Historyczne niezapominajki #1. O NBA na ulicy w wydaniu drugim

BLOG O GRZE
19V
user-2102367 main blog image
GrowyHistoryk | Dzisiaj, 17:25
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

Był taki czas w historii gamingu, że ktoś pomyślał, że sport jest spoko, ale to sport bez zasad będzie zajebisty. O przepraszam, poza jedną zasadą. Na stoku, z piłką przy nodze, w pobliżu kosza masz się czuć jak młody bóg stylu, a przeciwnik jak zwykły śmiertelnik ośmieszany kolejnymi, coraz bardziej nieprawdopodbnymi akcjami. Akcjami, przy których słowa "zobacz bracie jak oni się ruszają i przykumaj te kocie ruchy" nabierają nowego sensu. Wczesne lata dwutysięczne obfitowały w tego typu luzackie podejście. Odpowiadało za to w znacznej mierze studio EA BIG.O tak..świętej pamięci studio EA BIG, które jak każdy szanujący swój warsztat i mający potężną historię dev, poszło pod nóż EA. W końcu zażynanie kogokolwiek ponadprzeciętnego ma ten producent we krwi.

NBA Street Vol.2, bo o niej dziś mowa to prawdziwa bestia i jednocześnie obok SSX 3 z tego samego roku prawdopodobnie prime w dorobku BIGów. 

Przechodząc do mięsa, a w zasadzie wchodząc na boisko mamy klika opcji do wyboru. Exhibition (kto by się tym przejmował...), NBA challenge, Street school z samouczkami, które uczą nas podstaw gry w ataku i obronie oraz kariera "Be a Legend". Bierzemy tu udział w meczach 3 vs. 3 na punkty, styl i turniejach z "bossami".

By zostać legendą tworzymy postać. No leszcza po prostu i wymoczka, który na początku bardziej przeszkadza, a jedynym sensownym wyborem będzie gdy odda piłkę koleżance lub koledze, a oni zrobią swoje. Mecze są dynamiczne, szybkie i szczególnie na początku, gdy dopiero uczymy się sterowania i systemu całkiem brutalne. Kilka chwil nieuwagi i seryjna strata punktow gwarantowana. Grałem na normalu i nie ma tak, że gdy gorzej nam idzie, można liczyć na AIowe zmiłowanie. Wręcz przeciwnie, 5/6 punktów w łeb to dopiero początek. Jest na to rada w postaci stylu. Im bardziej nam odwala i więcej chorych akcji kręcimy, ładujemy pasek gamebreakera, który odpalony dodaje punkty jednej a odejmuje drugiej stronie. Możemy też odłożyć gratyfikację, zostawić go na póżniej i załadować ponownie, by aktywować ostateczną broń w wersji deluxe. Wprowadza to element taktyki, bo tempo jest niekiedy tak zabójcze, że niekoniecznie zdążymy go wtedy wykorzystać. Oczywiście przeciwnik robi to samo i też ładuje paski, by nas zlać i delikatnie zasugerować rage quit:) Dodatkowych emocji dodaje fakt, że podczas turniejów nie ma możliwości zapisu. Gramy zwykle 3 mecze i przegrany finał oznacza powrót na start. Pamiętam szczególnie jeden turniej w systemie Best of Three, gdzie finałową rozgrywkę przegrałem na przewagi 1:2 i 5 gier poszło do piachu. Po chwilowym wkoszeniu i kubku melisy przyszła wygrana w półfinale i finale 2:0 i ogromna satysfakcja! Zasada jest prosta-jesteś dobry to to uniesiesz i dobrze!

Dzięki zwycięstwom możemy podbić statystyki naszego leszcza i nająć do teamu dopiero co pokonanych kozaków (także gwiazdy NBA), obiecując im lepsze jutro w naszym zespole. Niektórzy są lepsi w dunkach, inni rzutach, blokach czy zbiórkach. Mój team z Kobe Bryantem i Lamarem Odomem siał powszechny postrach, a i nasze alter ego wraz z postępami niczym im nie ustępuje. Ten delikatny motyw RPG działa i motywuje.

Co jest tu świetne to to, że wszystko możemy łaczyć jak chcemy: tricki, pozorowane rzuty, wsady, alley-upy. Pełna dowolność. Samouczek uczy nas poszczegónych elementów, ale to my mamy połaczyć wszystko w całość, w dowolnej kolejnośći i w jak najlepszym stylu. Co ciekawe, w instrukcji do gry mamy wylistowane tricki, ale sami twórcy piszą, że "chłopie, chyba nie myślaleś, ze wszystko Ci powiemy". Baw się, eksperymentuj, próbuj, nie będziemy Cię prowadzić za rączkę, jak mamusia, bo rączki to tym masz mieć wolne, by wziąć te balle i wygrać mecz. Challenge accepted!

Co absurdalno-dziwne ja nawet nie jestem  fanem koszykówki. Kiedyś patrzyłem okazajonalnie na wyniki, zagrałem kilka meczów, rzucając gdzieś plecak pod koszem, przepijając co jakiś czas akcje orzeźwiającym trunkiem (lżejsza ręka przy rzutach gwarantowana). Tym bardziej jestem wdzięczny EA BIG za to co zrobiło ze mną to stareńkie uliczne wydanie kosza. Ostatni raz tak dobrze bawiłem się przy grze sportowej, w które w zasadzie nie gram, przy SSX 3. Widać mają na mnie patent. NBA Street Vol. 2 to arcade, fun, luz i "chill, chill, chill" od komentatora po kolejnej świetnie wykonanej akcji- bo na pewno nie jest pierwsza i nie będzie ostatnia!

Graliście? Pamiętacie? Wspominacie?

Dajcie znać w komentarzach!

Oceń bloga:
3

Komentarze (3)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper