Firewall: Zero Hour to sieciowa pierwszoosobowa strzelanka VR, koncentrująca się na starciach 8 graczy jednocześnie (4 na 4) na małych mapach. Preferowanym urządzeniem jest oczywiście kontroler VR Aim, który świetnie współpracuje z tytułem i dostarcza niesamowitych wrażeń. Firewall ukazało się 28 sierpnia 2018 r. i zebrało całkiem dobre recenzja (średnia metacritic – 79). W grze chwalono grafikę, responsywność, immersję i ogólnie cały system strzelania. Na start otrzymywaliśmy kilka map i postaci do wyboru, system progresji, kilkanaście broni i gadżetów oraz perków. Dodatkowo mogliśmy personalizować broń i naszych najemników, zarówno rozmaitymi dodatkami jak i kamuflażami. Cała zawartość była całkowicie wystarczająca i odpowiednio motywowała do dalszej gry. Recenzenci wytykali grze słabą infrastrukturę sieciową i tylko jeden tryb gry. Jak zmienił się Firewall?

Zero Hour nadal jest miodne i ma olbrzymią bazę aktywnych graczy. Pomimo tego co przeczytacie dalej, zakup Firewalla jest obowiązkowy dla każdego posiadacza gogli PSVR. Niepowtarzalne akcje, pełna immersja, współpraca z drużyną i uczucie bycia w skórze żołnierza sił specjalnych – tego wszystkiego doświadczycie dzięki tej grze. Działa ona płynnie i wygląda naprawdę ładnie jak na standardy wirtualnej rzeczywistości. Trochę kuleją animacje, które straszą nas co chwilę swoją sztywnością, ale nie jest to rzecz wpływająca negatywnie na nasze doświadczenia. Gra nie ustrzegła się jednak wad, a największą jest infrastruktura sieciowa. Serwer wybiera hosta, który swoim połączeniem stawia lobby, do którego dołączają inni gracze. Jeśli host jest słaby – wszyscy mają lagi. Co więcej, samo lobby uzupełnia się strasznie wolno i lubi się obrazić i nie dopuszczać ostatniego, wymaganego do rozgrywki gracza. To co jednak boli najbardziej, to brak migracji hosta! Host wyjdzie? Wychodzą wszyscy. Host zdenerwuje się przez przegraną przed podsumowaniem meczu? Nikt nie dostaje nagród. Niestety, ale jest to bardzo uporczywe, szczególnie że mamy do czynienia z sieciową strzelanką (solo można zagrać trening lub walkę z botami).

Studio First Contact Entertainment co jakiś czas raczyło graczy płatnymi dodatkami kosmetycznymi. W grze próżno szukać wirtualnej waluty (jest taka, którą zdobywamy za rozegrane mecze i za którą kupujemy sprzęt, lecz granie jest jedyną opcją na poszerzenie swojego portfela) czy loot-boksów. Zamiast tego, możemy wydać nasze pieniądze na opcjonalnych operatorów, nowe kamuflaże, czy wisiorki na broń. Nic z tego nie wpływa na rozgrywkę. Niestety aż do maja, twórcy nie pokusili się o dodanie nowej broni, map czy trybów, a społeczność z niecierpliwością wyczekiwała jakiś większych zapowiedzi. Operation: Nightfall zagościło na serwerach 21 maja i miało zmienić wiele…

Operation: Nightfall

Trudno mi ocenić całą sytuację nowej aktualizacji, ponieważ zapowiedziano coś, na co de facto, prawie nikt nie czekał. Twórcy zamiast uporać się z największymi bolączkami gry, postanowili przeprogramować system progresji, zmienić wygląd menu oraz dodać zadania. Na deser dołożyli (wreszcie) jedną nową mapę i nowego kontraktora (kolejna mapa i wojak są w drodze). Szczęście po zapowiedzi było umiarkowane. Twórcy zrezygnowali z płatnych dodatków na rzecz przepustki sezonowej, która daje dostęp do większej ilości zadań, nagród i krypto-kluczy pozwalających pominąć niektóre zlecenia. Przepustka kosztuje 42 zł a pakiet 5 kluczy to wydatek rzędu 21 zł. Z tej okazji, wszystkie dotychczasowe, płatne dodatki, wylądowały w sekcji nagród za wykonywanie zadań. Deweloperzy postanowili dodać także 3 bronie – zdobywane również poprzez zlecenia. Niestety z tym wszystkim wiążą się pewne problemy, o których przeczytacie dalej.

Nowe menu poprawiło wygląd operatorów – nie są oni już tacy cukierkowi i sztuczni. Sam wygląd interfejsu także uległ polepszeniu i stał się bardziej mroczny i klimatyczny. Ofiarą tych zmian jest responsywność menu i problematyczna nawigacja. Przyciski zmiany stron są zbyt małe przez co trudno w nie wycelować, wszystko jest ciemne i zlewa się z napisami, a zakładki kosmetycznych dodatków muszą wczytywać się po 5-10 sek. każda! Jeśli więc chcemy przebrać naszego najemnika od stóp do głów, musimy czekać prawie 1 min na samo wczytanie się wszystkich zakładek!

Codzienne i tygodniowe zadania przyspieszyły nieco rozwój naszej postaci, jednak niektóre z nich są prawie niemożliwe do wykonania. Cztery zabójstwa nożem? Osiem pistoletem? Tryb gry, który polega na ataku/obronie laptopa mając jedno życie i trwający jedną rundę, nie jest przystosowany do takich zadań. Osoba biegająca z nożem czy pistoletem jest olbrzymim osłabieniem dla drużyny. Jednocześnie nie pokuszono się o dodanie innego trybu lub przedłużenie obecnego, tak aby trwał kilka rund. Cały zabieg odbieram zatem jako przysłowiowy „skok na kasę” mający zmusić nas do zakupu krypto-kluczy.

Zmrok na serwerach

Na koniec zostawiłem najważniejszy aspekt aktualizacji - Opearation: Nightfall zepsuło grę na prawie 4 tygodnie! Aż do połowy czerwca tytuł był niegrywalny z powodu rozłączania z hostem, rozmaitych błędów lobby i konsoli, czy niezapełniania się poczekalni. Przez ten czas wydano ok. 10 łatek, które wreszcie przywróciły grę do stanu sprzed aktualizacji. Mleko się jednak rozlało, społeczność straciła cierpliwość i obecnie Firewall jest tytułem bardzo podatnym na ataki potencjalnej konkurencji. Na szczęście dla gry, a na nieszczęście dla nas, takowa jeszcze się nie pojawiła, lecz głosy mówią, że podobne tytuły z PC nadchodzą.

Mam wielki problem z oceną Firewall: Zero Hour. Z jednej strony jest to świetna strzelanka VR, która spełnia mokre marzenia wielu graczy, a z drugiej symulator czekania w lobby. Niestety pomimo wspierania gry, mojej uwadze nie ujdzie brak poprawy w stosunku do pierwotnych zarzutów oraz wielka klapa jaką było Operation: Nightfall. Ocena oceną, jednak zarówno ja, jak i mnóstwo graczy, nadal będzie wracać do tego tytułu, który uzależnił i wyznaczył drogę dla przyszłych VR-owych FPS-ów.