O grach ratunkowych i „repremierach"
Nigdy nie ma drugiej okazji, żeby zrobić dobre pierwsze wrażenie...W historii gamingu sporo było premierowych katastrof, gier niedopracowanych, zmiażdżonych przez rozczarowanych graczy i recenzentów. Dziś chciałem przedstawić kilka sytuacji, mniej lub bardziej znanych, gdy twórcy nie popłakali się, nie strzelili focha i nie obrazili na cały świat. Próbowali i walczyli, by od swoich wątpliwych dokonań odkleić łatkę czegoś mniej lub bardziej beznadziejnego...
Od Alone in the Dark do Alone in the Dark Inferno

Alone in the Dark z 2008 miał być dla serii tym samym co Resident Evil 4 dla zombiaków Capcomu. Pamiętam jakby to było dziś, gdy czytałem zapowiedzi tego tytułu w Komputer Świat Gry czy innym CD-Action. Nowoczesna praca kamery, wysoka interakcja ze środowiskiem, jarałem się i to dosłownie zapowiadaną rolą ognia i zabawą w piromana. Do tego efektowna walka i ciekawa fabuła. Skończyło się katastrofą i gra poszła z dymem. Jednak pół roku póżniej z developerskiego piekiełka wyszła edycja z podytutłem Inferno specjalnie na PS3. Poprawiono sterowanie, kamerę, model jazdy, a nawet rozbudowano niektóre sekcje rozgrywki. To już nie była zła gra. Kto o niej pamięta? Zgodnie z tytułem pozostała raczej sama w ciemności roztoczonej przez tragiczny oryginał...
Od Ninja Gaiden 3 do Ninja Gaiden 3 Razor's Edge

Ninja Gaiden to seria bliska sercu każdemu fanowi slasherów. Mimo że trójka w zapowiedziach nie wzbudzała już takiego entuzjazmu co poprzednie odsłony, a odejście ze studia ojca serii Tomonobu Itagakiego budziło pewne obawy, nikt nie spodziewał się tego czym Ninja Gaiden 3 ostatecznie się stanie. Były to czasy gdy japońska myśl developerksa przeżywała spory kryzys tożsamości i kompleksy w stosunku do zachodniej twórczości. NG3 stał się tego najlepszym wyrazem. Gra nieudolnie próbowała się otworzyć na niedzielnych graczy. Uproszczono walkę i ograniczono liczbę broni. Skill, z którego słynęła seria zastąpiono festiwalem QTE, ograniczono sekrety i eksperymentowano z fabułą. Gra została dosłownie ścięta i rozczłonkowana w recenzjach, dostając łatkę najgorszej odsłony serii (Yaiba miała dopiero nadejść...). W tym samym roku wysłano z misją ratunkową poprawioną wersję o podtytule Razor's Edge . Powróciły dekapitacje i poprawiono system walki. Do wyboru było więcej broni i magii a QTE ograniczono i przebudowano. Czy Razor's Edge odkupił winy 3? Na pewno zyskał częściowe rozgrzeszenie...
Od Super Lucky's Tale do New Super Lucky's Tale

Pocieszny lisek debiutował jako gra VR w 2016, a widząc potencjał na więcej bez hełmu na głowie, w 2017 roku na PC i Xboxa One powstała kolejna "Super" gra. Niestety tylko z nazwy. Nie była to opowiastka ani dobra, ani mająca szczęście do dobrych opinii. Narzekano na fatalną kamerę, sterowanie, puste lokacje i mozolne powtarzanie poziomów. W wersji New przebudowano etapy, a szczególnie upłynniono sterowanie i wprowadzono swobodną kontrolę nad kamerą. Nowy Lucky może dalej nie był super, ale został doceniony i zmazał fatalne wrażenie pierwowzoru.
Od Final Fantasy XIV do Final Fantasy XIV Realm of Reborn

Final Fantasy XIV miało być odważnym skokiem w gatunek MMO - w wersji 1.0 na główkę do basenu ze spuszczoną wodą... Pacjent wylądował na oiomie a Square Enix zajęło kilka lat, by odżyć w postaci Realm of Reborn. Pierwotna gra była tak zła, że twórcy ją w zasadzie zamknęli. Przestarzały silnk, pusty świat i beznadziejny system walki. Do tego gigantyczne problemy z serwerami. Odrodzenie wraz z kolejnymi aktualizacjami przyniosło wiele poprawek w systemie, silniku i stabilności. Do dziś Final Fantasy XIV ma się względnie dobrze, więc misję ratunkową można uznać za wykonaną.
Od Street Fighter V do Street Fighter V Arcade Edition

Znamienita i zasłużona dla gatunku seria. V część idealnie wpisała się w motto "wydajmy teraz, dokończymy póżniej". Gracze dostali kopa w ryj kompletnym brakiem zawartości. Małą liczbę bohaterów i brak trybu arcade w podstawowej wersji krytykowano tak bardzo, że twórcy musieli zakasać rękawy i wydać coś...czym gra powinna być od samego początku. W wersji Arcade oprócz nowego trybu wprowadzono dodatkowe wyzwania, rozbudowano ciosy i zdecydowanie poszerzono roster postaci. Niesmak pozostał, ale wraz z kolejnymi DLC i wydaną póżniej edycją kompletną fatalna premiera została w znacznej mierze wybaczona.
Od Cyberpunk 2077 do Cyberpunk 2077 2.0
Cyberpunk od CD Projekt i co tu więcej pisać. Gigantyczne problemy i rozczarowanie w trakcie premiery. Ledwo działająca konsolowa wersja, ale także sporo dziwnych decyzji w samej rozgrywce. Nie było tu oficjalnego odrodzenia, wersji new, czy kompletnego zaorania projektu. Była za to ważna i symboliczna aktualizacja 2.0. Przebudowano drzewka rozwoju, policję, ulepszono walkę i poprawiono balans. A co najważniejsze gra działała, tak po prostu. Cyberpunkowa sprawa do dziś w pewnym stopniu ciagnie się za studiem, które już nie ma tak krystalicznej opinii jak kiedyś.
Od No Man's Sky do No Man's Sky Beyond

Wielkie nadzieje, oczekiwania, bezmiar kosmosu i poznawanie tego co nieznane. Badania nie światów tylko wszechświatów. Pełna wolność i dowolnośc. Wybaczcie ten bełkot, ale tym samym byliśmy karmieni w 2016... Jak się skończyło? Początkowo gra niechcący bardzo dobrze oddawała klimat osamotnienia w kosmosie, bo spotkanie innego gracza graniczyło z cudem:) W oryginalnej wersji planety były powtarzalne, system budowania raczkował a dopiero w decydujacej aktualizacji Beyond i następnych tytuł przeszedł spory lifting. Dopracowano tryby muti, oprawę a takze systemy budowy i pogody. No Man's Sky dostał nowe życie mimo premierowej zapaści.
Podsumowanie
Czy takie gry ratunkowe mają dla Was sens? Może znacie jeszcze inne tego typu przypadki? Jeśli macie ochotę podzielcie się swoim zdaniem i wrażeniami z wymienionych gier w komentarzach!