ReDaaktorskie Odchyły

Pisane w kokpicie mecha

Daaku Daaku 19.02.2016, 00:07
W co gracie w weekend? #137
2285V

W co gracie w weekend? #137

Pytanie pada po raz sto trzydziesty siódmy - a poza prowadzącym odpowiada na nie tym razem także dwóch debiutantów! Nie przegap!

Istotą "W co gracie..." jako cyklu zawsze była dla mnie możliwość podzielenia się z innymi użytkownikami tym, co akurat siedzi nam w czytnikach - ale nie tylko. Postępy w fabule, ogólne wrażenia, narzekania na system, ustawki na tryb sieciowy albo kooperacyjny - pod jednym szyldem ludzie ze wszystkich epok i obozów mogli dogłębnie przedstawić każdą grę, która ich zafascynowała bez ryzyka krytyki czy właściwych stronie głównej wojenek. Z tego powodu, aby tradycji stało się zadość, zaprosiłem do dzisiejszej odsłony dwóch współużytkowników, którzy mimo dużej rozpoznawalności nie zdołali jeszcze pochwalić się warsztatem pisarskim szerszej publiczności. Dzisiaj będą mieli ku temu konkretną okazję - i muszę powiedzieć, że zadaniu sprostali ponad miarę!

...ale najpierw pomęczę Was jeszcze własnym repertuarem na kolejne dni.

 

 

Endless Ocean (Wii, Arika 2007)

 

Gier traktujących stricte o nurkowaniu było na przestrzeni kolejnych generacji konsol cokolwiek niewiele. PSXowy Treasures from the Deep, znana z PS2 duologia Everblue, od biedy także Ecco the Dolphin: Defender of the Future z Dreamcasta... i na tym w zasadzie lista by się zamknęła, gdyby nie ciągoty developerskiego studia Arika (to ci od Everblue) do zwiedzania morskich głębin. We współpracy z Nintendo twórcy ujarzmili (ha) moc Wii oraz niuanse sterowania wiilotem, dzięki czemu właściciele sprzętów mogli zapoznać się z Endless Ocean. A nawet dwoma Endless Oceanami, ale skupmy się na razie na pierwszym.

Grę rozpoczynamy jako początkujący nurek, przydzielony do hydrofobicznej badaczki Katherine Sunday , której celem jest zbadanie morskiego życia na dnie morza Manaurai. Jako, że sama uczona nie umie pływać (ot, ironia zawodowa), cała mokra - dosłownie - robota spada na nasze barki, a jej obowiązki ograniczą się do sprawdzania naszych postępów i udzielania przydatnych wskazówek. Nie pozostaje nam więc nic innego, tylko zebrać zabawki i zapuścić się z pokładu naszego Gabbiano (po włosku "mewa") w niebieską toń.

Pod wodą czeka nas wbrew pozorom dużo roboty. Na odkrycie czekają nie tylko nowe połacie całej zatoki (odkrywanie której jednak gra dawkuje "niewidzialnymi ścianami), ale także mnóstwo gatunków egzotycznych ryb, które trzeba skatalogować oraz poznać ich zwyczaje. Tutaj do gry wchodzi wykorzystanie wiilota, przez który wchodzimy w interakcję z mieszkańcami rafy koralowej - najpierw "lokujemy się" na nich, a następnie obstukujemy i głaszczemy, aby je z nami oswoić. Im więcej czasu z nimi spędzamy, tym bardziej zapełnia się notatnik dotyczący zwyczajów danego gatunku, a po skompletowaniu wpisów raz ugłaskana rybka będzie towarzyszyć nam do końca zejścia. Urocze.

 

Poza zabawą w podwodną iterację Pokemonów z czasem odblokować będziemy mogli parę przydatnych podczas kolejnych nurkowań zabawek. Karma dla ryb dostępna jest od samego początku i służy do przyciągania najbliższych  ich skupisk, długopisem świetlnym opiszemy interesujące nas miejsca na mapie, wodoodporny aparat przyda się do cykania fotek, lampa pozwoli na nurkowanie w nocy i wyłapanie nowych gatunków, które dzień spędzają w ukryciu... Jest tego sporo i w zasadzie co jedno-dwa zejścia odblokowujemy jakieś nowe cacko albo kolorystyczny fragment ekwipunku dla naszego nurka. To wszystko przydaje się nie tylko w poznawaniu ryb, ale także badaniu rafy koralowej, szukaniu zatopionych pamiątek w rodzaju monet czy odznak, a nawet w pracy przewodnika i zabieraniu pod wodę turystów.

Pomimo jakichś 10 godzin na liczniku nie zanotowałem u siebie zbyt dużych postępów (raptem 1/6 odblokowanego ogółu mapy), więc najciekawsze dopiero przede mną. A według tego, co mówił mi @dexx, który grę uwielbia, do "najciekawszych" zaliczają się zejścia na głębokość 100 metrów, badanie wraków zatopionych statków i struktur starych cywilizacji oraz spotkania z rekinami i wielkimi ośmiornicami. Ale zanim do tego wszystkiego dojdę, minie pewnie sporo czasu, bo jak już wspominałem - próby zapuszczenia się nieco dalej, niż założyła to sobie w tym momencie gra, nagradzane są barankiem z niewidzialnymi ścianami, trzeba więc ustawicznie wracać na powierzchnię i męczyć Katarzynkę o kolejne zlecenia. Ale z drugiej strony, po co się spieszyć, skoro cała otoczka to jedno wielkie ukojenie dla umysłu? Jak tu zasuwać na złamanie karku, kiedy podczas powolnego przeczesywania dna naszym uszom towarzyszy coś takiego?:

 

Relaks, wyciszenie, pełne Zen i wiadro meliski. Tym jest właśnie Endless Ocean.

 

 

Adventure Bar Story (3DS, RideonJapan 2015)

 

Na początku miesiąca - po długotrwałym związku z zamęczoną Vitą - wróciłem do 3DSa. Zmusiła mnie do tego istna lawina przewidzianych na pierwszy kwartał, grubych premier jRPGów, którymi w tym roku konsolka ma wręcz ociekać. Final Fantasy Explorers, Stella Glow, Bravely Second, Return to PoPoLoCrois, Project X Zone 2, Monster Hunter Stories... Ta lista spokojnie wystarczyłaby do zapewnienia mi godziwej rozrywki na okrągły rok. 

Ale po drodze musiałem natrafić na eShopie na niespodziewaną perełkę. Życie.

Historia zastaje nas w "Bar Kamerina" - prowadzonej przez imć Kamerinę instytucji, w której - jak to na RPG przystało - gromadzą się żądni przygód podróżnicy, łowcy skarbów i inni, złaknieni zysku i żarcia, klienci. Miejscówce grozi jednak widmo tzw. hostile takeover przez Gustava, właściciela otwartej niedawno w pobliżu wystawnej restauracji. W obliczu niewielkich zysków młodsza siostra Kameriny, Siela, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i przyciągnąć do podupadłego biznesu nowych klientów.

I tutaj do akcji wkraczamy my. Naszym zadaniem będzie zapuszczanie się do kolejnych lokacji, gdzie ukryty ekwipunek i możliwość rozwoju drużyny będzie sprawą... drugorzędną. Priorytetem jest tutaj bowiem zbieranie porozrzucanych po miejscówkach składników (nazywanych przez grę pieszczotliwie "matsami"), które będą niezbędnymi elementami przyrządzanych przez nas dań. Poza samym zbieractwem czekać nas będzie także łowiectwo. Przemilczmy tutaj fakt, że z takiego pokonanego np. wilka wypada porcja wieprzowiny - dobrze, że nie nowy miecz albo garść miedziaków! Zresztą i tak na wiele by się nie przydały - postacie podczas walk nie zyskują poziomów doświadczenia, zamiast tego kumulują "doświadczenie elementarne" konieczne do wyuczenia się nowych umiejętności (czary leczące wymagają nagromadzenia puntków wiatru, podnoszące obronę - ziemi itp.). Przydadzą się one nie tylko podczas zwyczajnych walk (np. cięcie Butcher podnoszące drop rate matriałów), ale także starć z bossami, których napotkamy tu i ówdzie podczas eksploracji.

 

Po zakończeniu zbieractwa nasze kroki powinniśmy w następnej kolejności skierować do kuchni, aby nowo zdobyte składniki przerobić w coś bardziej przyjemnego dla oka i żołądka. Samo gotowanie jest dość intuicyjne, wystarczy bowiem wybrać z listy odpowiednie składniki (pamiętamy o sosach i przyprawach!) oraz sposób ich przygotowania - do wyboru mamy urabianie rękami, cięcie nożem, smażenie na patelni, a za większe pieniądze - także fermentację i miksowanie. Jakość każdej przygotowanej potrawy rozpatrywana jest dwoma wartościami - ceną sprzedaży oraz zastrzykiem doświadczenia, jaki oferuje. Bo musicie wiedzieć, że właśnie jedzenie jest jedyną metodą na podniesienie poziomu doświadczenia postaci, a bez tego możemy mieć niemałe problemy w przebijaniu się przez kolejne miejscówki. Raz wykonana potrawa zostaje dodana do listy przepisów, skąd możemy potem przyrządzić ją dwoma ruchami. Potem pozostaje już tylko ułożenie menu na dzisiejszy dzień i otwarcie baru dla gości. Do samego zawiadywania dochodzi tutaj element zarządzania, bo nawet najbardziej wystawne przekąski dzień w dzień przejedzą się klienteli, a co za tym idzie - spadną prognozy ich sprzedaży. Ważna jest więc cyrkulacja pozycji w menu przy jednoczesnym pozostawianiu nadwyżek dla naszych bohaterów. O pustym żołądku przecież się nie walczy!

"bowwow"? Zaraz... Fido, gdzie jesteś?!... Piesku?!

 

Choć ich przynależność gatunkowa jest inna, to Adventure Bar Story bardzo blisko do gier rolniczych z serii
Harvest Moon. Odpowiednie planowanie harmonogramu dnia, zarządzanie funduszami oraz spieniężanie oferowanych przez nas produktów to mechanizmy wspólne dla obu tytułów, więc sympatycy dylania z motyką niespodziewanie szybko odnajdą się również w kucharzeniu w barze.

Zalecenie Daaka: nie graj na głodniaka!

 

 

Dementium Remastered (3DS, Renegade Kid 2016)

 

Konsole Nintendo nie mają specjalnie szczęścia do gatunku horrorów. Firma stojąca zielonym elfem i czerwonym hydraulikiem jakoś nigdy nie zwracała specjalnie uwagi na obecność dreszczowców w swoim portfolio i na dobrą sprawę zmieniło się to dopiero niedawno za sprawą wykupienia praw do marki Project Zero / Fatal Frame. Więcej szczęścia miał wcześniej niepozorny DS (Dual Screen), którego upatrzyło sobie niewielkie studio Renegade Kid, wydając na niego dwie odsłony serii Dementium. Było to dla sprzętu odświeżające doświadczenie, bo właściciele konsolki nie mieli wcześniej okazji zagrać w tak sugestywne, pełne grozy i przemocy tytuły. Po dziewięciu latach od pierwotnej premiery, studio uderzyło ponownie na znajomy grunt, tym razem pod postacią następcy dwuekranowego systemu, 3DSa. Dementium Remastered, bo o nim mowa, przenosi kręgosłup rozgrywki oryginału, wykorzystując moc większe zasoby mocy obliczeniowej do usprawnionego sterowania, podniesionej oprawy graficznej oraz pozbycia się dręczących oryginał wad.

 

Całość zaczyna się dość typowo dla gatunku - główny bohater (my) budzi się z koszmarnego snu w ciemnej, szpitalnej sali, nie pamiętając ani tego, kim jest, ani jak się tu znalazł. Wiedziony instynktem (i naszymi paluchami) musi więc podjąć próbę wydostania się ze szpitala, który - choć brakuje mu nieco do naszych rodzimych odpowiedników - wydaje się bardziej wylęgarnią koszmarów aniżeli miejscem rekonwalescencji.

Sterowanie rozwiązano jak w oryginale - kontrolę nad postacią sprawujemy gałką, a obroty kamery zostały przypisane albo pod przyciski A, B, X i Y, albo pod stylusa. W praktyce oba rozwiązania są średnio wygodne, lepiej więc wyjdziemy na mazaniu po ekranie prawym kciukiem, pozostawiając klawisze kierunkowe pod zmianę broni i lewy spust (L) na użycie ich. Sama gra spełnia zadanie przydzielone horrorom, czyli budowanie upiornego klimatu i ustawiczne straszenie nas jumpscare'ami, pod względem mechaniki jest jednak... taka sobie. Ot, dość prosty, staroszkolny shooter, gdzie głównymi przeciwnikami są zomiaki, wijące się po podłodze i ścianach larwy czy latające głowy, a nasz progres mają spowolnić proste, ale całkiem ciekawe zagadki (np. zabawa w wygrywanie melodii na pianinie czy pokazane poniżej rozpracowanie zamka do szafki). Od środowego kupna mam za sobą dwa krótkie, wieczorne posiedzenia, będzie więc czas na dokładne wyrobienie sobie opinii o całości. Już teraz mogę jednak powiedzieć, że drugiego takiego tytułu na 3DSowym eShopie nie znajdziecie.

Strzelba się przyda, ale szeregowym zombiakom wystarczy "ścieżka zdrowia" policyjna pałką

 

Tyle ode mnie. Po krótkiej rozgrzewce zapraszam Was teraz na główny punkt programu. Przed Wami - Alexy78 oraz Musiel!

 

Daaku

Tagi: 3ds blade & soul dementium remastered endless ocean eshop mmo Path of Exile w co gracie w weekend wii xcom 2

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +43 -

SW-7888-0046-7787
Oceń profil
+ +244 -
Daaku
Ranking: 1 Poziom: 95
PD: 105942
REPUTACJA: 86461