Historyczne niezapominajki #10. O Red Wings: Aces of the Sky-samoloty-arcade-I Wojna Światowa
To już dziesiąty odcinek historycznych niezapominajek, a rzadko są tu poruszane dosłownie historyczne tematy. W związku z tym, że nazwa jednak zobowiązuje, a wpisy przecież mogą tak samo uczyć jak i bawić, dychę do omówienia dostaje Red Wings: Aces of the Sky. Dziś o strzelankowym hidden gemie od krakowskiego All in Games, który bierze pod swoje arcade'owe skrzydła zaniedbany temat I wojny światowej.

I Wojna Światowa, zwana kiedyś Wielką Wojną, była konfliktem, w którym lotnictwo dopiero stawiało pierwsze kroki i nie odegrało dużej roli. Nie przeszkodziło to jednak ówcześnym pilotom pełnić, krótko, bo krótko, ale jednak roli celebrytów. Udzielali wywiadów, cieszyli się poweszechnym szacunkiem i chwałą po obu stronach barykady. Najlepszy był wraz ze swoim cyrkiem Manfred von Richthofen - słynny czerwony baron. Red Wings robi użytek z jego eskadry, dając do wyboru dwie kampanie - za baronem (Trójprzymierze) albo przeciw (Trójporozumienie-Ententa).
Historia oczywiście służy tylko za pretekst. Mamy co prawda rzeczywiste modele samolotów, wspomnianą postać Richthofena a także jego brata Lothara. Weźmiemy też udział między innymi w pojedynakch przy okazji bitwy pod Verdun. Niewiele, ale moja historyczna gęba i tak się uśmiecha na takie rzeczy, a reszta podporządkowana jest rozgrywce i dobrze.

Red Wings to czysty arcade. Wybieramy naszego asa z kilku samolocików, które różnią się prostymi parametrami (prędkośc, wytrzymałość, odporność na przegrzanie) i fruuu na pole, a w zasadzie niebo walki. Pętla rozgrywki jest prosta - strzelasz do wroga, potem następnego, aż do wyczerapania zapasów. Nawracamy, zawracamy i robimy beczki. Są też umiejętności specjalne - w ramach przysługi pojawią się kumple - przylecą, posprzątają i zostawią puste niebo. W ostateczności możemy samemu dosłownie wyciągnąć spluwę i puknąć kogoś z gnata (co ciekawe rzeczywiscie u zarania lotnictwa bojowego coś w podobnym stylu występowało, gdy piloci wzajemnie się ostrzeliwali). Liczą sie combosy, punkty i jak najszybsza eliminacja celów. Mamy niewielkich rozmiarów mapkę i lotem tnąco-koszącym realizujemy kolejne zadania - zestrzeliwanie samolotów, balonów, sterowców, a ramach urozmaicenia na czas gonimy bramki z paliwem i okładamy bombami naziemne cele.

Za ukończone zadania dostajemy medale i punkty umiejętności, które pozwalają dopakować nasze wielopłatowce. Poziom trudności jest dobrze wyważony i zmusza do innego rozkładania perków w zależności od celu, by lepiej dopasować się do okoliczności i wymasterować dany poziom, co daje sporo frajdy. W misjach bombowych przyda się szybsze ładowanie pocisków, w zestrzeliwaniu balonów na czas ich dokładna lokalizacja na radarze, a przy giga sterowcach większa odporność broni na przegrzanie. Jest w czym wybierać i czym żonglować. To samo niektóre samolociki lepiej sprawdzą się lepiej w misjach na wyrzymałość, inne na czas.

Oprawa jest pociągnięta komiksową cell-shadingową kreską, a lokacje, choć nie mają w zasadzie nic wspólngo z rzeczywistością, są ładnie zrobione z zachowaniem różnorodności. Mamy misje w pełnym słonću i błękitnym niebie, szarej kurzawie, w nocy i na mroźnej północy. Jako dodatkowe atrakcje pojawią się zorza polarna, cyklon a nawet piaskowa burza, która wpływa na gameplay ograniczając widoczność. Pochwalę też bardzo muzykę, za świetne utwory w stylu epoki, grające w menu i podczas scenek przerywnikowych, za co plus 10 do klimatu! Próbka z oficjalnego soundtracku z YouTube poniżej:
Sterowanie jest dopracowane i bardzo dobrze ogrywało mi się ten tytuł w trybie przenośnym na Switchu. Gra działa płynnie. Ktoś by mógł powiedzieć -"no chyba to oczywiste historyku, bo jak inaczej ma działać mapka wielkości chatki z jakiegoś RPGa i kilka latąjacych patyczków na niebie", ale kto ma Switcha i grał na nim w multiplaty w cyrku się nie śmieje i zawsze jest pytanie co z tego wyjdzie. Tu wyszło dobrze, a przez arcade'owe podejście i kilkuminutowe misje, Red Wings idealnie nadaje sie także na krótkie sesje w rytmie włącz-wyłącz od szybkiego lotu do lądowania.

Czego zabrakło? Dosłownie bigger, better more badass:) Większego zróznicowania i zawartości, choć to co jest wystarcza. Red Wings to ten typ gry, która robi wszystko jak należy, ale jednocześnie stanowi dobrą bazę do czegoś jeszcze większego. Nie zaszkodziłby więcej nowych misji, innych typów zadań itd. Obie kampanie są do siebie bliniaźniaczo podobne, poza lepszymi misjami bombowymi i ciekawszymi zjawiskami pogodowymi (burza piaskowa i cyklon) w Trójprzymierzu.
Ucieszył mnie fakt, że to kolejna jakościowa polska produkcja, więc tym bardziej warto wesprzeć. Cyfra za kilka dyszek, a w promocjach nawet za jedną. Ja cyfry genieralnie nie uzaję, więc chwalę bardzo ładne fizyczne wydanie z plakatem, komiksowym artbookiem i czerwoną (bo jakżeby inaczej:) kartonową obwolutą:

Mamy tu 3 słowa klucze - samoloty - arcade - I wojna światowa. Jeśli lubisz co najmniej 2 z tych 3 rzeczy (najlepiej w wymienionej kolejności), to duża szansa, że ten lot potrwa więcej niż 2 lub 3 udane wieczory.
Pozdrawiam i polecam!