarzy FC 3.

Kolejna charakterystyczna cecha akurat tej części, o której muszę wspomnieć to muzyka. Kilka dobrych utworów sprawiło, że podczas tego mojego siedzenia „na żebraka” poczułam gęsią skórkę na ciele. Chyba nie muszę nikomu przypominać słynnej akcji z paleniem zielska – tylko ja, mój miotacz ognia i utwór „Make It Bun Dem”, kurcze… W tym momencie odpaliłam YouTube, żeby zobaczyć cała akcję jeszcze raz i efekt jest dalej piorunującysmiley Na samym początku gry, gdy grupa nieświadomych zbliżającego się niebezpieczeństwa przyjaciół bawiła się w klubie, czy kiedy szliśmy swoim protagonistą na spotkanie z wyżej wymienionym Vassem, mogliśmy posłuchać kilku piosenek zespołu DIE ANTWOORD, może nie jestem obiektywna, bo do utworu „I FINK U FREEKY” czułam sentyment jeszcze przed zetknięciem się z nim w grze, ale musicie przyznać, dobra muza (muza dobra, ale widok Vaas’a na rurze i tak zgarnia pierwsze miejsce)!

Far Cry 4 i kolejna przygoda, tym razem zamiast ciepełka tropikalnych wysp Ubi raczy nas fenomenalnym klimatem Himalajów, a dokładniej kraju o nazwie Kyrat. Główny bohater – Ajay – postanawia spełnić ostatnie życzenie swojej matki, może nie będę więcej spoilerować, ale jak w każdej części FC dostajemy tego dobrego i tego złego, który postanawia popsuć nieco szyki naszemu głównemu bohaterowi, a w rolę głównego badassa wciela się tu blond przyjemniaczek w różowym gejerku (wybacz Paganie, po świetnej roli Vaasa, nie zrobiłeś na mnie mega wrażenia). To, co akurat z tej części utkwiło mi w pamięci, to naprawdę klimatyczne miejscówki, te kolorowe wstążeczki, tamtejsze kapliczki i specyficzni ludzie. Podczas gry czuło się zapach przygody (nie, to nie był zapach przegrzewającego się laptopa, czwórkę ogrywałam już jak człowiek, z padem w ręce na konsolismiley), a latanie brzęczykiem sprawiało mega frajdę. W tej części też spotykamy Hurka – największego sympatyka małp, który, jak się później okazało przewija się gdzieś tam przez fabułę w piątej części. Bohater ten nie dość, że rzucał dobrymi tekstami to zdawał się być szalonym wariatem, który zaciekawił mnie o wiele bardziej niż kierowany przeze mnie Ajay. Możemy również podjąć próbę gry w kooperacji, a piszę tak dlatego, że po kilku takich eksperymentach dołączenia do gry kolegi, spsuło mi save’a – straciłam kasę, doświadczenie, karmę i odkrytą mapkę. Tak czy siak, żal po stracie mojego progresu w grze zranił mnie na tyle głęboko, że summa summarum nie dokończyłam tytułu, a co za tym idzie, nie dorwałam Pagana. Co gorsza nie obczyściłam mapki z 7534364746352346 skrzyneczek, co przy mojej cierpliwości i ograniczonym czasie wolnym graniczyłoby z cudem i nie zatłukłam wszystkich miodożerów, czego żałuję do dziś, bo te małe skur… czybyki kosztowały mnie nieraz sporo nerwów i uwierzcie mi, że ubicie nosorożca przy użyciu własnych pięści było nieraz prostsze niż pokonanie tegoż właśnie upierdliwego jegomościa z bazooki (nawet jakbym czołgiem na niego wyjechał nie czułbym się pewnie - dop. Real). Nie wspomnę już nawet o sytuacji, gdy przejmowaliśmy po cichu posterunek, po kolei ściągając wrogów ze snajpy z tłumikiem, aż tu nagle za uszami znajomy piszczaco - skrzeczący dźwięk miodożera… I już było wiadomo, że zajadła walka z tym zwierzem skończy się wykryciem.

Tutaj powinien być wpis o wypuszczonym na rynek w 2016 roku Primalu, ale ile razy przymierzałam się do zakupu tej gry, tyle razy polowanie na mamuty z łuku czy dzidy skutecznie mnie powstrzymywało. Gameplay z tej gry autorstwa mojego ulubionego YouTubera Sarge’a zdaje się być dla nagrywającego dobrą zabawą, ale i tak boję się, że mnie odbije. Ja nawet w Horizonie tłukłam wrogów wszystkim tylko nie z łuku. Zresztą w Destiny 2 ta konkretna broń też mi jakoś umknęła… A może warto jednak poczuć się przez chwilę jak nasz przodek z ery kamienia łupanego? Kto wie co przyniesie przyszłość. Gra aktualnie lata za groszesmiley

Cztery lata po premierze przygód w Kyracie Ubi wypuszcza Far Cry 5, jedni narzekają, że po trójce już nic nie będzie takie samo i na taką „kalkę” się nie piszą, inni czekają z niecierpliwością, a ja bez zbędnych komentarzy po prostu robię preorder jak tylko pokazuje się w moim ulubionym sklepie. I to był ten zakup z serii „niczego nie żałuję”. Pierwsze odpalenie gry pokazało, że graficznie będzie miód – podrdzewiałe pickupy stojące obok wielkich spichlerzy, małe, białe kapliczki, które skąpane letnim słońcem na ukwieconych polanach wyglądały tak niewinnie, cudne widoki zielonych lasów i błękitna tafla wody na jeziorze. Normalnie raj na ziemismiley Raj, a dokładnie rzecz biorąc Bramy Edenu. I tutaj zaczyna nam się ciekawa historia. Tym razem sami możemy wybrać sobie swojego protagonistę (w kwestii płci i ubrań), a gra nastawiona jest na kooperację (max. sześcioosobową), chociaż samemu można się również nieźle bawić, korzystając ze spluw do wynajęcia. Ubi tylko musi nauczyć się jednej rzeczy… Czemu przy kooperacyjnym ogrywaniu fabuły trofki wpadają tylko hostowi!?! Czemu!!??!!

Nie pokuszę się o stwierdzenie, że ta część ma jakąś rewelacyjną fabułę. Jest ona dobra i ciekawa, ale brakowało mi podczas rozgrywki tego czegoś… Nie wiem dokładnie czego, ale właśnie tego mi brakowało (na pewno nie widoku gościa w żółtych okularkach, któremu cieknie z nosa na jednej cutscence). Za to w tej odsłonie serii dostajemy jedną bardzo charakterystyczna postać, która jest głównym sprawcą całego zamieszania w Hope County. Chodzi oczywiście o Josepha Seed’a – przywódcę organizacji (sekty) zwanej Bramami Edenu, który twierdzi, że jest mesjaszem, wybrańcem Boga i musi ratować dusze mieszkańców, czy tego chcą czy nie. Mniej więcej do połowy rozgrywki byłam pod wrażeniem jego przenikliwego spojrzenia, opanowania i wiary we własne poczynania, później wszystko się zmieniło. Z przystojnego, dobrze zbudowanego bohatera, który może budzić odrobinę sympatii, stracił w moich oczach po jego wyznaniu na jednej cutscence - do końca fabuły dążyłam do tego, żeby wreszcie sprzedać mu kulkę z ołowiu prosto między te dwa żółte szkiełka podróbek Ray Banów. Czyli twórcy udało się na mnie wymusić pewne uczucia, to dobrze! Grało się całkiem przyjemnie, szczególnie, że dojście do głównego bossa było możliwe po likwidacji trójki jego rodzeństwa, którzy w najmniej odpowiednim momencie po sprzedaniu nam strzałki ze szprycem porywali nas do swoich miejscówek, z których to oczywiście udawało nam się umknąć. Cała rozgrywka okraszona była narkotykami i cudowną Błogością, która czasami nam, a czasami naszym wrogom robiła wodę z mózgów. Latamy, skaczemy ze spadochronem, jeździmy cysternami, rozjeżdżamy dziką zwierzynę, polujemy na znarkotyzowane niedźwiedzie, łowimy ryby, a nawet odkrywamy tajemnice Obcych. Jeśli do tego wszystkiego dodamy rzucanie koklailami Mołotova w spichlerze i szukanie skrytek Prepperskich, dostaniemy fajny kawał ciekawej przygody. Tylko krótkiej… Pierwsze przejście gry zajęło mi 33h, gdzie oprócz wyzwań Nixona wszystko odrobiłam do zera, po kolejnym – licznik na Ubisoft Club wskazał mi ich 47, w czym całe 14min spędziłam w salonie gier, jakoś mnie one nie porwały. Nie pokusiłam się też o zakup DLC i chyba dobrze zrobiłam, bo prawdziwy dodatek wyszedł dopiero w 2019 roku i mogliśmy go dorwać w pudełku.

Far Cry New Dawn, bo o tej grze (dodatku?) mowa to historia dwóch przeuroczych sióstr, które próbują przejąć kontrolę nad ludnością Hope County, po tym jak proroctwa Ojca Josepha okazują się nie być tak do końca wyssane z palca. Po zapowiedzi tej części polało się morze hejtu na te dwie główne bohaterki – a to, że brzydkie, a to, że takie niesympatyczne, a to… że nie białe.OMG, który facet chciałby sprzedać kulkę długowłosej fit piękności z miseczką D, która udzielałaby się charytatywnie, karmiłaby gołębie na Krakowskim rynku, a do tego byłaby wyrozumiałą i na tyle miłą osobą, że odpisywałaby nawet na spam?? Ubi stworzyło dwa takie wredne charakterki, żebyśmy mogli dobrze wczuć się w rolę, przecież wiadome jest to, że będziemy musieli się z nimi rozprawić za ich wszystkie występki… I jak się nietrudno domyślić, tak też się dzieje. Dojście do sióstr nie trwa długo (Mi dwukrotne przejście gry zajęło 39h), w sumie to cała fabuła opowiada o zdarzeniach z udziałem tych dwóch pań z okładki, ale ogólnie spotykamy je może ze trzy, cztery razy. Co mogło niektórych zrazić do tego tytułu to wszechobecny, zalewający nas z prawa i z lewa soczysty odcień różu i jak na początku ukwiecone, cukierkowe łąki i białe łosie robiły na mnie wrażenie, tak przy końcu rozgrywki miałam już go faktycznie trochę dość. Za to dostajemy ciekawe giwery, gdzie na przykład z ulepszoną wyrzutnią pił można w pojedynkę rozgromić całą bandę wrogów za jednym zamachem. I właśnie wyżej wspomniane ulepszenia pomogły mi posłać do piachu dwie główne bohaterki w przeciągu około 20 sekund. Fabuła niczym mnie nie zachwyciła, nie potrafiłam poczuć żadnych emocji podczas finałowej walki, ale za to spełniłam swoje marzenie z piątki i spotkałam osobę, za którą i ja i mój shotgun zdążyliśmy się stęsknić. Gra poprawna, mechanika i grafika na plus, wiem, że kolejnego Far Cry’ia łyknę na premierę, szczególnie, jeśli będzie możliwość kooperacji.

Ostatnio wpadła mi w ręce książka Far Cry „Odkupienie” – jest to prequel piątej części i stanowi fajne rozpoczęcie cyfrowej przygody z Bramami Edenu. Ja oczywiście przeczytałam ją po tym, jak ukończyłam grę, ale za to od razu miałam pod powiekami znane mi twarze wyobrażając sobie cały rozwój wydarzeń. Akcja może nieco długo się rozkręca, ale mniej więcej od połowy książki coś zaczyna się dziać, a my możemy poznać zasady działania sekty „od środka”. Polecam, szczególnie, że książka ukazała się pod patronatem medialnym między innymi portalu PPE. 

Udanego weekendu życzę, przy ostrym grillowaniu nie zapominajcie tak do końca o swoich czarnych kochankachsmiley Gry się same nie przejdą!

REALista

Serii Far Cry zarzuca się, że każda kolejna część jest kalką poprzedniej. Zmiany się zazwyczaj czysto kosmetyczne i praktycznie rzecz biorąc gra stoi w miejscu. Jest w tym sporo prawdy, ponieważ zdarzało się, że mapy z poprzednich odsłon cyklu były wrzucane do najnowszej i zostawały tylko delikatnie zmienione, żeby gracze za szybko się tego nie domyślili, ale nie zmienia to tego, że gra się w to naprawdę dobrze, a do dwóch ostatnich Far Cry’ów dodano możliwość przejścia gry w coopie co zdecydowanie wpłynęło na atrakcyjność rozgrywki.

W Far Cry 5 miałem okazje zagrać niedługo po premierze, ale powiem szczerze, że przytłoczyła mnie trochę rozgrywka. Wszędzie na mapie było pełno przeciwników i nawet miejsca, które miały być naszą bezpieczną osadą były nieustannie najeżdżane przez sekciarzy, których trzeba było zabijać, bo inaczej sami stawialiśmy się ich ofiarami. Sprawiło to, że dość szybko porzuciłem tę grę i dopiero niedawno do niej powróciłem, aby wraz z LadyDiesel ją przejść. Okazało się, że jest to produkcja stworzona dla dwóch osób. Całą kampanie dało się przejść we dwoje przez co rozgrywka była znacznie przyjemniejsza.

Gra opowiada o fikcyjnym miejscu o nazwie Hope County, w którym pewien kult pod przewodnictwem fałszywego proroka Josepha Seeda zaczyna zyskiwać na sile tak wielkiej, że nawet miejscowe władze nie są w stanie sobie z nim poradzić, a więc wysyłają szeryfa wraz z kilkoma ludźmi którzy maja za zadanie aresztować Josepha i przewieźć go do więzienia. Wszystko kończy się katastrofą i szeryf oraz jego ludzie zostają porwani przez sekciarzy, a my jako jedyni uciekamy i naszym zadaniem będzie pozbycie się proroka i jego diabolicznej rodzinki, którzy w tej miejscowości są uważani za bogów.

W tym momencie zaczyna się nasze gra. Hope County podzielone jest na trzy regiony i w każdym z nich wpływy ma inna osoba z rodziny proroka. W Dolinie Holland wpływ ma John, który jest sadystą lubującym się w wycinaniu na skórze swoich ofiar nazw ich grzechów. W każdym z regionów są poustawiane rzeczy należące do kultu, a po drogach poruszają się samochody, które przewożą najróżniejsze dobra dla sekciarzy. Im dłużej je niszczymy i wchodzimy im w paradę tym szybciej wkurzymy właściciela danego okręgu. Najpierw będzie nas łapał i wysyłał na najróżniejsze próby aż w końcu zdecyduje się stanąć z nami twarzą w twarz. Walka z samym Johnem odbywa się w przestworzach. Lata on samolotem, a jedyną możliwością zabicia go jest zestrzelenie jego myśliwca. Wtedy wyskoczy on z niego na spadochronie i będzie przed nami uciekł na pieszo. Wystarczy go dogonić i wpakować w niego serie z karabinu.

Następną osobą jest przybrana siostra Josepha, która nosi imię Faith nazywana jest też Syreną. Jest jedną z ważniejszych osób gdyż to w jej regionie (Rzeka Henbane) produkuje się narkotyk za pomocą, którego Joseph ogłupia ludzi, którzy później służą jego kultowi. W jej przypadku jest podobnie jak z poprzednim członkiem rodziny z tą różnicą, że gdy wkurzaliśmy Johna i byliśmy przez niego łapani u niego wszystkie próby ucieczki wyglądały tak samo, a w przypadku Faith wszystkie są inne i wyglądają jak narkotyczny trans po, którym Syrena nas oprowadza i tłumaczy nam jaki Joseph jest wspaniały i ludzie nie rozumieją tego, bo zawsze jest tak, że ci najwięksi nie są rozumiani przez maluczkich i próbuje przeciągnąć nas na swoją stronę. Koniec końców i ona stanie do ostatecznej walki z nami, w której zginie.

Ostatnim z rodziny Seedów jest Jacob rządzący Górami Whitetail, który dzieli na ludzi słabych czyli tych, którzy są przeciwko Seedom i silnych czyli tych, którzy są z nimi. Próby jakim jesteśmy poddawani u niego są na czas i też za każdym razem są takie same tyle, że każda kolejna jest dłuższa, od poprzedniej, gdy i on zginie wtedy dostaniemy możliwość zmierzenia się z samym Josephem.

Bardzo podobają mi się wstawki filmowe, które następują po każdej śmierci członków rodziny fałszywego proroka. Joseph siedzi w półmroku sam na krześle i opowiada o tym członku rodziny, który właśnie zginął. Mówi jak bardzo społeczność nie potrafiła zrozumieć tej osoby i jak bardzo chciał on zmienić życie innych na lepsze, uchronić przed piekłem i pomagać Josephowi w misji zbawienia ich, ale teraz zginął i osoba, która jest za to odpowiedzialna zostanie ukarana. Są to niesamowicie klimatyczne momenty i musze przyznać, że świetnie wyszło to Ubisoftowi.

W Hope County jest mnóstwo ludzi, którym Seedowie i ich kultyści zaszli za skórę i chcieliby ich się pozbyć, a więc chętnie oferują nam swoje usługi o ile najpierw my pomożemy im. W momencie, gdy wykonamy dla nich zadanie wtedy możemy zapewnić sobie ich pomoc w misji. Są to tak zwane spluwy do wynajęcia. Coś tam strzelają, ale najbardziej nadają się do podnoszenia nas gdy padniemy, albo po prostu do odwracania uwagi.

Mapa jest wielka, a przemieszczać się po niej możemy: samochodami, motorami, łodziami, samolotami i helikopterami. Podoba mi się mnogość wyboru środka transportu, a najlepszym zazwyczaj jest helikopter, ponieważ teren jest górzysty i zazwyczaj gęsto zalesiony, a więc tylko on gwarantuje szybki przelot z jednego miejsca na drugie.

Jeśli o mnie chodzi przy Far Cry’u 5 bawiłem się świetnie i mam nadzieję, że Ubisoft w następnych częściach gry będzie dawał możliwość kooperacji, gdyż najlepiej grać w to w coopie.

Tagi: Far Cry seria GROmada LadyDiesel piąteczek piątek piątunio REALista

Oceń notkę
+ +34 -

Palec Kenichiro wskazuje mi drogę
Oceń profil
+ +197 -
REALista
Ranking: 6 Poziom: 88
PD: 83707
REPUTACJA: 77651