Kto nie kocha Ultramarines? Recenzja Warhammer 40,000: Space Marine 2 | GameFrame #51

BLOG O GRZE
13V
user-2102278 main blog image
FenixThePlayer | Dzisiaj, 12:58
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

Trzynaście lat to w branży gier wideo cała epoka. W tym czasie rodziły się i upadały potężne marki, a standardy oprawy wizualnej i mechaniki rozgrywki przesunęły się w miejsca, o których w 2011 roku mogliśmy tylko pomarzyć. Fani uniwersum Warhammer 40,000 przez ponad dekadę żyli nadzieją na kontynuację przygód kapitana Titusa, czyli tytuł, który w końcu odda skalę, brutalność i mrok dalekiej przyszłości. Studio Saber Interactive stanęło przed wyzwaniem niemal niemożliwym, ponieważ musieli stworzyć sequel, który udźwignie ciężar legendy, zadowoli purystów lore, a jednocześnie zaoferuje nowoczesny gameplay. Czy Space Marine 2 to udany desant czy jedynie kosztowna pomyłka? Zapraszam zainteresowanych do bloga! (bez spoilerowego)

Osobista krucjata Titusa

Historia w Space Marine 2 zaczyna się od mocnego uderzenia. Ponownie wcielamy się w postać Titusa, jednak nie jest to już ten sam człowiek, którego zostawiliśmy na końcu pierwszej części. Jako były kapitan, a później więzień Inkwizycji i członek elitarnej Straży Śmierci, Titus nosi na sobie liczne blizny, zarówno te fizyczne, jak i psychiczne. Gra świetnie ogrywa motyw jego powrotu do zakonu Ultramarines, gdzie po odniesieniu krytycznych ran przechodzi proces Rubikonu Primaris, dzięki któremu Titus staje się potężniejszy  i jeszcze bardziej niszczycielski.

Co istotne, mimo ogromnego bagażu fabularnego serii, gra jest zaskakująco przystępna dla nowicjuszy. Deweloperzy wykonali tytaniczną pracę, by nie zasypać gracza tysiącem terminów, których nie zrozumie bez wertowania podręczników. Fundament jest jasny i czytelny. Jesteś genetycznie zmodyfikowanym półbogiem wojny, a Twoim jedynym celem jest ochrona Imperium przed hordami Tyranidów i zdradzieckimi siłami Chaosu. To prosta motywacja, która dzięki świetnemu aktorstwu głónego bohatera, Clive’a Standena nabiera niespodziewanego ciężaru emocjonalnego.

Aspekt wizualny

Warstwa techniczna Space Marine 2 to bezdyskusyjny majstersztyk. Jeśli jakakolwiek gra miała do tej pory pretensje do miana ostatecznego przedstawienia Warhammera, to dzieło Saber Interactive właśnie przejęło koronę. Skala budowli, ogrom katedr oraz fortec i szczegółowość pancerzy sprawiają, że czujemy się jak element ogromnej machiny wojennej. Deweloperzy nie poszli na skróty, ponieważ statki oraz bazy wypełnione są serwitorami, kadzidłami i skomplikowaną aparaturą, która idealnie oddaje specyficzną mieszankę technologii oraz religijnego fanatyzmu.

Prawdziwym popisem technologicznym jest jednak silnik odpowiadający za hordy przeciwników. System roju sprawia, że Tyranidzi nie są tylko tłem czy dekoracją. Widok tysięcy stworzeń zalewających horyzont i wspinających się po murach niczym żywa fala to momenty, które autentycznie zapierają dech w piersiach. To właśnie ta skala sprawia, że czujemy ciężar każdej oddanej salwy z Boltera.

A jak wygląda pod kątem mechanicznym?

Mechanika rozgrywki to w zasadzie pierwsza część na sterydach, doprawiona nowoczesną dynamiką. Strzelanie jest surowe, głośne i niesamowicie responsywne. Każda broń, od pistoletu boltowego po ciężkie działa plazmowe, ma swój unikalny charakter. Jednak sercem gry pozostaje walka w zwarciu. System starć wręcz posiada niesamowitą wagę, ponieważ czuć każdy cios Młotem Grzmotu, a dźwięk miażdżonych pancerzy jest niezwykle satysfakcjonujący.

Kluczową zmianą, która definiuje dynamikę walki, są egzekucje. System ten służy do regeneracji pancerza, co wymusza na graczu permanentną agresję. Faktycznie w grze nie ma miejsca na chowanie się za osłonami, ponieważ musisz być w samym centrum rzezi, by przeżyć. Do tego dochodzi mechanika parowania i uników, które w nagrodę za idealny timing pozwalają na wykonanie wystrzału w przeciwnika, który jest automatycznie przycelowany. To moment, w którym czas na ułamek sekundy zwalnia, a my oddajemy potężny strzał z przyłożenia w słaby punkt wroga. Ta pętla rozgrywki wciąga niesamowicie i nawet po wielu godzinach intensywnej zabawy nie czułem znużenia.

Braterstwo pod znakiem zapytania

W kampanii nie jesteśmy sami. Towarzyszą nam Gadriel i Chiron, czyli dwaj bracia zakonni, których relacja z Titusem jest jednym z ciekawszych wątków fabularnych. Nie mamy tu do czynienia z prostą, żołnierską przyjaźnią. Przez większość gry towarzyszy nam atmosfera nieufności wynikająca z przeszłości głównego bohatera. Szczególnie interesujący jest Chiron, tak zwany Szary Pancerz, który pochodzi z czasów Herezji Horusa. Jego osobista nienawiść do zdrajców z Legionu Tysiąca Synów dodaje misjom dodatkowego ładunku emocjonalnego.

Warto wspomnieć o starciach z samym Chaosem. Rubric Marine to zupełnie inny typ przeciwnika niż Tyranidzi, ponieważ teleportują się, korzystają z niszczycielskiej magii i wymagają od gracza znacznie większej precyzji. Zwieńczeniem tej epickości są sekwencje z udziałem Drednotów. Te potężne machiny kroczące kradną każdą scenę, a ich dialogi o nienawiści spływającej na synów Magnusa to czysty spektakl, za który fani kochają to uniwersum.

Operacje i PvP: Co dalej po zakończeniu kampanii?

Space Marine 2 to nie tylko kampania (która trwa około 6/10 godzin). Tryb Operacji pozwala nam wcielić się w inne oddziały wykonujące zadania wspierające główne działania Titusa. To tutaj spędzimy najwięcej czasu, rozwijając klasy i odblokowując nowe elementy rynsztunku.

Z kolei tryb PvP to czysta nostalgia za czasami świetności gier akcji z siódmej generacji konsol. Walka sześciu na sześciu jest szybka, brutalna i oparta na jasnych zasadach. Brak tu zbędnych komplikacji, ponieważ liczy się refleks oraz współpraca w ramach drużyny.

Problemy techniczne?

Historia Titusa boryka się z kilkoma bolączkami, o których muszę wspomnieć. Największym problemem są czasy ładowania, które nawet na szybkich dyskach potrafią się nieprzyjemnie dłużyć. Zdarzają się również błędy w synchronizacji audio oraz okazjonalne awarie aplikacji, co przy tytule tej skali bywa frustrujące.

System progresji również budzi mieszane uczucia. Deweloperzy postawili na rozwiązanie, w którym musimy wydawać tę samą walutę na ulepszenia statystyk broni oraz na elementy kosmetyczne. Zmusza to gracza do trudnych wyborów, czy chce zadawać większe obrażenia w Operacjach, czy może woli, by jego Marine wyglądał jak dumny totalny niszczyciel w PvP. Nie można też pominąć optymalizacji, ponieważ gra jest niezwykle wymagająca dla procesorów, co przy ogromnych starciach może prowadzić do spadków płynności. Na PS5 Pro w szczególności w pierwszych i ostatnich misjach gra bardzo rzadko trzymała 60 fps. Z historii moich znajomych ogrywających tę historię na PC, również bywało różnie.

Podsumowanie

Mimo technicznych potknięć i kilku kontrowersyjnych decyzji projektowych Space Marine 2 to produkcja fenomenalna. To gra zrobiona przez pasjonatów, którzy doskonale rozumieją, co sprawia, że Warhammer 40,000 jest tak unikalny. Atmosfera jest tu gęsta, a system walki dostarcza czystej, nieskrępowanej satysfakcji. Saber Interactive dowieźło sequel, na który warto było czekać tyle lat. To zdecydowanie jedna z najlepszych gier tego uniwersum, i powód, dla którego odświeżyłem sobie ponownie świat Warhammera :)

Gablotka ujęć samej gry :)

Bywajcie!

(Wszystkie zdjęcia zostały zarejestrowane przeze mnie na platformie PS5 PRO)
Oceń bloga:
3

Komentarze (1)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper