SONY rezygnuje z gier na płytach. Co o tym myślę jako osoba z branży i jaka czeka nas przyszłość.
Tydzień po ogłoszeniu przez Rockstar Games, że Grand Theft Auto VI nie znajdzie się na fizycznym nośniku (przynajmniej w dniu premiery - o czym napiszę w osobnym wpisie), tym razem SONY wyprowadza kolejny, jeszcze mocniejszy cios w fanów wydań fizycznych, całkowicie rezygnując z jakichkolwiek nośników od 1 stycznia 2028 roku. To informacja, która być może nie jest szczególnie zaskakująca, ponieważ wielu z nas podskórnie czuło, że prędzej czy później do tego dojdzie. Zaskakiwać może jednak fakt, że jako pierwsze ogłasza to właśnie SONY - firma, której gry w pudełkowych wydaniach wciąż sprzedają się całkiem nieźle. Równie zaskakujący jest termin wprowadzenia tej zmiany. Rok 2028 wydaje się bowiem znacznie bliższy, niż większość z nas przypuszczała. Zapraszam Was na bloga z przemyśleniami na gorąco osoby, która siedzi w tej branży od 13 lat i widziała już chyba wszystko.
CZY SONY KŁAMIE?
Zacznijmy od jednej informacji, którą podało SONY. Otóż wszystkie te zmiany nie mają dotyczyć gier wydanych przed 1 stycznia 2028 roku. Tylko co to właściwie oznacza? Czy wydawcy będą mogli 2 stycznia 2028 roku zlecić produkcję, dajmy na to, Grand Theft Auto V na PlayStation 4 albo Borderlands 4 na PlayStation 5? A może jednak nie - ponieważ tłocznie, w których produkowane są gry na konsole PlayStation, zostaną definitywnie zamknięte lub ich działalność zostanie radykalnie ograniczona?
Musicie bowiem wiedzieć, że w przeciwieństwie do Microsoftu/Xboxa, który nie posiada własnych tłoczni i zleca produkcję gier różnym firmom w Europie (w tym również w Polsce), gry na PlayStation objęte są produkcyjnym monopolem. Wszystkie nośniki od czasów pierwszego PlayStation powstają w należącym do SONY kompleksie DADC w Salzburgu w Austrii. To właśnie tam wszyscy wydawcy zlecają produkcję gier na europejski rynek i nie ma innej możliwości pozyskania nośników dla konsol PlayStation.
Skoro więc kompleks nadal będzie funkcjonował, to dlaczego wydawca nie miałby móc zlecić produkcji gry wydanej już w 2028 roku na konsole PS5? Jaką różnicę dla SONY robi to, czy tytuł ukazał się 31 grudnia 2027 roku, czy 2 stycznia 2028 roku? Z technologicznego punktu widzenia (przynajmniej w przypadku PS4 i PS5) nie zmienia to absolutnie nic. Skoro to wydawca finansuje cały proces produkcji, trudno znaleźć powód, dla którego SONY miałoby odmówić realizacji takiego zamówienia. Nie wiem w ogóle czy wiecie, ale wciąż produkuje się gry na Playstation 3 i nie ma z tym żadnego problemu. No....jeszcze.
Moim zdaniem jednak takiej możliwości nie będzie. Sądzę, że SONY zlikwiduje całą fabrykę albo przynajmniej znaczną część jej infrastruktury i od 1 stycznia 2028 roku nie będzie już można zlecić tłoczenia żadnej gry - również tych, które od lat znajdują się na rynku. Oznaczałoby to, że cały nakład zamówiony do końca 2027 roku będzie ostatnim, jaki trafi do sklepów. Później nie pojawią się już żadne dodruki.
Mam całkiem duże przeczucie, że właśnie tak to będzie wyglądać. SONY całkowicie zakończy produkcję fizycznych wydań gier na PlayStation - także tych wydanych wiele miesięcy lub lat wcześniej. Wydawcy po prostu nie będą mieli gdzie zlecać ich produkcji, a japońska korporacja raczej nie zdecyduje się na outsourcing podobny do tego, z którego Xbox korzysta od lat.

CO TO OZNACZA DLA GRACZY?
Ortodoksyjni fani pudełek dostali właśnie ostateczny cios w szczękę i są praktycznie policzeni. Dla nich branża gier w ostatnich latach powoli, acz systematycznie, odbierała kolejne elementy tożsamości - papierowe instrukcje, płyty, na których często znajdował się już tylko instalator, różnego rodzaju zabezpieczenia DRM czy w końcu kody w pudełkach, które przecież nie są żadną nowością i od lat funkcjonują na rynku fizycznej dystrybucji. Do tej pory wydawcy mieli jednak możliwość dystrybuowania swoich gier fizycznie i mogli robić to w dowolnie wybrany przez siebie sposób. Dzięki temu mogły istnieć firmy takie jak Limited Run Games, które po dogadaniu się z różnymi podmiotami wydawały w pudełkach gry, które w innym przypadku prawdopodobnie nigdy by się w takiej formie nie ukazały. Ale dlaczego było to możliwe? Bo było je gdzie wyprodukować. Był wybór dla każdego.
Teraz wyboru już nie będzie. SONY nie da możliwości wyprodukowania czegokolwiek. Nawet jeśli znajdzie się wydawca, który będzie chciał wydać swoją grę na nośniku, nie będzie mógł tego zrobić, bo SONY nie przyjmie jego zamówienia. To wszystko oznacza, że ortodoksyjni gracze zostali zaatakowani całkowicie i bez wyjątku, ponieważ żaden z potencjalnie interesujących ich tytułów nie zostanie wydany w takiej formie, jakiej by oczekiwali.
A co z resztą? Bo przecież nie jest tak, że zaatakowano fizyczną dystrybucję w momencie jej rozkwitu. Nie jest też tak, że SONY zabija coś, co dominowało na rynku, i absolutnym gwałtem zmusza nas do przejścia na cyfrę. Nie. Gry na płytach są w odwrocie. Sprzedają się coraz gorzej i widać to w całej branży handlowej - zarówno internetowej, jak i stacjonarnej. Ludzie w ogromnej części przeszzli na cyfrę, bo ta jest wygodna, szybka i dostępna od razu. Podpinasz kartę do sklepu, płacisz, pobierasz i grasz. Tak naprawdę im lepiej zarabiasz i im lepszą masz infrastrukturę internetową, tym łatwiej dojść do wniosku, że płyty są po prostu problemem - zwłaszcza jeśli utożsamiasz się z ekologiczną retoryką.
Takim ludziom jest to w zasadzie obojętne, ale czy oni mogą coś zyskać na tej decyzji? Moim zdaniem odpowiedź brzmi: tak. Mogą zyskać tańsze cyfrowe gry, bo - jak twierdzi SONY - w sklepach nadal znajdziemy pudełka, tylko zamiast płyt będą w nich kartki z kodem. Oczywiście to wciąż mało ekologiczne rozwiązanie, ale jest szansa, że przynajmniej zużyje się mniej plastiku. Koniec końców takie klucze będą podlegały normalnym mechanizmom rynkowym, więc zawsze znajdzie się sklep, który sprzeda je kilka złotych taniej. No i oczywiście zostaną jeszcze „kluczykarze”. Oni na pewno zaoferują Wam nieobciążone VAT-em kody wyciągnięte z tych pudełek i sprzedawane na różnych serwisach, takich jak G2A czy Kinguin. Spójrzcie na GTA VI - już teraz można kupić je za około 55 euro po różnych zniżkach. Tak to właśnie będzie wyglądać i dla mniej ortodoksyjnych klientów wciąż będą dostępne opcje na trochę tańsze granie. Oczywiście te możliwości mocno się ograniczą, chociażby przez brak rynku używanych gier, ale nie jest tak, że przynajmniej przez jakiś czas nie będzie absolutnie żadnej alternatywy dla pełnej ceny.
Pozostaje jeszcze pytanie, czy SONY da graczom jakąś marchewkę, która choć trochę złagodzi odbiór tej decyzji. Może jakiś system odsprzedaży licencji? Może lepszą politykę zwrotów? A może pozwoli dzielić bibliotekę z większą liczbą konsol, wracając częściowo do rozwiązań z czasów PS3? Czas pokaże, ale wydaje mi się, że pod względem PR-owym będą musieli jakoś to rozegrać, żeby przynajmniej na jakiś czas uspokoić nastroje.

CO TO OZNACZA DLA SZEROKO ROZUMIANEGO HANDLU GRAMI?
Małe, lokalne sklepy z grami będą miały bardzo ciężko, bo dla nich głównym biznesem są używki. Na nowych egzemplarzach marża jest zbyt mała, by przy dzisiejszych kosztach i poziomie zainteresowania taki biznes mógł się jakkolwiek spinać. Jeśli nie będzie nowych wypustów - nawet starych gier - takie firmy zaczną się albo całkowicie zamykać, albo po prostu zwalniać ludzi. A nawet jeśli starsze tytuły nadal będą produkowane, to sklepy napędzają przede wszystkim nowe premiery, bo ile można sprzedawać GTA V? W pewnym momencie ten model się wyczerpuje, a żeby zrekompensować straty w innych obszarach, ceny tych gier również pójdą w górę. Koniec końców nic dobrego w tym temacie się nie zapowiada.
Trochę lepiej będą miały internetowe sklepy specjalistyczne i sieci handlowe. Tam zawsze znajdzie się jakiś klient, który z jakiegoś powodu będzie chciał kupić ten plastik z kuponem w środku (czy cokolwiek wymyślą przy okazji PS6). Dobrym argumentem może być właśnie cena - jeśli w PSN gra będzie kosztowała 359 zł, a w „pudle” 339 zł, to zawsze będzie to jakaś opcja na choć odrobinę tańszy zakup. O ile oczywiście osoby te nie pójdą do kluczykarzy. Te biznesy, jeśli będzie je na to stać, prawdopodobnie już w ciągu najbliższego półtora roku zaczną maksymalnie towarować się w gry, które potencjalnie interesują klientów, tak by zgromadzić jak największe zapasy przed ewentualnym całkowitym zamknięciem produkcji w 2028 roku. Wtedy na pewno pojawią się też wyższe marże, bo jak wiadomo - całkowite wycofanie czegoś z rynku i ograniczona podaż automatycznie podnoszą ceny.
Dlatego wszystkim zainteresowanym pudełkami radziłbym przyspieszyć zakupy, bo raczej taniej już nie będzie - a wręcz przeciwnie, będzie tylko drożej. Kwestia czasu.
Dystrybutorzy póki co będą radzili sobie tak jak dotychczas, bo co za różnica, czy w pudełku jest kod, czy płyta. Właściwie otworzy się przed nimi nowy rynek zbytu, bo rynek kluczy do gier jest ogromny, a to właśnie kluczykarze są jednymi z największych beneficjentów tej decyzji. Cała grupa resellerów właśnie otworzyła szampany, bo to oni dostaną towar, który później będą mogli sprzedawać tu i tam, kpiąc sobie z systemu podatkowego. To im najbardziej wzrosną obroty i choć na pewno pojawią się jakieś limity (GTA VI w formie „code in the box” nie ma na rynku aż tak dużej dostępności, jak mogłoby się wydawać), to jednak dotychczas PlayStation było przez nich słabo spenetrowane ze względu na brak oficjalnej dostępności kluczy. Teraz to się zmieni.

CZY TU CHODZI O PIENIĄDZE I KONTROLĘ?
No oczywiście, choć ja sądzę, że te używki naprawdę nie są takim problemem, jak niektórzy mogliby sądzić. To oczywiście są jakieś pieniądze, które uciekają zarówno SONY, jak i wydawcom z systemu, ale dzieje się to głównie w krajach słabiej i średnio rozwiniętych. Na dużych rynkach wymiana gier czy ich dalsza odsprzedaż nie jest szczególnie duża. Wynika to zarówno z moich rozmów z różnymi sklepami w różnych krajach, jak i z wertowania grup czy stron aukcyjnych na Zachodzie, gdzie - choć taka możliwość istnieje - opcja dalszej odsprzedaży lub wymiany gier nie jest specjalnie popularna. Nawet w takim kraju jak Polska jedna kopia robi dziś zdecydowanie mniejszą wycieczkę po ludziach niż kiedyś. Pamiętam, gdy zaczynałem w tej branży i Uncharted 2, Uncharted 3 czy GTA V potrafiły rotować między 50–60 klientami. Teraz dość szybko takie tytuły znajdują gdzieś swój stały dom.
Większym problemem są pieniądze, które samo SONY uzyskuje z gier w dystrybucji fizycznej. Oni poza skromną opłatą licencyjną nie dostają z tej kopii praktycznie nic (może ogólnie, a nie grach SONY). To nie jest PlayStation Store, gdzie zaraz po zrealizowaniu płatności wpada im na konto 30%.
Kolejna kwestia to podaż. Japończycy w zasadzie nie limitują liczby wyprodukowanych egzemplarzy jednej gry, a to najczęściej jest powód dysproporcji cenowych między sklepem cyfrowym a fizycznym, gdzie obowiązuje całkowicie wolny rynek. Na tym rynku cena sugerowana jest dokładnie taka sama jak w cyfrze, ale duża konkurencja powoduje zajeżdżanie cen, co moim zdaniem wydawcy powinni w pewien sposób ukrócić, a nie robią tego z tylko sobie znanych powodów. Nie ma co ukrywać, że choć dla klienta taka sytuacja jest oczywiście pożądana, to jednak wiele mechanizmów stojących za ustalaniem cen w tradycyjnym handlu jest dość patologicznych i upatrywałbym w nich jednej z przyczyn krzywego patrzenia SONY na fizyczną dystrybucję. Wydawcy natomiast nie robią z tym nic, choć na pierwszy rzut oka również nie wydaje się to dla nich szczególnie korzystne. Czemu tak jest to rozmowa na inny czas, ale dostrzegam tu problem.
Ucyfryzowanie dystrybucji rozwiązuje wiele problemów dla SONY i potencjalnie zapewnia im więcej pieniędzy. Wszystko to oczywiście pod warunkiem, że wszyscy, którzy kupują pudła, przejdą na cyfrę, albo przynajmniej ich większość. Bo musicie zapamiętać jedno: SONY z PlayStation wyciąga dziś pieniądze głównie z PlayStation Store. Cały ten biznes oparty jest na prowizji od każdej sprzedaży i w tym systemie potrzebna jest konsola - możliwie jak najtańsza, żeby jak najwięcej osób kupiło sprzęt. oraz kilka eksów, żebyś wybrał właśnie ich platformę zamiast konkurencji, choć i to nie zawsze jest konieczne, gdy w grę wchodzi nostalgia i bardzo słaba konkurencja.
Gdy już umocują Cię w swoim ekosystemie, to najlepiej dla nich, jeśli kupisz grę w PS Store, bo tam jest ta osławiona prowizja. Do tego dochodzą akcesoria i to właśnie na tym dziś opiera się ten biznes. Wygląda on zupełnie inaczej niż 20 czy nawet 10 lat temu.

CZY COŚ SIĘ JESZCZE MOŻE ZMIENIĆ?
Z tego, co widzę, temat jest ultra gorący i niesie się bardzo szeroko. Jak pewnie się domyślacie, w komentarzach trudno znaleźć zadowolenie, co finalnie może oznaczać jakieś przełożenie tej decyzji w czasie.
Może SONY, czując się zbyt pewnie, dostanie gonga jak już nieraz im się zdarzało. i po bardzo pewnym siebie ogłoszeniu odejścia od fizycznej dystrybucji jeszcze szybciej ogłosi, że jednak był to błąd. Być może uwolnią część produkcyjną i pojawi się szersza możliwość wytwarzania nośników dla PlayStation, co usunęłoby konieczność utrzymywania na własnych barkach całej tej infrastruktury.
Czas pokaże, ale jeśli chcecie uratować tę część rynku, to musicie podnosić szum, wszędzie, gdzie tylko się da, pokazywać swoje niezadowolenie i rezygnować z jakichkolwiek cyfrowych aktywności w przypadku PlayStation - takich jak abonamenty czy zakupy cyfrowe. Jeśli to Was boli, to musicie działać. Kupowanie gier na nośnikach fizycznych (NOWYCH) też będzie dobrym pomysłem, choć wierzcie mi - nasza firma zamawia i wciąż produkuje się dla niej np. Astro Bot VR, bo nadal istnieje jakiś popyt. Gra na sprzęt, który wydaje się martwy. Jeśli to SONY nie przekonuje, to kupienie kolejnej gry prawdopodobnie też tego nie zmieni.
Oczywiście mamy jeszcze różne komisje antymonopolowe, które być może jakoś zadziałają, ale tutaj tylko prawdziwy odpór graczy może cokolwiek zmienić.
Czy w niego wierzę? Niespecjalnie. Gracze w dużej mierze sami dali argumenty, a grupa krawaciarzy wyciągnęła z tabelek swoje wnioski - wnioski, które oddają dużo, ale jednak nie wszystko. Mam też wrażenie, że część danych została po prostu zinterpretowana w złej wierze.
Co z PS6? Moim zdaniem SONY da nam możliwość dokupienia napędu, ewentualnie wykorzystania tego z PS5 do uruchomienia swojej fizycznej biblioteki z poprzednich konsol. Może pójdą na całość i tego nie zrobią, albo przedstawią inną alternatywę, ale na ten moment wciąż wierzę w napęd dla PS6. Oczywiście jako opcję - i to pewnie nie tanią. ale ktoś tam ostatecznie policzy i stwierdzi, że skoro i tak musicie mieć napęd do swojego PS6, żeby odpalić bibliotekę z PS5 i PS4, to dlaczego właściwie na tym nie zarobić.
Świat się zmienił, ale poza korporacją sami go też kreujemy, a wygoda najczęściej wychodzi nam wszystkim bokiem.