DRAGON BALL: GEKISHIN SQUADRA - RECENZJA (+video)

BLOG RECENZJA GRY
23V
user-2115179 main blog image
MATTERIA | Wczoraj, 23:33
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

Nigdy nie byłem fanem gier free-to-play. Od zawsze jest bowiem tak, że kryje się w nich multum zakupów pay-to-win (pierwsza dawka za darmo mordo), nikomu niepotrzebne skórki dla postaci i inne pierdoły przyspieszające grind. Bez tychże zakupów ciężko jest zabrnąć na szczyt i zawsze mnie to wkurzało. Z drugiej strony wiem na co się pisze odpalając MOBę. Ale jeżeli tytuł dotyczy jednej z moich ulubionych franczyz, jak Fallout (Shelter, tak wiem, że to nie MOBA), Marvel (Rivals), czy Dragon Ball, to zdarza się, że nie omieszkam sprawdzić co to za "narkotyk". Tym razem wybór padł na Dragon Ball: Gekishin Squadra, które ogrywałem na Nintendo Switch 2. Posłuchajcie, bo mimo nieco nieprzychylnego wstępu jest nieźle...

Czasem nie ma nic lepszego, jak relaksujące klepanie twarzy innemu śmiałkowi online, gdzieś po drugiej stronie świata. Tak jest w Dragon Ball: GS, które po tutorialu wypuszcza nas na rozległe pastwiska serwerów. Tam w ekipie czterech bijoków atakujemy inną drużynę i walczymy o zdobycie smoczej kuli, której powzięcie kończy mecz. Tak jak inne produkcje gatunku MOBA, tak i tu na starcie gra dosłownie zaleje was kilogramem powiadomień, "welcome pack-ów", gratisów i promocji w sklepiku typu "tylko teraz 1000 kapsułek w cenie 200!".

Na początku ciężko się połapać o co chodzi. Gra ma pełno zakładek, komunikatów i poukrywanych ustawień. Prawdziwe granie zaczyna się, jak już przebrniecie przez początkowe gąszcza i ściany kolorowych menusów. Tytuł od Bandai Namco to klon 1:1 Pokemon UNITE, ale za to w sajańskiej szacie! Progres robimy poprzez walki; taki na upartego za darmo albo przyspieszony, jeśli wydacie "pisiont złoty" na ulepszenia. Na start dostajemy kilka bazowych postaci, które oczywiście rozwijamy, im więcej tłuczemy nimi mord. Z czasem przybywa charakterów, których można wykupić za walutę w grze lub odblokować w dowolnej chwili za prawdziwą kasę. Gra oferuje 3 typy herosów - atakujący (damage), defensywny (tank) i wspierający (technical). Dla przykładu tankiem jest Zamasu, agresorem Goku SSJ2, a wspierającym Android 17. Dodatkowo, każda postać ma szczegółowo opisane umiejętności a nawet poziom trudności użycia. Opis zachowań postaci zawiera animację, aby łatwiej zrozumieć specyfikę skilla. Jeżeli nadal wam mało nauki, to można włączyć krótką próbę z kukłą i przećwiczyć daną postać. Gra robi wszystko, żeby tylko ją zrozumieć i szybko przyswoić.

A teraz miód i orzeszki... 

Battle arena lokuje obie ekipy po dwóch stronach mapy. Na starcie wszyscy nacierają do przeciwnych odległych punktów, tzw. bossów. Nie można ich skrzywdzić tak po prostu, bo najpierw trzeba wytłuc ekipę przeciwną i odesłać ich na "respa". Dopiero po tym bariera ochronna bossa znika. Wówczas trzeba na maksa ładować szlagi w osłabionego boga (to taki wielki NPC). Po rozbiciu jednego, trzeba lecieć w dalszy obszar i polować na kolejnego. Z czasem ekipa, która zyska przewagę przedze się prędzej czy później do najdalszego punktu na mapie. Tam po rozbiciu ostatniego przyczółku oporu może sięgnąć po kryształową kulę (tą samą, co Adam Małysz kiedyś na Turnieju Czterech Skoczni). Brzmi jak prosty temat, prawda? I tak jest, jeśli ekipa współpracuje jak jeden organizm. Jeśli nie współpracuje, to szybko zorientujesz się, że to nie ty gnasz po kulę, lecz musisz bronić dostępu do swojej. Doświadczeni przeciwnicy potrafią być bezlitośni; grają jedną postacią (i pewnie wydają nań kasę), koszą wszystko wkoło i pędzą dalej. Z drugiej strony czasem widać, że gra dolosowała totalnego nooba, który snuje się po mapie jako łatwy cel, zarówno u Ciebie jak i w ekipie rywala. Dużo zależy też od doboru profilu bohatera - przykładowo ekipa samych ofensywnych zrobi sieczkę, ale to będzie tylko chwilowe, bo w dalszym rushu padną wykończeni i polecą na respawn (z każdą śmiercią trwa o 5 sekund dłużej!). Z kolei przewaga tanków w ekipie będzie trzymała się długo, ale prędzej czy później ugną się pod naporem. Pomocnicy z kolei to goście, którzy trzymają się dalej od akcji, ale w moim odczuciu są najważniejsi. To oni wspierają resztę ekipy, kiedy narzucają pozytywne statusy lub te negatywe na drużynę przeciwną. Już sami rozumiecie, że najlepsza jest ekipa miksu wszystkiego po trochu, no i wysokiego skilla randomowych kolegów.

Gra niestety prowadzi potyczki na jednej i tej samej arenie, co może szybko znużyć otoczeniem. Na ratunek przychodzą czasowe eventy, które zmieniają setting gry i formę w jakiej polujemy na adwersarz. Dla przykładu ostatnio były jakieś mapki z labiryntem, gdzie ganiałeś lub byłeś celem pogoni, a także "capture the flag" w postaci pogoni za mieczem Z-SWORD.

Starcia są na tyle taktyczne i oferują tyle zróżnicowanych postaci do wyboru, że zoptymalizowanie stylu gry oraz wybór tego jedynego fightera może zająć sporo czasu. Postacie trudniejsze w obsłudze (jak Frieza) z początku wydają się nie do opanowania, szybko giną, a ich abilitki zdają się odstawać balansem od innych. Jednak nic bardziej mylnego, bo jeśli przyłożysz się do treningu, szybciej zrozumiesz danego bohatera i to, że przy większym wysiłku na początku potrafi zrobić ogromną różnicę na arenie.

Walki są przepakowane laserami-blasterami. Wybuchy, rozbłyski, wiązki energii, krótkie wstawki mord bohaterów przed odpaleniem specjala, czy ich okrzyki w trakcie walki są tu na porządku dziennym. Dużo się dzieje i z początku ciężko się połapać, szczególnie w pierwszych meczach.

Jak oceniam Dragon Ball: Gekishin Squadra? Cóż, gra daje sporo frajdy, zwłaszcza, że za darmo. Schody zaczynają się wtedy, gdy chcemy przysiąść do niej na poważnie, bo wówczas bez zakupów ani rusz. To taka złotówkowa studnia bez dna i radzę na to uważać drogi graczu. Tytuł zawiera też elementy hazardo podobne, bo w sklepiku możemy kupić kapsułki, które po otwarciu mogą odblokować bohatera, ciuszki lub inne pierdoły typu ikony zwycięstwa. Nigdy jednak nie wiadomo co taka kapsułka trzyma w środku przed zakupem. Mimo tego wszystkiego wracam od czasu do czasu na jeden, góra dwa niezobowiązujące meczyki, bo gra ma to coś. Wygląda dobrze, ma dużą głębię taktyczną i potrafi wciągnąć jak bagno. Czy zostaniesz przy niej na dłużej? Wszystko kwestia podejścia i stanu portfela ;)

Oceń bloga:
0

Ocena - recenzja gry Dragon Ball: Gekishin Squadra

Atuty

  • Piękna miazga przy zwarciu 8 graczy na raz
  • Klimat Dragon Balla na wysokim poziomie
  • Głębia wyboru i podejścia do meczu

Wady

  • Walki ciągle na jednej i tej samej arenie
  • Po pewnym czasie paywallowa ściana albo grind za free

MATTERIA

4v4 Tag Team w klimacie Dragon Ball? Zażywam regularnie, choć z umiarem ;) Spora głębia taktyczna, która jednocześnie oferuje konkretną rozwałkę. Polecam "kilka szybkich" dla odstresowania się po ciężkim dniu. Zawsze wchodzi jak złoto.
Grałem na: NS2

Komentarze (0)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper