Blog użytkownika Czarny Ivo

Czarny Ivo

Czarny Ivo Czarny Ivo 31.12.2017, 10:57
W co grałem w 2017 r. - Czarny Ivo edition
413V

W co grałem w 2017 r. - Czarny Ivo edition

Miało być po Nowym Roku, ale nie ma się co oszukiwać już nie zdążę nic przejść, lecim!

Bez zbędnego przedłużania...

Lecimy generacjami!

RETRO

Na początku wspomnę, że w tym roku doszedł do moich retro zbiorów nowy nabytek - Famicom AV. Kawał genialnego sprzętu! Mały, zgrabny, można go podłączyć kablem AV do telewizora, odtwarza zarówno gry famicomowe jak i z rodzimego Pegasusa i wszystkie w 60Hz (więc nieco szybciej niż w PALu). Do tego niesamowitą zaletą jest fakt, że działają z nim pady od oryginalnego NESa, które są niezwykle solidnego wykonania.

No, ale do gierek wróćmy. W tym roku damy w opałach miały niesamowite szczęście, bo udało mi się je wyratować z największych opresji. Ukończyłem aż 3 części gier traktujących o duchach i goblinach.

Super Ghouls 'n Ghosts (SNES)- o tej grze szerzej wypowiadałem się w recenzji na PPE jak i na RnG, więc po szczegóły zapraszam tam. Nadmienię tylko, że to jak dla mnie najlepsza część serii. Najładniejsza, dopracowana i chyba najmniej trudna. Pękła niespodziewanie w jeden wieczorek i było przy tym wiele radości.

Ghouls 'n Ghosts (SMD) - Mega Drive nie mógł pozostać bez swojej wersji przygód Sir Arthura i oto i ona! Nieco gorsza od poprzedniczki. Trochę słabsza grafika, ale przez to że kolorystyka ciemniejsza, zdaje się być mroczniejsza. Na plus możliwość rzucania pociskami pionowo w górę i dół, co bardzo pomaga w wielu sytuacjach, ale i tak trudniejsza od tej powyżej. Niestety system ulepszania zbroi uboższy niż u konkurencji, ale ogólnie bardzo dobra pozycja, warto zagrać.

Ghost 'n Goblins (NES) - niestety wersja na NESa to bez owijania w bawełnę kupa gówna. Wysoki, absurdalny niekiedy poziom trudności to jedno, a totalnie niedopracowana i nieciekawa gra to drugie. Poziomy są nudne, krótkie, nieciekawe, nic się w nich nie dzieje prócz naszej śmierci. Postać potrafi się przyciąć, przeciwnicy potrafią się rodzić na tobie nie dając żadnej możliwości obrony. WSZYSTKIE bronie totalnie bezużyteczne (tak, tak wiem pochodnia dobra na smoki) - WSZYSTKIE oprócz noża. Albo za wolne albo nie trafiają. Są tylko po to żeby cię wnerwić i utrudnić życie. W Contrze był słaby laser ale dało się nim grać, tu MUSISZ mieć nóż, jak  w Gradiusie wszystkie opcje/kulki. To była mordęga, zaszlochałem w poduszkę, obiłem pięścią regał. Zabiłem ostatniego bossa, nigdy do niej nie wrócę.

Co prawda ograne na PS3, ale dzięki reedycjom Capcomu ograłem parę klasyków. Final Fight - cały czas bardzo fajna i przyjemna gierka o obijaniu mord. Ukończyłem każdą postacią i w kooperacji z moją połówką. Najlepiej grało mi się chyba Guyem. Najgorzej Haggarem choć pile driver bardzo cieszył. Przy okazji odkryłem fajny smaczek. Jest taki trik, że po wykonaniu dwóch pierwszych ciosów combosa należy się odwrócić by go przerwać i za chwilę wrócić i znów wykonać dwa ciosy i tak w kółko aż do wykonania ostatecznie pełnej sekwencji ciosów. Pozwala to na tłuczenie przeciwników (szczególnie bossów w nieskończoność). Jakaż była moja radość gdy przypomniałem sobie że Super Combo Codiego w Street Fighter Alpha 3 właśnie tak wyglądało :D Twórcy się wzorowali na triku wynalezionym przez graczy:) fajoza!:D Oprócz tego Magic Sword.  W sumie spoko - ładna grafika, fajny motyw z ratowaniem najemników, ale jakoś wydała mi się zbyt monotonna i za długa (40 pięter!!). Pękło jeszcze Savage Bees, ale nie ma o czym wspominać, wynudziłem się ...

Następnie uratowałem jakąś księżnę pokonując w końcu legendarne Battletoads (NES). O grze pisałem dużo w komentarzach pod GROmadą, więc chyba nie mam nic więcej do dodania oprócz tego, że naprawdę ciężka, ale i zarąbista gra. Mimo, że męczyła to naprawdę chętnie do niej wracałem i wracam. Muszę jeszcze ukończyć Battletoads & Double Dragon: The Ultimate Team. Co prawda udało mi się za dzieciaka na dwóch z kolegą, ale nie daje mi spokoju, że było to tak dawno i chciałbym sam.

Jak co roku padła też Contra (NES), Super C (NES) i Jackal (NES) jednak drugiej części przygód Billego i Lance'a poświęciłem trochę więcej uwagi. Zwykle tę część przechodzę z kolegą i wiadomo, że wtedy jest łatwiej. Zastanawiałem się czy ja to jeszcze potrafię przejść solo. Pierwsze podejście było bardzo smutne bo wszystkie życia i kontynuacje straciłem już w 4 planszy. Jednak wyciągnąłem wnioski i przy kolejnym podejściu doszedłem do ostatniego bossa gry i ku mojemu zdziwieniu okazało się że da się na nim zginąć. Nie poddałem się! Do trzech razy przysłowiowa sztuka! Za trzecim podejściem przeszedłem cała grę tracąc zaledwie jakieś 3 życia. Byłem ukontentowany, mogłem podążać dalej.

Odświeżyłem też znajomość z Flintstonami i ukończyłem The Flintstones: The Rescue of Dino & Hoppy (NES) oraz Surprice at Dinosaur Peak (NES). Wcześniej stawiałem te dwie gry na równi, ale ta pierwsza jest jednak zdecydowanie lepsza. Graficznie prezentuje jakoś więcej kolorów, etapy są bardziej zróżnicowane i jest fajny smaczek pod koniec. W dwójce jest tyle fajniej, że można grać jako Barney, a reszta to średniawka.

Castlevania: New Generation (SMD) - może nie za małe pieniądze, ale w miarę okazyjnie udało mi się w końcu kupić kolejną klasyczną Castlevanię. Wcale się na niej nie zawiodłem. Nie ma tu takiej swobody jak w Castlevanii IV. Sterowanie jest raczej sztywne jak w pierwszych trzech, ale to dobrze. Dzięki temu czujemy się trochę bardziej jak w domu. Bardzo podoba mi się, że odwiedzane miejscówki nie ograniczają się tylko do zamku, a zamiast tego odwiedzamy różne zakątki Europy. Bardzo też podobał mi się system ulepszania broni, który pozwala nam utrzymać najmocniejszy oręż tylko w momencie jeśli nie damy się trafić. W ten sposób nagradza się umiejętną grę. Na plus też przyzwoity poziom trudności i jak zwykle fajnie zaprojektowani bossowie.

Gunstar Heroes (SMD) - czego innego można było się spodziewać po panach z Treasure jak kolejnej genialnej strzelanki z rozpierduchą i zniszczeniem w roli głównej. Naprawdę dynamizm zawartej tu akcji, szeroki wachlarz pukawek, złożeni i ciekawi bossowie nie pozwalają oderwać się zmęczonym kciukom od pada. Poziom trudności wzrasta z każdym kolejnym poziomem, a ostatni boss jest wisienką na torcie tego szaleństwa. Pozycja ukończona uczciwie na telewizorze, na konsoli, ale jako jedyna z całego zestawienia, na nieoryginalnym nośniku. Niestety, jest już dużo za droga :(

Udało się też ukończyć w kooperacji z kolegą dwie części ulicznych bijatyk z udziałem braci Lee. Pękł Double Dragon 2 (NES) i Double Dragon 3 (NES). Dwójka ustąpiła jednego wieczora, nad trójką męczyliśmy się się dwa albo 3. Dużo trudniejsza, ładniejsza graficznie od poprzedniczki, ale ogółem słabsza. Poziom trudności zabiera frajdę z walki i sprowadza wszystko do monotonnego powtarzania jednego ciosu. Miałem jednak do niej sentyment z dzieciństwa i trzeba było doprowadzić sprawę do końca.

Przy okazji wspomnę, że po raz kolejny przeszedłem Teenage Mutant Ninja Turtles 2: The Arcade Game (NES) i wspólnie z moją seksowną połówką TMNT: Turtles in Time (SNES) oraz TMNT: The Hyperstone Heist (SMD). Moim zdaniem mimo wszystko wersja na konsolę Nintendo lepsza, choć ta z Segi ma zdecydowanie lepszy klimat. Jednak wolę klasyczne walki na ulicy/kanałach/technodromie niż jakieś podróże w czasie, choć etap na dzikim zachodzie MIÓD!

Któregoś dnia w głowie zaczęła mi szumieć muzyczka z Darkwing Ducka (NES). Przypomniałem sobie jak dobra to była gierka. Wróciłem do domu i na wieczór sobie ją przeszedłem.

Do retro też zalicza się PSX i PS2, a więc po latach znów miałem okazję pograć w Fighting Force (PSX). Niestety trochę się zestarzał i w grze samemu trochę nudzi, jednak w dobrym towarzystwie bawi niemalże jak kiedyś. Ostatni boss pokonany.

A co się tyczy Czarnuli, to w końcu po nabyciu sprawnego egzemplarza mogłem ograć Silent Hill 2 (PS2). Przyznam, że naprawdę dobra giera. To w ogóle pierwszy ograny przeze mnie Silent w życiu i baaaaardzo różni się od tego do czego przyzwyczaiła mnie seria Resident Evil. Oczywiście na plus! Ta tajemniczość w wszechobecna złowrogość wciągnęła mnie i kolegę na 4 długie wieczory. Jestem pod wielkim wrażeniem i jeszcze jakiś czas po napisach końcowych rozmyślałem sobie o całej historii. Zdecydowanie biorę się za kolejne części.

Ze starych gierek przeszedłem jeszcze na Pegasusie Panic Restaurant. W sumie na początku przyjemna, ale ogólnie bardzo średnia gra. Do tego raczej łatwa, końcówka trochę trudniejsza. Co zabawne, taka przeciętna gra na allegro (wersja na NESa) poszła w tym roku za grube złotówki :D Ach ten przywilej posiadania czegoś rzadkiego:> 

Po tej całej starej stęchliźnie czas na trochę świeższy towar!

Zapraszam na drugą stronę.

Tagi:

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +22 -

Everybody Dance Into The Light
Oceń profil
+ +95 -
Czarny Ivo
Ranking: 60 Poziom: 72
PD: 47529
REPUTACJA: 16339