Blog użytkownika Arczi

Arczi Arczi 01.11.2020, 20:02
Remnant from the Ashes - recenzja gry, której nie znałem
1466V

Remnant from the Ashes - recenzja gry, której nie znałem

Kiedy jakiś czas temu znajomy zapytał mnie, czy ktoś nie jest zainteresowany wspólną zabawą w Remnant from The Ashes, nie wiedziałem o tej grze zupełnie nic. Teraz mogę mu jedynie podziękować, że zadał to pytanie.

   Wydawałoby się, że dobrej gry nie da się ominąć. Szczególnie, jeśli ktoś regularnie śledzi tematykę ogólnogrową. Do teraz nie wiem, jak to się stało, że w jakiś magiczny, niesamowity wręcz sposób, ominął mnie każdy news, czy zwiastun tej gry. Na samym PPE znajduje się ponad 20 newsów związanych z Remnant from The Ashes. Co ciekawe, ominął mnie również darmowy okres tego tytułu na platformie Epic Games, mimo że ten temat również - wydawałoby się - śledzę. Gdy więc kolega zadał pytanie, czy ktoś jest zainteresowany Remnant, moją pierwszą myślą było "co to jest Remnant from The Ashes?" Tak właśnie zaczęła się moja piękna, związana z tym wspaniałym tytułem historia.


Gunfire Games?

Gunfire Games - studio odpowiedzialne za ten niesamowity tytuł, również stanowiło dla mnie wielki znak zapytania. Ani nie mówiła mi zbyt wiele nazwa, ani też logo. Może i dobrze, że sprawdziłem ich portfolio dopiero po rozpoczęciu mojej przygody z Remnant from the Ashes. Z 8 tytułów tego niewielkiego studia jedyna seria, którą znałem, nie była zbyt dobrą reklamą firmy. Studio to bowiem było odpowiedzialne za dwie kontynuacje Darksiders wydane przez THQ. Gdy drugą odsłonę tej ciekawej serii uznałbym za grę na całkiem dobrym poziomie, tak od trzeciej części - której zresztą dałem szansę całkiem niedawno - odbiłem się po niecałych kilku godzinach. Gra moim zdaniem nie zdała egzaminu w prawie każdym aspekcie, przechodząc przez oprawę wizualną, sposób prowadzenia historii, poprzez bardzo słabe animacje, kończąc na tragicznym gameplayu. Wracając jednak do Gunfire Games, to niewielkie 60-osobowe studio, położone w Teksasie pokazało, że do sukcesu gry wcale nie potrzeba milionów dolarów.

 

I am Root

Historia Remnant from The Ashes na początku nie jest zbyt przejrzysta. Ziemię opanowało zło, w postaci czegoś, co nazwane zostało Root - z ang. korzeń. Jest to swego rodzaju źródło zła, które skorumpowało całą planetę. Ogromne korzenie, a wraz z nimi demoniczne istoty, wyniszczyły większość życia na ziemi. Pozostała niewielka garstka, do której należy nasz protagonista, lub protagonistka. Zostaje on wysłany w podróż, która ma dać nadzieję na ocalenie tych, którzy przeżyli. Na początku tej dziwnej historii wiele rzeczy było dla mnie niezrozumiałe. Nie do końca byłem w stanie umiejscowić czasy, w których wszystko się odbywa. Oto bowiem moja bohaterka - wypływa na łajbie w morze, ubrana w dość proste, ubogie skrawki ubrania, z ogromnym mieczem w ręce. Początkowo wydawało mi się, że może to jakieś średniowieczne czasy. Wszystko jednak zmienia się, gdy dopływamy na nieznaną nam wyspę, po czym znajdujemy wielki schron, w nim technologię, która bardziej przypomina postapokaliptyczny świat z Fallouta, niż średniowieczne budowle rodem z Wiedźmina. Miecz szybko znika, w jego miejsce otrzymujemy broń palną oraz swego rodzaju pałkę skleconą np. z resztek piły tarczowej. Tak zaczyna się ciekawa, intrygująca przygoda.

 

Shooter "Souls like"

Gdy 11 lat temu From Software wypuściło na rynek Demon's Souls, studio raczej nie zdawało sobie sprawy z tego, że tworzy nowy gatunek gier. Przez 11 lat Japońskie studio rozwijało swój pomysł, czego efektem jest trylogia Dark Souls, wydany na Playstation 4 Bloodborne oraz w 2019 roku - Sekiro. Ogromny sukces tych tytułów zapoczątkował boom na gry typu "Souls like", bo tak nazwano ten nowy gatunek. Charakteryzuje się on bardzo zawyżonym poziomem trudności oraz specyficznymi zasadami istniejących światów. W przeciągu ostatnich lat gracze zostali zalani falą podobnych tytułów. Wśród najbardziej znanych można wymienić Nioh, The Surge, Hollow Knight, Mortal Shell, Salt and Sanctuary, Code Vein czy naszą rodzimą produkcję Lords of The Fallen.

Nie da się ukryć, że twórcy Remnant from the Ashes wzorowali się tym całkiem młodym gatunkiem, chcąc jednak zrobić coś zupełnie innego, swojego. Jeśli miałbym w jednym zdaniu opisać, czym jest Remnant, powiedziałbym, że to Action Role Playing Shooter z kamerą z trzeciej osoby i elementami "Souls like". Podobnie jak w serii Dark Souls znajdują się w grze checkpointy. Są to wielkie czerwone artefakty, które po aktywacji regenerują życie i odnawiają amunicję. Wraz z wypoczynkiem - podobnie jak w grach "Souls like" - respawnują się przeciwnicy w lokacji.

Nie zbieramy jednak "dusz", czy innych pozostałości po zabitych przeciwnikach. Nie tracimy także w żaden sposób doświadczenia po śmierci. Postać nie posiada również olbrzymiej listy statystyk do rozwijania. Na początku posiadamy całe trzy cechy do rozwijania: życie, stamina, moc moda. Wraz z graniem, lista cech wzrasta. Czasem po wykonaniu danej czynności, czasem po pokonaniu bossa. Przykładowo po odratowaniu swojego przyjaciela 15 razy otrzymujemy cechę "Revivalist", której wzrost przyspiesza wskrzeszanie kamrata.

Shoot'em up

Podstawą ogólnej rozgrywki w Remnant from The Ashes jest eksploracja oraz strzelanie. Lokacje, choć strukturą nie tak złożone jak w serii Dark Souls, są całkiem obszerne. Zazwyczaj jedno pomieszczenie ma kilka rozwidleń. Warto dotknąć każdą ściankę, każdy skrawek mapy. W grze można bowiem znaleźć sporą ilość różnych przedmiotów, w tym bardzo cenne unikatowe pierścienie, bądź naszyjniki, które dają nowe zdolności lub zwiększają parametry bohatera.
Strzelanie, jako najczęstsza aktywność w grze, jest jednym z największych atutów Remnant from the Ashes. Ubijanie kolejnych hord demonów ciemności za pomocą całkiem obszernego arsenału wszelakiej maści strzelb, snajperek, pistoletów, karabinów daje ogromną frajdę. Wydawałoby się oczywistym, że w grze bazującej na strzelaniu mechanika ta powinna być dobrze wykonana. W moim jednak przypadku wysokobudżetowe produkcje jak Anthem, The Division, czy Destiny nie sprawiały mi tyle przyjemności ze strzelania, jaką daje mi właśnie Remnant.

Gra oferuje w sumie ponad 20 różnych rodzajów broni palnej. Każda z nich jest zupełnie inna, na swój sposób unikatowa i oryginalna. Bronie posiadają jeden slot na mod. Mody dodają specjalne zdolności. Mogą leczyć bohaterów, dodać specjalny atak, odkryć przeciwników, dodać efekty, np. ognia do nabojów. Różnorodność modów, jak i łączonych z nimi broni, daje bardzo wiele synergii oraz dopasowania pod swój własny styl gry. Do całości oprzyrządowania trzeba dodać dość obszerną ilość strojów. Każdy ciuszek ma swoje unikatowe statystyki. Warto dokładnie wgłębić się w nie, gdyż każdy ubiór poprawia jedne statystyki, pogarszając inne. Wiedza ta przydaje się w walce z bossami.

 

Random style

To, czym bardzo pozytywnie zostałem zaskoczony w Remnant from the Ashes, to różnorodność. Gra zachwyca bardzo zróżnicowanymi lokacjami. Poza ruinami miasta, zwiedzimy nieznane krainy, niektóre na piaszczystych pustkowiach, inne na bagnistych terenach. Ekscytuje również kwestia losowości. Każda lokacja ma kilka wyjść, niektóre prowadzą do kolejnej partii fabularnej, inne wyślą naszego protagonistę do podziemi. Lochy stworzone są randomowo, możemy na ich końcu natrafić na bossa, znaleźć komplet ubrań, pierścienie, broń, naszyjniki itp. Nigdy do końca nie wiadomo, na co natrafimy. Jest to bardzo ciekawy pomysł, którego zawsze mi brakowało w grach od From Software.

Przechodząc bowiem kilkukrotnie serię Dark Souls, za każdym razem wszystko jest dokładnie takie same. Wiesz, gdzie jest broń, wiesz, gdzie jest boss, gdzie masz iść, co robić. Remnant w tym przypadku wypada o wiele ciekawiej. Grając jedną grę osobno, drugą ze znajomym, spotykałem zupełnie innych bossów, inne bronie, często inne rodzaje lochów. Można więc przejść grę kilka razy, często natrafiając na niespotkane dotąd miejsca i bossów. Jest to kapitalne podejście, które w takiej utrzymuje napięcie i ciekawość. Warto też dodać, że fabularna część gry zmusza do podejmowania wielu ważnych, zmieniających bieg decyzji. Czy obronisz obcą istotę przed wrogami, komu przekażesz ważny przedmiot, jak zachowasz się w danej sytuacji? Historia może nie zmienia się aż tak diametralnie, ale różne wybory również namawiają do ponownego ukończenia gry.

 

Like a Boss

Wiadomym jest, że tworzenie każdego bossa jest długotrwałe i wymagające. Często więc, ilość antagonistów w grach potrafi rozczarować. Dobrym tego przykładem może być pierwsza odsłona The Surge, z drobną listą 6 bossów na całą grę. Różnorodni przeciwnicy w Remnant from the Ashes, to kolejny olbrzymi atut gry, za który twórcy powinni dostać piątkę z plusem.

Bossów możemy podzielić na dwa typy: fabularnych oraz z lochów. W przypadku tych pierwszych, poza kilkoma wyjątkami, losowo trafiamy na jedną postać. Bossów w lochach spotykamy w zależności od tego, na jakie pomieszczenia natrafimy. W sumie, w samej wersji podstawowej, możemy natrafić na 24 różnych przeciwników.

Dla porównania zaznaczę, że pierwsza odsłona Dark Souls miała 22 bossów. Warto dodać, że każdy z nich jest zupełnie inny, oryginalny i jedyny w swoim rodzaju. Nie chciałbym psuć nikomu zabawy, zdradzając na jak bardzo dziwne stwory można natrafić. Powiem tylko, że twórcy w tym aspekcie naprawdę bardzo się postarali.

Team up

Przygodę w Remnant from the Ashes możemy odbyć w grupie, zarówno ze znajomymi, jak i innymi graczami, tworząc trzyosobową ekipę. By utrudnić wyzwanie, grając wspólnie obniżany jest poziom zadawanych obrażeń. Po swoich doświadczeniach śmiało mogę powiedzieć, że gra w grupie może być o wiele bardziej wymagająca, niż granie samemu. Przykładowo z jednym z fabularnych bossów męczyłem się z kolegą przez dobre 2 godziny, po czym dzień później grając samemu, na tym samym poziomie trudności pokonałem tego samego bossa za trzecim razem, bez większych problemów. Obok serii Borderlands oraz Dying Light, Remnant jest jedną z najlepszych co-opowych gier, w jakie grałem na obecnej generacji konsol.

Wizualnie Remnant from the Ashes trzyma poprawny poziom. Nie powiedziałbym, że to gra technicznie przepiękna i nie odważyłbym się porównać jej do największych tytułów tej generacji. Uważam jednak, że twórcy nie mają czego się wstydzić. Lokacje są ciekawe, złożone, tekstury ostre, postacie wykonane bardzo poprawnie. Brakuje oczywiście na konsolach 60 klatek na sekundę, które w tej grze wiele by zmieniły. Może na nowej, zbliżającej się wielkimi krokami generacji, wsteczna kompatybilność poprawi tę opcję. Moje nadzieje w przypadku ogrywania Remnant na nowych konsolach są skierowane również w stronę czasu ładowania lokacji, który na obecnych konsolach jest dość długi.

Uwagi mam do oprawy dźwiękowej. Jakość samych dźwięków czy muzyka są bardzo dobre. Często jednak mam problem z odnalezieniem strony, z której dochodzą dźwięki. Na PS4 Pro zdarzały mi się również przycięcia dźwięku.

More and more

Przejście gry zajęło mi około 16 godzin. Mimo to, wciąż bawię się w Remnant from the Ashes. Twórcy wydali dwa dodatki, warte uwagi. Gra na normalnym poziomie trudności dla niektórych może być za łatwa. Dopiero na poziomie trudnym wyzwanie wzrasta. Jeżeli dla kogoś to wciąż za mało, są jeszcze poziomy nazywane Koszmarem oraz Apokalipsą. Jeśli to wciąż nie wystarcza, jest jeszcze tryb Hardkore dla najbardziej wymagających graczy. Gra nie posiada standardowej opcji Game+. Można jednak śmiało zmienić poziom trudności postaci, by wyzerowała się cała fabuła. Wtedy spokojnie można grać od początku, lecz z postacią oraz jej cały arsenałem i zdobytymi zdolnościami. Jest również tryb Adventure, który pozwala na ogranie ponownie danych rozdziałów gry.

Remnant from the Ashes to dla mnie jedno z największych zaskoczeń tej generacji. Gra pod wieloma względami wspaniała i wciągająca. Daje olbrzymią frajdę ze strzelania. Pokazuje, że nie zawsze potrzeba ogromu ludzi, wielomilionowego budżetu, wielkich reklam. Gra w przeciągu pierwszych dwóch miesięcy od premiery sprzedała się w imponującej ilości dwóch milionów kopii. I to właśnie dzięki niej, w najlepszy możliwy sposób, pożegnam się prawdopodobnie z obecną konsolą. Nie popełnię też tego samego błędu i w oczekiwaniu na kontynuację, tym razem nie pozwolę sobie zgubić tej gry w natłoku innych newsów.

Remnant from the Ashes została wydana na PS4, Xboxa One, oraz PC. Obejmuje ją aktualnie GamePass na Xboxa.

Tagi: Remnant: From the Ashes

Werdykt
Remnant from the Ashes - recenzja gry, której nie znałem
Grałem na: PS4
  • + Bossowie
  • + Losowość
  • + Bronie
  • + Co-op
  • - Długość ładowania
  • - Brak 60 fpsów
  • - Zaniki dźwięku
  • - Długość gry
8.0
Arczi
Arczi Jeśli lubisz "strzelanki" z trzeciej osoby, daj szansę Remnant from the Ashes.
Oceń notkę
+ +19 -

Oceń profil
+ +34 -
Arczi
Ranking: 89 Poziom: 69
PD: 41856
REPUTACJA: 13113