Cyberpunk 2077: Kiedy odejdą wody
Witajcie.
Tym razem tekst z innej bajki, biorąc pod uwagę resztę moich blogów. Jak niektórzy z Was się domyślają - a może i nie - pisanie to jedna z moich artystycznych pasji poza grami video. Lubię słowo pisane, lubię pisać i uskuteczniam to w różnych formach, czy to blogi, czy wiersze, czy teksty piosenek, lub - i tutaj wyjaśnienie czym jest dzisiejszy tekst - opowiadania.
Tekst, który za chwilę przeczytacie został stworzony około trzy lata temu na potrzeby konkursu poświęconego uniwersum "Cyberpunk 2077". Z mojej perspektywy było to o tyle ciekawe doświadczenie, że gry na tamten moment (i nawet do dzisiaj) - ani video, ani planszowej - nie ograłem, bazując na wiedzy i wyobrażeniach opartych na recenzjach, opiniach oraz na serialu animowanym "Cyberpunk: Edgerunners". Co do konkursu - nie wygrałem. Prawdę powiedziawszy nawet nie wiem, czy ktoś moje zgłoszenie odebrał, bo nie dostałem żadnego potwierdzenia. W dniu, w którym miały pojawić się wyniki, nie znalazłem ich na stronie, a bardzo chciałem przeczytać opowiadanie zwycięzcy, które miało zostać opublikowane. Napisałem więc do redakcji portalu (dziś już nie pamiętam nazwy), który organizował konkurs, czy mogliby podesłać link do wyników i do zwycięzkiego tekstu. Niestety odpowiedzi także nie otrzymałem. I na tym moja przygoda z konkursem dobiegła końca. Postanowiłem, że zrobię inny użytek z tego tekstu, by nie pozostał w szufladzie.
Przy okazji postanowiłem także zrobić pewien eksperyment wiedziony ciekawością, jak dobrze z wizualizacją moich myśli poradzi sobie Chat GPT. Sam również rysuję (ale częstotliwość niemiłosiernie spadła na przestrzeni ostatnich lat, bo doba po prostu nie jest z gumy), ale stworzenie obrazków na poziomie, który mnie satysfakcjonuje, przy ilości wolnego czasu, który posiadam, zajęłoby mi pewnie kolejne miesiące (rysuje tradycyjnie: ołówek, długopis, kredki, pisaki itp.) i zwyczajnie mi się nie chciało (dużo growych zaległości, sami rozumiecie). Zatem tekst okraszony jest obrazami stworzonymi przy pomocy Chata GPT, który generował obrazy wedle moich jak najściślejszych promptów. I przyznam szczerze, będąc zdumionym, że wyglądają prawie jak wyjęte z mojej głowy, więc zostały częścią opowiadania i jestem z nich zadowolony mimo, że choć nie są doskonałe, to swoje zadanie spełniają wystarczająco jak dla mnie. Tekst nie jest długi - około 8 tysięcy znaków (edytując go tutaj, coś tam jeszcze pozmieniałem), co było wymogiem konkursu - i nie obiecam, że odwzorowuje cyberpunkowe uniwersum idealnie, lub że wygenerowane obrazki są wierne growym realiom, bo aż tak dobrze ich po prostu nie znam. Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić czytając, tak jak ja bawiłem się pisząc i wizualizując to opowiadanie. Zapraszam do lektury.
KIEDY ODEJDĄ WODY
Duszno... ale tak miało przecież być, wedle tego co mówił Ripperdoc. Wszczep nie był tani, ale cholera... to już trzeci dzień tej męczarni. "Nie łam się samuraju, mamy konwój do zatrzymania"... czy jakoś tak. Dorfina i tak czyni cuda, biorąc pod uwagę fakt, że powinienem dochodzić do siebie w domu.
Informator zgodnie z tym, za co miał zapłacone, dał znać, kiedy konwój opuści siedzibę Arasaki. A że trzy dni wcześniej niż zapowiedział... coż, nie ma co go obwiniać za to, że cholerne korpo zmienia plany kiedy ma ochotę. I tak dobrze, że dał kilka godzin zapasu.
- Ej! U Ciebie w porządku? Masz strasznie ciężki oddech.
- Szału nie ma Donnie, ale ten skok ustawi nas na całe życie, więc nie marudzę.
- Wiem, że w wojsku robiłeś podobne rzeczy i wiem jaki uparty jesteś jak na Nomada, ale ten niezagojony wszczep... kurde stary, martwię się, że porwaliśmy się na coś niewykonalnego.
- Dzięki temu wszczepowi Donnie, to jest wykonalne, a w Arasace nie domyślają się, że skok będzie pod wodą. Ten Relic, który przewożą - jeśli informator mówi prawdę - na czarnym rynku wart grube miliony. Zaufaj mi. Koniec z pomiataniem, chwytaniem się gównianych zleceń, koniec z narażaniem życia. To ostatni raz. Przeznaczenie cyberświrów jak my.
- Chyba Ty... Myślałem, że wszczepienie kompaktowego palnika w przedramię, to ostatnie szaleństwo, które sobie zaserwujesz, ale ten Synlungs Plus... Nie wiem, nie jestem przekonany. Transport Relica miał być za trzy dni. Miałeś wydobrzeć, a teraz działamy na hurra Darko.

- Trzymajmy się planu. Tymczasowa duszność to niewielka cena. Dam radę - wiedziałem, że mój stan zmniejsza nasze szanse, ale potrójna dawka Dorfiny pomagała. Przynajmniej na razie. - Wypatruj dwóch nieoznakowanych pojazdów: Czarny Kaukaz Bratsk i za nim - też czarny - Chevillon Emperor. Oba opancerzone, dlatego potrzebowaliśmy tej wyrzutni. Stoimy tutaj, bo droga z Wellsprings do Coastview, to najlepszy odcinek na "wykolejenie" Kaukaza. Ten zakręt tutaj, to nasza jedyna szansa. Jeden precyzyjny strzał i wóz ląduje w zatoce Del Coronado. Przy odrobinie szczęścia, z rozszczelnioną paką. Strażnicy - spodziewam się dwóch z tyłu poza kierowcą, nie są gotowi na zalanie wodą, a to ich czeka. Ty ściągasz na siebie Emperora z obstawą, ja daję nura za Kaukazem w wody zatoki. To Porsche, to 911-tka niejakiego Silverhanda. Od V'i - kojarzysz tego najemnika?
- To ten co posłał do piachu Smashera? Trzeba przyznać, ma chłop jaja... I niezłego farta. Nie był chyba fanem zespołu, skoro pozbył się takiej fury, co?
- To była zapłata za wspólne zlecenie. Jest szybka i co najistotniejsze - zwrotna, a to kluczowa cecha, by zgubić tych sukinsynów w uliczkach Pacyfiki. Szkoda, bo będzie trzeba się jej pozbyć zaraz po akcji, ale gdy skok się powiedzie... Myślę, że Silverhand byłby dumny do czego przyczyni się jego fura. "Johny, czuwaj nad nami" - pomyślałem, tłumiąc pierwsze przejawy bólu przebijające się przez działanie Dorfiny.
Czekaliśmy w półmroku na pasie serwisowym przy częściowo popsutym neonowym banerze. Jego oświetlona strona wyświetlała - o ironio: "Arasaka - zabezpiecz się na przyszłość". Konwój wyruszył zgodnie z cynkiem informatora. W Arasace wiedzą, by przebić się takim kilkutonowym molochem przez centrum miasta, należy wybrać godziny z najmniejszym natężeniem ruchu i drogi z największą przepustowością. 4:30 tuż przed wschodem słońca była jedynym słusznym wyborem, zupełnie jak ta trasa. Dla nas także, bo jej zakręt to jedyny odcinek bez monitoringu. Donnie dopalał papierosa, zerkając co chwilę w tylne lusterko. Ja czekałem z naładowaną wyrzutnią na kolanach, gryząc wargę. Radio grało Samuraia, cicho, by nie rozpraszać. Pluskwa w kole Kaukaza na razie działała. Wiedzieliśmy, że to kwestia minut, gdy czarne kształty wyłonią się z za tylnego widma świateł.

- Przygotuj się, to oni - powiedział nerwowo Donnie, po czym domknął szybę i przekręcił szybko kluczyk w stacyjce. Zsunęliśmy maski na twarze. Zabawne, że w tak zaawansowanym technologicznie świecie, najprostsze rozwiązania są często najskuteczniejsze. Czułem napięcie i chwilowe pieczenie szwów w klatce piersiowej. Gdy minął nas Emperor, jadący za Kaukazem, Donnie wcisnął pedał w podłogę i ruszyliśmy. Na tym etapie wszystko co musiał zrobić, to zrównać Porsche z Emperorem, wciskając się między czarny wóz, a mur odcinający ulicę od zatoki.
- Jestem! Wychylaj i celuj! - krzyknął Donnie, jakbym siedział conajmniej z tyłu autobusu, a nie na siedzeniu obok.
Trochę trzęsło. Kaukaz gwałtownie przyspieszył, a ja przez okno pasażera musiałem wymierzyć w prawe koło przedniej osi, co miało po eksplozji ściągnąć ciężarówkę w stronę muru. Jej masa dawała pewność, że przebije go z impetem i poszybuje z resztkami gruzu prosto w głębinę zatoki.
- Jeszcze sekunda - rzekłem, łykając ślinę - mam to!

Odpaliłem pocisk i cisnąłem wyrzutnie przez mur. Podmuch wybuchu zachwiał mną. Kaukaz bez prawego koła tarł urwaną ośką po asfalcie i w snopach iskier zjeżdżał bez kontroli w stronę muru. Donnie musiał zredukować bieg, a ja w ostatniej chwili przed wypadnięciem ciężarówki doskoczyć do niej. Wszczep wspomagający ścięgna w nogach pomógł. Złapałem się stalowej rurki dachowej i runąłem razem z maszyną w wodę.

Chwilę przed kontaktem z cieczą wziąłem najgłębszy z możliwych wdechów i modliłem się, by Synlungs Plus zadziałał, bo nie testowałem jeszcze. Klatka piersiowa paliła żywym ogniem, strzępy betonu przelatywały koło uszu. Kontakt! Ryk silnika zamienił się w gasnące bulgotanie, a czarna, ranna bestia wolno opadała na dno, stopniowo napełniając kabinę kierowcy wodą. Ten, nieprzytomny, bezwiednie wypłynął po chwili przez wyrwane drzwi. Nie czekałem. Uruchomiłem palnik, zaciemniając szkła mojej maski. Zacząłem przepalać powłokę pancerza dachowego. Procedura miała trwać ok. 5-ciu minut, ponieważ pancerz ma warstwy. Założyłem, że strażnicy w środku nie są wyposażeni we wspomagacze płuc jak ja i nie wytrzymają pod wodą dłużej niż półtorej minuty. Przecież nikt normalny nie porwałby się na kradzież Relicu pod wodą. Paka tych rozmiarów - jeśli spoiwa ścian przy kabinie zostały uszkodzone wybuchem - powinna wypełnić się wodą w około 3 i pół minuty. Potopią się w przeciągu 5-ciu. Gdy wejdę do środka, powinni już dryfować pod sufitem. Ciekawe jak Donnie i odciągnięcie reszty, by tu był spokój? Ostatnia linia cięcia. Adrenalina skutecznie tłumi pożar w płucach, ale wszczep działa - jestem już ponad 4 minuty pod wodą na jednym wdechu. Metabolizm zwolnił, wymiana cząteczkowa leniwie utrzymuje mnie przy życiu bez utraty dynamiki ciała. Jeszcze 10 sekund. Bum! Odginana blacha wypuszcza ostatnie bąble powietrza ze środka. Jedno ciało wypływa. Obliczenia się powiodły. Gdzie drugie? Zaglądam do środka. Sukinsyn żyje! Miota się pod sufitem, łapie mnie za fraki i próbuje dźgnąć ostrzem wysuwanym z dłoni. Broń palna pływa dookoła. Ja mam zapas oddechu, on nie - nie dać się zranić i wszystko rozstrzygnie się na moją korzyść. Macha łapami jak paralityk, systemy zaczynają mu świrować. Unikam ciosów w zwolnionym, podwodnym tempie. - Zdychaj sukinsynu! No już! - nagle jego oczy gasną - jego elektronika nie przystosowana do długiego przebywania pod wodą oddaje mi ostatnią przysługę. Wypycham ciało z dala od siebie i wpływam do środka. Metaliczna kapsuła z uchwytem, informator nie kłamał. "Smash.Relic.Rev.2.0". Czy to konstrukt umysłu Smashera zamknięty w biochipie? Zabieram i płynę ku powierzchni. Zostawiam ładunek z czasowym zapalnikiem w Kaukazie, by pozbyć się śladów. Wszczepy w nogach znacznie przyspieszają płynięcie, zwłaszcza pod wodą. Czuję po 7-miu minutach, że pora na oddech. Wypływam kawałek dalej. Dwa wspomagane susy i jestem na górze. O nie! Metaliczne fragmenty poszycia karoserii samochodu ze strzępami czerwonego i czarnego pasa ciągną się wzdłuż drogi. Porsche! Biegnę. Nie zauważyłem pod wodą - ostrze strażnika dosięgło mego boku. Zaczynam krwawić, płuca znów palą, adrenalina przestaje działać, tym bardziej Dorfina. Dwa dymiące wraki 100 metrów ode mnie. Ktoś stoi nad błagającym o życie Donniem z lufą wycelowaną w jego łeb. Gdzie reszta strażników?! Z bliższa widzę, że Emperor owinął się na przydrożnym słupie. Wygląda marnie, reszta nie przeżyła, ale ten jeden cholerny, ledwie stojący sukinsyn, celuje w Donniego. Sięgam do kabury - M221 Saratoga. Zaciskam z bólu zęby. Mierzę szybko i precyzyjnie nim strażnik skończy dawać Donniemu szansę. Wciskam spust - seria 6-ciu pocisków rozrywa strażnikowi czaszkę. Bez wszczepu cyberoka nie byłoby tak łatwo. Kolejna inwestycja w siebie zwrócona. Biegnąc do Donniego sprawdzam, czy kapsuła jest nadal przypięta do klamry obok kabury. Krew zostaje na dłoni, bo rana cięta w pobliżu, ale kilka szwów załatwi sprawę. Broń w drugiej dłoni na wszelki wypadek. Widać - była jatka. Porsche ostrzelane, drzwi wyrwane, szyby w puzzlach.
- Donnie, brachu, co tu się odwaliło?
- Zahaczyli mnie zderzakiem sukinsyny...
- Widać nie mieli za dobrego kierowcy, bo owinęli się na słupie. Jesteś ranny?
- Lewa łydka przestrzelona, kilka siniaków i zadrapań, mogło być gorzej... Dzięki Darko...
- Wszczep zadziałał, mamy to chłopie! - kładę rękę na kapsule u boku. - Wstawaj, oprzyj się o moje ramię, wiejemy. Arasaka nie śpi. Kwestia minut i tu będą.
To nie było zawrotne tempo, ale zeszliśmy do kanału kawałek dalej, na pożegnanie detonując ładunek w Porsche i zerkając na fale podwodnego wybuchu. Kaukaz przeszedł do historii. Nim wydedukują, co dokładnie tutaj zaszło, my już będziemy mieć nowe życia. "Silverhand... Dzięki... " - pomyślałem.