SKLEP

Blog użytkownika Czarny Ivo

Czarny Ivo
Czarny Ivo Czarny Ivo 20.02.2015, 18:39
W co gracie w weekend? #86
936V

W co gracie w weekend? #86

Zauważam pewną właściwość, że po każdym piątku przychodzi sobota, a to oznacza weekend i BĘDZIEMY GRAĆ!

Niby za oknem całkiem znośnie, ale jakby nie było jest zima. A zima to taki czas , że dobrze posiedzieć w domu, w spokoju i w coś sobie popykać przy gorącej herbatce i tak niczym emeryt wziąłem się za karty, a konkretnie Hearthstone.

 

Pewnie wielu już ziewa lub rzuca starymi pomidorami w ekran, ale kurde to naprawdę kawał dobrej gry. A przynajmniej uzależniającej.

Osobiście lubię gry ogółem, wszelakie. Nie obce są mi zarówno kości, pionki jak i gałki analogów. W czasach licealnych złapałem bakcyla na Magic the Gathering. Kilka podstawowych talii i się grało z kolegą. Potem okazało się, się że granie z innymi kolegami mija się z celem, bo zbierają od dawna, bo trzeba dokupywać karty, jakoś je ze sobą łączyć, wymieniać i generalnie dużo to kosztuje. Z bakcyla szybko się wyleczyłem, ale żałowałem, że se już nie pogram. Wiele lat później "farmuję" ja sobie w Diablo 3 i patrzę, że w zakładce Blizzarda pojawiła się jakaś nowa, DARMOWA gra. Węszę podstęp, ale zaglądam i powoli zaczynam się zachwycać.

 

 

Tak jak we wspomnianym wcześniej Magicu są kolory tak tu są bohaterowie ze świata Warcrafta, gdzie każdy z nich  prezentuje inny typ rozgrywki. Paladyn np, polega głównie na wzmacnianiu swoich żołnierzy i leczeniu się, a taki Czarnoksiężnik (Warlock) na atakach bezpośrednich i poświęcaniu swoich ludzi dla różnych korzyści. Po ukończeniu samouczka  i wbiciu 10 poziomu postaci (na tym poziomie dostajemy wszystkie podstawowe karty) zaczynamy przygodę! Możemy toczyć pojedynki z innymi graczami dla czystej rozrywki, w trybie rankingowym lub na arenie. Tryb rozrywki polega po prostu na walce z losowym przeciwnikiem. Za przegraną lub wygraną dostajemy odpowiednią ilość doświadczenia i koniec. W trybie rankingowym zaczynami od rangi 25tej i pniemy się w górę. Pierwsze 5 poziomów to takie ecie pecie, na rozgrzewkę dla każdego. Każde zwycięstwo to jedna gwiazdka, dwie gwiazdki to ranga wyżej. Nie tracimy gwiazdek za porażki, więc prędzej czy później dobijemy do rangi 20stej, poniżej której nie możemy już spaść. Za osiągnięcie 20rangi pod koniec sezonu (który trwa jeden miesiąc) otrzymujemy specjalny zdobiony rewers dla naszych kart. Dzieciaczki się cieszą, ale każdy chce się piąć wyżej. Na wyższych rangach każda porażka to gwiazdka w plecy, więc odpowiednia ilość porażek zagwarantuje nam że nie wyjdziemy z poziomu 20. A więc ranga 1 to  znaczy, że jestem super i mogę się wszystkim chwalić? Niezupełnie. Można wzbić się ponad pierwszą rangę. Wtedy dostajemy tytuł Legendy i walczymy już tylko z ludźmi o takim poziomie i już nie możemy poniżej poziomu legendy spaść. Tworzy się taki zamknięty krąg dla najlepszych o tytuł numeru jeden na serwerze. Coś co mnie nie dotyczy, bo maksymalnie udało mi się póki co dobić do rangi 16tej.

Kolejnym trybem jest Arena. Rozgrywka jest poprzedzona wyborem losowych kart, tak aby każdy miał równe szanse. Następnie czeka nas seria pojedynków. Po każdym zwycięstwie ulepszany jest klucz areny. Po ulepszeniu go na maksa lub 3 porażkach opuszczamy Arenę, a zdobyty klucz otwiera nam nagrodę. Nagrodą są dodatkowe karty, złoto i pył do tworzenia kart. Za wejście na Arenę płaci się 150 golda.

Jakie pyły?! Jakie goldy?! A no złoto to waluta w grze, którą zdobywamy za każde 3 wygrane walki (10g), za wykonanie codzienny losowych zadań (np. wygrać 2 walki daną klasą - 40-100G zależnie od rodzaju zadania). Za to złoto możemy kupić sobie talię 5 losowych kart (100g) lub właśnie wejście na Arenę. Możemy też kupować znacznie większe ilości kart za euro, które zdobędziemy w każdym osiedlowym banku.

Tu się pojawia mały problem w Heartstone, bo im więcej kupujemy kart tym większa szansa, że trafimy jakąś dobrą. A same karty możemy podzielić na zwykłe, rzadkie, epickie i legendarne. Im karta rzadsza tym lepsze daje właściwości. Nie trudno się domyślić, że kto ma dużo kasy kupuje dużo, dużo kart i rusza w bój. Ktoś kto gra na podstawkach daleko w rankingu nie zajdzie. Nie zwalam tu swojej niskiej pozycji na brak kart (w mojej talii nie mam nawet jednej karty epickiej), bo wiadomo jak ktoś ma umiejętności to i tak w miarę wysoko zajdzie, ale prędzej czy później trafi na kogoś z porównywalnymi procesami kognitywnymi i 10x mocniejszymi kartami, a wtedy dupa zbita.

 

 

Sama mechanika rozgrywki jest bardzo prosta do nauczenia, a potem mamy klasykę gatunku. Dobieranie odpowiednich kart do odpowiedniej klasy, łączenie kart w odpowiednie comba i zdobywanie doświadczenia, tego prawdziwego, poza ekranem komputera, by uczyć się reagować na poszczególne zagrania, wiedzieć jakie są priorytety w podejmowanych atakach, przewidywać co w rękawie może mieć przeciwnik.

Same karty są pięknie wykonane, konkretnie chodzi mi o rysunki i o wizualizację ich ataków i zachowań podczas rozgrywki. Postacie z kart mówią, strzelają, dymią wszystko zależnie od posiadanej umiejętności. Nawet same "stoły" tudzież pola bitwy są bardzo interaktywne i warto po nich klikać. Można np. dźgnąć panterę w oko, odpalić statek kosmiczny. Takie tam drobne smaczki.

Gra jest strasznie uzależniająca i już sam nie wiem czy dlatego, że taka dobra czy przez Blizzardowe psychotechniki. Czasami po długiej sesji z Heartstone muzyczka z menu głównego jeszcze długo gra mi w głowie do snu.

 

 

Syberia. Emeryckich uciech ciąg dalszy. Po herbatce z Hearthstone przychodzi czas na herbatkę ze staroszkolnym umarłym gatunkiem przygodówek poin 'n click.

Pierwsze moje zetknięcie z tą grą sięga czasów uczęszczania do liceum. Odwiedzałem moją starszą cioteczną siostrę i coś tam dłubała przy kompie. Okazało się, iż grała w magiczną grę o cudownym klimacie. Gdzie chodzimy po zaśnieżonych uliczkach jakiejś wioski witając do ogrzewanych ogniem chatek, w których żyją bardzo specyficzne i ujmujące na swój sposób mechaniczne laleczki. Jak się okazuje mają one długą tradycję i są wypierane przez nowoczesne elektryczne maszynki. Są już niemodne i nieco przestarzałe, ale są kwintesencją kunsztu, sztuki i dawno zapomnianych wartości. Hehe trochę ta gra jest dziś taką mechaniczną laleczką. Magiczną, głęboką grą z "duszą" w morzu dzisiejszej komercyjnej dojonej papki.

 

 

Główną bohaterką jest prawniczka Kate Walker. Przybywa ona do europejskiego miasteczka Valadilene w celu przejęcia przez amerykański koncern popularnej , lecz upadającej fabryki mechanicznych "lalek". Niestety wszystko się komplikuje, bo właścicielka umiera, a jedyny spadkobierca oficjalnie nie żyje, choć okazuje się to tylko manipulacją jego ojca, który nie mógł znieść jego wyrodnej mordy. Dowiadujemy się później, że Hans - tak nazywa się nasz "martwy" dziedzic, wyjechał daleko na Syberię i tak zaczyna się nasza przygoda.

Dziś Syberia to już pozycja kultowa i stanowi naprawdę miłą odskocznię od ciągłej akcji, trofeów, rankingów, rozdziałek i klatek na sekundę. Może ja się starzeję ale dobrze jest dla odmiany zamiast rozgrzewać kciuki rozgrzać nieco szare komórki.

 

 

No ale żeby nie umrzeć w ciszy, w kącie, przy komputerze i herbatce planuje się też trochę rozruszać. Coś wesołego!? Tak! Coś ruchowego?! Tak! Coś retro!? Tak! Czyżby.....Guitar Hero? A takiego wała! Junglebeat moim mili!

Jedna z chyba 4 gier jakie obsługują pomysłowe bongosy od Nintendo. Lecz Junglebeat nie jest grą muzyczną. To platformówka pełnym ryjem! Można w nią grać klasycznym kontrolerem, ale totalnie mija się to z celem. Wtedy biedny Junglebeat jest średnią gierką, która może się podobać. Jednak kiedy tłuczemy w bębenki to zaczyna się impreza!! Uderzamy, klaszczemy, zdobywamy pkt wszyscy się cieszymy, tylko inni domownicy nie bo robimy dużo hałasu. A przecież wystarczy odrzucić gazetę, politykę, odkurzacz i niech porwie nas muzyka, niech owładnie nami taniec!!

 

Ekhm...głównym bohaterem jest nasz ulubiony małpiszon Donkey Kong. Walczy on o miano króla dżungli. W związku z tym musi obalić innych pretendentów. Za pomocą uderzeń w bębenki i klaskania sterujemy gorylem, ogłuszamy przeciwników, zbieramy banany i strasznie się cieszymy. Jest kilka ciekawy patentów jak na platformówkę w ogóle np. wejście w bańkę wodną i manewrowanie co by "nie pęc" i nie spaść, jak i takie co dają frajdę wyłącznie dzięki bębnom, np. obalanie bossów. Niestety niektóre elementy, zwłaszcza główni przeciwnicy, powtarzają się jakby twórcom szybko zabrakło pomysłów. Ale tak jak mówiłem, nie jest to może gra wybitna, ale daje dużo frajdy, a jeszcze po bąbelkach uuuuu!! Co może być lepszego? - Marakasy i Samba de Amigo? - Hehe zamknij mordę głosie w mojej głowie ;-)

 

Na koniec tylko jeszcze wspomnę o tym, że jak co weekend będzie piwko i męczenie pegasusowego/SNESowego pada. Tym razem chciałbym się uprzeć i przejść Buckiego O'Hare. Wiem, że zaraz Jana84 powie że to prosta gra i że ją przeszedł setki razy, ale się myli :P TO ciężka męcząca gra, jak 90% gier 8bitowych. Różnica polega na tym, że niektóre stare gry znamy jak własną kieszeń bo je kiedyś długo męczyliśmy, a innych nie znamy lub znamy średnio i zderzamy się ze ścianą.

 

No a w co Wy gracie w weekend?

Tagi: Bucky O'Hare Donkey Kong Junglebeat Hearthstone syberia

Oceń notkę
+ +43 -

Thumbs of Fury!
Oceń profil
+ +60 -
Czarny Ivo
Ranking: 50 Poziom: 64
PD: 34547
REPUTACJA: 13637
Miesięcznik PSX Extreme