Czy o grach przed premierą wiemy za dużo?

BLOG
19V
user-2102367 main blog image
GrowyHistoryk | Dzisiaj, 09:15
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

Lata rozwoju gamingu to nie tylko ewolucja gier, od prostych pikseli do śledzenia promieni, wysokich rozdzielczości i najdrobniejszych detali. Wraz z kolejnymi generacjami zmieniał się także sposób ich prezentacji, korzystając w coraz większym stopniu z masowych środków przekazu: czasopisma, telewizja, Internet. No właśnie zmieniał czy rozwijał? A może rozwinął do tego stopnia, że nam coś bezpowrotnie zabrano? Dziś kilka słów rozważań na temat promowania i przedstawiania gier.

Wkraczając w grową pasję blisko 30 lat temu moimi żródłami informacji były przede wszystkim gazety. O grach przed premierą wiedziało się relatywnie mało, bo i przepływ informacji w erze bez powszechnego Internetetu nie był tak szybki i płynny. Pojedynczy screen w gazecie musiał zaspokoić głód niekiedy na kilka miesięcy i był analizowany na tysiące sposobów. Inną rolę pełniły targi, gdzie tak jak na Boże Narodzenie czekało się na Święta E3 i majowo/czerwcowy numer ulubionego czasopisma wypchanego zapowiedziami, grafikami i wywiadami. Nie było to jednak wiele - pół strony w CD-Action, PSX Extreme czy Neo Plus o danym tytule musiało wystarczyć. Obok tego funkcjonowały programy w TV. Na początku Joystick, pamiętam jak czekałem rano na Gameboxa, a był też Hyper, gdzie mogliśmy spędzić z wyczekiwanym tytułem choć kilka minut. Przed premierą czytało się przy odrobinie szczęścia zapowiedź z ogrywania kilku pierwszych poziomów. Koniec, to wszystko.

Czy wiedzialiśmy do końca to co kupujemy i na co tak w zasadzie czekamy? Myślę, że nie, bo często nawet nie widzieliśmy gry w ruchu. Otrzymywaliśmy przez to gwarancję pewnej tajemnicy do odkrycia, okupionej jednak ryzykiem zawodu. Okupionej dodajmy w znacznym stopniu. Gry konsolowe, kosztując kilkaset złotych te 25/30 lata temu, przy ówczesnych zarobkach, były naprawdę dobrem luksusowym. Nie każdy mógł sobie pozwolić na oficjalną kopię, a więc i ciężar gatunkowy decyzji czy kupić ten a nie inny tytuł przy często niewystarczającej liczbie danych i skąpych informacjach zwiększał możliwość zawodu. Dawał jednak w zamian coś od czego obecny marketing i media odeszły lub co zatraciły. W dziesiejszym growym świecie słowo odkrywanie zastąpiło odtwarzanie. W związku z popularyzacją gamingu, na rynku coraz trudniej się wyróżnić, a odpowiedzią na to jest agresywny, ale czy przez to skuteczny marketing? Czy zdradzając za dużo nie działa przeciwskutecznie? Trailery pękają od najefektowniejszych scen, lokacji, misji i mechanik, bo tylko w ten sposób twórcy widzą szansę na zapamiętanie. Do tego dochodzą reklamy i medialne zapowiedzi czy recenzje, które także mają ogromny wpływ na popularyzację danego tytułu. Nawet ci którzy samym nazwiskiem i renomą wcześniejszych dzieł, mogliby mówić i kiedyś mówili mniej, poszli z duchem growego czasu i rywalizacji, że wspomnę RockStar czy dzieła Kojimy.

W ten sposób zasiadając do gry pytania - Co? Ile? Czy? ustąpiły w zasadzie jednemu - Kiedy? Kiedy spotkam bossa, którego widziałem w ostatnim trailerze? Kiedy dostanę w ręce przedmioty poznane w ostatniej recenzji? Kiedy będę miał okazję spotkać postać pokazywaną w ostatniej reklamie? Kiedy trafię do lokacji wylistowanych na stronie głównej gry? Jaki jest tego efekt? Wiemy dokładnie za co płacimy, tylko czy pozbawieni efektu zaskoczenia i możliwości samodzielnego odkrywania chcemy już za to tyle płacić? Być może także dlatego tak bardzo i tak wielu graczy narzeka obecnie na stagnację i znużenie. Brak nowych pomysłów w branży to jedno a przesadne ujawnianie przed premierą tych kilku obecnych to drugie. Następuje znudzenie...Bo gram w coś co już widziałem, o czym przeczytałem, o czym od dawna wiem. Podczas ogrywania takiego tytułu w głowie pojawia sie "formularz" do zaznaczania, co się już pojawiło, a co jeszcze nie...jeszcze, bo wiadomo przecież, że na pewno się pojawi.

Chiałbym przy tym zwrócić uwagę jak trudnym wbrew pozorom zadaniem jest według mnie stworzenie dobrej recenzji. Porównałbym to niekiedy do narzekania na komentatorów w piłce nożnej, gdzie wielu im zarzuca, że "nie potrafią grać ciszą". Myślę, że w znacznym stropniu dotyczy to także obecnych recenzentów growych, tak pisanych jak i przede wszystkim prezentujących przy okazji fragmenty rozgrywki. Recenzja często zatraca swój sens, stając się w istocie walkthrough. Dostajemy pełen kompleksowy zestaw informacji: ile światów, ile przedmiotów, ilu przeciwników itd. Ogromny procent doświadczenia nie w kilkunastogodzinnym czasie gry tylko w kilkunastominutowej recenzji instant. 

To dlatego tak często przechodzę w recenzjach do zakładki plusy/minusy. Nie dlatego, że nie mam czasu. Ja po prostu nie chcę wiedzieć za dużo. Nie tyle boję się spoilerów fabularnych (biorąc pod uwagę generalną jakość historii w grach często przecenianych), co spoilerów gameplayowych. Wystarczą mi określenia "ciekawe bronie", "świetny system walki", "interesująca fabuła". Ktoś zaraz powie, że ciekawe może być dla każdego co innego i to prawda. To kwestia preferencji, być może też zaufanie do ulubionego recenzenta, gdzie wystarczy jedno zdanie na koniec -"polecam lub nie". Ja w takim momencie, widząc ten sam plus w wielu recenzjach odpuszczam, nie wnikam dalej. Zostaję z uczuciem, że jednocześnie wiem i nie wiem tyle ile chciałem. Zazwyczaj czytam recenzje danej gry nie przed, ale po tym jak sam w nią zagram, traktując nie jako źrodło wiedzy tylko konftrontacji opinii. Wiele razy, poznając taki tekst później jestem wdzięczny, że nie przeczytalem go przed rozgrywką, bo nie potrzebowałbym aż tyle wiedzieć.

Może to co tu napisałem jest ortodoksyjne, staromodne, z kijkiem w tyłku. Zdaję sobie z tego sprawę, ale przynosi mi zdecydowanie wiekszą satysfakcję. Pozostaje kwestia zaufania, wspomniałem wcześniej o tej do recenzenta, ale w istocie najważniejsza jest ta do samego siebie. Grając na róznych sprzętach od około 30 lat znam się na tyle dobrze, że wiem co lubię i w jakim stopniu. Wiem ile dla mnie waży plus i minus w danym gatunku, co jestem w stanie wybaczyć a co już nie. Znając swoje preferencje, nawet wiedząc mniej, łatwiej uniknąć ryzyka w zakupie kolejnej gry. Jest także czysta ciekawość, bo przed nią przy naważniejszych tytułach trudno się powstrzymać, ale dla mnie takie samoograniczenie popłaca. Bo daje mi to co najważniejsze - okazję do samodzielnego poznawania a nie odtwórczego weryfikowania...

Dajcie znać jak Wy podchodzicie do tematu!

Zostawcie także głos ankiecie.

Pozdrawiam!

 

 

Oceń bloga:
1

Przed premierą interesującej mnie gry chcę o niej wiedzieć?

JAK NAJWIĘCEJ
1%
JAK NAJMNIEJ
1%
Pokaż wyniki Głosów: 1

Komentarze (1)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper