Dark-O-visioN

Profesjonalnie amatorskie teksty

Darek Darek 06.12.2019, 21:17
12 films of christmas - A Christmas Carol top 3
104V

12 films of christmas - A Christmas Carol top 3

On the third day of Christmas my true love sent to me three French hens, two turtle doves, and a partridge in a pear tree.

Już od kilku lat stawiam sobie za cel obejrzeć w grudniu którąś wersję Opowieści Wigilijnej, niezapomnianego klasyka pióra Charlesa Dickensa. W tym roku na tapet wjeżdża wersja musicalowa z Albertem Finneyem i Aleciem Guinessem, ale zanim ją obejrzę chciałbym powiedzieć Ci dwa słowa o trzech wersjach, które oglądałem w tamtym roku, dwa i trzy lata temu. Można powiedzieć, że to takie moje małe top 3 najlepszych adaptacji Opowieści Wigilijnej, które oglądałem na tyle niedawno, aby móc się o nich wypowiedzieć:

 

3. Opowieść wigilijna (2009)

Na początku 21 wieku Robert Zemeckis dosyć mocno zachłysnął się realizacją filmów w pełnym CGI. Dostaliśmy wtedy Ekspres Polarny, Beowulfa i właśnie Opowieść Wigilijną z Jimem Carreyem w roli Ebenezera Scrooge'a. Bardzo lubię Jima i uważam, że jest dosyć wszechstronnym aktorem, nawet jeśli najlepiej pamiętamy go z głupkowatych ról, które dały mu sławę w latach 90-ych. Jego Scrooge jest zgryźliwy i nieprzystępny jak trzeba, ale raz, że technologia nie stała wtedy jeszcze na odpowiednio wysokim poziomie, przez co dolina niesamowitości wjeżdża od pierwszej minuty i nie puszcza aż do napisów końcowych, a dwa... Eh. Opowieść Wigilijna to niezwykle ciepła, spokojna i klimatyczna opowieść o człowieku, który całe swoje dorosłe życie przeżył z grymasem niezadowolenia pod nosem, który zapomniał czym są święta i dopiero wizyta trzech duchów - minionych, obecnych i przyszłych świat Bożego Narodzenia - uzmysławia mu, że nie jest jeszcze za późno, aby się zmienić. To nie jest materiał na akcję, pościgi i cholera wie co jeszcze. Ale wiadomo, że jak reżyser dostał wirtualną kamerę, z którą może zrobić co tylko mu się podoba, to zaczął się nią bawić. Ostateczny efekt jest raczej średni i, w moim przypadku, mocno kłóci się z ideą całej opowieści. Stąd i trzecie miejsce.

 

2. Wigilijny Show (1988)

Bill Murray jaki jest każdy widzi, każdy wie. Szalenie ekscentryczny, pełen sarkazmu, raczej złośliwy. No i w sumie taki właśnie jest "Scrooged", czyli po naszemu, ekhem, Wigilijny Show. Po kolosalnym sukcesie Pogromców Duchów Bill zrobił sobie przerwę od aktorstwa i to właśnie nietypowa adaptacja Opowieści Wigilijnej była jego pierwszym projektem po czterech latach przerwy. Mało brakowało, a byłby to równocześnie jego ostatni projekt, bo podobno Murray non stop kłócił się na planie z reżyserem, Richardem Donnerem. Dobrze, że obaj jakoś przez to przeszli, bo wciąż czekało na nich parę ciekawych obrazów.

Wigilijny Show to zmodernizowana wersja dickensowskiego klasyka. Frank Cross jest bezlitosnym kierownikiem stacji telewizyjnej, który każe swoim pracownikom zapierdzielać w wigilię celem wystawienia Opowieści Wigilijnej przed nadającymi na żywo kamerami. Ogólna linia fabularna jest z grubsza taka sama jak w oryginale, z tym, że znacznie bardziej... złośliwa i hardkorowa. Wiem, że dopiero co powiedziałem, że drażnią mnie sceny akcji w wersji Zemeckisa, a tu oceniam lepiej cały film, w którym jeden z pracowników stacji gania Scrooge'a ze strzelbą po budynku. Może dlatego, że jest to tak odważna adaptacja? W wersji z Carreyem wszystko jest tak jak trzeba, poza tymi dziwnymi ucieczkami. Tutaj NIC nie jest na miejscu, a mimo to wciąż jest to niezaprzeczalnie Opowieść Wigilijna. No i na koniec wszyscy śpiewają "put a little love in your heart". To musi coś znaczyć.

 

1. Opowieść Wigilijna Myszki Miki (1983)

Jak ten film mógłby się nie udać?! Przecież Sknerus McKwacz to od zawsze po prostu -jest- Scrooge. I nie mam tu na myśli jego ponadprzeciętnego skąpstwa, ale fakt, że w oryginale postać nazywa się Scooge McDuck i była wzorowana na postaci Dickensa. Animacja, jak to klasyczny Disney, jest po prostu piękna, postacie do ról dopasowano bezbłędnie (choć ciężko mi sobie wyobrazić Goofy'ego jako wspólnika Sknerusa, ale to tylko tyle) i, jak na Disneya, jest to adaptacja bezpardonowa, czyli jeśli w oryginale jest mały Timmy i cały związany z nim wątek, to i tu jest dokładnie tak samo. Łzy leją się same. Połączenie dwóch ponadczasowych elementów - pięknej prozy Dickensa z nieodpartym urokiem klasycznych filmów animowanych Walta Disneya sprawia, że jest to najpiękniejsza wersja Opowieści Wigilijnej jaką widziałem.

 

No, ale już niedługo sprawdzimy musical, więc, kto wie, może będę musiał to odszczekać. Zobaczymy. 

 

Do przeczytania za dwa dni! 

Tagi:

Oceń notkę
+ +5 -

Life's too short... Let's eat!
Oceń profil
+ +75 -
Darek
Ranking: 71 Poziom: 69
PD: 41297
REPUTACJA: 17262