WATCH_DOGS

BLOG RECENZJA GRY
1267V
WATCH_DOGS
dKc | 01.06.2014, 00:54
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

Watch_Dogs dla jednych kojarzy się z pierwszym trailerem pokazanym na E3[1], na których wręcz wymusił kupno preordera czy wewnętrzne postanowienie o treści „muszę to mieć”. Inni tytuł ten będą łączyć z wyolbrzymionym hype’em i zbyt dużą dawką informacji na jej temat.

Watch_Dogs dla jednych kojarzy się z pierwszym trailerem pokazanym na E3[1], na których wręcz wymusił kupno preordera czy wewnętrzne postanowienie o treści „muszę to mieć”. Inni tytuł ten będą łączyć z wyolbrzymionym hype’em i zbyt dużą dawką informacji na jej temat. Ja należę do tych pierwszych, chociaż po newsach dawkowanych zbyt często przeczuwałem, że może to być tytuł niezaskakujący i średni. Jedno jest natomiast faktem – Watch_Dogs jest sandboxem, jakiego świat nie widział od końca lata, od GTA V. Bo powiedzmy sobie szczerze, że swobody imitującej świat rzeczywisty nie dostaliśmy od września. Ale czym są te Paczące Psy? Dobrze paczą? Czy paczą uczciwie hakując czy wypatrują tylko wyłudzająco coraz większej gotówki?

 

Przy pierwszym kontakcie z grą naszym gałkom ocznym ukazuje się menu. I przypomina to bardziej jakąś sztukę nowoczesną, niż coś futurystyczno-hakerskiego. Dziwne. No dobra, skoro już zaczęliśmy temat grafiki to już pociągnijmy go nieco. W testowanej przeze mnie wersji na PS3 nie miałem większych zastrzeżeń co do grafiki - brzydka nie jest. Przede wszystkim, warto pamiętać, że tytuł ten to pierwszy sandbox stworzony przez Ubisoft.  Dogonienie mistrzów fachu, którymi są obecnie ludzie z R* było zadaniem karkołomnym, jednak czasem czuć, że Ubi mimo wywieszonego jęzora potrafi dogonić, a momentami prześcignąć GTA V. Ktoś wytknął tej grze, że ruchy postaci są zerżnięte z Assasin’s Creed. Cóż, tak właśnie jest w tej branży! Gry tej samej firmy właśnie tak mają, że tych samych materiałów używa się przy wielu produkcjach (do dziś pamiętam jak widziałem bardzo podobną do Trevora twarz w Maxie Payne’ie 3). A propos tego tytułu nawiasu nadmienię, iż ruchy w grze od R* były gorsze. W Watch_Dogs bowiem postacie poruszają się na parkiecie lepiej niż w grze sygnowanej nazwiskiem uzależnionego od leków przeciwbólowych bijaka. Pop up w grze występuje, ale w pierwszych chwilach nie rzuca się tak bardzo w oczy.

 

W grze mamy do czynienia z narratorem pierwszoosobowym, w którego się wcielamy. Cracker Aiden Pearce to tajemnicza postać skrzętnie skrywająca swoją osobowość przed światem. Aiden nie jest jedną z tych niemów, których jest na pęczki w grach RPG (elementy tego gatunku pojawia się w tej grze), ale też nie jest postacią z jakimś wybitnym dubbingiem.  Daleko, bardzo daleko mu do Maxa, wzorowanego na kinie noir. Główny bohater WD jest takim... człowiekiem którego kwestie przesiąkają oczywistości, a jego podkrążone oczy dobrze oddają kulturę informatyczną. Inne postaci nie mają zbyt wielkiego pola do popisu i o kogoś wyrazistego jak Trevor z GTA V tu ciężko.

 

 

Wielu zarzuca tytułowi słabą fabułę. E tam! Fabuła była tak epicka, że aż rozdarła mi lewą skarpetę na pięcie! Naprawdę. Jest niesamowita, porywająca a ciągłe zwroty akcji... Ech no dobra, jest niedobrze. Bez spoilerów: porywają nam siostrze, a my mamy ją odbić hakując system ctOS. Druga część zdania brzmi poważnie, ale sama motywacja z pierwszej części... jest jakaś taka... Trywialna i dziwna zarazem, jakby czegoś tu brakowało. Momentami, akcja wydawała się przeskakiwać, jakby twórcy nie bardzo wiedzieli co dać w danym momencie. Jakby grę czymś zapychali. Mam na to pewną teorię. Pamietacie jak wspomniałem we wstępie o trailerze, który zachęcił mnie do kupna? Grając miałem go w pamięci, ale nie było tej misji! Patrzę teraz go ponownie i owszem lokacja, postacie, dialogi – to wszystko w grze zostało użyte, ale w innych miejsach. Jedni powiedzą, że to był po prostu czysty zabieg marketingowy (pokazać grę o ładniejszej grafice). Mi się natomiast wydaję, że gra pierwotnie miała jakąś fabułę pełną intryg, rządowych spisków, ale ludzie władzy wpłynęli na Ubisoft, żeby zaprzestał buntowania graczy w stosunku instytucji rządowych, skupiając się na czymś łagodniejszym, mniejszym jak np. na problematyce kontaktów najbliższych. Dlatego momentami gra wydaje się być bez wyrazu. Cały gameplay widoczny na wspomianym trailerze, nie został jakoś drastycznie zmieniony – to praktycznie ta sama gra. Wydaje mi się, że ta półroczna obsuwa spowodowana była głównie zastapiąniem fabuły bardziej familijną. Jednakże gra i tak w paru miejscach puszcza oczko do gracza. Aiden dwuznacznie mówiący, że technologia upraszcza (mu) życie czy tekst „Dziękujemy wam, sieci społecznościowe” po wydobyciu cennych informacji o pewnej osobie pokazują nam czym ta gra jest naprawdę - rozważaniem nad tym w jak inwigilowanym świecie obecnie żyjemy. Całe miasto przesiąknięte jest podsłuchem, sprawiając wrażenie, że nie ma tu miejsca, w którym możemy odnaleźć prywatność, a osoba o odpowiednich umiejętnościach może wiedzieć o nas wszystko i wykorzystać to w sposób w jaki tylko się jej spodoba. Fabuła oprócz wydarzeń ze scenariusza, czasem  niczym LA Noire nawiązuje do realnych wydarzeń dopisując własne teorie - tutaj na warsztat wzięte jest wydarzenie z 2003, gdy w Nowym Jorku wysiadło zasilanie w paru elektrowniach[3].

 

 

Generalnie całe miasto kojarzyło mi się z GTA III. Seria starych kradziejów aut zaprezentowała w „piątce” bardzo cukierkową grafikę i kolorowe miasto – to była prawdziwa „piaskownica” w dziecinnym tego słowa znaczeniu. Miasto w Watch_Dogs wydaje się bardziej... industrialne niż w GTA V. Ogromne wieżowce Chicago czy wielkie place tudzież konstrukcje przypominają największe miasta europejskie (mówiąc bardziej po polsku – przypominają centrum Warszawy). Z jednej strony miasto jest smutne i mało wesołe, a z drugiej – jest po prostu poważne, jak na hakerski nastrój przystało. Zaraz, napisałem, że miasto jest smutne? Jeśli chodzi o główne misje to tak w istocie jest, jednak w sandboxach jak wiemy nie samym głównym wątkiem fabularnym człowiek żyje i właśnie ja z początku dałem się porwać temu ciekawemu, zróżnicowanemu światu. Oprócz minigier (np. w picie, pokera czy szarady szachowe) mamy znajdźki (znajdź 100 hotspotów – w końcu nie trzeba ślęczeć z poradnikiem pod ręką! Wszystko jest na mapie), misje dodatkowe (niektóre odblokowywane w trakcie gry), misje macherów (polegające głównie na jeżdżeniu danymi środkami lokomocji) , misje online(wyścigi, hakowanie innych), minigierki rozszerzające rzeczywistość (tj. strzelanie wirtualnym pistolecikiem w wirtualne przedmioty w realnym świecie) i - główne źródło pieniędzy – hakowanie obywateli. Tutaj należy się zatrzymać i przyznać, że Ubisoft odwalił kawał solidnej roboty z opisami obywateli. Ludzie odpowiedzialni za opisy obywateli wirtualnego Chicago napracowali się i po intensywnym dniu grania tylko raz zobaczyłem powtarzający się opis.

 

Dźwiękowo gra stoi na przyzwoitym poziomie. Pamiętam, że dwa utwory przypadły mi do gustu – pierwszy to ten lecący w tle pod koniec pierwszego aktu, a drugi – w misji bardzo podobnej do tej z trailera. W soundtracku goszczą m.in. Wu-Tang clan, Kid Cudi, 2 Chainz, Public Enemy, Nas, Smashing Pumpkins, Rise Against czy Squarepusher. Wymieniłem wszystkich znajomych mi artystów,ale utworów jest znacznie więcej niż ich ilość, a jeśli dany kawałek nam się podoba zawsze możemy w smartfonie sprawdzić co nam akurat przygrywa. Dubbing jest dobry. Tylko raz przyczepiłbym się do tego jak postacie nie wychodzą ze swoich ról - Kiedy Aiden dzwoni do Yolandy. Po takiej szokujacej informacji jest poważna, jakby wyprana z uczuć – sztucznie to wygląda – nawet jak na osobę taką jak ona...

 

Opisując rozgrywkę należy wspomnieć tu o dwóch zasadniczych rzeczach: o smartfonie oraz elementach RPG. Zacznę od tego drugiego: w grze zdobywamy punkty doświadczenia które można wymienić na nowe techniki: hakowania, tworzenia ekwipunku, walki czy zdolności jeździeckie. To, jakie zdolności będziemy rozwijać u głównego bohatera zależy od nas samych (no a od kogo?!). Ja zostałem piromanem i pod koniec zainwestowałem w powiększenie miejsca na ładunki wybuchowe (finalnie uważam, że i tak można było ich mieć za mało). Smartfon oprócz wspomnianego już okradania przechodniów możemy wykorzystać by „pożyczyć” od nich środki chemiczne albo utwory do odtwarzacza. Takich dodatkowych utworów jest 23. Oprócz tego smartfon umożliwia nam np. wypożyczanie samochodów, granie w minigry czy wyzwania online. Właśnie, hakowanie online jest czymś o czym warto wspomnieć. W grze po sieci, wzorem GTA Online mamy wyścigi, ale i właśnie hakowanie innych. Z prezentacji na E3 zostało tylko tyle, że mamy komunikat, że ktoś nas w danym momencie hakuje i musimy znaleźć delikwenta odpowiedzialnego za tą sprawę. Muszę się pochwalić, że ani razu nikomu nie udało się wykraść moich danych w 100%, ale mi ta sztuka się udała. Szał. Wspomniałem coś o samochodach – początkowo sterowność tych maszyn jest... łagodnie mówiąc... chujowa. Nie rozumiem czemu samochody zachowują się dziś w grach tak, że wciskam przycisk a auto dopiero po sekundzie skręca? To samo było w NFS Rivals. Niewygodne i to bardzo. Ale zupełnie inaczej ma sie sprawa z motocyklami -  te działają wyśmienicie, sterowność jet megapłynna. Nie rozumiem czemu tak się dzieje, ale przez większą cześć gry zamawiałem online właśnie motory zamiast aut. Opisując wrażenia z rozgrywki ciężko mi pominąć takie słowo jak frustracja. Checkpointy czasem rozstawione są tak daleko od siebie, że czasem trzeba powtarzać bardzo długie odstępy czasu polegające na mordowaniu przeciwników. Dobijają ekrany loadingu. Ja wiem, że gra jest duża i PS3 może sobie nie radzić z danymi, ale czekanie 30 sekund na to, żeby przejść misję od początku jest po prostu... przykre. Misje ogólnie są wtórne. Strzelamy, jeździmy, hakujemy. Najwięcej frajdy w misjach sprawiało mi jeżdżenie. Hakowanie przypomina to co było w Bioshocku, ale w sumie jak inaczej przedstawić to, że ktoś komuś się włamuje na serwer? Przez wpisywanie komend? Przecież użytkownicy konsol by się zapłakali. Przeciwnicy bywają mocni. Rekordzistą był opancerzony jegomość, który był tak twardy, że musiałem wpakować mu w głowę dwa magazynki z UZI! Dopiero wtedy padł. Grze, w mojej opinii cierpi na brak broni cięższego kalibru jak jakaś wyrzutnia rakiet czy inna bazooka, chociaż może to i lepiej, że tego nie ma (bo obsługa tego też byłaby toporna). Przez tą grę stałem się – jak wspomniałem wyżej - piromanem, wykupując pomiędzy misjami granaty, środki wybuchowe (w pl wersji - „ajdiki”).

 

 

Powinniście wiedzieć na początku, że wydawca tej gry – Ubisoft swoją siedzibę ma we Francji. I czuć przez dłuższą chwilę, że w tej udawanej amerykańskości gry coś nie gra... jest tu coś innego, francuskiego. Francuzi są narodem na siłę politycznie poprawnym. I kilka rzeczy zalatuje francuskością. Mamy złych murzynów wyglądających jak wyciagnięci z 13. dzielnicy[2] chodzących latem w grubych kamizelkach, które u nas były ostanio modne chyba gdzieś pomiędzy „nigdy” a „chyba Cię pojebało, czarnuchu”. Są czarne (choć i białoskóre) charaktery w okularach i beretach. Pearce praktycznie nie rozstaje się ze swoim płaszczem i czapką z daszkiem, ale mimo to w grze zamieszczono sklep z odzieżą! Z politowaniem popatrzyłem na to jak zobaczyłem w sklepowej garderobie płaszcze i czapki w kolorach czerwonym czy żółtym. Na let’s playach na Youtube’ie już popylają hipsterskie Aideny. Przestałem się wtedy śmiać. Zatkało mnie. Jak widać, wszystko jest dla ludzi. Pod przykrywką amerykańskości czuć zatem, że to twór fanów żabich udek. Brakuje tylko gejowskich małżeństw i muzułmanizmu.

 

Multi – jest. Podstawowy i dodatkowy content – jest. Pozostaje mi jeszcze napisać na ile starcza takie beztroskie hasanie po mieście pod władzą ctOS. Po trzech dniach intensywnego grania ukończyłem wątek główny, kilka misji pobocznych, zaliczyłem 100 hotspotów, odblokowałem większość aut, ukończyłem kilka zmagań online i widzę, że zabawy mam jeszcze na długie godziny. Gra podobno starcza na 40 godzin. Nie będę się kłócił, a powiem tylko tyle, że jeśli lubicie sandboxy – jest to łakomy kąsek.

 

Podsumowując – czy pomimo wielu niedociągnięć należy wyczekiwać drugiej części? Mimo wszystko muszę tu napisać, że uczucia z rozgrywki bardzo przypominały mi te z pierwszego Assasin’s Creeda. A ten zasłynął między innymi wyrazistą postacią, która nawet nie musiała zbyt wiele mówić – wystarczyło, że jej wygląd zapadał w pamięć i podświadomość. Aiden robi to samo – jego owinięty chustą ryj i płaszcz zapadają w pamięć. Watch_Dogs jest obrazem tego jak wyglądają współczesne gry. Kółkowa zmiana broni a la GTA V, kołowe wydawanie punktów doświadczenia a la Skyrim, brak przycisku odpowiedzialnego za skakanie i obracane w 3D napisy przypominające trochę  te z Ridge Racer Unbounded – to wszystko daje współczesny obraz gier, jakiego Watch_Dogs jest dziś przedstawicielem. Wspomniałem o wtórnych misjach, ale – tak naprawdę – czy w Mirror’s Edge było coś odkrywczego? Czy to przeszkodziło grze stać się jedną z najmilej wspominanych przez sporą liczbę graczy? Nie i nie. Watch_Dogs ludzie powinni mile wspominać i nie zdziwię się, jeśli akcja kiedyś przeniesie się np. 20 lat w przyszłość (bo mimo wszystko troche boli, że niektóre rzeczy można w grze zamówić przez sieć, a po niektóre trzeba ruszyć dupsko na drugi koniec miasta).

 

1 - "> – pierwszy trailer

2 - "> – jedna z najlepszych scen pościgu w filmach

3 - http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Wielka-awaria-energetyczna-na-wschodzie-USA-i-Kanady,wid,1341515,wiadomosc.html?ticaid=112d06 – awarie elektrowni w 2013

Oceń bloga:
0

Atuty

  • Udane miasto
  • Zimny klimat

Wady

  • Mało zróżnicowane misje

dKc

Poprawny sandbox wprowadzający kilka nowinek do rozgrywki.

8,6

Komentarze (13)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper