kwadratowy blog

squaresofter

squaresofter squaresofter 20.12.2014, 05:33
Nasze TOP50 Gier Ostatnich Lat [Najlepsza trójka].
482V

Nasze TOP50 Gier Ostatnich Lat [Najlepsza trójka].

  Nadszedł w końcu ten dzień, gdy poznacie całe zestawienie TOP50. Trwało to ponad rok. Dla niektórych to może zbyt długo, ale świadczy to tylko o tym, że w ostatnich latach pojawiło się sporo świetnych produkcji i pożegnanie się z niektórymi z nich trochę trwa.

Przypomnę jeszcze tylko jak TOP50 wyglądało do tej pory.

50.Kirby's Adventure (94 punkty, 2 głosy).
49.Xenoblade Chronicles (96,2).
48.Mafia II (96,3).
47.Spec Ops: The Line (100,4).
46.Metroid Prime 3: Corruption (103,3).
45.Max Payne 3 (105,3).
44.Dragon Age: Origins (109,4).

opis:

http://www.ppe.p(...)44_.html

 

43.Loco Roco (109,5).
42.Saint's Row: The Third (112,4).
41.Infamous (118,3).
40.Borderlands (119,4).
39.Battlefield: Bad Company 2 (124,5).
38.Hitman: Absolution (130,4).
37.Call of Duty 4: Modern Warfare (132,5).

opis:

http://www.ppe.p(...)37_.html

 

36.The World Ends With You (134,3).
35.God of War III (138,5).
34.Super Street Fighter IV Arcade Editon (140,4).
33.Catherine (144,5).
32.The Elder Scrolls IV: Oblivion GOTY (145,4).
31.Super Mario Galaxy (146,3).
30.Resident Evil 5 (149,6).

opis:

http://www.ppe.p(...)30_.html

 

29.Dead Space (155,5).
28.XCOM: Enemy Unknown (159,4).
27.Bayonetta (163,4).
26.Alan Wake (168,6).
25.Far Cry 3 (171,4).
24.Killzone 2 (175,6).
23.Assassin's Creed II (184,7).

opis:

http://www.ppe.p(...)#c705519

 

22.Mortal Kombat (185,5).
21.LittleBigPlanet (187,6).
20.The Last of Us (191,4).
19.Dark Souls: Prepare To Die Edition (193,4).
18.Metal Gear Solid : Guns of the Patriots (196,4).
17.Grand Theft Auto V (207,5).
15-16.Castlevania: Lords of Shadow, Rayman: Origins (209,6).

opis:

http://www.ppe.p(...)15_.html

 

14.Mass Effect (243,6).
13.Mirror's Edge (247,7).
12.Fallout 3 GOTY (249,7).
11.Batman: Arkham City (259,7).
10.Heavy Rain (262,8).
9.Tomb Raider (277,9).

opis:

http://www.ppe.p(...)_9_.html

 

8.The Walking Dead: Season One (285,8).
7.Deus Ex: Human Revolution (318,8).
6.Portal 2 (326,8).
5.Gears of War (359,10).
4.Wiedźmin 2: Zabójcy Królów (379,9).

opis:

http://www.ppe.p(...)_4_.html

 

A zatem, przejdźmy do najlepszej trójki naszej listy.

3.Bioshock (393,11).

  Bioshock ukazał się na PS3, X360 i PC. Został wyprodukowany przez 2K Boston, 2K Australia i 2K Marin. Jest to bardzo nietuzinkowy fps. Na czym polega jego nietuzinkowość? Na wielu rzeczach.

  Przede wszystkim akcja gry toczy się w podwodnym mieście zwanym Rapture (Uniesienie). Zostało ono wybudowane przez wizjonera, Andrew Ryan'a, którego nie potrafił zadowolić ani komunizm, ani religia, ani jakikolwiek inny istniejący światopogląd. Wybrał więc niemożliwe, czyli miejsce, gdzie człowiek miał pełnić najważniejszą rolę. Choć była to szczytna idea, to nic z jej nie wyszło, ponieważ jego dzieło szybko przeobraziło się w koszmarne podwodne więzienie, gdzie mutanci genetyczni, zwani splicerami, walczą między sobą o przetrwanie.

  I tutaj wchodzi gracz, czyli rozbitek, który cudem przeżył katastrofę lotniczą. Jedynym jego ratunkiem była wieża, widziana przez niego w oddali. Postanowił się w niej schronić. Tylko czy da się schronić w miejscu pełnym psychopatów? Nie. Dlatego on też musi walczyć o własne życie.

  Pomogą mu w tym znalezione bronie (klucz, pistolet, karabin maszynowy, strzelba, kusza, miotacz ognia, czy wyrzutnia rakietowa), które da się modyfikować oraz plazmidy, czyli modyfikacje genetyczne. To bardzo przydatne umiejętności, które pomogą protagoniście w walce oraz w omijaniu przeszkód. Prąd pomoże mu uruchomić zepsute drzwi, ogień,  pozwoli mu na topienie lodu a telekineza do chwytania oddalonych odeń przedmiotów oraz do przesuwania gruzu, blokującego przejście.

  To nie są wszystkie plazmidy w Rapture. Jest ich o wiele więcej a niektóre z nich można nawet polepszać. Jak to zrobić? Służy do tego ADAM, czyli płótno mutacji genetycznych, jak nazywa to Dr. Suchong. Piękne określenie, podobnie jak to, że plazmidy są farbami do tego płótna. Jak zdobyć ADAMa? Bardzo prosto. Wystarczy znaleźć najkruchszą istotę w całym mieście, czyli Małą Siostrę (Little Sister) i wydobyć go z niej. Jeśli chcemy uzyskać maksymalną wartość ADAMa z konkretnej siostry, to najlepiej ją zabić. Jeśli jednak nie mamy ich za mutanty genetyczne a za bezbronne ofiary szaleńców z podwodnego miasta, to możemy je uleczyć. To, czy będziemy zabijać małe dziewczynki, czy nie,  zadecyduje o zobaczeniu jednego z dwóch zakończeń Bioshocka. Podoba mi się takie patrzenie nam na ręce przez autorów. To zdecydowanie lepsze podejście niż danie na końcu jakiejś gry jednego z czterech wyborów, które w żadnym stopniu nie zależą od naszych poczynań przez całą grę a jedynie od własnego widzi mi się.

  Zapomniałem wspomnieć o jednym. Choć same siostry są słabe i nawet nie wiedzą, że służą jako fabryki do opróżniania materiału genetycznego z trupów, nazywanych przez nie aniołami, to Wielki Tatuś (Big Daddy), czyli jeden z najpotężniejszych mutantów Rapture, który towarzyszy im w wielkim kombinezonie nurka, wyposażony w potężne wiertło, nigdy nie pozwoli nam się do nich zbliżyć. Jeśli chcemy pozyskać ADAMa, to najpierw musimy uporać się z tym koszmarem.

  Czasem skończy się to tak:

Na szczęście po całym świecie gry porozrzucane są wita-kapsuły (vita-chambers), które pozwalają nam na odradzanie się, zapamiętując jednocześnie obrażenia, które zadaliśmy przeciwnikom przed śmiercią. Można je oczywiście wyłączyć w opcjach, ale w grze, w której da się zachować stan gry w dowolnym momencie (wyj. walka z ostatnim bossem) i tak nie powinniśmy mieć żadnych problemów z ukończeniem produkcji, której czasem bliżej jest do rpga niż do zwykłej strzelaniny.

  Strzelanie nie jest jedyną czynnością wykonywaną przez gracza w Bioshocku. Może on hakować sklepy, kamery, latające boty, wieżyczki strażnicze, stacje do uzdrawiania, w których gracz może się uzdrowić, może także jeść, pić alkohol, palić papierosy, tworzyć przedmioty ze znalezionych w pobliżu śmieci, przeszukiwać różnego rodzaju skrzynie, zwłoki, odsłuchiwać wiadomości ludzi, którzy mieli swoje lęki, nadzieje i plany, zanim doszło do zamieszek oraz kupować zestawy pierwszej pomocy lub do leczenia ewy, pozwalającej nam na używanie plazmidów.

  Do tego dochodzą jeszcze różnego rodzaju toniki, ułatwiające nam hakowanie, redukujące obrażenia, zwiększające siłę uderzeń kluczem, czy dodające nam zdrowie i ewę przy hakowaniu dowolnego przedmiotu. Możemy je zamieniać, podobnie jak plazmidy, w miejscach zwanych Bankami Genów.

  ADAM służy w Bioshocku również jako sposób na zwiększenie miejsc na posiadane toniki, plazmidy oraz do powiększenia poziomu zdrowia i ewy.

  Do kupowania przedmiotów pierwszej potrzeby takich jak: amunicja do broni, w tym różne jej typy (pociski przeciwpancerne, antyludzkie, elektryczne, wybuchowe, zamrażające, miny zbliżeniowe, pociski-pułapki itp.), czy przedmioty lecznicze, służą pieniądze, rozsiane po całym mieście. Dzięki nim hakujemy też natychmiastowo, bez konieczności zabawy z jedną minigrą zręcznościową.

 Miejsce akcji Bioshocka, ciekawy system rozwoju postaci i broni z wyraźną steampunkową nutką w tle, specyficzna muzyka, bardzo podobna do tego, co mogliśmy już usłyszeć m.in. w Falloutach, świetnie nagrane kwestie aktorów głosowych, prześmieszne teksty, rzucane przez paradujące po Rapture małe siostry, aparat, służący do zdobywania wiedzy o przeróżnych typach splicerów oraz psychopaci, którym staniemy na drodze, ciągła walka idei z brutalna siłą bezideowości, czy zaskakujący scenariusz, sprawiają, że Bioshock stał się nie tylko jedną z najlepszych gier ostatnich lat, ale również jednym z najlepszych fpsów stworzonych przez ludzi.

  Pomimo tego, że nie podoba mi się najbardziej zaskakujący moment fabuły (jestem w tym odosobniony) i pozbawiony osobowości główny bohater (ta rzecz została poprawiona dopiero w Bioshock Infinite), to skończyłem Bioshocka cztery razy w ciągu miesiąca, zdobywając w nim swoją pierwszą platynę w życiu. Niech to najlepiej świadczy o tym, jak produkcja 2K potrafi wciągnąć. Świata poza nią nie widziałem.

 

 

2.Red Dead Redemption (426,10).

  RDR jest piaskownicą i westernem, który ukazał się na PS3 i X360. Został stworzony przez Rockstar. Jeszcze przez zagraniem w ten tytuł, wiedziałem jak się skończy. Na szczęście mentalność osób, które spoilują jest prosta jak budowa cepa, więc poza tą jedną rzeczą, o grze nie wiedziałem praktycznie nic, czego wcześniej nie widziałem w trailerze pokazującym rozgrywkę.

  Nie wiedziałem szczególnie jednego, a mianowicie tego, że przy RDR zapomnę o GTAIV, które mnie zawiodło, o czym już wspominałem przy okazji opisu GTAV, i że po raz pierwszy raz od czasu GTA: San Adreas uznam Rockstar za jednego z najlepszych producentów gier na rynku, coś co kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia, gdy grałem w swoje pierwsze GTA w życiu, czyli Liberty City Stories, ale przejdźmy lepiej do rzeczy.

  RDR dla kogoś takiego tak jak ja, kto od małego fascynował się westernami wszelkiej maści, Tombstone'ami, Młodymi Strzelbami, Wyatt Earp'ami, Rio Bravami, a nawet trzecią częścią Powrotu do Przyszłości i całą masą innych historii o rewolwerowcach ze świerzbiącymi palcami, czy zwykłymi ludźmi, którzy stracili wszystko a za sprawą wprawy we władaniu bronią dochodzili sprawiedliwości na własną rękę, dla kogoś takiego, RDR okazał się czymś niesamowitym, marzeniem, które stało się rzeczywistością.

  Western od R* opowiada historię Johna Marstona, który zmuszony jest ścigać członków gangu, do którego sam kiedyś należał. Czemu to robi? Jest to wyjaśnione w scenariuszu. Gdy do tego dojdziemy, zrozumiemy dlaczego protagonista jest cynikiem, który nie cofnie się przed niczym, aby zrealizować swój cel. Nie cofnie się nawet przed współpracą z szarlatanami-naciągaczami, szabrownikami i innymi plugawcami. Dla niego to zupełnie nieistotna sporawa. Marston jednak nie jest jakimś superbohaterem, któremu nic nie można zrobić, co dobitnie pokazuje początek gry. Na całe szczęście wśród całego zła, które rozpanoszyło się na Dzikim Zachodzie, który coraz bardziej ustępuje miejsca najnowszym wynalazkom, takim jak kolej, kinematografia, czy telefony, znajdzie on na swojej drodze także prawych ludzi, pragnących żyć uczciwie. U takich osób zaciągnie długi wdzięczności, które będzie musiał spłacić.

  To tyle na temat zarysu fabuły. Oprócz wątku głównego, w westernie od R* jest jeszcze sporo do roboty. Praca nocnego stróża, gra w oczko, kości i pokera, szukanie skarbów, rzucanie podkowami, pojedynki z innymi rewolwerowcami, siłowanie się na rękę, stukanie w stół nożem pomiędzy palcami, polowania na zwierzęta, zbieranie roślin, ratowanie przypadkowych osób z opresji, napady na pociąg lub bank, próby łapania okolicznych przestępców, za którymi wystosowano list gończy oraz wyzwania. Kurczę, możemy nawet pójść do saloonu i zrobić rozróbę, o czym marzyłem od bycia małym knypkiem. To znaczy teraz wcale większy nie jestem, ale marzenie to marzenie, więc nic innego się nie liczy.

  Oczywiście mamy też dostęp do sklepów, w których zaopatrzymy się w broń, bo okoliczna fauna jest równie niebezpieczna co zwykli rewolwerowcy, a w jakiś sposób trzeba się bronić. Krawiec uszyje nam nowe stroje a u lekarza kupimy zapasy medyczne.

  Każdą misję fabularną da się powtarzać niezliczoną ilość razy, jeśli chcemy poprawić swoją ocenę i na szczęście nie każda polega na dojechaniu na koniu z punktu a do punktu b i wystrzelaniu wszystkiego co się rusza. Do tego dochodzą jeszcze spotkania z nieznajomymi, które czasem mają nieoczekiwany finał. W nich szczególnie czuć typowy klimat rockstarowski, choć czasem skończą się one zadumą nad sensem życia, co najlepiej pokazuje ich niezwykłość.

  W RDR miałem też do czynienia z jednym z najlepszych momentów w moim życiu gracza. Było to wtedy, gdy dotarłem do Meksyku. W grze nie ma praktycznie muzyki. Od czasu do czasu słyszymy jedynie pogwizdywanie, nadające uroku i klimatu, ale gdy usłyszałem poniższy kawałek, to chciałem, żeby czas zatrzymał się na wieki i żeby ta piękna chwila trwała całą wieczność.

W takich momentach jestem pełen podziwu dla twórców gier. Zamurowało mnie i stałem jak wryty. Rockstar jest wielki, pomyślałem.

  Potem nadszedł koniec RDR, będący całkowitym zaprzeczeniem większości historii wymyślonych przez to studio. Pomimo nie grania w pokaźnych rozmiarów dodatek, pomimo tego, że nie byłem za dobry w trybie multiplayer, choć lubiłem czyścić z jakimiś graczami siedliska pełne agresywnych rewolwerowców, pewne się stało, że mam do czynienia z produkcją wybitną, a że R* zajmuje się przede wszystkim GTA, to będę za nią tęsknił, tak jak tęsknię za każdym westernem, którego widziałem a przypadł mi do gustu.

 


1.Uncharted 2: Among Thieves (430,10).


 

  Zwycięzcą naszego zestawienia zostaje Uncharted 2: Among Thieves, które zostało wyprodukowane przez Naughty Dog specjalnie na potrzeby PS3.

  Słyszałem, że Uncharted 2 to przygodówka, wzorowana na serii Tomb Raider. Niby tak, ale frywolna atmosfera tej produkcji każe mi ją raczej postawić bliżej legendarnej trylogii przygód z Indianą Jones'em w roli głównej.

  Sama mechanika rozgrywki czerpie zaś garściami z serii Gears of War. Płynne przechodzenie pomiędzy osłonami, strzelanie zza nich na ślepo, czy przeskakiwanie nad nimi, promień pokazujący tor lotu granatów, autoregeneracja zdrowia albo wybór posiadanej broni bezpośrednio z krzyżaka na padzie dobitnie to pokazują. Obie te gry różni jednak klimat, zdecydowanie ważniejsza rola kobiecych postaci w Uncharted 2, możliwość wdrapywania się po ścianach przez Drake'a, zwisanie z jakichś trudno dostępnych elementów otoczenia, czy widowiskowość i proste zagadki.

  W Uncharted 2 gracz już na samym początku dostaje z buta w twarz, potem spada na niego fortepian, stado słoni i hipopotamów, a później cały pociąg. No może trochę poniosła mnie wyobraźnia.

  Choć gra ma już swoje na karku, to skrypty zastosowane w Among Thieves kładą na łopatki większość produkcji dostępnych na rynku, a w czasie, gdy kontynuacja Drake's Fortune pojawiła się na rynku, był to poziom wykonania i dbałości o szczegóły nieobecny w innych grach konsolowych. Przez całą generację chodziły słuchy o ciężkim programowaniu Cella na PS3, który był uważany za jakiegoś nieujarzmionego potwora. Tymczasem psiaki zrobiły to, co zawsze robią, wycisnęły z kolejnej konsoli Sony 110% mocy. Jak oni to robią? Nie wiem, ale dali radę.

  Drake jest mokry po wyjściu z wody, ma śnieg we włosach, zostawia za sobą zaspy a biały puch pokrywa nogawki jego spodni. Jak nasz łowca skarbów jest zakrwawiony, to wygląda tak, jakby się miał zaraz przekręcić ze dwa razy, a jak rzuci tekstem do Flynna, że ten, mając dwie ręce, nie byłby w stanie znaleźć własnego tyłka, to mamy U2:AT w pigułce.

  U2:AT to nie tylko oprawa graficzna na najwyższym poziomie, to nie tylko barwne postacie, takie jak seksowna Chloe, stary Victor Sullivan, nudna blondyna, której imienia nie pamiętam, czy stuknięty Lazarevic, to także świetne miejscówki i akcja, która wgniata w fotel. Tureckie muzeum, wioska w Nepalu, przeróżne świątynie, jaskinie pokryte lodem itp. Miasto, które wygląda jakby przed chwilą zostało zrównane z ziemią tak właśnie wygląda. Poszarpane wybuchami budynki, pourywane sufity, dziury w jezdni wypełnione wodą, ciężarówka próbująca staranować Nate'a (ukłon autorów w stronę fanów Crasha), ścigający go śmigłowiec szturmowy, który robi z drogi jego ucieczki ser szwajcarski, gruba akcja na pociągu, czy próba wydostania się z niego, gdy wagony zwisają nad przepaścią, to tylko szczypta niesamowitych przygód Drake'a.

  Przygody te nie tylko strzelanie, bo poza szeregiem różnego rodzaju pistoletów, karabinów maszynowych i snajperskich, strzelb, czy wyrzutni rakietowej, główny bohater może spróbować wyeliminować dybiących na jego życie najemników po cichu. Otwarta wojna wcale spacerkiem nie jest, bo przeciwnicy próbują go zachodzić z boku, rzucają w jego stronę granatami, więc siedzenie w jednym miejscu i zabijanie spokojnie jednego po drugim zza osłony nie wchodzi w rachubę, tym bardziej że również jego towarzysze mogą znaleźć się pod ostrzałem. Poza zwykłymi przeciwnikami, są jeszcze tacy, którzy używają tarcz, tacy, którzy strzelają z cekaemów, a nawet niezwykłe śnieżne potwory.

  Poza strzelaniem, walką wręcz, czy okazjonalnym skradaniem się, są także momenty, gdzie musimy ruszyć trochę głową albo zwyczajnie uciec przed przeważającymi siłami wroga. W kampanii dla jednego gracza szukamy również skarbów, ale jest to sprawa raczej drugorzędna i jeśli nie chcemy się tym zajmować, to przez grę przejdziemy jak burza.

  W Uncharted 2 dodano tryb dla wielu graczy i kooperację polegającą na pokonywaniu fal przeciwników, ale nie zauważyłem w nim nic wyjątkowego. Podział na drużyny, szukanie skarbów wzorowane na zabieraniu flag i przede wszystkim konieczność zakupu dodatku w celu dostępu do wielu trofeów sieciowych skutecznie zniechęciły mnie do przyjrzenia się mu bliżej. Dla mnie U2 to ostra jazda bez trzymanki i dwuznaczne dialogi Nate'a z Chloe w kampanii a nie czekanie kilka minut zanim tryb wieloosobowy raczy się w ogóle załadować. Na dodatek nie umiem w niego grać, więc jak chcecie się o nim dowiedzieć więcej, to pogadajcie z mikiem, czy kimś innym, kto wie gdzie jest lufa w karabinie.

  Potrzebowałem takiej gry jak U2, by zapomnieć o mojej pierwszej peestrójce, która wyzionęła ducha w okolicach premiery przygód łowcy skarbów, lubiącego gadać samemu ze sobą.

  Jedyne co nie pozwala mi zaakceptować U2 jako gry wybitnej, to moja tęsknota za Crashem, którego dalej uważam za największe osiągnięcie w historii Naughty Dog, ale to temat na inny wpis. Among Thieves to kolejna już gra tego zasłużonego studia, która pokazuje, że bez względu na generację, oni ciągle robią jedne z najlepszych gier na rynku, które pretendują do miana gier generacji. Tu wszystko wydaje się zapięte na ostatni guzik. Historia w formie retrospekcji, polski dubbing nadający grze i bohaterom swojskości oraz muzyka, muzyka, na którą nie zwracałem nigdy uwagi, dopóki nie zatęskniłem trochę za tą efektowną produkcją. Sprawdźcie zresztą sami.

Wyobrażacie sobie ten tytuł bez tego utworu? To może sprawdźmy jeszcze pewien trailer, który wyrwał mnie kiedyś z kapci a lepsza od niego okazała się jedynie sama gra.

 

 

Podsumowanie.

  Chciałbym podziękować wszystkim głosującym i ciekawskim, którzy byli z naszą listą przez ostatni rok.

  Zasady głosowania były brutalne i doprowadziły do bratobójczych walki pomiędzy dwoma częściami Dead Space i Mass Effecta, Demon's i Dark Souls, grami z serii Mario, czy GTA. W pewnym momencie dwa ME miały taką samą ilość głosów i punktów i dopiero ostatni głos zadecydował o tym, która część trafi do zestawienia. Żaden z tych tytułów nie zyskał na takiej walce, a dwóm Zeldom zabrakło jednego punktu, aby trafić na ostatnie miejsce w rankingu. Czasem jest trudno zadecydować, która gra z danej serii jest najlepsza, ale w takiej samej sytuacji były również Gearsy, Asasyn, Bioshock, czy Uncharted a nie było żadnych szans, żeby do TOP50 weszły inne części tych marek od tych, które się w nim znalazły. Czasem jakaś część danej serii góruje nad innymi i osiąga pułap niemożliwy do zdobycia dla kolejnych części, stąd taki a nie inny wynik.

  Niskie miejsce GTAV i TLoU są wynikiem tego, że głosowanie zorganizowałem w miesiącu, w którym miały premiery i ograło je jeszcze mało osób.

  Największym zaskoczeniem są dla mnie wysokie miejsca dla Mirror's Edge, Tomba i TWD. Ten ostatni tytuł znalazł się w naszym rankingu, bo zapomniałem podać w zasadach głosowania, że nie głosujemy na gry niezależne, ale jak zobaczyłem, ile dostał od Was głosów, to nie mogłem go od tak wyrzucić. Nie ważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy, chciałoby się rzec.

  W TOP50 znalazły się gry z Polski, Niemiec, Czech, Danii, Holandii, Szwecji, Finlandii, Hiszpanii, Anglii, Kanady, Stanów zjednoczonych, czy z Japonii, więc byliśmy wszędzie tam, gdzie działo się coś ciekawego w świecie gier.

  Zorganizowałem to głosowanie, bo chciałem poznać gust innych graczy oraz sprawdzić to, jak daleko zajdą moje ulubione gry. Nie spodziewałem się jednak, że w wyniku tego przedsięwzięcia zrobię swoje pierwsze fatality, zacznę strzelać hadoukenami na prawo i lewo, no i zgram w o wiele więcej gier, niż planowałem. Poza Kirbym (na usprawiedliwienie mam to, że ograłem na 100% Kirby's Epic Yarn), skończyłem każdą grę z TOP50, w co sam nie do końca wierzę.

  Pomogliście mi w pożegnaniu się z odchodzącą powoli siódmą generacją, za co jestem Wam bardzo wdzięczny. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się zrobić coś takiego i pewnie ostatni.

 

 

Pozdrawiam wszystkich i życzę Wam Wesołych Świąt, nawet tym, którzy ich nie obchodzą.

Tagi:

Oceń notkę
+ +42 -

W co gracie w weekend?
Oceń profil
+ +221 -
squaresofter
Ranking: 14 Poziom: 82
PD: 69773
REPUTACJA: 65602